Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Quo vadis, Domine?

Podobno w średniowieczu mnisi z Cluny, przystępując do komunii świętej, zdejmowali buty – jak Mojżesz zbliżający się do Krzewu Gorejącego, do Najświętszego.
Zdumiewająca jest ludzka zdolność oswajania tego, co niezwykłe. Bo przecież dla nas Eucharystia, komunia święta, jest czymś zwyczajnym, a przez to może nieraz zbyt mało cenionym. Zdarzało mi się spotkać ludzi, którzy z powodu poplątanego życia nie mogą przyjmować Eucharystii – niektórzy z nich mają jednak tak wielkie pragnienie komunii, jakiego nie spotyka się u większości praktykujących katolików.

Uroczyste świętowanie Bożego Ciała ma swój początek w widzeniach św. Juliany z Liege i zostało wprowadzone najpierw w diecezji Liege, ale wkrótce rozszerzono je na cały Kościół. Przyczynił się do tego cud, który miał miejsce w Bolsenie niedaleko Orvieto: podczas mszy świętej, którą sprawował ksiądz wątpiący w realną obecność Chrystusa w Eucharystii, uniesiona przez niego hostia zaczęła krwawić, co przekonało niedowiarka księdza i wielu innych – dawniej i dziś.

Różne były losy tej uroczystości i różne przypisywano jej znaczenia: wyznanie wiary w realną obecność Chrystusa w Najświętszym Sakramencie; uświęcenie miast i wsi; błogosławieństwo pól, uproszenie dobrej pogody i urodzaju. W czasach PRL-u można było nieraz usłyszeć – a i dzisiaj jeszcze można – że podczas procesji Bożego Ciała mamy „zamanifestować naszą wiarę” (cokolwiek to znaczy).

Kiedy uczestniczymy w procesji Bożego Ciała, warto postawić sobie pytanie – dlaczego wychodzimy z Jezusem na ulicę? A może właściwiej byłoby zapytać, dlaczego Jezus wychodzi na ulice? A my, dlaczego jesteśmy przez Niego prowadzeni? Wierzę, że nie jest to jedynie ukazanie światu wielkości Kościoła ani prośba o pobłogosławienie naszych ulic i domów, czy zamanifestowanie naszej wiary wobec obojętniejącego na Boga świata, ale że procesja ta ma głęboki duchowy sens. Jezus idzie do miasta. Mnie przywołuje to scenę ze znanej książki Sienkiewicza i zachęca, aby postawić Chrystusowi to samo pytanie pytanie, które według legendy postawił Mu św. Piotr – Quo vadis, Domine? Jezus wraca do Rzymu, ponieważ Piotr z niego ucieka. A dzisiaj? Może idzie, na ulice naszych miast i wsi, aby jeszcze raz przypomnieć o miłości Ojca do każdego człowieka, miłości do końca, której my – chrześcijanie powinniśmy być znakiem i przypomnieniem, ale niestety często nie jesteśmy…

Boże Ciało, to święto Eucharystii. W moim jej przeżywaniu ostatnio na pierwszy plan wysuwają się dwie myśli. Pierwsza dotyczy kruchości. Kiedy łamię hostię nad ołtarzem, często myślę o tej kruchości i o tym, że Jezus właśnie tak chce do nas przychodzić. „Bierzcie i jedzcie, to jest moje Ciało za was wydane”. Za was i dla was. Możecie z nim zrobić, co chcecie. Możecie nim wzgardzić, zlekceważyć je, okazać mu obojętność. Możecie je z miłością przyjąć, wziąć do siebie i patrzeć, jak w was rośnie, i rosnąć razem z nim.

Druga myśl, zaczerpnięta od św. Jana Pawła II, dotyczy komunii. Zachwyciło mnie spostrzeżenie papieża, że w komunii nie tylko każdy z nas przyjmuje Chrystusa (to dla nas dość oczywiste), ale też Chrystus przyjmuje każdego z nas! Chrystus „przystępuje do komunii”, by mnie przyjąć. Gdy będziemy o tym pamiętali, wówczas każda Eucharystia będzie dla nas wielkim świętem a każda Komunia święta niezwykłym wydarzeniem uświadamiającym nam, że nie tylko my przyjmujemy do naszego serca Boga, ale że i On przez sakrament Eucharystii wprowadzając nas w swoją rzeczywistość przyjmuje i nosi każdą i każdego z nas w swoim Sercu!