Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Agere contra

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Uczniowie byli w drodze, zdążając do Jerozolimy. Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co miało Go spotkać:

«Oto idziemy do Jerozolimy. A tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie».

Wtedy podeszli do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: «Nauczycielu, pragniemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy».

On ich zapytał: «Co chcecie, żebym wam uczynił?»

Rzekli Mu: «Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie».

Jezus im odparł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?»

Odpowiedzieli Mu: «Możemy».

Lecz Jezus rzekł do nich: «Kielich, który Ja mam pić, wprawdzie pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane».

Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich:

«Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu». (Mk 10, 32-45)

 

Zaczniemy dzisiejsze wprowadzenie od opowiadanie pt. „O psałterzu i służeniu” zaczerpnietego z życia św. Franciszka:

Jeden z braci prosił Św. Franciszka z Asyżu, aby mógł posiadać psałterz. Franciszek nie pozwolił, argumentując w ten sposób:

– Jeżeli będziesz miał psałterz, przyjdzie ci ochota na brewiarz, mając brewiarz, zajmiesz miejsce w stallach jak wielki prałat, do swojego zaś brata powiesz: przynieś mi mój brewiarz

Ta historia ilustruje mechanizm, którym kierują się uczniowie z dzisiejszej Ewangelii. Jezus mówi im o cierpieniu, które Go spotka. Oni chcą czegoś przeciwnego: chwały, władzy, bezpieczeństwa, wywyższenia.

Mimo upływu czasu uczniowie Jezusa pozostają tacy sami.  My także. Nasza skażona grzechem natura, wciąż dąży do szczęścia na własną rękę. Bywa, że do jego osiągnięcia chętnie posłużyli byśmy się Bogiem, ale pod warunkiem, że uczyni to, czego my chcemy.

Stanowiska i władza mają to do siebie, że potrafią oddzielić nas nie tylko od innych ludzi, ale także od samych siebie. Ciężko dostrzec tych, którzy są na dole i zrozumieć ich realne potrzeby nie tylko finansowe, ale przede wszystkim duchowe. Patrzenie na kogoś z góry (oceniająco) oddala nas od siebie. Nie jesteśmy już wtedy dla siebie bliźnimi, ale cenzorami i wrogami…

Jezus uczy nas, że dziś mamy, a jutro już nie naszą władzę (nie ważne czy chodzi o władze rodziców nad dziećmi, czy władze przełożonego w firmie, czy biskupa, proboszcza lub lidera jakiejś wspólnoty w kościele). Warto pochylić się nad tymi, którzy tej władzy nie mają. Zrozumienie i zaradzanie potrzebom innych nadaje sens naszej służbie drugiemu, bo tylko wtedy wykonujemy dobrze to, do czego zostaliśmy powołani…

Im większą masz władzę, tym większą musisz mieć cierpliwość – mawiał Seneka Młodszy.

Franz Jalics współczesny uczeń św. Ignacego Loyoli zwraca uwagę w swoich „Rekolekcjach kontemplatywnych”, że drogą do naszego uświęcenia jest droga, która można by określić – za św. Ignacym – jako drogę ćwiczeń duchowych  określanych mianem agere contra (z łac.) – czyli drogę działania przeciw swoim słabościom:

A sam św. Igancy radzi: „w czasie pocieszenia łatwo i lekko jest oddawać się kontemplacji przez pół godziny, natomiast w czasie strapienia jest bardzo trudno wytrwać w niej do końca. I dlatego medytujący powinien zawsze trwać na modlitwie nieco dłużej ponad trzydzieści minut, a to w tym celu, żeby działać przeciw strapieniu i przezwyciężyć pokusy. Trzeba się bowiem przyzwyczaić nie tylko do tego, żeby stawiać opór przeciwnikowi, ale nadto żeby go powalić na ziemię” (Ćwiczenia duchowe, 13).

Niech zatem praktyka medytacji będzie takim ćwiczeniem duchowym, któremu jesteśmy wierni w codzienności, abyśmy – mówiąc słowami św. Pawła: „potrafili i trudności znosić i obfitować”.

Droga jedności

Z Ewangelii według św. Jana

W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie (J 17,11b-19).

 

Jezus modli się o naszą jedność z Bogiem, tak, jak On jest jedno z Ojcem. Podstawą naszej jedności z Bogiem jest wiara i miłość. „Jest wielu, którzy wierzą w Boga, ale nie każda wiara owocuje więzią miłości a tym samym  jednością.” – pisał kiedyś wybitny teolog Hans Urs von Balthasar

Bóg ryzykuje niezwykle wiele przedstawiając się przez swego Syna, jako nasz dobry Ojciec. Przecież w naszym życiu nie brakuje cierpienia: psychicznych traum wynikających z niedobrych doświadczeń z naszymi Ojcami. A te doświadczenia podświadomie przenosimy na Boga, których chce byśmy nazywali Go i traktowali jak Ojca.

Jezus dziś modli się o naszą wiarę w Boga, który jest dobrym Ojcem – ale nie sposób nie zauważyć, że Bóg mówi dziś do nas o swojej wierze w nas. Mówi dziś: wierzę, że mimo wszelkich cierpień spowodowanych przez innych, przez własną słabość czy nieumiejętność lub takich, których przyczyny nie da się jednoznacznie wyjaśnić – wierzę, że wbrew temu wszystkiemu odkryjesz mnie jako Twojego dobrego Ojca.

Nie jesteśmy pierwszymi, którzy zmagają się z tym duchowym problemem.

Do tego zmagania odwołuje się pośrednio św. Paweł, gdy pisze: „Teraz polecam was Bogu i Jego słowu łaski. Ono może was umocnić i udzielić wam dóbr przeznaczonych dla wszystkich świętych”. Te słowa mogą być mottem naszej przemiany.

Słowo Boga jest słowem łaski. Łaska to dar udzielany człowiekowi przez Boga, a który nie jest związany z żadną zasługą – a więc otrzymywany całkowicie darmo, bezinteresownie i w sposób niezasłużony czyli niezależny od naszych wysiłków. W ten sposób św. Paweł tłumaczy, że istnieje dobry Ojciec, który nie liczy, nie sprawdza jak wydałeś, nie rozlicza, ale codziennie na nowo obdarza łaską, wręcz trwoni ją dla nas – Ten, który Ci nam, wierzy w nas i nie tylko nas kocha, ale co więcej bardzo nas lubi. Takiemu Ojcu łatwiej zaufać!

„Zgoda na działanie w nas Słowa Bożego,  to praca w czasie. – pisał kiedyś Merton. Byś był mocny duchowo, nie musisz opierać się na sobie, ale masz pozwolić, by Bóg wykonał w Tobie swoje dzieło. Masz się zgodzić na Jego działanie w Tobie. Twoja najważniejsza decyzja, która pomoże Bogu pracować owocnie w Tobie to ta: „Dobry Ojcze, pozwalam Ci kochać mnie takim/taką jakim/jaką jestem.

Kiedy decydujemy się na taką czystą wiarę niezależną od wewnętrznych odczuć często poczucie bycia kochanym, ważnym dla Boga z czasem przychodzi i dogania naszą wiarę.” [Thomas Merton, Szukanie Boga]

W praktyce medytacji każda i każda z nas jest obdarzony łaską – za darmo. Bóg okazuje swoją moc w Tobie. I zaprasza Cię do wiary i miłości, która jest postawą, a nie odczuciem. Która jest fundamentem relacji z Nim

Podążajmy w ciszy za Słowem. Niech ono prowadzi nas przez moc działania Ducha Świętego w tej modlitwie do jedności z Ojcem.

Paraklet

Z Ewangelii według św. Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi. Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego bierze i wam objawi” (J 16, 12-15).

Żydzi wierzyli, że prawdziwym świadectwem jest świadectwo co najmniej dwóch osób. Jezus najwyraźniej powołuje się w dzisiejszej Ewangelii na tę tradycję i wskazuje, że Duch Święty jest prawdomówny, że możemy zaufać Jego przesłaniu, gdyż nie mówi od siebie. Wiemy, że gdy mamy do czynienia z głosem jednej osoby, wtedy łatwo jest jej popaść w błąd, nawet bez złej woli. Duch Święty jest dziś ukazany jako Ten, który słucha Ojca i Syna i chce ich mądrością dzielić się z nami.

Z nami bywa inaczej. Często wierzymy, że wystarcza własne patrzenie na siebie lub drugiego, na różne wydarzenia. Wierzymy, że wystarcza nasz własny osąd. Jezus nas przestrzega przed takim myśleniem. Uświadamia nam dzisiaj, że potrzebujemy Ducha Świętego, bo widząc siebie lub drugiego łatwo popadamy w pułapki tylko ludzkiego patrzenia: pochopny osąd i krytyka, stereotypy, albo przeciwnie – pobłażliwie usprawiedliwianie.

To nic innego jak pycha – uwierzyć, że mój własny ogląd jest tym jedynym i właściwym.

Potrzebne jest nam światło Ducha Świętego, które z jednej strony pomaga nam odkryć to, co oddala nas od miłości: grzech, egoizm, a z drugiej strony pomaga nam nie potępiać: siebie i bliźniego. To światło, które pomaga nam uwierzyć, że pozostając grzesznikami, jesteśmy w pełni umiłowani przez Boga i że pomimo naszych ograniczoności możemy podążać drogą wiary, nadziei i miłości.

Medytacja chce nas prowadzić tą drogą: droga zanurzenia miłująca obecność Boga, która nas nie potępia, ale przemienia, uzdrawia i uzdalnia do życia wiara, nadzieje i miłością.

By jednak ta przemiana mogła się dokonać potrzebujemy wewnętrznej przestrzeni, w której pozwolimy Duchowi Świętemu umacniać nas miłością Ojca i słowem, którym jest Jego Syn.

Jak pisał Thomas Merton: „Możemy przyjąć Boga tylko wtedy, gdy jest w nas jakaś wolna przestrzeń” [Medytacja]. Niech praktyka medytacji uwalnia i poszerza przestrzeń naszych serc, aby były zdolne przyjąć najcenniejszy dar – dar obecności, łaski i miłości, który Bóg składa w nich przez słowo, które wypowiada w ciszy medytacji do naszych serc.

Wiara – działanie Boga we mnie

Z Ewangelii według św. Jana

Jezus powiedział do Tomasza: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście.

Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy.

Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie?

Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła.

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię (J 14, 6-14).


Wciąż uderza mnie fakt, że ewangeliczne niewiasty nie mają problemu z uwierzeniem w Zmartwychwstałego. Dla nich wiara to przede wszystkim relacja. Z Apostołami jest inaczej. Dla mężczyzn wiara to głównie aktywność, działanie. I ponadto często uważamy, że chodzi o… nasze działanie.

Dzisiaj Jezus pokazuje jak patrzy na to Bóg: Filipie (…) czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. 

A zatem to prawda! Wiara to działanie… Ale nade wszystko Boga we mnie!

Jezus – jako człowiek oczywiście – podaje w dzisiejszej Ewangelii za przykład swoją wiarę: wiarę, którą obronił w sobie, w codzienności swego życia, a ostatecznie w męczeństwie na krzyżu: „Ojciec trwa we Mnie i sam dokonuje tych dzieł!”

Czy ja dziś mogę coś takiego powiedzieć o sobie: „Panie, Boże, troszczę się o to byś trwał we mnie i byś Ty sam działał we mnie i… przeze mnie!?”. Przede wszystkim chodzi o dzieło mojego zbawienia. Bo dla Boga ono jest najważniejsze. Wszystko inne powinno być podporządkowane w życiu człowieka wiary temu nadrzędnemu celowi.

Czy coś takiego mogę powiedzieć o sobie? O moim sposobie myślenia o wierze? A może bliższe prawdy jest mi na dzień dzisiejszy takie spojrzenie: „Panie Boże, pobłogosław moim wysiłkom, moim pomysłom na życie, z którymi wiążę tyle nadziei, że owoce, że przyniosą dobro… mnie samemu. Pewnie innym też, ale przede wszystkim mnie samemu. Amen!”.

Kiedy w Biblii począwszy od Starego Testamentu czytamy dzieje ważnych dla historii zbawienie postaci takich jak Abraham, Mojżesz, Jakub, Eliasz a potem w Nowym Testamencie: Jan  Chrzciciel, św. Paweł, św. Piotr czy Jan to w ich postawach uderza jeden wspólny mianownik: na pierwszym miejscu jest Bóg, Jego chwała i Jego wola, a potem działanie.

Cóż – zapyta w swoim Liście św. Jakub, drugi obok Filipa patron dnia dzisiejszego –  przyjdzie z działania, nawet największego, gdy w moim życiu nie będzie przede wszystkim troski o Boga, o relację z Nim? I dodaje, że dobra nowina polega na tym, że jeśli pozwolimy Bogu zająć pierwsze miejsce w naszym sercu, gdy na pierwszym miejscu postawimy relację z Bogiem, wtedy dokona się to, co dokonało się w Apostołach i innych świętych – całe nasze życie stanie się życiem Bożym. A czy nie o to chodzi w doświadczeniu wiary?

Filipie, Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca – mówi dziś Jezus.

To zadanie także dla nas: Kto zobaczy nas powinien zobaczyć w nas także Jezusa! To będzie najlepszy dowód na to, że nasza wiara rozwija się i nas rzeczywiście zmienia.

Thomas Merton powiedział kiedyś: „Obecnie oczekuje się od nas nie tego, byśmy dużo mówili o Chrystusie, raczej tego, żeby ludzie mogli odnaleźć Go, widząc, jak On w nas żyje.”

Oby praktyka medytacji oznaczała dla nas porzucenie działania na rzecz zgody na to, żeby pozwolić działać w nas samemu Jezusowi  mocą Jego słowa i łaski i aby z medytacji ta zgoda na Boże działanie w nas rozciągała się na wszystkie aspekty naszego życia. Aby inni patrząc na nas mogli widzieć – używając słów św. Pawła – że żyjemy już nie my, ale żyje w nas Chrystus.

Współuczestnictwo

Z Ewangelii według św. Mateusza.

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie (Mt 11,25-30).


Przeżywamy dziś w kościele święto św. Katarzyny Sieneńskiej – patronki a właściwie współ-patronki Europy (obok św. Benedykta i kilku innych zacnych postaci).

Przewodnim tematem dzisiejszych czytań jest największy dar, jakiego Bóg nam udziela – dar więzi.

W pierwszym czytaniu zostaje on nazwany „współuczestnictwem”. Za tym tajemniczym słowem kryje się pragnienie wzajemnego uczestniczenia obu stron w swoim życiu. Bóg chce być uczestnikiem naszego życia.

Św. Katarzyna ze Sieny, patronka dnia dzisiejszego pisze: „Bóg będąc światłością chce nią obdarzać nas, którzy mamy tendencję do trwania w ciemnościach. Bóg nie odtrąca nas widząc nasze ciemności. Wręcz przeciwnie – przychodzi z darem światła przebaczając nasze grzechy. Bóg mówi wprost do każdego z nas: «Twoje życie jest moim życiem». I na odwrót: «Zapraszam Cię do tego, aby moje życie było Twoim»”.

Do nas należy zgoda na współuczestniczenie w życiu Boga. To uczestnictwo w życiu Boga, który jest Trójcą Osób Boskich, które rozpoczęło się w chwili naszego chrztu  daje nam siłę i łaskę do tego, aby uczyć się żyć miłością, której źródło i wzór mamy w Bogu, który jest Miłością. Miłość Boga uczy nas jak przekraczać siebie, by wychodzić ku drugiemu i aby w ten sposób odnajdywać szczęście w tworzeniu właściwych relacji z innymi: czyli takich, w których my ofiarowujemy dobro innym, jak i przyjmujemy to dobro, które inni chcą nam ofiarować.

Dzisiejsza Ewangelia mówi o wzajemnej wymianie: „Przyjdźcie do mnie, a Ja was pokrzepię”. Przestrzenią, w której pozwalamy Mu na to jest medytacja, Eucharystia… Za każdym razem, kiedy pozwalamy Mu na to, aby On nas przenikał swoją obecnością stajemy się zdolni by pokrzepiać innych, tą mocą, którą najpierw pozwoliliśmy, abym On pokrzepił nas.

Jezus pięknie wyraził tę myśl w rozmowie z dzisiejszą patronką dnia św. Katarzyną ze Sieny zapraszając ją do wzajemnej troski o siebie: „Ty zajmij się Mną, a Ja zajmę się tobą”. Wszyscy jesteśmy zaproszeni, aby stać się uczestnikami tej rzeczywistości. Na tym polega bycie chrześcijaninem.