Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Między biedą a bogactwem

Problem bogactwa i biedy, człowieka żyjącego w dostatku i człowieka potrzebującego i ich wzajemnego stosunku do siebie, to problem stary jak świat. To temat, który podejmowali wszyscy wielcy myśliciele, etycy, filozofowie. Trudno żeby nie znalazł też swojego miejsca w nauczaniu Jezusa. I zwłaszcza w roku miłosierdzia to temat, który wydaje się mieć szczególny wydźwięk.

Problemem bogacza z Ewangelii nie jest samo bogactwo, bo Chrystus nie potępia go z zasady, ale egoizm. Mistrz podkreśla w jego zachowaniu przesadną troskę o wygląd, o urodę. Zaś wystawna uczta to pewien symbol konsumpcji, pogoni za rozrywką, przyjemnością.  Wymowne jest również to, że bogacz z przypowieści w przeciwieństwie do biedaka nie ma imienia. Imię w Biblii oznacza osobę. Pozbawienie kogoś imienia jest symbolem człowieka, który żyje tylko dla siebie, który zagubił swoją osobowość, zatracił siebie samego.

W podtekście dzisiejszej Ewangelii Chrystus zdaje się nam zadawać pytanie, które w Roku Miłosierdzia nabiera szczególnej wagi: Dla czego i dla kogo ja żyję? Jakie wartości decydują o moich wyborach, moich relacji z innymi? Przestroga Jezusa wydaje się dotyczyć postawy, która może doprowadzić do zamknięcia lub zatwardziałości mojego serca wobec potrzeb innych, zarówno materialnych jak i duchowych.

Równie znamienne w tej przypowieści jest przywołanie obrazu psów, które przychodziły i lizały rany Łazarza i które w konsekwencji okazały mu więcej miłosierdzia niż bogacz. Wcale nierzadko bywa tak, że pomagają nam nie ci, którzy mają ku temu środki i możliwości. Jeszcze jedna rzecz, na którą wydaje się zwracać dzisiejsza Ewangelia, to fakt, że łatwiej jest dostrzec niesprawiedliwość w dzisiejszym świecie niż małe przejawy dobra, docenić małych pomocników, którzy pojawiają się nie wiadomo skąd. Czasem to jakieś przypadkowe spotkanie, dobre słowo, uśmiech. Chrystus pyta w podtekście, czy potrafimy zobaczyć w nich Bożych posłańców a konkretnie zatroskanie Boga o nas? Ale oni są dla nas także wezwaniem do tego, aby naśladować ich dobro!

Ta przypowieść przypomina, że decyzje rozstrzygające o naszej wieczności trzeba podjąć tu i teraz. Nie wolno odkładać nawrócenia na później, bo jutro czy pojutrze, może być za późno.

Czujemy, że nasz świat nie jest urządzony sprawiedliwie, że ludzie czy instytucje, które powinny troszczyć się o sprawiedliwość nie zawsze wywiązują się ze swojego zadania. Intuicja podpowiada, że musi istnieć jakaś ostateczna sprawiedliwość.

I tak mówi nasza wiara: Bóg kiedyś wszystkich rozliczy. Miłosierdzie nie oznacza rezygnacji ze sprawiedliwości. „Niesprawiedliwość współczesnej historii nie jest i nie może być ostatnim słowem. Bóg jest sprawiedliwością i kiedyś zapewni sprawiedliwość, przed którą nikomu nie uda się uciec. To jest nam pociechą i nadzieją” – zauważa Benedykt XVI w nowo opublikowanym z nim wywiadzie–rzece. To jest spojrzenie człowieka głębokiej wiary, człowieka, który przypomina też w swoim wywiadzie, że ten, kto żyje na co dzień Słowem Bożym i wierzy mu, ten łatwiej dostrzega wokół siebie mnóstwo cudów i przejawów Bożej opatrzności a jednocześnie ciągle aktualne i naglące wezwanie do nawrócenia.