Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Zawierzyć Maryi czas medytacji

Przyszli do Jezusa Jego matka i bracia, lecz nie mogli się dostać do Niego z powodu tłumu.

Oznajmiono Mu: „Twoja matka i bracia stoją na dworze i chcą się widzieć z Tobą”.

Lecz On im odpowiedział: „Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je”. (Łk 8,19-21)

Na co dzień żyjemy w kakofonii słów i dźwięków. Jedne z nich niosą pocieszenie i pokój, inne wręcz przeciwnie niepokoją i wnoszą chaos w nasze myśli i serca. Dzisiejsza Ewangelia zdaje się pytać nas, jakie miejsce wśród słów, które docierają do nas każdego dnia zajmuje to szczególne – Słowo Jezusa, naszego Mistrza?

Przedmiotem chrześcijańskiej medytacji jest zawsze Słowo Jezusa. To w nie uczymy się wsłuchiwać w ciszy naszego serca, nawet wtedy, gdy z pozoru zdawałoby się nam nic nie mówić. Jednak nigdy tak nie jest, bo jak przypomina nam autor Listu do Hebrajczyków „Słowo Boże jest zawsze żywe i skuteczne” [por. Hbr 4,12], zawsze przenika do głębi naszego jestestwa, nawet gdy pozornie nie czujemy tego oddziaływania słowa. Bywa, że na owoce działania Słowa w naszym sercu trzeba poczekać. I tej postawy cierpliwego oczekiwania także uczy nas medytacja.

Ale dzisiejsza Ewangelia uczy nas czegoś jeszcze, również w kontekście doświadczenia medytacyjnego, choć nie często o tym mówimy. Ona zaprasza nas, by nasza modlitwa zbliżała nas także do Maryi. Warto prosić Ją, tak jak prosimy Ducha Świętego, aby była z nami, gdy będziemy medytowali wsłuchując się w Słowo. To dobry wybór – zawierzyć Maryi czas naszej medytacji.

W dzisiejszej Ewangelii to Maryja ukazana nam jest jako Ta, która pragnie spotkać się ze swoim Synem. A jednocześnie nikt inny tak, jak Ona, nie nosił w sobie doświadczenia Jego obecności.

Warto w tym kontekście pytać siebie: Czy noszę w sobie równie wielkie pragnienie spotkania z Jezusem? A przecież to z niego właśnie wynika chęć do codziennego, wytrwałego siadania do medytacji, rano i wieczorem, bez względu na dzień, na pogodę, na stan ducha. Jeśli mamy nosić w sobie doświadczenie Jezusowej obecności ta wytrwałość i radykalizm codziennej praktyki są konieczne.

Dzisiejsza Ewangelia jest bardzo medytacyjna: Jezus pokazuje nam szczególne miejsce spotkania z Nim samym: Jest nim Słowo Boże. Wsłuchiwanie się w  to Słowo prowadzi nas w konsekwencji do zażyłej więzi z Jezusem. Słowo Boże ma moc zrodzić w nas więź z Jezusem, która przekracza najgłębsze ludzkie związki. To jest konkretny owoc działania i żywotności Słowa.

Jezus przypomina nam, że słuchanie Jego Słowa powinno prowadzić do jego wypełniania. Słowo Jezusa zawiera życie. Słowo, które jest żywe chce wypełnić nasze życie tak, jak wypełniło do końca życie Maryi, Apostołów czy wielu świętych. Ich życie pokazuje nam, jak piękny staje się człowiek, który żyje słowem Bożym.

Ale słowo to pragnie także zrodzić w nas prawdziwą wolność. Spoglądając dziś na stojących na zewnątrz domu Maryję i krewnych Jezusa, którzy pragną się z Nim spotkać można odnieść wrażenie, że jest to postawą, którą chcą wywrzeć nacisk na Jezusa, aby się z nimi zobaczył. Tymczasem Jezus swoją postawą pokazuje nam niesłychaną wolność, jaką w sobie ma, nie ulegając tej presji. Skąd się ona bierze? Otóż z tego, że On wie, po co tam jest. Jezus zawsze podejmuje swoje decyzje w sposób niesłychanie spójny z celem, jaki mu przyświeca. Tym celem jest posłuszeństwo woli Ojca i troska o zbawienie tych, do których został posłany.

To także ważna wskazówka dla nas. Im bowiem bardziej wiemy o co nam chodzi w naszym życiu, im bardziej mamy świadomość, co jest naszym prawdziwym celem, do którego dążymy, tym bardziej będziemy niezależni od różnego rodzaju wpływów i presji, które starają się na nas wywrzeć inni czy współczesny świat. Innymi słowy – im bardziej wsłuchujemy się w Słowo Jezusa, które określa naszą prawdziwą tożsamość i wskazuje na prawdziwy cel naszych dążeń tym bardziej będziemy wolni.