Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Usiąść z Jezusem w łodzi swojego życia, po to, aby przeprawić się z Nim na drugi brzeg…

Z Ewangelii według Świętego Mateusza

Gdy Jezus przybył na drugi brzeg do kraju Gadareńczyków, wyszli Mu naprzeciw z grobowców dwaj opętani, tak bardzo niebezpieczni, że nikt nie mógł przejść tamtą drogą. Zaczęli krzyczeć: «Czego chcesz od nas, Jezusie, Synu Boży? Przyszedłeś tu przed czasem dręczyć nas?»

A opodal nich pasła się duża trzoda świń. Złe duchy zaczęły Go prosić: «Jeżeli nas wyrzucasz, to poślij nas w tę trzodę świń». Rzekł do nich: «Idźcie!» Wyszły więc i weszły w świnie. I naraz cała trzoda ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora i zginęła w wodach.

Pasterze zaś uciekli i przyszedłszy do miasta, rozpowiedzieli wszystko, a także zdarzenie z opętanymi. Wtedy całe miasto wyszło na spotkanie Jezusa; a gdy Go ujrzeli, prosili, żeby opuścił ich granice. (Mt 8, 28-34)

Usiąść z Jezusem w łodzi swojego życia, po to, aby przeprawić się z Nim na drugi brzeg… – tak mogłoby brzmieć motto naszego, chrześcijańskiego życia.

Spotkanie z opętanymi wbrew pozorom wcale nie musi być takim odległym doświadczeniem. Wydawać się może, że wcale nie rzadko mamy do czynienia z bardzo dzikim światem, który krzyczy próbując zakrzyczeć jedyną prawdę, której źródłem jest Bóg. Żyjemy w świecie w wielu aspektach opętanym walką z chrześcijaństwem, w prawdą Ewangelii, z Jezusem. Bywa, że również w uczniach Chrystusa taka postawa budzi niepokój, przerażenie czy zagubienie. Dlatego trzeba nam stać blisko Jezusa, aby poczuć Jego wewnętrzną moc i pokój.

Codzienna praktyka medytacji jest właśnie takim stawaniem przy Jezusie po to, aby napełnić się Jego mocą i pokojem.

Złe duchy boją się obecności Jezusa. Tracą przy Nim swoją moc. Ilekroć żyjemy w obecności Jezusa, tylekroć żadne demony nie mogą mi nic uczynić. Jezus jest większy od największego zła, zarówno tego zewnętrznego, jak i tego, które chce się objawić we mnie (także od demonów przeszłości czy teraźniejszości, które chcą odebrać nam pokój serca).

Przypomina się w tym miejscu nauka Ewagriusza z Pontu (345–399) na temat ośmiu duchów zła zwanych też myślami namiętnymi (gr. logismoi) atakujących każdego człowieka. Ewagriusz jako doświadczony kierownik duchowy w sposób mistrzowski opisał dynamikę działania każdego z tych duchów i przedstawił sposoby walki z nimi. Refleksja Ewagriusza, która doczekała się współcześnie wielu opracowań stała się podstawą późniejszej nauki Kościoła o siedmiu grzechach głównych. Nie straciła ona nic ze swej aktualności i może być pomocna w pracy nad własnym rozwojem duchowym. To także dobra lektura na wakacje, gdzie szczególnie demony lenistwa i obżarstwa ujawniają swoją siłę.

Zakończmy naszą refleksję historią zaczerpniętą z Apoftegmatów Ojców Pustyni: „Pewien brat zapytał abba Rufusa: «Co to jest uciszenie [hesychia] i jaki z niego pożytek?» Starzec mu odpowiedział: «Uciszenie to mieszkać w celi w bojaźni Bożej i znajomości Boga, oddalając od siebie mściwość i pychę. Takie uciszenie, matka wszystkich cnót, strzeże mnicha przed ognistymi strzałami wroga i nie pozwala, żeby one go zraniły. O tak, bracie, o takie się staraj, pamiętając o śmierci i że nie wiesz, o której godzinie złodziej przyjdzie. Tak więc czuwaj nad swoją duszą»”

Przylgnijmy więc w medytacji do Jezusa. W słowie, które powtarzamy w rytmie oddechu znajdźmy wyciszenie i pokój serca, którego tylko Jezus może i pragnie nam udzielić.

Odetchnij spokojem medytacji

Z Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach. Czy zbiera się winogrona z ciernia albo z ostu figi? Tak każde dobre drzewo wydaje dobre owoce, a złe drzewo wydaje złe owoce. Nie może dobre drzewo wydać złych owoców ani złe drzewo wydać dobrych owoców.

Każde drzewo, które nie wydaje dobrego owocu, zostaje wycięte i wrzucone w ogień. A więc: poznacie ich po ich owocach». (Mt 7, 15-20)

Już w czasach Jezusa było wielu przeróżnych ludzi, którzy uważali siebie za proroków odpowiednich do interpretowania rozmaitych wydarzeń w świetle prawdy. Jeśli spojrzymy na nasze czasy, w których teraz żyjemy, to da się zauważyć, że nic się do dzisiaj nie zmieniło. W każdym omawianym temacie znajdą się ci, którzy z wielką dozą pewności dokonują osądu i przekonują innych, że jedyną miarą prawdy jest ich opinia.

Wbrew pozorom to pokusa, która grozi każdej i każdemu z nasza pojawia się wówczas, gdy uwierzymy, że nasza „prawda” jest tą właściwą i absolutną. Dzisiaj tak często w rozmaitych dyskusjach można się z tym spotkać. Często jednak wcale nie chodzi o prawdę, ale o to by postawić na swoim. Dla chrześcijanina moment, w którym wpada w syndrom fałszywego proroka, powinien być to wyraźny znakiem, że oddalił się od Ewangelii i od prawdy przyniesionej przez Jezusa z Nazaretu. Przypomnijmy sobie, jak bardzo klarownie powiedział, że On jest Drogą, Prawdą i Życiem. Innych nie ma! Tak więc Jezus jest Drogą a nie opcją drogi; Prawdą, a nie teorią, Życiem a nie jego namiastką.

Ks. Jan Zieja zwykł mawiać: „Fałszywy prorok stawia zawsze siebie w centrum uwagi i szuka spełnienia swoich ambicji i niekoniecznie prowadzi do obiektywnej prawdy, która daje wolność.  Prawdziwy – pachnie Ewangelią, duchem służby i miłości i jest jedynie i wie, że jest jedynie narzędziem w ręku Boga, któremu pozwala działać przez siebie. Zawsze jest tym, który zagubionych prowadzi do prawdy”.

Jezus udziela nam dzisiaj mądrości potrzebnej w rozeznawaniu duchowym. Zwraca uwagę, że rozeznawania dla chrześcijanina jest warunkiem koniecznym dobrych wyborów. Dzisiaj prawie na każdym kroku spotykamy się z zafałszowaną rzeczywistością: na zewnątrz obiecującą i łagodną, wewnątrz drapieżną i niszczącą. Wystarczy przywołać w pamięci sytuacje, wydarzenia, w których byliśmy kuszeni pozorem dobra. Mam strzec się pozorów.

Jezus zostawia nam złotą regułę dla rozeznawania wyborów: zwracać uwagę nie na to, co jawi się na początku, co jest pierwszym wrażeniem, ale patrzeć na koniec, przewidywać owoce, które będą się rodziły z naszych wyborów.

Dobre owoce odsłaniają prawdę o tym, co dobre, złe owoce, o tym, co złe. Podczas jednych z rekolekcji, które prowadziłem z Kościołem Domowym robiliśmy takie ćwiczenie, które polecam: rysowaliśmy na kartce „drzewo mojego życia”. Najpierw najważniejsze odgałęzienia określające: wiarę, powołanie, rodzinę, wspólnotę, relacje osobowe, pracę itp. Potem mniej ważne. Następnie należało wypisać na gałęziach drzewa konkretne owoce swojego życia. Nazwać je i określić, które z nich są dobre a które złe? Które decyzje możemy i chcielibyśmy rozeznać na nowo? Które potwierdzić i umocnić? Dla relacji małżeńskich i rodzinnych i rozmów, które wpisane są akurat w formację Domowego Kościoła to proste ćwiczenie okazywało się bardzo pomocne. A praktyka medytacji, czyli spoglądania na te wybory w świetle słowa uczy jeszcze głębszego spojrzenia.

Praktyka medytacji to wsłuchiwanie się i wpatrywanie sercem w tego, który jest Drogą, Prawdą i Życiem. To nie teoretyzowanie, które nie daje żadnych owoców, to wsłuchiwanie się w Słowo, które dotyka naszych serc, aby potem promieniować z nich i proroczo prowadzić innych ku Chrystusowi, do źródła Prawdy.

Ociec widzi w ukryciu

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6, 1-6)

Piękna medytacyjna Ewangelia: „módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu.” Tym ukrytym miejscem obecności jest serce, do którego docieramy w praktyce medytacji, jako do miejsca spotkania z Bogiem. Modlitwa jest jednym z filarów naszej pobożności…

Modlitwa to rozmowa z Bogiem…

Bóg widzi w ukryciu… Może na co dzień nad tym się nie zastanawiamy, ale przecież tak jest. Nauka, która płynie z ust Jezusa, jest tego dowodem. Jezus pokazał nowy wzór modlitwy. Usuwa z niej obłudę polegającą na pokazaniu się innym czy też wywyższaniu się ponad innych, karmiącym naszą próżność.

 Jak pisze ojciec Rohr – franciszkanin, znany ojciec Duchowy, założyciel Centrum Kontemplacji i Działania w USA: „Dla wyrażenia prawdy o naszej modlitwie Jezus używa znamiennego obrazu. Mówiąc o modlitwie chrześcijańskiej, poleca «wejść do swej izdebki i zamknąć drzwi». W greckim oryginale Ewangelii według św. Mateusza na określenie owej „izdebki” użyte jest słowo, które dosłownie tłumaczy się jako: „schowek, komórka, alkierz”. Chodzi o pomieszczenie całkowicie niedostępne dla zewnętrznego świata. O tak głębokie ukrycie tu chodzi! Dopiero w takim ukryciu widzi Ojciec, bo On też żyje w ukryciu, jest Bogiem ukrytym – jak pisze prorok Izajasz (Iz 45, 14) – ukrytym przed wszelkim rodzajem pychy, próżnej wyniosłości. I jedynie tak ukrytą modlitwę nagradza Ojciec. W ten sposób spełnią się inne słowa Ewangelii: «Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie» (Mt 5, 16).

Zatem tylko czyny dokonane w najgłębszym ukryciu przed sobą, nawet przed własną świadomością, i przed światem dzięki Ojcu staną się jawne i widoczne dla świata. Na tym właśnie polega świętość człowieka wierzącego w Boga, że świat powinien widzieć w nim, w jego życiu i postępowaniu Kogoś Innego – widzieć Ojca i owoce działania Jego łaski!  Nie chodzi o ukrywanie się przed ludźmi – jak tłumaczy to św. Efrem Syryjczyk – tylko skierowanie naszej modlitwy bezpośrednio i przede wszystkim do Boga. Nie jest ważne ani złe, żeby inni nas widzieli: wręcz przeciwnie, jako że możemy budować ich świadectwem naszego działania. Ale co jest ważne to to, żebyśmy my zobaczyli Boga po naszych uczynkach. A zatem musimy «dokładnie badać naszą intencję we wszystkim co robimy, i nie szukać naszych korzyści, jeśli chcemy służyć Panu». (Tak, ale…medytacje codzienne)

Jezus tłumacząc wartość ukrytej modlitwy zapewnia nas, że Ojciec widzi nas i słucha w ukryciu i że u Ojca nie ma modlitw niewysłuchanych. Mówi nam: „Ojciec odda tobie”. Sposobem, w który Bóg oddaje nam jest między innymi Jego łaska oraz doświadczenie Jego miłującej obecności, które towarzyszy nam w praktyce medytacji a potem w życiu.

Na Prawo miłości może być tylko jedna właściwa odpowiedź – MIŁOŚĆ

Jezus powiedział do swoich uczniów

«Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.

Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim». (Mt 5, 17-19)

„milczenie bywa największym błogosławieństwem, jakie jest w stanie ofiarować nam świat” (bł. Efrem Syryjczyk)

Przez kolejne dni wsłuchujemy się w tzw. Kazanie na Górze. Mateusz zaczyna od słów: „Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył usta i nauczał ich tymi słowami”. Dzięki narracji Mateusza widzimy Jezusa, który chce powiedzieć nam coś ważnego. Za każdym razem, kiedy w Biblii spotkamy się z wyrażeniem, że ktoś siedzi, lub że naucza z góry jest to sygnał, że powinniśmy się zatrzymać… Właśnie tak, jak dokonywało się nauczanie w Izraelu. Nauczyciel – Rabbi siadał na jakimś podwyższeniu, uczniowie siadali dokoła Niego, u Jego stóp. To był czas by odłożyć na bok wszystkie myśli, wszystko, co w tym momencie przeszkodziłoby w słuchaniu słów Nauczyciela.

Czas medytacji to także czas wsłuchiwania się w Słowo – Nauczyciela. Dlatego praktyka medytacji wymaga od nas, abyśmy odłożyli wszystko, co chce nas oddzielić od Jezusa, co może zakłócić Jego słowo i nasze słuchanie. Teraz jest czas dla Boga. Teraz On także poświęca mi swój czas. Chce nauczyć nas wielu rzeczy, chce podzielić się z nami swoją mądrością, prawdą która jest decydująca dla mojego i twojego życia zarówno doczesnego, jak i wiecznego. Ale z naszej strony potrzeba też otwartości na słowo, które Jezus do nas mówi. Potrzeba nam gotowości słuchania. Tak, aby to słowo dotknęło naszych ubogich serc i wypełniło je wszystkim, czego nam brak, a przede wszystkim aby wypełniło je Bożą obecnością i miłością.

Można powiedzieć, że Jezus rzuca dziś nowe światło na Prawo i Proroków. Mówi o wypełnieniu zamysłu i pragnienia Boga Ojca wpisanego w to Prawo, a więc o odkrywaniu Bożego planu miłości danego w Prawie i Przykazaniach.

Na Prawo miłości może być tylko jedna właściwa odpowiedź – MIŁOŚĆ. To dlatego św. Jan apostoł może powiedzieć, że dla tego, kto kocha przykazania nie są trudne a już z pewnością nie będą stanowiły ograniczenia ludzkiej wolności. Podążając drogą przykazań, odkrywamy coraz mocniej że Bóg w swojej miłości troszczy się o nas dając nam w przykazaniach pewne drogowskazy na dobre życie. Każdy, kto czyta przykazania nie tylko literalnie, ale z wiarą i z miłością doskonale wie, że ich zadaniem jest chronić nas i strzec.

Jezus zachęca nas byśmy umieli zobaczyć, że Prawo Boże jest dla nas fundamentem dobrego życia, którego wartość wynika z miłości i troski Boga o nas dlatego jest ponadczasowa.

Jezus przekonuje nas, abyśmy zawsze opierali się na Słowie Bożym – czego uczymy się w praktyce medytacji. Wszystkie ideologie i filozofie także te relatywizujące Prawo Boże i prawdę w ogóle przeminą. Jedynie Jego Słowo nie przeminie. Jezus jest dla nas niezmiennym punktem oparcia! W praktyce medytacji stale odkrywamy tę prawdę.

„Raz wybrawszy, codziennie wybierać muszę” – mówił św. Augustyn świadom zagrożeń dla wiary płynących ze świata. My także żyjemy w świecie, który obrał sobie za cel relatywizowanie Bożego Prawa. Dlatego tak cenna jest dla nas praktyka medytacji, która uczy nas na co dzień odnawiać nasze posłuszeństwo Słowu i pragnienie wiernego podążania za nim.

Zrozumieć Słowo

Potem przyszli do Niego saduceusze, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat i pozostawi żonę, a nie zostawi dziecka, niech jego brat weźmie ją za żonę i wzbudzi potomstwo swemu bratu.

Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umierając, nie zostawił potomstwa. Drugi ją wziął i też umarł bez potomstwa, tak samo trzeci. I siedmiu ich nie zostawiło potomstwa. W końcu po wszystkich umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc, gdy powstaną, którego z nich będzie żoną? Bo siedmiu miało ją za żonę.

Jezus im rzekł: Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej? Gdy bowiem powstaną z martwych, nie będą się ani żenić, ani za mąż wychodzić, ale będą jak aniołowie w niebie. Co zaś dotyczy umarłych, że zmartwychwstaną, czyż nie czytaliście w księdze Mojżesza, tam gdzie mowa “O krzaku”, jak Bóg powiedział do niego: Ja jestem Bóg Abrahama, Bóg Izaaka i Bóg Jakuba. Nie jest On Bogiem umarłych, lecz żywych. Jesteście w wielkim błędzie. (Mk 12, 18-27)

Przesłanie dzisiejszej Ewangelii jest bardzo konkretne i proste: nie mamy pojęcia jak będzie wyglądać życie w Niebie. Jezus sugeruje w dzisiejszej rozmowie z uczonymi, że kto sądziłby, że życie wieczne będzie ulepszonym życiem ziemskim, jest w wielkim błędzie. 

Przypomina mi się w tym miejscu pewna historia, którą kiedyś przy okazji jednej z sesji medytacyjnych opowiadał ojciec Jan Bereza (założyciel Ośrodka Medytacji Chrześcijańskiej w Klasztorze Benedyktynów w Lubiniu) o pełnym pokory mnichu, który lubił powtarzać tym, którzy pytali go o radę, że najlepszą drogą do życia nieustającej modlitwy, jest częste w ciągu dnia “wchodzenie w siebie”. Podczas pracy i innych zajęć, nawet w czasie czytania i pisania, choć dotyczą one spraw duchowych, a nawet więcej: podczas modlitwy musimy na chwilę zatrzymać się, aby uwielbić Boga w głębi naszego serca i odczuć Jego obecność choć przelotnie i jakby ukradkiem. Znając słynne nauczanie ojca Jana o medytacji przy piciu herbaty czy obieraniu ziemniaków zawsze podejrzewałem, że to opowieść autobiograficzna, ale ojciec Jan nigdy tego nie potwierdził w swojej wrodzonej skromności.

Mnie dzisiejsza Ewangelia przede wszystkim mówi o tym, że jesteśmy stworzeni do życia. Bóg bowiem jest Bogiem żywych, a nie umarłych. Tymczasem mamy czasem tendencje widzenia naszego życia przez pryzmat śmierci. Myślę, że właśnie to sprawia, że tak często skupiamy się na cierpieniu i smutku, na życiu doświadczanym jako pasmo niepowodzeń i trudno nam przełamać się, by zobaczyć coś więcej.

Jezus owszem nie ukrywa, że życie tu na ziemi nie zawsze będzie usłane różami, ale podkreśla też nieustannie, że w sensie duchowym ono się nie kończy śmiercią. Jest przecież wieczność, która przerasta absolutnie nasze ziemskie doświadczenia i oczekiwania. Zmartwychwstanie Jezusa pragnie nas przekonać że to, co doczesne nie powinno mieć nad nami aż takiej władzy, jaką próbujemy tym doświadczeniom przypisać, aby mogły nam – chrześcijanom odebrać nadzieję czy poczucie sensu. Jezus chce nas nauczyć patrzeć na nasze ziemskie życie z perspektywy życia wiecznego. Dla chrześcijanina to jedyna perspektywa i nie ma innej! A spoglądając z tej perspektywy łatwiej smutek zastąpić radością, a beznadzieję optymizmem widzenia tego, co jeszcze przed nami…

„Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej?” – pyta dziś Jezus. Sądzę, że uprawnionym jest sformułowanie pytania Jezusa nieco inaczej: „Czyż nie dlatego jesteście w błędzie, że nie rozumiecie życia?” Jezus próbuje nam uświadomić, że wiele naszych życiowych błędów może rodzić się z braku zgłębiania Bożego Słowa i braku uczenia się sposobu myślenia i patrzenia na rzeczywistość tak jak nas uczy Chrystus.

Podczas prowadzonego skupienia wielkopostnego u sióstr franciszkanek pytałem czy my mamy apetyt na Słowo Boże? Jest to – jak sądzę – określenie ze wszech miar adekwatne, bo przecież Słowo Boże odżywia nasze życie duchowe.

Karmiąc się nim na co dzień, znajdujemy dla siebie „ duchową dietę”, która śmiem twierdzić nie tylko poprawia nasza kondycję życia doczesnego, ale też zapewnia życie wieczne. To sformułowanie „dieta duchowa” usłyszałem z ust mojego pierwszego nauczyciela medytacji chrześcijańskiej – jezuity, ojca Lotza. Porównywał on ją do trzech posiłków, które spożywamy w ciągu dnia. Pierwszym z elementów tej diety jest codziennie rozważanie jakiegoś fragmentu Biblii (jak w medytacji ignacjańskiej). Drugim jest wzięcie małej „przekąski na drogę dnia” w postaci jednego wersetu, który będzie nam towarzyszył w pracy, na spacerze, przy piciu herbaty (to przypomina praktykę Modlitwy Jezusowej). Wreszcie trzecim z elementów jest zapamiętanie jednego lub dwóch wersetów z Pisma świętego. Dzięki czemu, jak Maryja będziemy je nosić w sercu pozwalając, by nas wciąż odżywiały i wracały jako mądrość wówczas, gdy będą nam potrzebne. Duchowa dieta polegająca na smakowaniu słowa! Jeśli jako chrześcijanie będziemy żywili się byle czym, to nie dziwmy się, że będziemy częściej zapadali na światowe choroby, także w naszym sposobie myślenia o życiu.

Oczywiście Słowo nie musi być rozumiane umysłem. Czasem pierwszym poziomem, który uczy nas przyjęcia i zrozumienia Słowa jest nasze serce. Umysł dochodzi do prawdy w nim zawartej dużo później, gdy już zostanie ono przez nas przeżyte. Bo jak pisze Thomas Merton w książce „Aby odnaleźć Boga”: „Do poznania wielu prawd Bożych dochodzimy najpierw przez wiarę, a nie przez rozum. Dopiero później naszą powinnością jest poddawać rozum pod posłuszeństwo wiary. Im większe światło promieniuje z jakiejś prawdy wiary ukazanej np. w Słowie Bożym tym większą też potrzebę posłuszeństwa tej prawdzie wyraża nasz rozum. Rozumienie Słowa Bożego nie oznacza intelektualnego zdobywania wiedzy o Bogu, ale posłuszne poddanie umysłu i serca działaniu Ducha Świętego. To dopiero On daje nam poznanie głębi tego Słowa, a nie samej jego litery.” Dokładnie to robimy w praktyce medytacji monologicznej: poddajemy nasz rozum i serce działaniu Słowa. A Duch Święty robi resztę.