Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Postawa dziecięctwa na medytacji

W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: «Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?» On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. [Mt 18, 1-3]

Przywołany fragment Ewangelii jest zaczerpnięty z liturgii mszalnej poświęconej św. Teresie od Dzieciątka Jezus, którą dziś wspominamy. Całe jej życie było próbą odpowiedzi na to Jezusowe zaproszenie by stać się przed Bogiem jak dziecko. Również we wczorajszej Ewangelii Jezus odwołuje się do postawy dziecka, pouczając uczniów, by nie gonili za fałszywym poczuciem wielkości.

Kiedy myślimy o postawie dziecka, myślimy zwykle o prostocie. Prostota to jedna z podstawowych cech, które powinny towarzyszyć doświadczeniu medytacyjnemu. To właśnie do niej odwołujemy się w tej modlitwie. Przyjęcie takiej postawy wymaga często od osoby dorosłej przekroczenia pewnych schematów myślenia. Pewnego wysiłku. Inaczej jest w przypadku dzieci. Każdy, kto ma jakieś doświadczenie w medytacji z dziećmi z pewnością wie, że medytacja przychodzi dzieciom dużo łatwiej niż dorosłym. Kiedy zaprasza się dzieci do medytacji nierzadko czynią to niemal spontanicznie. To dopiero upływ czasu zabija w człowieku tę spontaniczność i prostotę. Także naturalną radość, jaką przynosi medytacja. Pamiętam, jak zaskakująco dojrzałą odpowiedź otrzymałem od sześcioletniego dziecka, które po skończonej medytacji zapytane, czym jest dla niego medytacja i co czuje medytując odpowiedziało: „Medytacja pozwala mi przytulić się do Jezusa!” Jak pięknie byłoby, gdybyśmy my – dorośli potrafili właśnie tak przeżywać doświadczenie medytacji, jako wtulenie się w Jezusa, w Jego pełne miłości ramiona, gdzie nie potrzeba słów, gdzie najważniejsza jest obecność.

Dzisiaj rano pewna kobieta powiedziała mi, że w naszym doświadczeniu modlitwy gubi nas to, że często brakuje nam świadomości, że Jezus, z którym spotykamy się w modlitwie jest osobą, jak ja i ty. Stąd ów obraz wtulenia się w ramiona Jezusa jest jak najbardziej adekwatny i mógłby okazać się pomocny w pogłębieniu świadomości modlitwy jako osobowego i osobistego spotkania z Jezusem. Osobowego, bo Bóg, z którym spotykamy się w medytacji jest osobą, pragnie się z nami spotkać, pragnie nas kochać, pragnie obdarowywać nas swoimi łaskami. Osobistego, bo każda medytacja jest jedyna w swoim rodzaju i niepowtarzalna, nacechowana wyjątkowością Boga i wyjątkowością i niepowtarzalnością osoby medytującej, jej uczuć, jej zaangażowania, jej historii.

Postawa dziecka w medytacji jest również ważna z tego powodu, że nastawia nas ona na otwarcie się na to, czego Bóg pragnie nam udzielić w tej modlitwie. Dziecko wie, że wszystkiego potrzebuje od rodziców, aby przeżyć: miłości, uwagi, obrony, wsparcia, pożywienia, tak jak chrześcijanin wie (a przynajmniej powinien mieć świadomość), że wszystkiego potrzebuje od Boga.

Wezwanie, które powtarzamy w trakcie medytacji powinno nam o tym nieustannie przypominać: Celem powtarzania wezwania jest stopniowe odwrócenie uwagi od siebie, od naszego ego, jego wydumanej samowystarczalności i jego własnych idei i pragnień. Poprzez odwrócenie uwagi od siebie i skierowanie jej ku Bogu pragniemy wzrastać w świadomości, że to Bóg jest w naszym życiu źródłem i dawcą wszystkiego, czego nam potrzeba.

Patronka dnia dzisiejszego, poszukująca przez niemal całe życie swojego miejsca i swojego powołania w Kościele odnotowała niezwykłe słowa: „Zrozumiałam, że miłość zamyka w sobie wszystkie powołania, że miłość jest wszystkim, obejmuje wszystkie czasy i wszystkie miejsca… Jednym słowem – jest wieczna! Tak, znalazłam swoje miejsce w Kościele, a to miejsce, mój Boże, Ty sam mi ofiarowałeś… W sercu Kościoła, mojej Matki, będę Miłością! W ten sposób będę wszystkim i moje marzenie zostanie spełnione!!!”. Myślę, że te słowa św. Teresy pięknie oddają naturę i powołanie człowieka medytacji. Medytować, to być zawsze w centrum Kościoła, otoczony rzeszą innych medytujących z każdej strony świata a także tych, którzy medytowali przed nami i medytować będą po nas przez całą historię. Gdziekolwiek zatem medytujemy, czy we wspólnocie czy w miejscu odosobnionym, nigdy nie jesteśmy sami. Ten cytat św. Teresy jest streszczeniem jej drogi dziecięctwa duchowego i wydaje się być ciągle czymś aktualnym również dla nas, zgodnie ze słowami Jezusa: „Jeżeli nie staniecie się jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego” – mówi Jezus w Ewangelii.