Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

W szkole miłości

Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: „Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?”

On im odpowiedział: „Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom”. I dodał: „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu”. (Mk 2,23-28)

Św. Augustyn powiedział kiedyś: „Kochaj i czyń co chcesz”. Nie wszyscy jednak wiedzą, że powiedział to pod wpływem medytacji nad słowami dzisiejszej Ewangelii.

Prawo jest niezbędne dla dobrego funkcjonowania każdej społeczności ludzkiej, ale Jezus proponuje niesamowite uproszczenie prawa. Zamiast tysięcy różnych nakazów i zakazów proponuje jeden nakaz: kochaj! Tym bardziej, że sam tworzy nową społeczność, więcej Królestwo, gdzie prawem ma być właśnie Miłość, rozumiana jako szczere szukanie dobra (chodzi zarówno o moje dobro jak i drugiego człowieka) Takie podejście lepiej od wszystkich kodeksów prawa organizuje życie społeczne, od rodziny począwszy, na wspólnotach międzynarodowych skończywszy. Problem jest jednak w tym, że nawet za bardzo nie wiemy co to jest miłość, a z wcielaniem jej w życie to już w ogóle jest tragedia. Ta niewiedza jest po części zawiniona. Wsłuchujemy i dajemy się manipulować różnym teoretykom miłości a nakładając na te teorie nasze własne, często ułomne doświadczenie miłości i egoizm (miłość wykrzywioną) nie dziwi fakt, że czujemy się zagubieni gdy mowa o miłości. A przecież wystarczyłoby uczyć się od jedynego Nauczyciela, który sam jest Miłością.  Na szczęście można temu zaradzić. Wystarczy poznać Jezusa i zapisać się do szkoły, którą On założył – szkoły Miłości, szkoły Ewangelii. Na to nigdy nie jest za późno. Uczęszczanie do szkoły zakłada oczywiście popełnianie błędów i ciągłe poprawianie się, ale niesie ze sobą wzrost i rozwój. Nade wszystko zakłada jednak uznanie autorytetu Nauczyciela i posłuszeństwo Jego słowu.

Nasz problem polega na tym, że częściej niż miłością kierujemy się obowiązkiem, powinnością, nakazem zagrożonym karą. O ile w pewnych sytuacjach życiowych rzeczywiście człowiek musi kierować się obowiązkiem, powinnością, nakazem, prawem, bo bez tego panowałby w życiu społecznym bałagan. Jednak przed Bogiem powinniśmy przede wszystkim zwracać uwagę na serce. Zwłaszcza, że właśnie w sercu Bóg złożył swoje prawo miłości już w chwili chrztu. Potrzeba nam kontaktu z naszym sercem, aby wciąż na nowo to źródło odkrywać. To źródło, które jest nieustannie zasilane i odnawiane Jego łaską a więc nie ma obaw, że się wyczerpie, dopóki będziemy przez łaskę zjednoczeni z Bogiem.

Serce jest niejako odbiornikiem „fal” Bożej miłości. To w sercu człowieka Bóg składa swoją miłość uczulając je na to, co Boże. I chociaż współczesny człowiek często tego nie doświadcza, to jednak Bóg mówi do człowieka właśnie poprzez serce, poprzez duszę. Serce i dusza to „czułe instrumenty”, które pod wpływem Bożej miłości wydają pewne sygnały do człowieka. Człowiek może je odebrać lub nie. Niestety współczesny człowiek jest tak często zajęty sobą, tak bardzo obrósł w to, co proponuje świat, że dużo trudniej usłyszeć mu delikatny głos Boga w swoim sercu. Nie słyszy wołania duszy, która spragniona Tej boskiej miłości tęskni za swoim Stwórcą (duszy, o której św. Augustyn mówi, że będzie niespokojna tak długo, dopóki nie spocznie w Bogu!). Głos Boga we wnętrzu człowieka może zostać przytłumiony wszystkimi sprawami, którymi on się zajmuje. Dlatego trzeba nam zachowania czujności, aby nie uczynić naszego serca „jaskinią zbójców”.  Taka postawa jest wielką stratą dla człowieka, bowiem, nie słyszy Tego, który może pokierować jego życiem prowadząc go najlepszą z dróg, który go prowadzi z miłością. Dlatego współczesny człowiek tak często się miota. Stąd biorą się też różne „wypaczenia” w życiu religijnym. Stąd bierze się poczucie obowiązku zamiast miłości. Stąd traktowanie przykazań Bożych jako ciężaru, czegoś, co trzeba przyjąć, nieść, bo inaczej ma się grzech. Jak bardzo ranimy Boga takim pojmowaniem sprawy! Nasze posty, modlitwy, które sobie narzucamy, wyrzeczenia stają się smutkiem, zranieniem Boga. Bo nie są wyrazem naszej miłości. Są przyjętym przez nas ciężarem. Wydaje się nam, że czynimy coś dla Boga, tymczasem robimy to dla siebie i budowania naszej próżności.

W naszym myśleniu stale uobecnia się błąd. Bóg nas umiłował! Od wieków! Dał Syna, aby za nas poszedł na Krzyż! Za nas! Za nasze grzechy! Jezus już to uczynił! On już zawiesił na Krzyżu wszystkie nasze słabości. Wziął je na siebie, obarczył się nimi, by wyprosić dla nas zbawienie! Jezus już nas zbawił! Więc ty nie musisz nic czynić, by się zbawić! Bo zbawienie masz dane od Boga! Jedyną rzeczą, jaką możesz zrobić jest przyjęcie zbawienia. Jak to zrobić? Pokochać Boga! Przyjąć darowaną Miłość i odpowiedzieć na nią również miłością! Tylko tyle i aż tyle!