Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Ostatecznie pozostaje człowiekowi tylko Bóg

Jezus udał się na Górę Oliwną, ale o brzasku zjawił się znów w świątyni. Wszystek lud schodził się do Niego, a On, usiadłszy, nauczał.

Wówczas uczeni w Piśmie i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę, którą pochwycono na cudzołóstwie, a postawiwszy ją na środku, powiedzieli do Niego: ”Nauczycielu, kobietę tę dopiero pochwycono na cudzołóstwie. W Prawie Mojżesz nakazał nam takie kamienować. A Ty co mówisz?”. Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby mieli o co Go oskarżyć.

Lecz Jezus, nachyliwszy się, pisał palcem po ziemi. A kiedy w dalszym ciągu Go pytali, podniósł się i rzekł do nich: ”Kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci na nią kamień”. I powtórnie nachyliwszy się, pisał na ziemi.

Kiedy to usłyszeli, wszyscy jeden po drugim zaczęli odchodzić, poczynając od starszych. Pozostał tylko Jezus i kobieta, stojąca na środku.

Wówczas Jezus, podniósłszy się, rzekł do niej: ”Niewiasto, gdzież oni są? Nikt cię nie potępił?”. A ona odrzekła: ”Nikt, Panie!”. Rzekł do niej Jezus: ”I Ja ciebie nie potępiam. – Idź, a od tej chwili już nie grzesz”. (J 8,1-11)

Zasadnicze i w zasadzie retoryczne pytanie, które trzeba by postawić na początku refleksji nad dzisiejszą Ewangelią brzmi: „Czy faryzeuszom i uczonym w Prawie zależało na wymierzeniu sprawiedliwości, gdy zgromadzili się, aby ukarać kobietę pochwyconą na grzechu cudzołóstwa?”

Oczywiście Nie. Kobieta została przez oskarżycieli potraktowana czysto instrumentalnie. Miała być dla nich narzędziem służącym tylko i wyłącznie do podważenia autorytetu Jezusa. Z pewnością zainteresowanie ludu, który licznie gromadził się by słuchać Jezusa i Jego nauczania musiało uwierać uczonych Izraela i faryzeuszy, których nauczaniu nie poświęcano tyle uwagi. To jeden z ważnych powodów, dla których postanowili zamknąć usta Jezusowi. Mówiąc prosto – zazdrość. Znaleźli doskonałą okazje i to w majestacie prawa, jakie zostawił im Mojżesz: Postawili przed Nim kobietę oskarżoną o cudzołóstwo. Jeśli Jezus okaże miłosierdzie, zlekceważy prawo. Jeśli nakaże ją ukamienować, wykaże się brakiem miłosierdzia. Po ludzku sytuacja bez wyjścia. Sama kobieta nie interesowała ich. Była tylko pionkiem na szachownicy gry przeciwko Jezusowi. Na szczęście człowiek, nawet taki, który w sowim mniemaniu posiadał by wielką inteligencję i przebiegłość ma zbyt krótkie ręce i zbyt ograniczony rozum by za jego pomocą pokonać jego Twórcę.

Niestety opowiedziana ustami św. Jana ewangelisty historia powtarza się dziś w odniesieniu do Kościoła – ciała Chrystusa. I zawsze chodzi o to samo: o rząd dusz!

Współczesne quasi-religijne elity zastawiają na niego pułapki, byle tylko odebrać mu autorytet. Pozornie będzie chodziło o większe miłosierdzie albo o sprawiedliwość. Nie dajmy się zwieść. W istocie chodzi o jedno – o skuteczną kompromitację. O to, by lud nie słuchał już głosu Pana w Jego Kościele.

Niezwykła wobec oskarżeń jest postawa Jezusa. Milczy i pisze palcem po ziemi. Co pisze? Powstało wiele teorii. Niektóre mówią, że wypisuje grzechy faryzeuszy. Ale jest w tym geście też inna symbolika – która mnie osobiście bardziej się podoba – a do której nawiązuje kaznodzieja papieski o. Raniero Cantalamessa OFMCap. Otóż jak pisze wspomniany autor „pochylenie się Jezusa wydaje się nawiązywać do umywania nóg. Palec Boży – to określenie Ducha Świętego. Może więc mamy raczej do czynienia z prorockim znakiem. Można go wyjaśnić tak: Duch Święty pisze prawo nowego przymierza, już nie na glinianych tablicach, ale na żywych – ludzkich sercach. Jego istotą jest przebaczenie. Potępienie grzechu i ocalenie grzesznika”[Moc Krzyża. Medytacje watykańskie].

Kobieta zgrzeszyła, ale grzesznikami byli również jej oskarżyciele. Oni jednak w przeciwieństwie do niej uznawali się za doskonałych i dlatego tak łatwo wydawali wyroki. Odeszli zawstydzeni. Dużo ważniejszym jednak pytaniem w kontekście zbawienie byłoby: czy jednak odeszli nawróceni? Niekoniecznie. Jezus pomógł im zobaczyć ich grzech, ale oni woleli uciec od Niego. Człowiek może nie chcieć przebaczenia. Może czuć się pewny swego, nawet wtedy, gdy chwilowo przegrywa upokorzony. A jednak nadal nie chce zgiąć karku przed Bogiem. Oni wkrótce wrócą wprawdzie nie do Jezusa, ale po Niego, aby za wszelką cenę dowieść swego. Historia odejścia od Jezusa a w konsekwencji odrzucenia Go – jak często się dzieje w przypadku grzechu – będzie miała swój dalszy ciąg.

Na koniec oko ewangelisty skupia się na kobiecie, która cudem uniknęła śmierci. Stała tam ze swoim wstydem, hańbą, samotnością. Upokorzona i bezradna. To jest obraz człowieka po grzechu. Oddajmy raz jeszcze głos ojcu Cantalemessie, który pisze, że „w Biblii cudzołóstwo jest symbolem każdego grzechu. Bóg bowiem jest oblubieńcem, a Jego lud – oblubienicą. Bóg stworzył nas dla siebie, aby nas kochać. Dlatego każdy grzech jest zdradą, oddaniem się w ręce innego kochanka niż Bóg”.

W tym kontekście słowa „pozostał tylko Jezus i ta kobieta” nabierają mocniejszego znaczenia. To nie tylko opis tamtej sytuacji. Człowiekowi ostatecznie zostaje tylko Jezus, tylko Bóg. Człowiek nigdzie indziej nie znajdzie przebaczenia, prawdziwej nadziei i pokoju serca. Ostatecznie człowiekowi pozostaje tylko Bóg, gdy go nie ma jest bezsens.

Ale życie duchowe nie zna pustki. Puste miejscu po grzechu musi być czymś zapełnione. Dlatego potrzebny jest Bóg ze swoja łaską, która wypełniając ludzkie serce jako jedyna ma moc je także uzdrowić.  Jezus, najczystsza Miłość, mówi do kobiety: „Nie potępiam cię”. Chciałoby się uzupełnić te słowa Jezusa stwierdzeniem, które On ostatecznie kieruje do każdej i każdego z nas: „ Ja nigdy cię nie potępiam. Wiem, że pragniesz miłości, ale szukasz jej w złym miejscu, w zły sposób. Dlatego jestem z Tobą. Nie musisz już więcej grzeszyć i szukać po omacku, bo masz Mnie”. Warto się nad tą prawdą zastanowić przeżywając końcówkę Wielkiego Postu…