Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Zmartwychwstał!

Różne spojrzenia

Z Ewangelii według Świętego Mateusza

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?»

On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda».

Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»

On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».

Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty». (Mt 26, 14-25)

zdjęcie: wordpress.com

Można powiedzieć, że od czasów słynnej transakcji Judasza z Sanhedrynem Bóg stał się towarem handlowym. Judasz wystawił Go na licytację: „Co chcecie mi za Niego dać?” – padło z jego ust pytanie. Arcykapłani dali mu 30 srebrników. Judasz nie zapytał nawet: „czy ktoś da więcej?” Zgodził się na pierwszą stawkę: „Bóg sprzedany za 30 srebrników!” 30 srebrników za Boga, za Przyjaciela, za Mistrza!.

A co Bóg na to? On za każdego człowieka płaci stawkę niedającą się przeliczyć: płaci własnym życiem i krwią. Jak nierówne to proporcje! Stwórca sprzedany za kilka monet, stworzenie odkupione za życie Stwórcy. Boski Garncarz sprzedany za kawałek metalu, glina zaś, proch tej ziemi sprzedany za krew Garncarza.

Można snuć rozważania, jak cenny jest człowiek w oczach Boga. Szkoda tylko, że po wykupieniu z niewoli tak często chcemy do niej wracać?

To, co przykuwa uwagę w tej Ewangelii to przede wszystkim postawa Jezusa, który nie odrzuca Judasza. Który w ten ostatni wieczór, kiedy zasiedli przy stole, karmi go, podaje mu chleb, poi go  – i czyni to wszystko z miłością. Później, w Getsemani, po raz ostatni zwróci się do niego, z tak wielką troską: „Przyjacielu, po coś przyszedł”(Mt 26,50).  Nie wypiera się Judasza, nie przekreśli przyjaźni, bo Bóg pozostaje wierny nawet, jeśli człowiek wierności odmawia (por. 2 Tm 2, 13), bo „dary Boże i obietnice są nieodwołane” (Rz 11, 29). I tak jest z każda i każdym z nas. Pozostaniemy wybranymi, umiłowanymi uczniami. Jezus do końca będzie widział w nas swoich przyjaciół, bez względu na nasze wybory.

Bo jest Bogiem, któremu na imię Miłosierdzie.

Przez trzy kolejne dni Ewangelia będzie nam ukazywała te samą scenę – Ostatniej Wieczerzy z różnych perspektyw. Każdy z Ewangelistów widzi ją inaczej. Marek przekazuje relację Piotra, Mateusz i Jan piszą z własnego doświadczenia. Każde jest inne. To, co uderza w tych opisach to trzy postawy: Judasza, który symbolizuje osoby, które zawiodły się na Bogu a właściwie na swoim obrazie i swoich oczekiwaniach wobec Niego i chcą budować sobie życie bez niego. Piotr, który chce wprawdzie być z Jezusem, ale na swoich własnych warunkach i do końca licząc na siebie. I wreszcie Jan spoczywający podczas Ostatniej Wieczerzy na Piersi Jezusa, który wszystko chce budować na tej głębokiej więzi z Nim.

Tylko ten ostatni obraz pokazuje człowieka medytacji. My także w naszej praktyce chcemy budować na Jezusie: na Jego słowie i łasce. Bo doświadczenie życiowe i praktyka medytacji uczy, że to jedyny, niezawodny fundament naszej wiary i nadziei.

Prawda, która czyni wolnym

Z Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli».

Odpowiedzieli Mu: «Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakże Ty możesz mówić: „Wolni będziecie?”»

Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz Syn pozostaje na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie ma w was miejsca dla mojej nauki. Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca».

W odpowiedzi rzekli do niego: «Ojcem naszym jest Abraham».

Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy dokonujecie czynów ojca waszego».

Rzekli do Niego: «My nie urodziliśmy się z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga».

Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem sam od siebie, lecz On Mnie posłał». (J 8, 31-42)

Żydzi mają się zdecydować, czy chcą być prawdziwymi uczniami Jezusa. Staną się nimi, jeśli będą trwali w Jego nauce.

Jezus zapewnia także nas, że jeśli będziemy trwali wiernie przy Nim będziemy Jego uczniami, poznamy prawdę. Praktyka medytacji zbliża nas do Jezusa i stawia w Jego obecności. Uczy nas też, przez wsłuchiwanie się w Jego Słowo budować na nim życie. Nie tylko duchowe!

Medytacja uczy nas też stawać przed Bogiem i sobą w całej prawdzie. Słowo, w które się wsłuchujemy jest jak „miecz obosieczny” wydobywający z nas, z naszych serc prawdę o nas i otwierający nas naprawdę o Bogu, który jest miłością.

Jezus przekonuje, że jeśli otworzymy się na prawdę, doświadczymy prawdziwej wolności. Medytacja, która jest zanurzaniem się w prawdę daje nam poczucie wolności. Czyni wolnymi nasze serca.

Jezus uświadamia nam też, że prawdziwa wiara sprawdza się w relacji do Jezusa.

„Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Pięknie to zdanie komentuje św. Efrem Syryjczyk: „Nauka Chrystusa nas wyzwala, bo trwając w niej stajemy się wyzwoleni, ocaleni, jeśli wbrew wszelkim złym wydarzeniom, które w nas uderzą, zachowamy wiarę w Boga, który jest miłością, dla którego jesteśmy ukochanymi dziećmi”.

Modlitwa, medytacja uczy nas trwać w tym przekonaniu dlatego chroniąc naszą relację z Chrystusem chroni też naszą wiarę.

Spojrzenie wiary

Z Ewangelii według Świętego Jana

Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat.

Lecz Jezus im odpowiedział: «Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam».

Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.

W odpowiedzi na to Jezus im mówił: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili.

Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia.

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak również dał to Synowi: mieć życie w sobie. Dał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym.

Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, kiedy wszyscy, co są w grobach, usłyszą głos Jego: i ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie do życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie do potępienia.

Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy; szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał». (J 5, 17-30)

Wiele rzeczy w otaczającej nas rzeczywistości może nas zniechęcać i smucić. Przede wszystkim toczące się w świecie konflikty wojenne. Mogą to też czynić podziały, niesprawiedliwość i przemoc (także ta słowna, co dla nas opierających się w duchowości medytacyjnej na słowie ma szczególnie bolesny wydźwięk). Być może doświadczamy także w swojej codzienności jakichś trudnych wydarzeń, naszej słabości czy ograniczoności. Być może czujemy się zawiedzeni ludzkim działaniem lub po prostu jego brakiem.

Dzisiejsza Ewangelia zachęca nas do postawy kontemplatywności. Za tym słowem, którego używają tacy nauczyciele życia duchowego jak m. in. Franz Jalics, czy Richard Rohr, kryje się postawa takiego przyglądania się otaczającej nas rzeczywistości w duchu wiary, która odkrywa przed nami Boże działanie. To właśnie w dostrzeganiu działania Ojca w świecie Jezus upatruje swoją siłę. To ważna podpowiedź dla nas. Tak patrz na świat, tak czytaj wiadomości, tak słuchaj ludzi, aby dostrzec działanie Miłosiernego i Dobrego Ojca w tym świecie. Nawet jeśli jest w nim tak wiele zła. Bo obecność Boga i Jego miłości jest większa od tego zła, choć czasem ukryta.

Takiego kontemplatywnego sposobu patrzenia chce nas nauczyć także codzienna praktyka medytacji. Ktoś pięknie określił swoją codzienną praktykę mówiąc: „medytuję dla uzyskania większej miłości w byciu, w patrzeniu, w działaniu.”

Medytacja ucząc uważniejszego słuchania i przypatrywania się rzeczywistości zachęca nas do wejścia w postawę wewnętrznego poznania „tylu i tak wielkich dóbr otrzymanych od Boga, abyśmy w pełni przejęci wdzięcznością za nie uczyli się we wszystkim uwielbiać Boga”, oddając Mu tym samym cześć – jak chce tego Jezus w dzisiejszej Ewangelii.

Łatwo jest nam się dziś zniechęcić człowiekiem lub okolicznościami życia. Musimy w sobie wyrabiać postawę uważnego i wdzięcznego patrzenia na świat w duchu wiary w dobroć Boga. Ucząc się w ten sposób widzenia tego, co na pierwszy rzut oka wydaje się być niewidoczne: Bożego działania. Przecież Bóg jest dobry! Również w złym świecie. Wierzymy w to. I naszym zadaniem jest pozwalać, aby ta wiara i to widzenie stawały się widoczne w naszym życiu także dla innych.

Wypełnić wszystko miłością

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim”. (Mt 5, 17-19)

Co można wypełnić? Coś, co jest puste, niepełne. Jeżeli szklanka jest do połowy pełna, to można ją czymś wypełnić. Jezus wypełnił Prawo miłością, którą żył, której nauczał i w imię której pozwolił, by Go przybito do krzyża.

On sam pozwolił, aby wypełniała Go miłość Ojca, jaką jest Duch Święty. Jego pokarmem było wy-pełnienie woli Ojca.

Nam także Bóg daje prawo. Chociażby Prawo Dziesięciu Przykazań, Prawo Ewangelii, Prawo Ośmiu Błogosławieństw.

Co się stanie, jeśli nie będziemy starali się ich wypełniać widząc w nich miłość i troskę Boga o nasze dobro?

Zamiast dostrzegać w nich drogowskazy dobrego życia zaczniemy dostrzegać w nich coś, co nas ogranicza a może nawet zniewala. A stąd już prosta droga do tego, żeby zacząć je znosić, zmieniać, tłumaczyć sobie, że to nie na nasze czasy?

Jeśli nie dostrzeżemy w przykazaniach przejawu Bożej miłości, to wcześniej czy później staną się one jednym wielkim ciężarem, który trzeba z siebie zrzucić w imię źle pojętej wolności.

Misja Jezusa polegała na tym by wszystko wypełnić miłością Boga. Nasza misja, to nic innego, jak kontynuowanie dzieła naszego Nauczyciela i Mistrza. Warto zapytać: ile miłości jest w tym wszystkim, co robimy na co dzień? Czym wypełniam przestrzeń swego serca?

Praktyka medytacji, to nic innego jak zgoda na to, aby Bóg wypełniał nas swoim słowem, które jest drogowskazem na trasie naszej wewnętrznej wędrówki i swoją łaską. Bo możemy dawać innym czerpiąc z tego to, co sami otrzymaliśmy.