Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Ku świętości

Potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: «Zbawienie Bogu naszemu, Zasiadającemu na tronie, i Barankowi». (Ap 7, 9-10)

Prawdziwy charakter uroczystości Wszystkich Świętych gubi nam się przez to, że w naszej tradycji jest to dzień, w którym odwiedzamy groby bliskich zmarłych. Oczywiście nie ma nic złego w odwiedzaniu grobów, ale ważne aby nie pozwolić, by ten żałobny nastrój przesłonił nam radość dzisiejszego święta. W tradycji chrześcijańskiej było to jedno z najradośniejszych świąt obok Wielkiejnocy i Bożego Narodzenia obchodzone już w IV wieku jako wyraz czci dla męczenników. To dzień dzielenia radości z tymi, którzy już zostali zbawieni, którzy na serio potraktowali Jezusowe błogosławieństwa i przeniknęli ich duchem swój sposób myślenia i swoje postępowanie.

Można powiedzieć, że trzy ważne daty następujące po sobie są czymś w rodzaju Triduum ukazującego nam obraz Kościoła: W dzień Wszystkich Świętych wspominamy Kościół chwalebny, czyli tych wszystkich, którzy są już zbawienie a więc doszli do celu swojej wędrówki; Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych (tzw. Dzień Zaduszny) przypomina o Kościele oczyszczającym się a więc o tych, którzy przeszli już do wieczności, ale do pełnego zjednoczenia z Bogiem w miłości potrzeba im jeszcze oczyszczenia z pozostałości ran zadanych przez grzech a przy okazji potrzeba im naszej modlitwy za nich. I wreszcie w niedziela poprzedzająca uroczystość Wszystkich Świętych, która jest obchodzona jako wspomnienie poświęcenia poszczególnych kościołów przypomina nam o Kościele pielgrzymującym, czyli o nas idących jeszcze drogą życia i wiary.

Mimo wszystko nawet w tak radosnym dniu jak wspomnienie Wszystkich Świętych, znajdzie się miejsce na łzy smutku. Świętość w niebie to nie nirwana lub stan, w którym zbawieni są oddzieleni od wszystkich i od wszystkiego. Ich serca choć wypełnione są radością z powodu oglądania Boga, przepełnia też współczucie dla tych, którzy jeszcze tam nie dotarli. Święci mając udział w widzeniu Boga są poruszeni niedolą, biedą, grzechem, cierpieniem Kościoła, który jeszcze pielgrzymuje lub się oczyszcza.

Jeden z wielkich teologów prawosławnych Dmitrou Staniloae tak pisze o tej tajemnicy:

„Przebywanie w miłości wieczystej Boga i ludzi nie wyklucza jednak tego, by święty uczestniczył w cierpieniach ludzi dążących do świętości i tęskniących za nią. Sam Chrystus bowiem pozostaje w ciągłej gotowości do ofiary dla nich. Również aniołowie nie wstrzymują się od poświęcenia się dla innych w nieustannej posłudze. A wszystko to dzięki trwaniu w miłości cierpiącej i współczującej, która jest wieczna i która sama jest wiecznością pełną życia”.

Niektórzy Ojcowie Kościoła wspominali o tzw. łzach świętych, którzy uczestnicząc we współczującej miłości samego Boga, pragnęli, aby i inni mieli w niej udział. Radość przebywania z Bogiem nie jest egoistyczna a zatem nie wyklucza smutku płynącego z faktu, że nie wszyscy wybierają Boga, że nie wszyscy otwierają się na Jego miłość i chcą z wiary i miłości uczynić fundament swojego życia.

Czego uczą nas święci? Przede wszystkim tego, że nie powinniśmy stawiać Bogu granic. On ma moc i pragnienie zbawienia każdego człowieka. Ale człowiek musi tez tego chcieć i Mu na to pozwolić!

Jak to zrobić? Po pierwsze zapytać siebie: Czy we mnie jest wciąż żywe pragnienie świętości a jeśli nie, to spróbować je na nowo w sobie rozpalić! Może potrzeba do tego przystąpienia do dawno odkładanej spowiedzi i Komunii świętej; może trzeba zatroszczyć się o pogłębienie swojej modlitwy, by była czymś więcej niż tylko obowiązkiem, by budowała prawdziwą relację przyjaźni z Jezusem. A może trzeba większego zaangażowania w zasłuchanie w Słowo Boże jako antidotum na często pesymistyczne i tylko przyziemne widzenie jakie próbuje zaszczepić w nas świat i pan tego świata.

Święci to ci, którzy ciągle nam przypominają, że nie w bogactwie i własnym prestiżu, ani też w swoich siłach czy w drugim człowieku, lecz w Bogu powinniśmy złożyć nadzieję. Bo jak przypomni nam św. Jan apostoł: „Każdy, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty” (J 3, 3). Bo świętość to nie owoc naszej pracy, choćby najcięższej. To dzieło Ducha Świętego w nas, którego działaniu nie powinniśmy stawiać granic.