Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Modlitwa przekraczająca schematy

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. (Mt 5,17-19)

Pan Jezus odnosi się dzisiaj do przykazań, o których św. Jan powie w swoim liście, że są miarą miłości Boga: «Albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie» (1J 5,3). Zachowywanie przykazań Bożych jest świadectwem, że kochamy Go w czynach a nie tylko w wymiarze emocjonalnym. Św. Jan uświadamia nam, że nie nasza modlitwa jest największą miarą naszej miłości do Boga, ale przykazania (choć oczywiście modlitwa jest ważna, bo bez niej zasady wyrażone w przykazaniach nie zakorzeniłyby się w naszym sercu, nie stałyby się zasadami miłości). Do tej pedagogicznej mocy modlitwy odwołujemy się także w medytacji.

Spośród wielu form modlitwy, które są dostępne dla przeciętnego, praktykującego chrześcijanina na naszych spotkaniach pragniemy wdrażać się w medytację monologiczną, czy jak kto woli Modlitwę Serca, której jedną z from jest Modlitwa Jezusowa. Moja przygoda z tą formą modlitwy trwająca już trzy dekady utwierdza mnie w przekonaniu, że to modlitwa najbardziej prosta i uniwersalna, co nie znaczy najłatwiejsza. Jej prostota polega na tym, że możemy się dzięki niej modlić bez zbędnych słów i myśli. Inną kwestią jest to, że taka forma modlitwy pozwala nam trwać przed Bogiem, być w Jego obecności w niemal dowolnej chwili dnia. Jak wspominałem kiedyś: modliłem się nią, jadąc tramwajem do szkoły średniej (podróż w jedną stronę zajmowała mi 40 minut), żeglując, chodząc po górach, wykonując jakaś pracę nie wymagającą zbytniego zaangażowania umysłowego, także jeżdżąc rowerem. Czasem łączę tę modlitwę z adoracją Najświętszego Sakramentu, bo ułatwia wejście w bycie tu i teraz przed Bogiem.

Jest to modlitwa dla tych, którzy preferują w ciszy i spokoju trwać u stóp Pana, podobnie jak ewangeliczna Maria. Mam serdecznych znajomych – małżeństwo, które uprawia nordic walking. Dzielili się ostatnio doświadczeniem, że te chwile marszu są one dla mich nie tylko okazją do wypoczynku, ale też czasem dającym wspaniałe warunki do praktykowania Modlitwy Jezusowej.

Nie wiem jakie jest Wasze doświadczenie tej modlitwy, ale skupienie na jednym, którego ta forma modlitwy uczy pozwala też dostrzegać, że odpowiedzi ze strony Boga są zawsze bardzo konkretne i objawiają się w małych, nieraz pozornie błahych sprawach. Medytacja monologiczna bardzo wyczuwa nasz zmysł wiary na dostrzeganie takich małych rzeczy.

Inną ważnym owocem, jaki dostrzegam jest to, że dzięki medytacji zmienia się też głębia i intensywność pozostałych modlitw – modlitwy brewiarzowej czy Mszy świętej.  Dzięki ćwiczeniu uważności medytacja monologiczna pozwala wejść mocniej w doświadczenie danej modlitwy, bez konieczności walki z atakującymi rozproszeniami. Zresztą modlitwa ta nauczyła mnie, że nie same rozproszenia są najistotniejsze, bo one – ze względu na intensywność życia i tak się będą pojawiały – ważniejsze jest to, jaką przyjmiemy wobec nich postawę. Jeśli będzie właściwa i nie będzie traktowała ich zbyt poważnie, dając im przez to siłę, ich natarczywość i intensywność się zmniejszy. Jest jeszcze jeden owoc tej modlitwy, sądzę, że również ważny. Uczy nas ona przełamywać strach przed tym, co nieznane w modlitwie; czego nie możemy kontrolować a to z kolei uczy nas zaufania w prowadzenie nas w doświadczeniu modlitwy przez Ducha tam, kędy On chce. Jak zwykł mawiać brat Morris: „Bóg będzie działał w naszym życiu modlitwy tylko na tyle, na ile pozwolimy Mu działać”. Im bardziej próbujemy kontrolować przebieg naszej modlitwy, tym mniej pola zostawiamy w niej działaniu Ducha Świętego.

Medytacja monologiczna zaprasza nas do wyzbycia się utartych schematów modlitwy i choć na początku może to być trudne, z czasem pozwoli nam ona wypłynąć na głębię przynosząc owoce, jakich sami się często nie spodziewamy.     W końcu jak mówił znany nauczyciel medytacji chrześcijańskiej Johannes Lotz SJ: „Skoro modlitwa jest wejściem w świat Boga, który zawsze pozostaje dla nas tajemnicą musimy zgodzić się na to, że również o modlitwie podobnie jak o Bogu nieskończenie więcej nie wiemy niż wiemy a zatem wszelkie próby kontrolowania jej i zrozumienia jej prawidłowości za pomocą rozumu – jeśli nie zdecydujemy się na akt wiary, który będzie dla nas skokiem w nieznany i nieograniczony świat – spełzną na niczym”. [Wprowadzenie do medytacji]