Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Co w życiu jest najważniejsze?

„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec”. (J 6,26-27)

Pierwsze czytanie dzisiejszej niedzieli to fragment Księgi Wyjścia opisującej wyjście Izraelitów z niewoli egipskiej. Opisuje pewien epizod na pustyni, po przejściu Morza Czerwonego, po odzyskaniu wolności.

Chcąc dobrze zrozumieć sens tej historii cofnijmy się o piętnaście rozdziałów, do początków księgi. Mamy tam opis sytuacji Izraelitów w Egipcie: „Egipcjanie bezwzględnie zmuszali synów Izraela do ciężkich prac i uprzykrzali im życie uciążliwą pracą przy glinie i cegle oraz różnymi pracami na polu. Do tych wszystkich prac przymuszano ich bezwzględnie. Potem do położnych u kobiet hebrajskich (…) powiedział król egipski te słowa: Jeśli będziecie przy porodach kobiet hebrajskich, to patrzcie na płeć noworodka. Jeśli będzie chłopiec, to winnyście go zabić, a jeśli dziewczynka, to zostawcie ją przy życiu.” (Wj 1,13-16)

Zatem była to niewolnicza praca w polu i przy wyrobie cegieł. Do tych prac zmuszano ich bezwzględnie. Chodziło nawet nie o efekty ich pracy, o te cegły, ale o to, by ciężką pracą ich zniszczyć. Gdy to nie dało rezultatów posunięto się do decyzji o fizycznej eksterminacji. Każdy narodzony chłopiec miał być mordowany.

Ludzie wołali w swym nieszczęściu do Boga i Bóg ich wysłuchał, wyprowadził z niewoli, dał wolność, swoje przymierze i obietnicę ziemi do której szli.

Jakie wspomnienia wynieśli Izraelici z Egiptu? To dzisiejsze pierwsze czytanie jest świadectwem: „Zasiadaliśmy [w Egipcie] przed garnkami mięsa i jedliśmy chleb do sytości!” (por. Wj 16,3)

Dziwne prawda? Dziwne, ale prawdziwe. Zapomniano o ucisku, upokorzeniu, zabijaniu chłopców a pamięć przechowała tylko garnek pełen mięsa i bochenek chleba.

To opowieść ukazująca smutną prawdę o ludzkiej naturze. Prawdę uniwersalną, bo i w Ewangelii mamy wyrzut Jezusa dotyczący tej samej kwestii: „W odpowiedzi rzekł im Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości.” (J 6,26)

Rozmnożył wcześniej chleb i ryby i to wzbudziło taki entuzjazm ludzi. Ewangelia zapisuje: Ludzie „mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem”. (J 6,15)

Generalnie to król jest po to, by panować, a tu zapowiadało się, że król będzie porwanym niewolnikiem. Niewolnikiem od dawania chleba. Gorzej tylko, gdyby spróbował nie zaspokoić ludzkich pragnień!

Ludziom bardzo łatwo sprzedać swoją wolność, swoje myślenie, swoje marzenia i tęsknoty za ów przywołany dzisiaj garnek mięsa, chleb czy miskę soczewicy.

Nie osądzajmy jednak zbyt pochopnie Izraelitów. Zapytajmy samych siebie, czy my nie jesteśmy podobni do nich?

Czy my, ponad wszystko, nie cenimy własnej wygody, bezpieczeństwa, dostatku, ciepłej wody w kranie, świętego spokoju?

Wszystko to może być niekiedy słusznym dążeniem i mamy prawo sądząc po ludzku starać się o nie. Jednak nie za każdą cenę! Nie za cenę wolności, nie za cenę zdrady wyższych wartości.

Dzisiejsza liturgia słowa to w zasadzie pytanie o to, co w życiu najważniejsze?

Ludzie często zabijają się dla pieniędzy, dla kariery, ale nam chyba nie o takie wartości chodzi.

Spróbujmy podsłuchać ludzi jak składają sobie życzenia. Mówią często: „życzę ci zdrowia, bo zdrowie jest najważniejsze”.

Więc może tym co w życiu najważniejsze jest właśnie zdrowie?

Ktoś jednak powie, że samo życie, choćby kulawe, ułomne i chore właśnie, jest jeszcze większą wartością.

Więc jak to jest? Co jest w tym naszym życiu najważniejsze?

Najpierw zajmijmy się zdrowiem. Zdrowie jest wielką wartością, należy o nie dbać, chronić i zabiegać. Czy jednak jest największą wartością? Na to pytanie próbuje odpowiedzieć  anegdota opowiedziana kiedyś przez Anthonego de Mello:

„Jesteś chory, nic nie pomaga, jest coraz gorzej. I oto staje przed tobą diabeł i obiecuje – dam ci zdrowie, ale ty daj swoją duszę. Co zrobisz?

Nie wiem co zrobisz, ale nie powinieneś sprzedawać diabłu swego życia wiecznego, nawet przyjmując w konsekwencji cierpienie w chorobie do końca życia.”

Zapytajmy zatem o życie. Życie jest jeszcze większą wartością niż zdrowie, należy o nie dbać, chronić i rozwijać. Czy życie jest jednak największą wartością?

Czy wiedząc o tym, że ceną za twoje życie będzie życie innych ludzi, masz prawo taką cenę zapłacić? Czy żołnierz wpadając w ręce wroga ma prawo wydać swoich współtowarzyszy na śmierć?

Nie ma prawa, bo życie – nawet to nasze własne – nie jest wartością absolutną.

Co jest w życiu najważniejsze?

Nie chcę odpowiadać na to pytanie. Nie chcę dawać Ci gotowych odpowiedzi. Na tak postawione pytanie każdy z nas powinien odpowiedzieć sam.

I jeszcze jedno: nie mamy udzielać odpowiedzi na pytanie: „Co w twoim życiu POWINNO być najważniejsze?, ale na pytanie:  „Co faktycznie JEST w twoim najważniejsze?”

Czy potrafisz odpowiedzieć na tak postawione pytanie szczerze?

A jeśli już odpowiesz „CO JEST W TWOIM ŻYCIU NAJWAŻNIEJSZE” wtedy pomyśl co w twoim życiu POWINNO być najważniejsze – pomyśl i porównaj to z tym, czego uczy Jezus i Ewangelia. I wyciągnij wnioski…