Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

BOŻE NARODZENIE 2022

DRODZY MEDYTUJĄCY,

ŻYCZĘ WAM, ABY RADOŚĆ BOŻEGO NARODZENIA STAŁA SIĘ WASZYM, UDZIAŁEM I BYŁA SILNIEJSZA NIŻ WSZELKIE CODZIENNE TROSKI.

NIECH MARYJA I JÓZEF UCZĄ NAS MEDYTACYJNEGO WPATRYWANIA SIĘ W JEZUSA W CODZIENNYM ŻYCIU A PRZEZ TO UCZENIA SIĘ WIARY, UTWIERDZANIA SIĘ W NADZIEI I ROZPALANIA PŁOMIENIA MIŁOŚCI W NASZYCH SERCACH.

DZIĘKUJĘ ŻE JESTEŚCIE!

Z MODLITWĄ 

Prostota czcicieli Boga

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.

Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona głośny okrzyk i powiedziała: «Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana». (Łk 1, 39-45)

Spotkanie Elżbiety i Maryi to spotkanie wiary Maryi z wiarą Elżbiety. Zresztą w ogóle spotkania z postaciami związanymi z Adwentem to piękna lekcja pokory i wiary dla nas. Dzisiejsza Ewangelia przywołuje też słowa modlitwy maryjnej, z którą wielu z nas jest osobiście związanych: „Ave Maria” (Zdrowaś Maryjo). Różaniec – można śmiało powiedzieć – to nasz, zachodni odpowiednik Modlitwy Jezusowej. Jest to modlitwa, dzięki której wiele osób samych się uświęciło, ale też wyprosiło niezliczone łaski innym.

Jest taka piękna historia, którą opisuje w swojej książce dominikanin, ojciec Krzysztof Pałys: „Do autobusu wchodzi starsza kobieta. Zmęczone, a jednocześnie łagodne oczy szukają wolnego miejsca. Kobieta omija małą dziewczynkę, uśmiechając się do niej delikatnie. Siada, kładąc torebkę na kolanach, i niemal niepostrzeżenie wyciąga z niej różaniec. Robi to w sposób tak naturalny, jak gdyby modlitwa była dla niej jak oddech. Po dziesięciu minutach chowa różaniec do kieszeni płaszcza i wysiada.

Nie powiedziała ani słowa, ale przestrzeń wokół niej napełniła się pokojem” [Hewel]

Modlitwa, jak oddech… Tak bardzo przypominają te słowa doświadczenie medytacji monologicznej: słowo – oddech, słowo – oddech… I Bóg, który przychodzi zarówno słowie, jak i w oddechu podtrzymując nasze zarówno nasze życie fizyczne, jak i duchowe.

Ta starożytna modlitwa chrześcijańska, jaką jest Różaniec wyraża miłość do Maryi, ale też prawdę, że Maryja została wybrana do wielkiej roli w dziejach zbawienia. Jednocześnie podkreśla to, co w postawie Maryi fascynuje nas najbardziej, a co Archanioł Gabriel określił słowami: „Pan z Tobą”. Być z Bogiem, być zanurzonym w Bogu, w Jego obecności, a raczej żyć na co dzień świadomością tego zanurzenia w Nim, bo to że tak jest potwierdza św. Paweł mówiąc: „W Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” [Dz 17,28]. Życie Maryi jest dla nas lekcją, że ta świadomość może stać się i naszym udziałem. Jezus także jest zanurzony w obecności Boga, ale na zupełnie inny sposób niż Maryja. Dla Jezusa to, coś naturalnego z racji tego, że nosi w sobie tożsamość boskiej osoby. Maryja natomiast przeżywa to na sposób jedynie ludzki i pokazuje, że jest to w zasięgu ludzkich możliwości o ile człowiek otworzy się na łaskę. Do tej otwartości i świadomości ma nas zresztą prowadzić i wychowywać modlitwa monologiczna.

Stwierdzenie Archanioła powtarza Elżbieta, bo fakt, że ktoś jest zanurzony w obecność Boga, kto oddycha Jego obecnością może być dostrzeżony przez innych. Maryja swoją postawą prowadzi nas do Jezusa. Uczy, że świadomość zanurzenia w Bożą obecność winna być program naszego codziennego – chrześcijańskiego życia. Jest to zarazem lekcja dobrego życia, bo pragnącego naśladować Ją i Jej Syna.

Zarówno Modlitwa Różańcowa, jak i Modlitwa Jezusowa uświadamiają nam, że komunikacja na linii Bóg – człowiek zawsze zmierza w kierunku ciszy i uspokojenia naszego serca. Mniej komplikuje a więcej upraszcza.

Postawa Maryi uczy nas, że jeżeli uda nam się zjednoczyć nasze serce z sercem Boga, będziemy zmierzać ku milczeniu, gdyż jak pisze benedyktynka siostra Małgorzata Borkowska: „Im bardziej człowiek wnika w tajemnice Boga, tym bardziej brakuje mu słów na opisanie tej rzeczywistości, której doświadcza. Im wyżej ludzie wspinają się ku Bogu, tym bardziej milkną, pragnąc uwolnić się od wielomówstwa, przed którym na kartach Ewangelii przestrzega nas Jezus”. [z wykładu o życiu konsekrowanym, Kraków 2018]

Zaś karmelita i mistyk, ojciec Hieronim dodaje, że taka modlitwa, w której rezygnujemy ze słów na rzecz ciszy wypełnionej obecnością Boga staje się wytchnieniem dla modlącego się. Bóg mówi wyraźnie, ale cicho, dlatego w milczeniu powinien słuchać Go człowiek. Dlatego on sam codziennie modli się: Panie, pozwól mi cicho żyć, aby słyszeć Ciebie…”[Możliwości i Melodie]

Maryja swoim milczeniem na kartach Ewangelii uczy nas, że istotą modlitwy kontemplacyjnej jest to, że zanurzam się w obecność Boga a wtedy  On przejmuje inicjatywę w życiu. Nie zgodzi się jednak na to ktoś, kto nie ma w sobie głębokiej wiary i zaufania w to, że Bóg jest Miłością i nawet, gdy prowadzi nas On przez życie nie zawsze zrozumiałymi dla nas drogami, to nie uczyni niczego przeciwko nam, bo pragnie jedynie naszego dobra i zbawienia.

Taka postawa bezwarunkowego zaufania – jaką reprezentuje Maryja – sprawia, że wszystko w życiu człowieka staje się proste: „Prosta dusza, proste myśli, prosta modlitwa, proste życie, proste zachowanie. Prawdziwych czcicieli Boga rozpoznaje się po doskonałej prostocie. [Hewel]

Błogosławiony, kto we Mnie nie zwątpi

Jan przywołał do siebie dwóch spośród swoich uczniów i posłał ich do Jezusa z zapytaniem: „Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?” Gdy ludzie ci zjawili się u Jezusa, rzekli: „Jan Chrzciciel przysyła nas do Ciebie z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać? „W tym właśnie czasie wielu uzdrowił z chorób, dolegliwości i uwolnił od złych duchów; oraz wielu niewidomych obdarzył wzrokiem. Odpowiedział im więc: „Idźcie i donieście Janowi to, coście widzieli i słyszeli: niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci doznają oczyszczenia i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi” (Łk 7,18-23).

W życiu są różne momenty. Bywają takie, kiedy wydaje się, że wszystko burzy się i przemija. W takich sytuacjach trudniej niż w chwilach pomyślności uwierzyć nam, że Jezus jest wiernym towarzyszem naszej drogi, że jest przy nas, aby nas wspierać swoja obecnością i łaską.

„Błogosławiony jest ten, kto we Mnie nie zwątpi”. Te słowa Jezusa z dzisiejszej Ewangelii zawierają głęboka naukę. Chrystus przychodząc na świat ukazuje się nie jako potężny i chwalebny Zbawiciel, ale jako pokorny, ubogi i łagodny Sługa Jahwe. I tak też działa przez wieki. Każdy, kto spodziewa się z Jego strony spektakularnych interwencji w historię świata i człowieka musi się rozczarować. Takie oczekiwania jednak są zwykle oczekiwaniami ludzi małej wiary, którzy bardziej ufają ukształtowanemu na swoją modłę obrazowi Boga, który w sobie noszą niż słowu Bożemu, w którym Bóg opowiada nam o sobie.

Aby znaleźć Chrystusa prawdziwego i uwierzyć w Niego trzeba najpierw bezgranicznego zaufania do Jego słowa. Wiara bowiem nie daje jasnego widzenia rzeczywistości nadprzyrodzonych (czasem w takim widzeniu udział mają mistycy), lecz w głównej mierze opiera się na słowie Boga, które jest Miłością.

Święty Jan od Krzyża, patron dnia dzisiejszego choć sam był mistykiem zachęcał: „Wsłuchaj się w słowo pełne znaczenia i najgłębszej prawdy: szukaj Go przez wiarę i miłość, nie zadowalając się żadną inną rzeczywistością” [PD1, 11] To zdanie doskonale oddaje ducha medytacji, w której opierając się jedynie na prostym wezwaniu – słowie pozwalamy się prowadzić droga wiary najlepszemu Przewodnikowi na tej drodze, jakim jest Jezus.

Praktyka medytacji uczy nas, że życie w zjednoczeniu z Bogiem nie opiera się na uczuciach, czy nawet najpiękniejszych przeżyciach, które jej towarzyszą, ale na wiernym podążaniu drogą słowa; drogą często trudną, opartą na akcie woli a jednocześnie uczącą nas odrywania się od wszelkich duchowych przyjemności i pociech a także wyobrażeń, pragnąc nas prowadzić ścieżką tzw. „czystej wiary”.

Doświadczenie wiary, jeśli jest prawdziwe – pisze Mistrz Eckhart, przedstawiciel mistyki nadreńskiej – ukazuje Boga takim jakim On jest. Nie dozwala Go oglądać za pomocą naszych zmysłów, lecz uczy zaufania, że jest On Kimś bardziej uchwytnym przez miłość i wiarę niż przez rozum [Dzieła wszystkie, t. 4].

Jezus pozwala na pytania w wierze. Nie dziwi się wątpliwościom Jana. Wiara zakłada pytania i zmagania z wątpliwościami. Ważne jest tylko, czy i gdzie próbujemy te wątpliwości rozwiewać.

Jezus przyjął i uważnie wysłuchał pytań skierowanych do Niego przez Jana za pośrednictwem uczniów, ale na zadane pytania nie odpowiedział wprost, to znaczy jednoznacznym potwierdzeniem albo zaprzeczeniem. Cechą Chrystusa jest bowiem to, że zawsze postępuje w sposób sobie właściwy, suwerenny i zaskakujący. Nie zawsze odpowiedzi, jakich udziela nam Chrystus na nasze wątpliwości i pytania będą zgodne z naszymi oczekiwaniami. Niejednokrotnie będą nas zaskakiwać, gdyż Bóg, w którego wierzymy jest zaskakujący.

Merton w komentarzu do dzisiejszej Ewangelii pisze: „W swojej odpowiedzi udzielonej Janowi ukrył Jezus serdeczną prośbę i perswazję. Można by ją tak wyrazić: «Janie, zaufaj Mi! Wszystko dzieje się zgodnie z wolą Ojca i w kolejności przez Niego określonej. Bądź spokojny». Jezus chce, aby Jan oparł się na słowie Jezusa, które zawsze się spełnia i nigdy nie zawodzi” [ Codzienne medytacje]

To wskazówka także dla nas idących droga wiary. Ewangelia dzisiejsza chce nas przekonać, że w sytuacjach, gdy nasza wiara w Jezusa zostaje wystawiona na próbę i być może zrodzą się w nas wątpliwości i  odczucia podobne do Janowych –  nie powinniśmy zostawać sami z naszymi wątpliwościami i pytaniami. W sytuacjach bardzo trudnych powinniśmy jak Jan zwracać się do Jezusa i prosić Go o „wyjaśnienia”, o światło, o umocnienie.

Jezus zawsze znajdzie sposób, by upewnić nas w wierze i wewnętrznie uspokoić. A najpełniej ów pokój przynosi naszym sercom przez swoje słowo i łaskę. Dobrze wiedza o tym ci, którzy w codziennej medytacji ten pokój serca odnajdują. W słowie, które nieustannie towarzyszy tej praktyce Chrystus udziela nam też najlepszych odpowiedzi na nasze wątpliwości w wierze, choć ważne, aby te podpowiedzi przyjąć nie intelektem, ale sercem, bo tylko na tym poziomie będą one dla nas w pełni zrozumiałe.

Odpocząć w Bożej obecności

W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie. (Mt 11,28-30)

Jezus zostawia nam w dzisiejszej Ewangelii słowa, które są obietnicą i pocieszeniem na nasze troski i obciążenia.

„Przyjdźcie do mnie wszyscy…”. „Wszyscy”… . Możemy do Jezusa przyjść wszyscy. On nie robi wyjątków. Nie wybiera sobie tych, którym pragnie ulżyć. Jezus domaga się tylko jednego, aby nasze serce było pokorne, bo tylko wtedy może nam udzielić w pełni swojej łaski.

Ponadto – jak słyszymy – Jezus chce, abyśmy do Niego przychodzili, takimi jakimi jesteśmy. Z naszym życiem, z całą naszą biedą, z trudnościami. Na przekór temu, co najbardziej przeszkadza nam przychodzić do Niego.

Chce abyśmy odpoczęli w Jego obecności. Czy spoglądamy na codzienną medytację, jak na odpoczynek w obecności Jezusa?

Kiedy człowiek sam siebie zredukuje do poziomu jakiejś istoty produkcyjno-konsumpcyjnej, odpoczynek ma dla niego już tylko dwa sensy: odpoczywamy po to, żeby zregenerować siły do dalszej pracy, oraz po to, żeby choć trochę uciec od naszej szarej rzeczywistości.

Tymczasem biblijne pojęcie odpoczynku jest bez porównania bogatsze. Odpoczynek w Piśmie Świętym kojarzy się przede wszystkim z takimi wartościami, jak pokój, bezpieczeństwo, powszechna sprawiedliwość i życzliwość, poczucie sensu.

Pierwsze biblijne wspomnienie o odpoczynku dotyczy odpoczynku Boga Stwórcy. Wspaniale skomentował je święty Ambroży – dzisiejszy patron. Mówił tak: „Stworzył Bóg niebo i ziemię, ale nie znalazł w nich odpoczynku. Stworzył słońce, księżyc i gwiazdy, stworzył rośliny i zwierzęta, ale nie znalazł w nich odpoczynku. Wreszcie stworzył Bóg człowieka – i dopiero w nim mógł odpocząć.”

To niezwykłe, że sam Bóg chce odpocząć w człowieku, chce znaleźć w nim przyjaciela i kogoś kochającego. Jeśli zaś Bóg znalazł w jakimś człowieku odpoczynek, to rozumie się samo przez się, że także człowiek może i powinien chcieć odpocząć w Bogu.

Medytacja – mój codzienny odpoczynek w Bogu!

Mówi Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy utrudzeni i obciążeni, a Ja was pokrzepię i znajdziecie ukojenie dla dusz waszych”. Ale nie zapominajmy o tym, że dlatego my możemy przyjść do Niego, że On pierwszy przyszedł do nas. Dlatego utrudzeni mogą znaleźć w Nim pokrzepienie, że On pierwszy doświadczył trudu ludzkiego życia.

Dlatego każdy z nas jest dla Niego kimś bardzo drogim. Czasem zwierza się ktoś, że z powodu swoich grzechów czuje się nikim w oczach Bożych. Prawda jest jednak taka, że to tylko naszymi grzechami Pan Jezus się brzydzi, ale nas kocha bezgranicznie i żaden grzech tego nie zmieni, i właśnie dlatego się brzydzi się naszymi grzechami, że każda i każdy z nas jest Mu bardzo drogi a grzech zawsze nas degraduje człowieka, rani i okrada z tego co najcenniejsze – z łaski.

Jezus obiecuje nam, że jeśli zaufam Mu całym sobą, doświadczymy łagodności i pokory. To dwa z wielu owoców, jakie przynosi codzienna, wytrwała medytacji. Przebywanie w obecności Jezusa zmienia nas powoli, ale skutecznie i trwale, jak kropla która drąży skałę nie siłą, lecz wytrwałością.  Nasze serca w praktyce medytacji stają się podobne do Jezusowego serca. Zamieniajmy swoją medytację w modlitwę całkowitego oddania Jezusowi. A On w zamian będzie nam dawał głębokie doświadczenie ukrycia w Jego sercu. Trwać przy Jezusie, to najlepsza i najbardziej skuteczna metoda przemiany ludzkiego serca i życia.

Pozostawić, aby pójść

Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci, Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami.

I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. (Mt 4, 18-22)

Aby pójść za Jezusem nie zawsze konieczne jest pozostawienie ojca, łodzi, dotychczasowych zajęć, czy innych rzeczy, które stanowią o naszym trybie życia. Potrzebna natomiast jest zgoda na wielkie zmiany w postrzeganiu siebie – swojej tożsamości.

Doświadczenie medytacji to wielka szkoła zmiany postrzegania siebie i otaczającej nas rzeczywistości. Z perspektywy chrześcijańskiej nosimy w sobie przekonanie, że nikt nie odsłoni nam naszej tożsamości tak dobrze jak Jezus. Dlatego nasza medytacja staje się Modlitwą Jezusową – zgodą na to, żeby to Jezus był naszym przewodnikiem zarówno w świecie wżycia wewnętrznego, jak i w naszej codzienności. Sami z siebie bardzo jesteśmy skłonni do redukowania siebie, swojej roli i swoich możliwości. Również inni ludzie nierzadko przeszkadzają nam niż pomagają odkryć siebie. A od odkrycia siebie, swojej tożsamości, swojego prawdziwego JA ogromnie dużo w naszym życiu zależy. Bez tego możemy je zmarnować.

Zwróćmy uwagę na kontekst wydarzenia powołania uczniów. Pierwsze słowa, jakimi Jezus zwraca się do ludzi od początku swej misji w Galilei brzmią: „Nawracajcie się”. Doświadczenie powołania jest ściśle związane z doświadczeniem nawrócenia. Aby słuchać i przyjąć Jezusa, potrzeba nawrócenia serca: odwrócić się od własnych pragnień i zwrócić je ku tym pragnieniom, jakie Bóg ma wobec nas. Ale żeby tak się stało potrzeba nam ogromnego zaufania w wierze, które buduje się przez żywą relację z Jezusem – także w doświadczeniu medytacji, gdzie to budowanie relacji z Jezusem wydaje się szczególnie głębokie.

Serce, w którym dominują ludzkie i często przyziemne pragnienia, nie będzie zdolne w pełni otworzyć się na Jezusa. Święty Jan Apostoł przestrzega: „Nie miłujcie świata* ani tego, co jest na świecie! Jeśli kto miłuje świat, nie ma w nim miłości Ojca. Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia* nie pochodzi od Ojca, lecz od świata. Świat zaś przemija, a z nim jego pożądliwość; kto zaś wypełnia wolę Bożą, ten trwa na wieki”. [1 J 2,15-17]

Zaproszenie Jezusa do pójścia za Nim nigdy nie jest jednorazowe. On nieustannie zaprasza nas do kroczenia Jego śladami, zwłaszcza gdy nie zawsze chętnie na to zaproszeni odpowiadamy. Z naszej strony ta odpowiedź też nigdy nie jest tylko jednorazowa. Św. Augustyn zwykł mawiać w kontekście swojego własnego wyboru Chrystusa – które ci, którzy znają jego historię wiedzą, że dokonało się późno – „Raz wybrawszy, codziennie wybierać muszę”. W tym kontekście codzienne, wytrwałe siadanie do medytacji jest także codziennym potwierdzaniem tego wyboru i odpowiedzą na zaproszenie nas do pójścia za Jezusem.

W słowach Jezusa „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi” ukryta jest nie tylko tajemnica powołania apostolskiego, ale również wezwanie skierowane do nas wszystkich, byśmy byli świadkami wiary. Myślę, że dzieje się tak za każdym razem, gdy przyprowadzamy kogoś na medytację chcąc podzielić się z nim naszym doświadczeniem i owocami tej praktyki. Jest coś naturalnego i na wskroś ludzkiego, że ten kto spotyka Jezusa, doświadcza Jego obecności w swoim życiu, dzieli się tym doświadczeniem z innymi. Przyprowadza ich do Jezusa. Tak jak św. Andrzej pierwszy wezwany.

Ten wymiar świadectwa w dzisiejszych czasach wydaje się bardzo potrzebny. Gdyż czasy, w których żyjemy cechuje to, że powszechne tempo życia sprawia, że wielu osobom bardzo trudno znaleźć jakiś głębszy, choć tak bardzo istotny wymiar ich życia, jak również ich prawdziwą tożsamość.