Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Medytacyjne nicnierobienie

Jezus powiedział do Nikodema: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. (J 3,16-18)

„Istnieją wciąż mężczyźni i kobiety, którzy siadają regularnie, żeby nic nie robić. Po prostu nic. Siedzą cicho i bez ruchu. Oczy maja zamknięte. Milczą. Wydaje się to dziwne, wręcz irytujące w świecie pełnym nieustannej aktywności: jak ktoś może marnować czas na nicnierobienie, gdy do dobrego tonu należy być strasznie zajętym i mieć mało czasu. Siedzeniem cicho i bezczynnością nie zarabia się pieniędzy, nie buduje państwa. Nie ma nęcących zysków, żadnych premii, żadnych sukcesów. Patrząc z takiej perspektywy takie siedzenie, to dość nieprzydatna postawa.

Ale właśnie to stanowi o jej szczególnej wartości: nie daje się wciągnąć w żadne cele. Kto siedzi i milczy, przechodzi na drugą stronę spraw pozornie potrzebnych i przynoszących korzyść. W przestrzeń wolności tak potrzebną ciągłe nękanej duszy. Siedzenie to nazywamy medytacją. Ćwiczeniem stosowanym w tradycjach religijnych na Wschodzi i na Zachodzie. Medytujący niczym skały w kipieli oceanu, znajdują wśród całej krzątaniny otaczającego ich świata czas, żeby po prostu być. Czujni, uważni, otwarci na tajemnicę.” [T. Merton, fragment pochodzi konferencji wygłoszonej do sióstr zakonnych, Leclerq 14 stycznia 1968]

Nic nie robić!? Nic prostszego, chciałoby się powiedzieć. Każdy jednak, kto spróbuje, dowie się, że się mylił.

Nie małą trudność stanowi już samo siedzenie bez ruchu i czuwanie. Jeszcze trudniej zmusić nasz wiecznie aktywny umysł do nie-myślenia a niebezpieczeństwo, że znowu będziemy się wysilać, żeby nic nie robić jest duże. Jednak używając znowu słów Mertona: „Medytacja, którą trzeba „robić” nie jest medytacją. W prawdziwej medytacji nie ma nic do zrobienia – ale jest wiele więcej do porzucenia, co często przychodzi jeszcze trudniej. Jak pisze Mistrz Eckhatrt: „Duchowość nie jest dodawaniem, lecz odejmowaniem.”

Mistrz Eckhart zawsze nauczał, że medytacja polega na prostocie, dlatego pisał do jednaj z sióstr zakonnych: „Angażuje się siostra w zbyt dużo ćwiczeń religijnych a tymczasem potrzebuje siostra jedynie wewnętrznej prostoty”. Eckhart często zadawał osobom, którym duchowo towarzyszył by znajdowały czas na bezczynne przebywanie w chwili obecnej, bo to jest droga do „źródła wody żywej”, która tryska w nas, ale jedynie w teraźniejszości. Nawet jeśli nam to nie wychodzi od razu, to trzeba się w tym ćwiczyć. Kluczowym aspektem dobrej medytacji jest zawierzenie. Jest to zawierzenie Bogu, zawierzenie życiu, poprzez które On działa, zawierzenie tajemnicy, z którą często rozmijamy się przez nasz hiper-aktywizm. „Doświadczenie pokazało mi, że nawet dla ziemskich korzyści nie możemy uczynić nic lepszego, niż zostawić sprawy Opatrzności Bożej” – pisze Eckhart. Nie chodzi jednak o źle rozumianą bierność i lenistwo, lecz raczej o szukanie zdrowej równowagi między tak powszechną dziś aktywnością a brakiem działania. To jak złożenie naszych rąk w  ręce Boga, gdyż  żadne ręce nie poprowadzą nas i nie nauczą nas przeżywać życia lepiej i głębiej niż – używając słów proroka Izajasza – ręce Boga, w których ukryte jest nasze życie. (por. Iz 49, 15-16)