Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Pokój, prostota i wolność jako owoce medytacji

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.

On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: «Podnieś się na środek!» A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić? » Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa.

A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. (Mk 3, 1-6)

Lektura dzisiejszej Ewangelii uwypukla cztery cechy (postawy) Jezusa: Jego wolność, wewnętrzny pokój, prostotę i konsekwencję. Jezus pragnie nas także nauczyć tych postaw i wszystkie je możemy w sobie ukształtować a raczej pozwolić, aby Jezus je w nas ukształtował przez praktykę medytacji. Chciejmy na nie spojrzeć po kolei.

Zwróćmy najpierw uwagę na Jezusa śledzonego złymi, podejrzliwymi spojrzeniami. Jest spokojny, ale ten zewnętrzny spokój wypływa z głębszej postawy – pokoju serca. Pokój serca jest rzeczywistością duchową. Święty Paweł w Liście do Galatów wymienia go wśród darów Ducha Świętego [por Ga 5,22]

Sam Jezus mówi: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka.” (J 14,27). Na dar pokoju możemy się zatem otworzyć i to właśnie czynimy w ciszy medytacji, pozwalając, aby Jezus przez moc słowa i swojego Ducha w nas tę postawę ukształtował.

Jezus jest też wolny wobec ludzkich opinii, osądów. Pozostaje sobą w każdej sytuacji. Wolność w sposób istotny wiąże się z inną podstawową wartością, jaką jest miłość. Nie można doświadczyć prawdziwej miłości bez doświadczenia wolności. Wolność stanowi integralną część miłości.

Wolność człowieka nie polega jednak na jakiejś absolutnej niezależności od kogokolwiek i czegokolwiek. Jezus uczy nas czegoś wprost przeciwnego –  Jego wolność polega na całkowitym związaniu się z Kimś, przez Kogo Jezus jest bezgranicznie  kochany i którego sam pragnie kochać. Jezus uczy nas całą swoją postawą, że ostatecznie źródło wolności spoczywa w samym Bogu, który jest nieskończoną miłością. Bóg jest absolutnie wolny, ponieważ jest samą miłością. To On stworzył człowieka wolnym a my możemy wzrastać w wolności naśladując samego Stwórcę. Jak powiedziała kiedyś św. Matka Teresa z Kalkuty: „Miarą naszej wolności jest gotowość przyjmowania i dawania miłości”. I znów medytacja pozwala nam otworzyć się na miłość, którą Bóg najpełniej obdarowuje nas w Jezusie, którego imienia przyzywamy w medytacji. Im bardziej nasza codzienna medytacji będzie świadomym zanurzaniem się w miłującą obecność Boga, tym bardziej będziemy uzdolnieni do dzielenia się nią z innymi. Można powiedzieć, że Jezus uczy nas – pokazując to na własnym przykładzie – że im bardziej będziemy na co dzień zjednoczeni z Ojcem, tym bardziej będziemy mogli czerpać tę miłość ze Źródła, po to by rozdawać ja innym, bez obawy, że kiedykolwiek się wyczerpie. A gdzie miłość tam wolność – możemy powiedzieć trawestując słynne zdanie św. Pawła Apostoła. (por. 2 Kor 3, 17)

Jezus, pozostaje też prosty w swoim działaniu. Prostota – simplicitas – pochodzi od sformułowania sine plex (bez zagięć, bez złożoności). Jak wyjaśnia to we wspomnianej już książce „Z całą prostotą” benedyktyn, ojciec Antoine Forgeot „aby zrozumieć czym jest prawdziwa prostota trzeba nam nieustannie kontemplować Boga, który jest duchem i kimś doskonale prostym. Bóg jest doskonałą prostotą i przez medytację uczymy się odbicie tej prostoty odnajdywać w nas samych”. Innym sposobem szukania prostoty jest prawda, do życia którą nieustannie wzywa nas Chrystus mówiąc: „Poznacie prawdę a prawda was wyzwoli”  [J 8,32]. Tym do czego między innymi wyzwala nas prawda jest prostota. Rzeczywistość jest tym, czym jest, po prostu! A najwyższym źródłem prawdy i rzeczywistości jest sam Bóg, który mówi o sobie: „Jestem tym, który jest”. [Wj 3,14a] I znowu im bardziej nasze spojrzenie i serce będzie zwrócone na Boga – czego uczy nas medytacja – tym większa szansa, że nasze życie i nasz sposób patrzenia na rzeczywistość będzie odbiciem prostoty, której źródło znajdujemy w Bogu.

Wreszcie konsekwencja Jezusa,  która ujawnia się w Jego drodze a która jest owocem poprzednich postaw: pokoju, wolności, miłości i prostoty. Ta konsekwencja przejawia się również tym, że Jezus nie ukrywa swoich zamiarów, nie boi się głosić prawdy, choć wie, że niejednokrotnie zostanie z tego powodu niezrozumiany, odrzucony czy osądzany. Życie w duchu miłości i całkowite zawierzenie Ojcu sprawiają, że jest przekonany, że czyni dobrze i na tym się opiera. To także postawa, której Jezus chce nas nauczyć.

Jezus w dzisiejszej Ewangelii zwraca też uwagę na złe myśli, które opanowują obecnych w synagodze. Stara się ich uzdrowić swoim słowem. To także ważna wskazówka dla naszej medytacji. Kiedy pojawiają się w nas złe myśli, rozproszenia trzeba nam zawsze wracać do medytacyjnego wezwania: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem”, bo to najlepsze lekarstwo na myśli, które stają się dla nas przeszkodą w praktyce medytacji, ale także potrafią zasiać plewy zaśmiecające nasze serce.

Niech wytrwała i konsekwentna praktyka medytacji pozwala Jezusowi kształtować w nas serca proste, pełne wolności i pokoju.

Cisza leczy i porządkuje duszę

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im.

Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.

Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem».

I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy. (Mk 1, 29-39)

Praktyka medytacji przyłącza nas do Jezusa, który dzięki niej idzie do naszych domów, podobnie jak poszedł do domu Szymona i Andrzeja. Jezus pragnie bliskich relacji ze swoimi uczniami. Pragnie być z nami w zwyczajnych, prostych czynnościach dnia codziennego. Być z nami tam, gdzie mieszkamy, pracujemy, gdzie prowadzimy codzienne, ciche życie.

„W Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” – przypomni św. Paweł w Dziejach Apostolskich [Dz 17,28]. To poczucie obecności Bożej – którego świadomość pragnie wzmocnić w nas praktyka medytacji nadaje nową jakość wszystkim naszym działaniom, wszystkim aktywnościom naszego życia.

Ewangelista odnotowuje, że Jezus,  budzi się, gdy jeszcze jest ciemno i idzie na pustynię. Medytacja zaprasza nas do takiego odchodzenia trochę na bok naszego codziennego życia, po to by uczyć się od Jezusa trwania na modlitwie i udziału w Jego duchu modlitwy.

„Wszyscy Cię szukają” – mówi Piotr do Jezusa. Warto pytać, czy w nas jest również pasaj nieustannego szukania Jezusa? Modlitwa jest pierwszą z czynności, które wdrażają nas w to poszukiwanie a jednocześnie wskazują nam jego kierunek – ku wnętrzu. Medytacja uczy nas zamieszkania we wnętrzu po to, aby odnajdywać Tego, który tam mieszka.

Sam Jezus mówi: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać”. [J 14,23] Jest to obecność Boga w duszy człowieka, który znajduje się w stanie łaski. O tym między innymi pisze w swoich „Listach” św. Katarzyna ze Sieny, kiedy przypomina, że do tej „wewnętrznej celi” w której mieszka Bóg trzeba nam nieustanni powracać.

I rzeczywiście cisza medytacji i towarzyszące jej wezwanie, które wypowiadamy w sercu pozwala nam do tej Obecności powracać. Owocem praktyki medytacji jest to, że wprowadza ona porządek w naszym wnętrzu. Wygania wszystko, czego nie powinno tam być i uwalnia nasze serca dla modlitwy, dla pokoju, dla miłości, które pragnie tam zasiać Jezus”.

Jak naucza papież senior – Benedykt XVI: „cisza jest bezcenna także z punktu widzenia naszego apostolstwa. Osoby medytujące, osoby żyjące z życiem kontemplacyjnym często przyciągają spojrzenie świata, bo noszą w sobie coś z tajemnicy transcendencji, której świat się często boi, ale jednocześnie jest nią zafascynowany. [z homilii wygłoszonej w klasztorze sióstr Benedyktynek na Awentynie w 2009 r]

Współczesnemu światu potrzeba dzisiaj apostolatu ciszy, medytacji, kontemplacji tym bardziej im bardziej próbuje on od tej ciszy kontemplacji uciec. „Lęk przed ciszą – tak często reprezentowany przez nieustanne noszenie słuchawek w uszach przez współczesnych – jest lękiem przed byciem z samym sobą, przed duchową pustką, która potrafi ujawnić się w ciszy” – mówi benedyktyn o. Antoine Fergeot opat klasztoru Fontgombault we Francji w książce p. t. „Z całą prostotą”. I dodaje: „Tylko życie żywej wiary potrafi w sposób twórczy wypełnić ciszę. Tymczasem w świecie zbyt często żyje się wyłącznie w perspektywie czysto naturalnej, bez żadnego odniesienia do Boga, do celu ostatecznego. I dostrzegamy, że ludzie, którzy tak żyją nie są szczęśliwi, co więcej, nie mogą być! Dzieje się tak, bo nie mają tego wewnętrznego ognia, który jest źródłem prawdziwej radości! (…) Cisza bowiem jest miejscem spotkania Bożych tajemnic, sposobem dobrego przyjęcia, dobrego ujrzenia i odczucia tych tajemnic, które najpierw i przede wszystkim objawiają się w… głosie Boskiego Logosu (Słowie); Logosu który mówi: «A wy, gdy się modlicie proście Pana, aby to On mówił»”.

Medytacja monologiczna jest właśnie odpowiedzią na tę zachętę: uczy nas modlitwy, w której Jezus mówi w nas i przez nas, pomimo naszych rozproszeń i doświadczenia naszej ograniczoności.

Słowo, które odkrywa sens

Z Ewangelii według Świętego Jana

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, z tego, co się stało.

W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.

Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.

Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.

A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. (J 1, 1-5. 9-14)

Powoli, ale  nieubłaganie dobiega końca okres Bożego Narodzenia – najkrótszy okres liturgiczny w roku, więc pomyślałem sobie, że dobrze byłoby, gdyby raz jeszcze wybrzmiała Ewangelia, która w tak zwarty ale i odmienny od innych Ewangelistów sposób opisuje nam misterium wcielenia Boga. W sumie to dzięki Bogu, że mamy cztery Ewangelie! To trochę tak, jak byśmy czytali o tym samym wydarzeniu w różnych gazetach. Tym bardziej, że Ewangelia św. Jana zaczyna się trochę tak jak tajemna księga. Tam, gdzie inni Ewangeliści rozpisują się na temat rodowodu i przyjścia na świat Zbawiciela Jan streszcza to jednym zdaniem: „Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas” – tak zaczyna się najbardziej „kosmiczna” z Ewangelii – jak kiedyś określił to watykański biblista i rekolekcjonista kard. Raniero Cantalamessa . „Perspektywa wybrania narodu, perspektywa stworzenia człowieka, perspektywa konkretnego wydarzenia nabiera pełnego światła w spojrzeniu ewangelisty Jana, który podsumowuje historię świata stwierdzeniem, że ów świat ma sens! Że miał go od początku! I że ów sens odsłania się nam w historii, ale i w pojedynczym życiu każdego człowieka właśnie dzięki Słowu!” – pisze kard Cantalamessa.

Stwierdzenie, że coś nie ma sensu, jest jedną z najczęściej używanych form oburzenia i dezaprobaty. Domagamy się sensu. Ale jakiego? Domagamy się sensu „dla nas”, już, tu i teraz. Można powiedzieć, że wiek XX i XXI każe nam żyć w nieustannej tyranii sensu! Tymczasem taka uzurpacja jest wrogiem życia duchowego, bo sens jest nam dany, darowany, ukazany, ale potrzebujemy czasu, aby go uchwycić.  „Sensu – jak pisze Clive Levis – nie można wydrzeć Bogu i światu. Można pozwolić, aby on się nam objawił jeśli będziemy cierpliwi i uważni”…

Mam serdecznego kolegę, misjonarza, który pracuje w Boliwii. Lubię czytać jego „misyjne opowieści”, które regularnie mi przysyła, bo rzadko przyjeżdża do Polski. Kiedyś opowiadał mi, że na misjach szybko musiał się nauczyć piękna i znaczenia hiszpańskiego słowa mañana, znaczącego dosłownie: „jutro rano”. Mañana  – jedno słowo, które jest doskonałą obrona przed uzurpacją naszego umysłu – że musimy wszystko zrozumieć i skończyć dzisiaj, teraz. Mañana, czyli jutro też jest dzień. Świat jest Boży a Bóg dokończy objawiać nam sens codziennych zdarzeń w swoim czasie.

Kiedyś napisał:  „Mañana jest dla mnie taką mantrą, która uczy mnie zasypiać nocą uświadamiając, że nie muszę rozumieć wydarzeń tego świata i wydarzeń mojego życia i że tak jest dobrze, bo to wielki akt wiary. Wiary w jutro. Wiary, że historia się nie kończy, a Pan Bóg kolejnego dnia będzie to dzieło kontynuował”… „Dlatego – pisze dalej – Mañana to najpiękniejsza modlitwa wieczorna. Nie mówimy mañana rano, kiedy cały dzień jest w naszych rękach, ale mówimy mañana wieczorem, uznając, że ja nie jestem Bogiem, że świat się jeszcze nie skończył, że jutro Bóg w nowy sposób ukaże, jak małe sensy mieszkają w sensach większych, a większe w tym jedynym Boskim Logosie. Mañana to prośba o cierpliwość w odkrywaniu sensu świata i sensu mojego życia”.

Jakie to medytacyjne – pomyślałem wtedy. Czyż nie tego samego uczy nas także wezwanie, które powtarzamy w ciszy naszych serc w praktyce modlitwy monologicznej!?

Aby zrozumieć sens wydarzeń taki, jakim chce nam go pokazać Bóg trzeba nam wsłuchania się w Słowo. Na początku jest Słowo – mówi nam dzisiaj św. Jan. Na początku zrozumienia jest Słowo! Nie chodzi jednak o rozumienie na płaszczyźnie naszego intelektu a serca. A żeby mogło się to dokonać nasze serce potrzebuje ciszy, milczenia… Bez niej słowo wypowiedziane do nas nie trafia, i nawet jeśli dochodzi do naszych uszu, to jednak nie dociera do serca.

Bóg dziś mówi o sobie, że jest Słowem. Codzienna medytacja to okazja do karmienia się tym Słowem. A z zasłuchania w to Słowo rodzi się przecież i umacnia nasza wiara – przypomni św. Paweł Apostoł [Rz 10,17]

W starych klasztorach monastycznych często możemy zobaczyć obraz zakonnika trzymającego palec na ustach i tak nawołującego nas do zachowania ciszy – silentium. Dla mnie jedną z najpiękniejszych ikon, jakie znam  jest ta, której kopia towarzyszy naszej medytacji – przedstawiającą Chrystusa jako Świętą Ciszę. Po raz pierwszy odkryłem zobaczyłem ją w klasztorze sióstr karmelitanek prawie na końcu świata. Zakochałem się w tej ikonie od pierwszego wejrzenia. Siostra przełożona powiedziała wówczas, że ta ikona, to nie tylko zaproszenie do wejścia w ciszę, ale też symbol światła rozpraszającego ciemności, co na dalekiej północy Norwegii, gdzie przez pół roku mają regularną noc brzmi szczególnie wymownie. I dodała wówczas: „W naszych klasztorach szukamy milczenia, bo milczenie jest sposobem otwarcia się na Słowo, które Bóg wypowiada do każdej i każdego z nas”. 

A Thomas Merton doda: „Nasze dziecięctwo Boże być może najpełniej wyraża się właśnie w milczącym nasłuchiwaniu Słowa i pełnym miłości wpatrywaniu się w Oblicze Jezusa”[Szukanie Boga].

Medytacja oparta na Słowie uświadamia nam, że Bóg wypowiada się w pełni w naszym ludzkim języku, gdy dał Go nam w ludzkim ciele. I jeśli wierzymy, że możemy Boga poznać, to nie ma lepszego sposobu, aby to uczynić, niż przyjąć JEZUSA w Jego słowie”. To słowo wydobywa nas z ciemności, po to, aby przynieść nam swą łaskę „w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia” (Ef 1, 8).

Przez swoje Słowo, które towarzyszy nam w medytacji Bóg wchodzi w bliskość z człowiekiem, w relację przekraczającą po wielekroć nasze oczekiwania. W ten sposób to Słowo prowadzi nas do zrozumienia sensu, które może dokonać się jedynie w wierze i miłości.

I tak jak Janowy Prolog jest kluczem do każdego fragmentu napisanej przez niego Ewangelii, tak też Słowo, w które wsłuchujemy się w ciszy medytacji możemy przyłożyć do najmniejszej części naszego życia, aby zostało napełnione Bożym Życiem i Światłem.

Każde doświadczenie medytacji utwierdza nas, że Słowo Przedwieczne wciąż działa między nami i w nas, kształtując nas – współczesnych uczniów Jezusa Chrystusa. Niech medytacja sprawia, że spotkanie i komunię z tym Słowem będziemy zawsze postrzegali w perspektywie daru i łaski.

Błogosławionego 2022 roku!

Teolog ciszy

Najmilsi:

Po tym poznajemy, że znamy Jezusa, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi: «znam Go», a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy. Kto zaś zachowuje Jego naukę, w tym naprawdę miłość Boża jest doskonała. Po tym właśnie poznajemy, że jesteśmy w Nim. Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien również sam postępować tak, jak on postępował.  (1 J 2, 3-6)

Rzadko mamy okazję czytać św. Jana, więc korzystając z okazji, że towarzyszy nam on ze swoim słowem w tym poświątecznym okresie sięgnijmy do jego tekstów, zwłaszcza że jest on patronem medytujących. Hans Urs von Balthasar nazwał św. Jana „teologiem ciszy”. Z kolei teologia prawosławna określa św. Jana często – „teologiem w milczeniu”.

Milczenie św. Jana jest jednocześnie słuchaniem. Jedna z najbardziej znanych ikon przedstawia św. Jana jako siedzącego, z otwartą Ewangelią (na załączonym obrazie). Palce prawej ręki są uniesione do zamkniętych ust. Przy uchu Ja umieszczony jest anioł z ośmioramiennym „sofijskim” nimbem, który szepce do ucha słowa Ewangelii. Wspomniana teologia wschodnia na przełomie XVIII i XIX wieku ukazywała tę ikonę jako wzór postawy teologa i chrześcijanina. Uczeń Jezusa winien być nieustannie wsłuchany w Jego słowo i tylko w jego świetle interpretować rzeczywistość – pisze prawosławny abp. Londynu Anthony Bloom w swojej książce „Szkoła modlitwy”.

Dzisiaj św. Jan tłumaczy nam: Co to znaczy znać Jezusa? I daje prostą odpowiedź: „Po tym zaś poznajemy, że znamy Jezusa, jeżeli zachowujemy Jego przykazania. Kto mówi, że zna Jezusa…ale nie zachowuje Jego przykazań jest kłamcą”.

Mocne stwierdzenie… zwłaszcza dziś, kiedy wiele osób uważa się za wierzących, ale jednocześnie przymyka oko na pewne sprawy zarówno w swoim życiu, jak i w życiu społecznym…

To ważne, by sprawę postawić jasno… Chrześcijaństwo było, jest i będzie zawsze radykalne w swoim przesłaniu. Jest to podwójny radykalizm: radykalizm miłości, ale też radykalizm wiary, która jest posłuszeństwem słowu Bożemu.

„Światłem, które oświetla drogę ucznia Chrystusa jest Słowo” – napisze wspomniany abp. Anthony Bloom. To słowo usłyszane umysłem (rozumem), ale przefiltrowane sercem (będącym symbolem miłości) a zatem potrzebującym ciszy, milczenia, aby nim przesiąknąć i aby uchronić się przed narzucaniem mu swojej własnej interpretacji, co jest dzisiaj nierzadką pokusą ludzi wierzących. Św. Piotr napisze: „To przede wszystkim miejcie na uwadze, że żadne proroctwo Pisma nie jest dla prywatnego wyjaśnienia. Nie z woli bowiem ludzkiej zostało kiedyś przyniesione proroctwo, ale kierowani Duchem Świętym mówili Boga święci ludzie”. (2 P 1,20-21) Wsłuchując się w przestrogę Piotra można powiedzieć, że przesłanie Słowa Bożego zrozumiemy tylko wówczas, jeśli pozwolimy, aby i nami kierował ten sam Duch nie zaś nasza samowola w myśleniu.

Św. Jan pisze: „Kto twierdzi, że w Nim trwa, powinien postępować jak On”

Swego czasu w USA popularne były bransoletki z inicjałem: WWJD (What Would Jesus Do? – Co zrobiłby Jezus?) Będąc uczniem Chrystusa każdego dnia stajemy przed takim pytaniem: Co On zrobiłby będąc na naszym miejscu? I w ciszy medytacji próbujemy wsłuchać się w odpowiedź, odpowiedź wolą od emocji, narzucających się nam obrazów, uprzedzeń. Odpowiedź, której może i chce nam udzielić Jezusa poprzez swoje słowo, w które wsłuchujemy się w medytacyjnym milczeniu. A wówczas jest szansa, że jak Maryja, jak św. Jan pozwolimy, aby to słowo przeniknęło nie tylko nasze myślenie, ale i nasze serce, stając się – jak to ujął abp. Bloom – światłem, które rozświetla naszą codzienną drogę…

Trwamy w oktawie Bożego Narodzenia – święcie mówiącym o Światłości, która przyszła na świat mającej moc rozświetlać nasze ciemności.

Św. Jan interpretując te wydarzenia pisze o Słowie, które staje się ciałem, które wchodzi w ludzki świat i ten świat przemienia. Mówi o Bożym Słowie. W Boże Narodzenie Bóg daje nam Słowo, które rzeczywiście jest zdolne zaświecić nawet w wielkiej ciemności i tę ciemność rozproszyć. To jest rzecz niezwykła, że słowo może mieć taką moc, choć często zapominamy, że my też zostaliśmy wyposażeni w taką mocą. Ale medytacja jest doświadczeniem, które nam o tym przypomina, bo w tej praktyce możemy doświadczyć osobiście, że to Słowo rodzi się w nas każdego dnia i staje się źródłem naszej wewnętrznej przemiany.

Na koniec przywołajmy słowa bł. Papieża Pawła VI, który w medytacji o Nazarecie – wskazując św. Rodzinę jako wzór milczenia, które uczy się codziennego życia w oparciu o zasłuchanie w słowo Boże pisze: „Tutaj przede wszystkim uczymy się patrzeć, słuchać, rozważać i przenikać głębokie i tajemne znaczenie tego bardzo prostego, pokornego i jakże pięknego objawienia się Syna Bożego. Może też i całkiem nieświadomie uczymy się Go naśladować. (…) Musimy się wyrzec pragnienia, aby zrozumieć Ewangelię tylko rozumem, gdyż tej nauce właściwie nigdy nie ma końca. Aby ją rozumieć na głębszym poziomie musimy nauczyć się najpierw lekcji milczenia. Niech się odrodzi w nas szacunek dla milczenia, tej pięknej i niezastąpionej postawy ducha. Jakże jest nam ona konieczna w naszym współczesnym życiu, pełnym niepokoju i napięcia, wśród jego zamętu, zgiełku i wrzawy. O milczenie Nazaretu, naucz nas skupienia i wejścia w siebie, otwarcia się na Boże natchnienia i słowa nauczycieli prawdy; naucz nas potrzeby słuchania, osobistego życia wewnętrznego i modlitwy, której Bóg wysłuchuje w skrytości”. (Z przemówienia papieża Pawła VI, Nazaret, dnia 5 stycznia 1964 r.)

Niech medytacja stanie się tą szkołą milczenia, w której jak św. Jan Apostoł będziemy uczyli się rozumienia Ewangelii bardziej na płaszczyźnie serca niż rozumu.