Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Schronić się w Bogu

Po wyjściu Judasza z Wieczernika rzekł Jezus: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami.

Przykazanie nowe daję wam, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali». (J 13,31-33a. 34-35)

Na chwilę przed Wniebowstąpieniem Jezus mówi do nas: „Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami”. Ale zanim odejdzie zostawia nam zadanie do wykonania…

Często bywa, że skupiamy się w naszym rachunku sumienia na wielu drobnych uczynkach, a lekceważymy te, które w Ewangelii są najważniejsze. Wyrzucamy sobie na przykład rozproszenie na modlitwie, a jednocześnie jesteśmy zimni i obojętni na los innych. To pokazuje, że nie zawsze rozumiemy, jakie ma być nasze chrześcijańskie życie. I nic dziwnego – nie jest to proste zadanie!

Jezus nam mówi, że mamy kochać naszych bliźnich, tak „jak On nas umiłował”. Tym samym to, co było już dostatecznie trudne, stało się wręcz niemożliwe do wykonania. On nas ukochał do tego stopnia, że opuścił swoją boską kondycję, aby poznać cierpienie, zdradę, śmierć. Jak możemy kochać tak samo?

Przykazanie: „tak jak Ja was umiłowałem”, to nie tylko przykład do naśladowania. To pokazanie nam źródła, z którego musimy zaczerpnąć, jeśli przynajmniej chcemy próbować dorastać do tej miłości, którą On nam nieustannie daje i która pochodzi od Niego. Jeśli spróbujemy szukać tego źródła miłości gdziekolwiek indziej, lub próbować kochać o własnych siłach, będziemy się nieustannie potykać o niezdolność naszego kochania, albo wręcz egoizmu

Na wszystko jest właściwy czas. Niczego nie da się przyśpieszyć, wymusić na sobie pobożnym życzeniem. A zwłaszcza nie da się tego zrobić w życiu duchowym! Psalmista modli się: „nie gonię za tym, co wielkie, albo co przerasta me siły (…) wprowadziłem ład i spokój do mojej duszy (Ps 131). Stąd, po słowach: „abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”, apostoł Jan spoczął na piersi Mistrza, by wsłuchiwać się w Jego serce. Zasłuchany w bicie Jezusowego serca – Jan dojrzewa.

Jan robi dokładnie to, o czym przed chwilą pisał psalmista: Na czas najtrudniejszej lekcji, jaką miała być Pascha (Męka i śmierć Mistrza) on schronił się w Bogu. Może właśnie dzięki temu mógł wytrwać do końca, pod Krzyżem, gdy innym zabrakło sił. Jakże inną postawę reprezentowali Piotr i Judasz, którym wydawało się, że lepiej wiedzieli… Byli zapatrzeni w swoją własną wizję drogi, swoją własną wizję Mesjasza.

Nie posłuchali jak Jan, gdy Jezus przestrzegał: „Beze Mnie nic uczynić nie możecie” (J 15, 5). Wiemy, czym się skończyło przekonanie o samodzielności i „dojrzałości” Piotra, który chciał pójść tam, gdzie Chrystus.

Myślę, że ta dzisiejsza Ewangelia jest dla nas ważną lekcją, w którą jak Jan musimy wsłuchać się nie tylko uszami, ale i sercem.

W życiu duchowym, w życiu wiary, w dojrzewaniu do wymagań ewangelicznej miłości nie da się samodzielnie dorosnąć: Tak jak dziecko dojrzewa otoczone bezpieczeństwem i siłą miłości rodziców, tak chrześcijanin ma szansę dojrzeć tylko wówczas, gdy stanie się dzieckiem – które pozwoli się otulić miłością i łaską Boga.

Piotr ostatecznie poszedł tam, gdzie Jego Pan, ale po swojej dojmującej porażce, po zaparciu się Mistrza i po Zmartwychwstaniu jest to już zupełnie inny Piotr – pokorny; umocniony paschalnymi wydarzeniami i darem Ducha Świętego. Jest to Piotr, któremu do głowy nie przyjdzie, że może zrobić coś, bez pomocy Bożej łaski…

Dzisiaj tak wiele mówi się o kryzysie, który dotyka Kościół. Może zrodzić się wówczas pokusa, by przestać trwać w wierze, albo w innym wypadku by nie tyle wytrwać, ile przetrwać. Tak się budzą nasze wielkie i małe sposoby radzenia sobie z różnymi sytuacjami, w których to nam się wydaje – tak jak kiedyś Piotrowi czy Judaszowi – że wiemy lepiej niż Chrystus, jak je rozwiązać. I próbujemy to robić po swojemu, nie pytając Chrystusa, jak to rozwiązać?…

A prawda jest taka, że jest tylko jedna droga, do przezwyciężenia każdego kryzysu wiary, zarówno tego osobistego, jak i wspólnotowego – jest to droga, którą wskazuje nam św. Jan: jeszcze mocniej przylgnąć do Chrystusa!

Każda inna droga i każde inne rozwiązanie w życiu chrześcijanina, które nie rodzi się ze wsłuchiwania się w Serce Zbawiciela prowadzi donikąd.