Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Modlitwa, która jest ryzykiem

Jezus, nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy. Raz ktoś Go zapytał: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?” On rzekł do nich: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli. (Łk 13,22-30)

Modlitwa jest zawsze ryzykiem. Może postawić osobę modląca się w sytuacji braku orientacji. I poniekąd dzieje się tak w modlitwie monologicznej.

Jest to bowiem modlitwa, która – jak już mówiliśmy – zmusza nas do pozostawienia „bezpiecznych” schematów, oparć, zabezpieczeń, które często tworzymy sobie przez zbytnie angażowanie naszego umysłu, przez szukanie dla niego pewnej pożywki, ale taka modlitwa staje się często ucieczką od tego do czego Chrystus zaprasza nas w Ewangelii – do całkowitego oparcia się na Nim i Jego łasce.

Gdy nam ich brak odczuwamy modlitwę jako trudną i uciążliwą. Można by jednak rzec, że modlitwa musi być trudna jeśli ma być rzeczywiście przechodzeniem przez tę „ciasną bramę” od naszego ludzkiego sposobu myślenia i postrzegania do oparcia na Bożej mądrości. Przypomnijmy, co pisze prorok Izajasz: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – mówi Pan” (Iż 55,8). Możemy zatem śmiało powiedzieć, że wszystko to, co zazwyczaj myślimy o modlitwie i jak sobie ją wyobrażamy ma niewiele wspólnego z tym, co o modlitwie myśli Pan Bóg.

Orygenes napisał kiedyś takie zdanie: „Ci, którzy kroczą drogą poszukiwania mądrości Bożej, nie stawiają domów, lecz przenośne namioty, ponieważ wciąż wędrują i wciąż posuwają się naprzód, a im większe czynią postępy, tym bardziej rozpościera się przed nimi droga rozwoju wiodąca w nieskończoność i przekraczająca ludzki sposób pojmowania”. (Homilie o Księdze Liczb, 17)

Z kolei R Rohr naucza: „Rzeczywistość modlitwy jest zbyt poważna, aby ją zakonserwować w stagnacji przyjemnych uczuć i błyskotliwych myśli. O ile przyjmiemy konsekwentnie właśnie to, że jako pielgrzymi jesteśmy w drodze do niebieskiej ojczyzny, zaskoczenia nie będą czymś zaskakującym”. (Spadać w górę)

A T. Merton doda: „Jedynie modlitwa, w której rezygnujemy z ludzkiego planowania i w której otwieramy się na Boże prowadzenie nauczy nas umiejętności zadziwienia się nowymi perspektywami, jakie roztaczają się na widnokręgu życia duchowego. Jest to o wiele bardziej zachwycające niż zbudowanie sobie spokojnego i wygodnego życia. Co zresztą zawsze jest iluzją. Bo Święty spokój rzadko ma coś wspólnego ze świętością a tym bardziej ze spokojem”. (Nowy posiew kontemplacji).

I jeszcze jedno zadanie św. Jana od Krzyża: „Tylko Bóg jest moim oparciem”.(Glosa o rzeczach boskich)

Czy potrafimy tak wierzyć w Boże prowadzenie, że będziemy gotowi zrezygnować z naszych pewników i zabezpieczeń by zdać się tylko na Jego łaskę? Słyszałem kiedyś takie porownanie „Modlitwa jest polem obserwacyjnym zaufania Bogu. Jeśli będziemy potrafili zdać się całkowicie na Boże prowadzenie w modlitwie, łatwiej także będzie nam to uczynić w życiu również pośród wszystkich druzgoczących czy niezrozumiałych faktów naszego życia”.

Rohr pisze, że „konieczna w naszym duchowym dojrzewaniu jest jakaś fundamentalna zgoda na utratę kontroli nad własną modlitwą i zaprzestanie mierzenia jakości tego spotkania z Bogiem naszą ludzką (ograniczoną i subiektywną) miarą”. Spadać w górę)

Modlitwa nomady duchowego, jakim jest chrześcijanin, ma w sobie zgodę na święte „nie wiem”, jakąś mądrą ignorancję, oświeconą niewiedzę. Św. Jan od Krzyża napisze: „By dojść do tego, czego nie poznajesz, musisz iść przez to, czego nie poznajesz. By dojść do tego, czego nie posiadasz, musisz iść przez to, czego nie posiadasz. By dojść do tego, czym nie jesteś, musisz iść przez to, czym nie jesteś” (Droga na górę Karmel, I, 12, 11).

Wejście w taką praktykę powierzenia siebie Bogu czyni nas wolnymi i wewnętrznie i uczy nas świeżego spojrzeniem na fakty naszego życia, przez które przecież Bóg do nas mówi. Niech zatem każde wezwanie modlitwy monologicznej: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną będzie kolejnym, ciągle ponawianym krokiem zaufania i oddania się w ręce dobrego Boga.