Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Szukając ciszy

Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony».

Zapytali Go: «Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy to się dziać zacznie?»

Jezus odpowiedział: «Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „To ja jestem” oraz „Nadszedł czas”. Nie podążajcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec». (Łk 21, 5-11)

Wędrując po świecie często podziwiamy piękno świątyń, kunszt ich architektów i budowniczych.  Tymczasem Jezus zaprasza nas byśmy nie przywiązywali tak wielkiej wagi do tego co zewnętrzne, gdyż nie byłoby dobrze, gdybyśmy zapomnieli, że zewnętrzne piękno świątyń przypomina nam o Tym, dla którego zostały one postawiona. Dlatego niczym oścień jest słowo Jezusa: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony». Tak często zaangażowani w codzienność, żyjemy tak, jakby to, co nas otacza miało nigdy nie przeminąć.  Chrystus zaprasza na byśmy kształtowali w sobie spojrzenie, które wśród zwykłej, szarej codzienności potrafi dostrzec inne piękno, to które zostanie na wieczność a którego świat jest jedynie nikłym odbiciem.

Jak pisze o Richard Rohr w swojej Prosta sztuka odpuszczania: „Podróż w wierze wymaga od nas, abyśmy uczyli się żyć otwarcie i uczciwie, pozwalając aby przenikała nas prawda świata, gdyż nie nawracamy się w naszych głowach lub dzięki kazaniom wygłaszanym przez kapłana; nawracamy się dzięki okolicznościom – jeśli naprawdę zgadzamy się ich wysłuchać. A kiedy pozwalamy rzeczywistości, aby nas przeniknęła, wtedy nawrócenie jest już o krok.”

Być otwartym na rzeczywistość, by pozwolić przemawiać przez nią Bogu, który właśnie w taki sposób zechciał do nas mówić – oto ciągle aktualne zadanie do wykonania dla każdego wierzącego.

Refleksja nad dzisiejszą Ewangelią zachęca nas również do odwrócenia wzroku od tego co zewnętrzne, by skierować go na inną świątynię – świątynię naszego serca. I tu również aktualne okazuje się zdanie Jezusa: «Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony». Gdyż przyjdzie taki moment, kiedy także ta świątynia, którą jest nasze serce zniszczeje. Nie znaczy to jednak że z chwilą, gdy nasze serca przestaną bić zginie wszystko. Ocaleje bowiem to, co jest owocem liturgii i kultu, który dokonuje się w świątyni ludzkiego serca a których owocem jest wiara, nadzieja i miłość.

Dlatego warto nieustannie wracać do pytania: Czy w mojej pełnej zabiegania codzienności tęsknię za Bogiem? Czy adoruję Boga nieustannie obecnego w moim sercu? Czy pociąga mnie przebywanie z Nim w ciszy? To jest ta świadomość, która powinna nam towarzyszyć nieustannie a którą próbuje wypracować w nas medytacja – ucząca wsłuchiwania się nieustannie w słowo, obecne w sercu. Aby jednak by tak było musimy pozwolić temu słowu zakorzenić się w sercu a do tego potrzebna jest przestrzeń ciszy i skupienia.

Kard. Roberty Sarah w swojej książce „Moc milczenia” uświadamia nam, że można wybrać jedną z dwóch dróg: można szukać ciszy lub przed nią uciekać. Niestety współczesny człowiek często wybiera tę drugą opcję i nie rzadko dotyczy to także ludzi wiary. Żyjemy w powszechnie otaczającym nas zgiełku a jeśli odcinamy się od niego, zakładając na uszy słuchawki podłączone do smartfonów to tylko po to by zrezygnować z jednego hałasu na rzecz innego. Ale – jak pisze kard. Sarah – Bóg nie przychodzi w hałasie! Zgiełkiem i hałasem posługują się raczej inni, fałszywi prorocy, przed którymi przestrzega nas Jezus w dzisiejszej Ewangelii. Niestety potrafią być przekonujący i zwodniczy. Jezus przestrzega nas dzisiaj przed fałszywymi prorokami, którzy będą mamili nas pięknymi słowami i obietnicami, którym łatwo ulec. Pan jednak mówi do nas wyraźnie, abyśmy nie chodzili za nimi.

Czy bierzemy sobie do serca tę przestrogę Jezusa? Warto pytać siebie: Kogo najchętniej w życiu słucham, kogo się radzę? Komu wierzę najbardziej? Jakimi słowami karmię się najczęściej? Jakie miejsce pośród tych osób i słów zajmuje Jezus i Jego słowo?

Jest tylko jedno słowo, które potrafi udzielić nam prawdziwego wewnętrznego pokoju, przezwyciężyć nasze lęki i udzielić mądrości w rozeznawaniu znaków, które poprzedzą przyjście Jezusa. Tym słowem jest sam Chrystus. Tyle tylko, że On przychodzi w ciszy, o którą jako człowiek wiary muszę z całą determinacją zawalczyć na przekór zgiełkowi, który za wszelką cenę pragnie się wkraść do umysłu i serca by zagłuszyć ten cichy i pokorny głos Boga, który wybrzmiewa w naszej wewnętrznej świątyni. Dlatego codzienna i wytrwała praktyka medytacji może być dla nas i dla naszej wiary przestrzenią ocalenia. Tylko wsłuchując się w Chrystusa w ciszy naszego serca uczymy się ufności w dane przez Niego słowo. Uczymy się, że tylko Jego słowo jest wiarygodne i wieczne.