Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Medytacja i duchowe ubóstwo

Jezus zawołał Dwunastu, dał im moc i władzę nad wszystkimi złymi duchami i władzę leczenia chorób. I wysłał ich, aby głosili królestwo Boże i uzdrawiali chorych.

Mówił do nich: „Nie bierzcie nic na drogę: ani laski, ani torby podróżnej, ani chleba, ani pieniędzy; nie miejcie też po dwie suknie. Gdy do jakiego domu wejdziecie, tam pozostańcie i stamtąd będziecie wychodzić. Jeśli was gdzie nie przyjmą, wyjdźcie z tego miasta i strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo przeciwko nim”. (Łk 9,1-6)

Przyznam szczerze, że miałem dzisiaj dubium do którego z tekstów dzisiejszej Liturgii Słowa odnieść się we wprowadzeniu. Bo zarówno Ewangelia jak i czytanie z Księgi Przysłów niosą w tym względzie swoją mądrość. Nie mówiąc już o Psalmie responsoryjnym, który mówi: „Twoje słowo, Panie, jest wieczne, niezmienne; oświeca mą drogę” (por. Ps 119)

Jezus mówi dziś do uczniów: „Nie bierzcie nic na drogę…” To wezwanie, które dla mnie odnosi się wprost do modlitwy monologicznej, jaką jest nasza medytacja. Podejmując praktykę tej formy modlitwy nie bierzemy na drogę dosłownie nic, poza Słowem, które pochodzi od Boga; ani dotychczasowego doświadczenia, które często nie przystaje do tej formy modlitwy, ani wyobrażeń, ani ludzkich zabezpieczeń w postaci jakichś teorii modlitwy czy gotowych tekstów, do których można by się odnieść.

NADA – Nic, jak określiłby to św. Jan od Krzyża.

To modlitwa, w której wyrzekamy się intelektualnej analizy, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni w codziennym życiu i modlitwie myślnej. Ale trzeba się również wyrzec w niej mechanicznego czy magicznego traktowania tej jednej formuły, którą obieramy za werset, który towarzyszy nam w drodze tej modlitwy.

Zasada modlitwy monologicznej jest przede wszystkim zasadą serca i tak długo, dopóki nie pozwolimy, aby przez wytrwałe ćwiczenie jej istota zeszła z umysłu do serca tak długo modlitwa ta będzie nam przynosiła raczej zmaganie i ból niż radość i pokój, którego jest źródłem.

Celem tej modlitwy jest bowiem od zawsze podtrzymywanie stałej pamięci o Bogu.  A źródłem takiej pamięci – podobnie jak pamięci o człowieku, którego kochamy – jest serce a nie umysł. Dlatego gdy tęsknimy, za kimś kogo kochamy czynimy to niezależnie od tego, czy nasz umysł jest czymś zajęty, czy też nie. Gdy źródłem tej modlitwy stanie się serce szybko dostrzeżemy, że znika już typowa dla umysłu sprawa rozproszeń, bo jest to modlitwa, która wspiera naszą pracę wewnętrzną i współgra z nią. Pogłębia też wewnętrzne milczenie poprzez uwalnianie umysłu od myśli i wyobrażeń właśnie dlatego, że przestrzenią jej rozwoju i wzrostu jest duchowe ubóstwo. „Nie bierzcie nic na drogę…”

Abba Makary, zapytany kiedyś: „Jak powinniśmy się modlić?” odpowiedział: „Nie trzeba na modlitwie dużo słów, lecz serca zwróconego ku Bogu”. Żyjmy z Bogiem jak z przyjacielem w każdej chwili. Miejmy żywą wiarę, która polega, że łączy nas z Nim dosłownie wszystko: praca, odpoczynek, cierpienie, smutek, radość, przygotowywanie obiadu, lektura książki czy wypicie kawy. Modlitwa monologiczna uczy nas, że wszystko to możemy robić w obecności Boga i na Jego chwałę. Nie przejmujmy się, że są to rzeczy z pozoru prozaiczne. Bo czy taka nie jest miłość? Ona przecież przejawia się w drobiazgach. Na tym właśnie polega żywa wiara, ona uczy nas dostrzegać Boga we wszystkim i poprzez wszystko. „Oto właśnie, co uczyniło moje życie niebem na ziemi: wierzyć, że Byt, który się zwie Miłością przebywa w nas o każdej porze dnia i nocy i że wzywa nas do życia w Jego obecności” (Jan Kasjan)

Pozwólmy się tej świadomości Jego Obecności ogarniać i prowadzić.