Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Trzymać się mocno Słowa Życia

Umiłowani moi, skoro zawsze byliście posłuszni, zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem nie tylko w mojej obecności, lecz jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma. Albowiem to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą.

Czyńcie wszystko bez szemrań i powątpiewań, abyście się stali bez zarzutu i bez winy jako nienaganne dzieci Boże pośród narodu zepsutego i przewrotnego. Między nimi jawicie się jako źródła światła w świecie. Trzymajcie się mocno Słowa Życia, abym mógł być dumny w dniu Chrystusa, że nie na próżno biegłem i nie na próżno się trudziłem. (Flp 2,12-18)

List do Filipian, to jeden z więziennych listów św. Pawła. Wyobrażam sobie św. Pawła, który z perspektywy bliskiej już śmierci spogląda na swoje życie i działalność apostolską. Piękne jest to zdanie, które św. Paweł pisze z perspektywy swojego doświadczenia: „To Bóg jest w nas sprawca chcenia i działania”. On sam widział wielokrotnie i doświadczył działania tej łaski w swoim życiu począwszy od swego nawrócenia pod Damaszkiem a także jako źródło swojej działalności i jej owoców. Znany filozof duński filozof Søren Kierkegaard powie: „Życie i działanie Boga w życiu można zrozumieć, patrząc nań tylko wstecz”. I św. Paweł właśnie pisze z tej perspektywy.

I drugie zdanie: „Trzymajcie się mocno Słowa Życia”. Mocy tego słowa także doświadczył św. Paweł, więc to o czym pisze, to nie teoria, ale konkretne doświadczenia, które było jego udziałem.  

Zarówno jedno jak i drugie zdanie pięknie wpisują się w doświadczenie modlitwy monologicznej. To modlitwa, której źródłem jest tylko łaska. Z niej wynika to, że chcemy się modlić i z niej wynika nasze działanie a może lepiej byłoby powiedzieć nasze zaniechanie działania aby pierwszeństwo w działaniu dać w tej modlitwie Bogu i Jego łasce. To co jest sednem tej modlitwy, to trzymanie się mocno Słowa Życia – Imienia Jezus. To z niego rodzą się owoce tej modlitwy. Ale podobnie jak w przypadku św. Pawła trzeba praktyki, regularności i wytrwałości w tej modlitwie, aby jej owoce stały się nie tylko piękną teoria, o której się czyta czy słyszy lecz osobistym doświadczeniem, którego nikt i nic nie może zakwestionować. Z kolei to z osobistego doświadczenia rodzi się świadectwo naszej wiary – bycie światłem, o którym również pisze św. Paweł.

Św. Paweł mówi tez o bojaźni i drżeniu, które winny nam towarzyszyć na drodze wiary. Wspomniany już Søren Kierkegaard zatytułował tak jedną ze swoich książek: „Bojaźń i drżenie” (ciekawa lektura). Pisze on, że bojaźń i drżenie to reakcje, które towarzyszą człowiekowi, gdy otwiera się na prawdę. Tą prawdą było dla Kierkegarda chrześcijaństwo.  Prawda, która uczy nas zrozumienia czym jest ofiarowana nam przez Boga miłość i łaska. Bojaźń i drżenie nie mają oczywiście nic wspólnego z lękiem, ale są bardziej doświadczeniem, które można zrozumieć w kategoriach zachwytu i świadomości jak bardzo ubodzy jesteśmy wobec wielkości daru pochodzącego od Boga a udzielanego nam w każdej chwili. Niestety jak sugeruje filozof współczesny człowiek tym bardziej zatraca swoją wrażliwość na te Boże dary im bardziej próbuje być samowystarczalny im więcej wie i im bardziej ufa swojemu rozumowi. Dlatego tak bardzo trzeba nam powrotu do uczenia się wrażliwości i zdolności zachwytu tym co nas otacza i co otrzymujemy do Boga. I choć Kierkegaard opisywał doświadczenie wiary w kategoriach paradoksu (bo z jednej strony pragnął, żeby prawda odnaleziona w chrześcijaństwie stawała się źródłem jego pokoju, to z drugiej była z istoty swojej niewyczerpanym, nieskończonym źródłem najintensywniejszego „lękliwego drżenia” filozofa).  Nie mniej nie pozostawiał wątpliwości, że im bardziej intensywnie przeżywamy naszą wiarę tym więcej rodzi w nas ona zdolności do wrażliwości, empatii, zachwytu i wdzięczności. To wewnętrzne rozedrganie, o którym pisze filozof wynika z tego, że człowiek jest syntezą ciała i duszy, skończoności i nieskończoności, doczesności i wieczności, wolności i konieczności, etc. Jest bowiem za słaby, aby dokonać tego, do czego został powołany – za słaby, aby scalić wszystko. Dlatego może się to dokonać w człowieku jedynie mocą łaski.  

Ukuł też piękne powiedzenie, że: „Najsilniejszy jest zawsze ten, kto umie złożyć dłonie do modlitwy”. Każdy jednak, kto się modli i ma za sobą pewne doświadczenie modlitwy wie, że siła ta nie pochodzi z nas, lecz jest darem i owocem działającej w nas łaski.