Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Jezus, który przychodzi w słowie

Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem.

Na to Pan rzekł do niego: «Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości.

Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste». (Łk 11, 37-41)

Franz Jalics SJ przypomina, że medytacja prowadzi nas do świadomości, że Jezus towarzyszy duchowo ludziom będącym w drodze. Każda droga składa się z wielu etapów. W doświadczeniu człowieka wierzącego ważne jest jednak to, czy kolejne etapy pogłębiają naszą relację z Chrystusem?

Dzisiejsza Ewangelia uświadamia nam słowami Jezusa, że w doświadczeniu wiary, która jest budowaniem relacji z Bogiem liczy się serce, wnętrze człowieka. Wiara to nie jest przede wszystkim dbanie „o czystość zewnętrznej strony” o to, co nazwali byśmy współczesnym językiem „zewnętrzną poprawność”, na której zbyt często się skupiamy, bo ta jest zawsze konsekwencją jakości życia wewnętrznego. Przestroga Jezusa przed wnętrzem, które pełne jest „zdzierstwa i niegodziwości” jest potwierdzeniem tego, że nasze życie wewnętrzne i zewnętrzne nie są od siebie oderwane. Należy je traktować jako naczynia połączone, gdzie jedno wpływa na drugie. Im głębsze życie wewnętrzne tym bardziej będzie się to przekładało na jakość i wysoki poziom całego naszego życia, w tym wyborów, decyzji, sposobu patrzenia na otaczającą nas  rzeczywistości czy sposobu w jaki odnosimy się do innych.

Można powiedzieć wsłuchując się w przesłanie dzisiejszej Ewangelii, że jeśli w naszym życiu pojawia się fałsz on zawsze swoje źródło ma w naszym wnętrzu. Zawsze jest to owoc jakiegoś rodzaju zamknięcia na prawdę, do której pragnie nas prowadzić Chrystus, a którego konsekwencją będzie także zamknięcia na łaskę, która nas uzdrawia.

Medytacja jest doświadczeniem, które wychodzi naprzeciw takiemu stanowi rzeczy, pozwalając wyjść na spotkanie Boga, który przychodzi do nas w sowim słowie – zwłaszcza tym najbardziej skutecznym jakim jest Słowo Wcielone – Imię Jezus, które przywołujemy w tej modlitwie. Można powiedzieć, odwołując się do przesłania ewangelicznego z ostatniej niedzieli, że Jezus jest obecny zawsze tam, skąd wołamy: „Panie Jezu, Mistrzu, ulituj się nade mną!” To Imię, które jest słowem żywym i skutecznym – używając sformułowania św. Pawła – przenikającym do głębi naszego jestestwa daje nam odwagę powrotu do siebie, do wyjścia na spotkanie z własnym sercem, gdyż tak właśnie objawia się Bóg – zamieszkuje nasze serce i pozwala w nim odkrywać swoją obecność. W intymności modlitwy, która jest osobistym spotkaniem z Bogiem, możemy odpocząć od naszych ciężarów a przede wszystkim skonfrontować się z prawdą, która nigdy nie jest dla osoby medytującej oskarżeniem lecz oświeceniem i wyzwoleniem.

Warto byśmy prosili Chrystusa, który jest Mistrzem modlitwy by dawał nam tę umiejętność w medytacji, która sprawia, że staje się ona odpoczynkiem w Jego obecności, mimo że nie ma ona w sobie nic z duchowej bierności, bo sprawia, że obecność Jezusa, który nam towarzyszy w tej modlitwie staje się zaczynem naszej wewnętrznej a w konsekwencji i zewnętrznej przemiany.