Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Przyjść do Jezusa

Jezus powiedział do ludu: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie.

Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby pełnić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym nic nie stracił z tego wszystkiego, co Mi dał, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. (J 6, 35-40)

Ewangelia Jana 6,37. II. GRZECH, KTÓREGO NIE MOŻNA WYBACZYĆ (cd) Jednak obietnica Pisma Świętego brzmi: „Tego, który do mnie przychodzi, nie wyrzucę precz Ewangelia Jana 6,37. To stwierdzenie nie ma daty ważności. Nie ma informacji, że „nie obowiązuje po takim a takim czasie . Ten, kto przychodzi do Chrystusa, zawsze, zawsze będzie przyjęty.

Jezus wielokrotnie w Ewangelii porównuje siebie do różnych rzeczy lub osób (Dobry Pasterz, Winny Krzew, Droga, Prawda, Życie, Brama, Światłość Świata). Tym razem nazywa siebie chlebem życia. Każde z tych określeń zwraca uwagę na jakiś szczegółowy aspekt misji Jezusa, przybliża nam Jego naturę czy działanie. Jezus – chleb jest tym, który syci nasze łaknienie. Nikt poza Bogiem nie może w pełni zaspokoić głodu człowieka, ponieważ stworzeni jesteśmy na podobieństwo Boże, nosimy zatem w sobie pierwiastek boskości. Jasno dziś Jezus mówi jednak, że nasycenie pragnienia zależy także od naszej wiary w Niego.

Jest takie opowiadanie “O dwóch żebrakach”, którzy docierają “za chlebem” na dwór do króla. Ten hojnie obdarowuje ich pokarmem. Pierwszy z żebraków podziękował królowi za jego serce i wspaniałomyślność; drugi natomiast podziękował Bogu za to, że obdarzył króla taką władzą i takimi środkami, iż może on pomagać swoim podwładnym. Ale postawa ta nie podobała się monarsze.

Gdy żebracy przyszli na dwór po raz kolejny kazał upiec dwa jednakowe chleby i do jednego włożyć parę drogich kamieni, które miały być osobistym podarunkiem i nagrodą dla tego, który chwalił króla. Ten co chwalił Boga, miał otrzymać zwykły bochenek.

Piekarz zrobił, jak król przykazał. Gdy jednak żebracy opuścili pałac, żebrak chwalący króla zauważył że jego bochenek ma podejrzany ciężar. Myśląc więc, że jest źle wypieczony, wymienił się z kolegą. Gdy ten drugi rozkroiwszy chleb znalazł hojny dar, podziękował serdecznie Bogu, iż w ten niespodziewany sposób uwolnił go od żebrania.

My bardzo często zatrzymujemy się nad tym co widzi nasze oko, usłyszy ucho, czy dotknie dłoń. Tymczasem są w nas też inne pragnienia. O wiele większe i głębsze. Mają one swoje źródło w sercu i pragnieniu poznania samego Boga…

Praktyka medytacji jest bez wątpienia jedną z tych dróg, na których Pan Bóg te pragnienia zaspokaja.

Problem w tym, że łatwo je zagłuszyć skupieniem na tym, co zewnętrzne, czego najczęściej pożądamy. Dlatego św. Jan Apostoł przestrzega nas przed pożądliwością ciała, pożądliwością oczu i pychą, mówiąc, że nie pochodzą od Ojca, lecz od świata (1 J 2,16)

Chrystus mówi nam, że mamy spełniać wolę Boga. Jest to zadanie, którego nie można zlekceważyć, gdyż od jego wypełnienia zależy jakość naszego życia… To czy wypełnimy je byle czym, czy też pozwolimy je wypełnić Bogu tym, o czym On wie, że jest nam potrzebne to wielka różnica.

Jest bardzo mało ludzi, którzy przeczuwają, co Bóg uczyniłby z nich, gdyby zaparli się siebie i całkowicie oddali się Chrystusowi Panu, aby On ukształtował ich dusze w swych dłoniach i dlatego boją się Mu powierzyć bez reszty. Tymczasem Bóg nas stworzył, czyli powołał do istnienia, by pierwotne dobro, które w Tobie złożył, zostało przemienione w większe dobro i udoskonalone w Tobie. (św. ojciec Pio)

I ufamy, że właśnie ta przemiana dokonuje się w medytacji, gdzie uczymy się zapierać siebie i całkowicie powierzać się Jezusowi przychodzącemu w jego słowie i łasce, po to by On wciąż nas kształtował w swoich miłujących dłoniach zaczynając od naszych serc.

Droga do Emaus: wsłuchiwanie się w Słowo i gościnność serca

Z Ewangelii według Świętego Łukasza

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.

On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».

Zapytał ich: «Cóż takiego?»

Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».

Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»

W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba. (Łk 24, 13-35)

Ewangelia jest długa, więc komentarz powinien być dla równowagi krótki…

Scena Ewangeliczna, którą opisuje św. Łukasz (i tylko on) nieodmiennie kojarzy mi się z doświadczeniem medytacji. To właśnie z ta scena zainspirowała mnie by nasz medytacyjny blog nazwać „Droga Medytacji”.

Bo czy nie jest tak, że chrześcijańska medytacja polega właśnie na tym, że my wyruszamy w tę drogę podejmując trud praktyki a Jezus przyłącza się do nas i już wszystko, co dzieje się w medytacji potem jest owocem naszej współpracy z Jezusem, z Jego łaską. A ściśle rzec biorąc – tak jak w przypadku uczniów idących do Emaus – wsłuchania się w Słowo a następnie pod wpływem tego słuchania zaproszenia Jezusa do głębszego spotkania na płaszczyźnie serca.

Dla mnie osobiście jest coś ogromnie pocieszającego w tym, że ta Ewangelia mówi też o tym, że ktoś może jeszcze nie umieć rozpoznać Jezusa, a jednak może się z Nim spotkać naprawdę. (Tak zresztą było wcześniej z Marią Magdaleną przy grobie tak jest z uczniami idącymi do Emaus, tak jest też z apostołami łowiącymi ryby w Morzu Tyberiadzkim już po zmartwychwstaniu). Dla mnie to wielka lekcja pokory, gdy rozmawiam z niewierzącymi, ale poszukującymi ludźmi.

Wszystkie te sytuacje mają w sobie coś wspólnego. Mianowicie w każdej z nich człowiek jest w drodze a Jezus wychodzi mu naprzeciw. Bo przecież tak naprawdę od czasów ogrodu Eden to On – Bóg szuka człowieka.

Można powiedzieć nawet więcej: dwaj uczniowie uciekali do Emaus, żeby zatrzeć za sobą wszelkie ślady znajomości z Jezusem a ostatecznie spotykają Go aż na dwa sposoby. Po pierwsze: z uwagą i wiarą wsłuchują się w Niego; po drugie: wychodzą naprzeciw Jezusowi przez swoją gościnność.

Czy nie to dzieje się w każdej medytacji? Najpierw wsłuchujemy się z uwagą i wiara w Słowo aby następnie użyczyć Mu gościnności w sowim sercu. Bo to właśnie serce jest tym najbardziej intymnym miejscem spotkania z Bogiem w nas. Pod wpływem mocy Słowa, w które się wsłuchujemy w medytacji i działającej w nas łaski otwiera się brama serca, by zaprosić tam Jezusa. Serce zaś to przestrzeń, w której rozpoznajemy Chrystusa przez miłość. Jak pisze benedyktyn ojciec Jan Paweł Konobrodzki: „Serce ma zmysł dzięki któremu możemy poznawać i kochać Boga, który będąc poznawanym w ten sposób staje się rzeczywiście odczuwalny”. [Jan Paweł Konobrodzki OSB, Pustynne szlaki]

I na tej zasadzie medytacja monologiczna staje się modlitwą serca, modlitwą miłującej obecności.

WIELKANOC

KOCHANI,
NIECH WIELKANOCNA RADOŚĆ TRWA W WAS
PRZEZWYCIĘŻAJĄC WSZELKIE SMUTKI, KRYZYSY I TRUDNOŚCI
I UMACNIAJĄC WIARĘ, NADZIEJĘ I MIŁOŚĆ
ORAZ ODWAGĘ DAWANIAŚWIADECTWA WIARY W JEZUSA ZMARTWYCHWSTAŁEGO PRZED ŚWIATEM
 😇❤️

Zdrada

Z Ewangelii według Świętego Mateusza

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?»

On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda».

Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»

On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».

Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty». (Mt 26, 14-25)

Zdrada drugiego człowieka zawsze boli, bo burzy nasze dotychczasowe życie; nadwyręża nasze zaufanie; niszczy relacje. Pozostajemy często z rozdartym sercem pomiędzy tym “pięknym, co było”, a tym “smutnym, co jest tu i teraz”. Pozostaje pustka i świadomość tego, że stan radości już więcej nie powróci. Zostajemy odarci z czegoś, co było dla nas bezcenne. Czujemy się oszukani, samotni i rozgoryczeni.

Mówię o tak wielu owocach zdrady, bo warto zadać sobie pytanie, czy zdajemy sobie sprawę z tego, że nasza zdrada boli też Boga. A Zdradą jest każdy grzech. A święty Jan doda. Żeby nie było wątpliwości, że:  „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy.” [1 J1,8] Oczywiście różni nas to, że Bóg nie przestaje wierzyć w człowieka i nie przestaje o niego walczyć pomimo często wielokrotnej zdrady.

Tak jest w przypadku Judasza. Pan Jezus naprawdę do końca walczy o Judasza do końca. Podczas Ostatniej Wieczerzy przekazuje mu Pan Jezus kawałek chleba. W kulturze semickiej było to znakiem wyróżnienia, stanowiło jakby komunikat: „Na przyjaźni z tobą szczególnie mi zależy”.

Potem próbuje nim wstrząsnąć, dając mu do zrozumienia, że zna jego zamiary. Judasz jednak jest tak zatwardziały w swojej decyzji, że nawet takie słowa nie robią na nim wrażenia.

Ostatni raz próbuje Zbawiciel ratować swojego zbłąkanego ucznia w Ogrodzie Oliwnym, kiedy Judasz już przyszedł wydać Go w ręce tych, którzy mieli zamiar Go zabić. „Przyjacielu – mówi mu wówczas Jezus – pocałunkiem zdradzasz Syna Człowieczego”.

Jezus uczy nas wolności względem siebie. Nigdy do końca nie wiemy, jak postąpimy w danej sytuacji. To przekonanie powinno utwierdzać nas w wierze, która zakłada zaufanie tylko samemu Bogu. Nawet wówczas, gdy nie zawsze robimy to, co trzeba. On jako jedyny potrafi również z naszych zdrad, z naszego zła wyprowadzić dobro. I będzie o nas walczył do końca.

Również medytacja monologiczna, gdzie wsłuchujemy się w Jego słowo i uczymy się dawać mu posłuch przed innymi głosami, które pragną zawładnąć naszymi sercami jest walką o nasze serca, choć może nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę.

Prawda was wyzwoli

Z Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli».

Odpowiedzieli Mu: «Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakże Ty możesz mówić: „Wolni będziecie?”»

Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz Syn pozostaje na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie ma w was miejsca dla mojej nauki. Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca».

W odpowiedzi rzekli do niego: «Ojcem naszym jest Abraham».

Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy dokonujecie czynów ojca waszego».

Rzekli do Niego: «My nie urodziliśmy się z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga».

Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem sam od siebie, lecz On Mnie posłał». (J 8, 31-42)

Mocna Ewangelia! O tym jak często postrzegamy naszą wolność i jak tę wolność widzi Bóg.

„Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”.

Jezus przekazuje zgromadzonym tłumom prawdę o królestwie Bożym i nie mówi tego, co chcą usłyszeć, ale to, co jest potrzebne do życia prawdą. Ta prawda wyzwala i ukazuje, że człowiek potrzebuje Boga, by być wolnym. Może temu zaprzeczać, może wypierać tę prawdę ze świadomości, ale wcześniej czy później ta prawda się o siebie upomni. A najczęściej upomina się przez niepokój serca, który współczesny człowiek w sobie nosi i którego nie potrafi zdiagnozować, bo jak pisał św. Augustyn w swoich Wyznaniach: „Niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Bogu”.  Ale ponieważ współczesny człowiek nie potrafi tej [prawdy przyjąć będzie szukał lekarstwa na niepokój swojego serca gdzie indziej i bywa, że nierzadko pakując je w jeszcze większa niewolę.

Ktoś parafrazując dzisiejszą Ewangelię powiedział: „Prawda was wyzwoli ale najpierw  was wkurzy”. Potwierdza się to w reakcji Żydów na słowa Jezusa. Ale często też i w naszym życiu. Nie zawsze lubimy prawdę, zwłaszcza tę, która obnaża nasze słabości. Aby przyjąć trudną prawdę o sobie trzeba mieć w sobie pokorę. To samo zresztą dotyczy prawdy chwalebnej. Bez pokory może się ona nakarmić naszą pychę, co nikomu nie przynosi dobra.

Warto wsłuchać się w argumentację rozmówców Jezusa. Żydzi, odpowiadając Jezusowi przypominają, że mają Abrahama za ojca, dlatego są wolni. Jednak Jezus jasno mówi im o niekonsekwencji przyjęcia prawdy, którą przekazał im Abraham, uznawany przez Izraelitów za protoplastę Narodu Wybranego oraz za „ojca wiary”. Jego wiara została poddana próbie w drodze z Ur haldejskiego do Kannanu. Kiedy przyszła na niego noc próby, Abraham gotowy był oddać Bogu swego syna Izaaka. To właśnie ta noc była decydująca dla jego wiary. Dlatego Bóg ustanowił go ojcem narodu. Bóg zapowiedział Abrahamowi nowego Izaaka. Jezus wskazując Izraelitom prawdę o wyzwoleniu, a sam jawi się im jako nowy Izaak. Jednak tkwienie w grzechu, nie pozwala Żydom rozpoznać w Jezusie Mesjasza i Syna Bożego. Jezus mówi, że tylko Sym może ich wyzwolić, oddając za nich życie i dopiero wówczas rzeczywiście będą wolni.

Nasze plany i marzenia na życie mogą być idealne, ale dopiero poddanie ich woli Bożej sprawia, że otwieramy się na działanie Pana Boga w naszym życiu i Jego prowadzenie. Warto pytać czy w nas także nie ma tej niekonsekwencji wiary, którą Jezus zarzuca Żydom. Modlimy się codziennie albo przynajmniej często słowami modlitwy Ojcze nasz, gdzie powtarzamy „bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi” a potem chcemy w naszym życiu realizować przede wszystkim swoją wolę i swoje plany a jak Pan Bóg nam je krzyżuje, to częściej mamy do Niego żal niż przyjmujemy to z wdzięcznością i pokorą.

Pytanie o to czy jestem wolna/wolny powinno nam nieustannie towarzyszyć. A odpowiedzieć możemy na nie pod jednym warunkiem – żyjąc w prawdzie! Jezus mówi o sobie w Ewangelii: „Ja jestem Prawdą”[J 14,6]. Oby wsłuchiwanie się w Jego imię w codziennej, wytrwałej medytacji utwierdzało nas w tej prawdzie i czyniło nasze serca wolnymi na podobieństwo Jego serca.