Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Inny świat

Jezus powiedział do ludu: «Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby czynić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym». [J 6, 35-40]

Jezus dzisiejszym słowem  kolejny raz dodaje odwagi tym, którzy Go słuchają i na nowo wzywa ich do zaufania Jemu i Ojcu. Od nowa przypomina im, że życie na ziemi to nie wszystko. Nadejdzie dzień ostateczny, a po tym nastąpi życie wieczne, ze względu na które w Niego wierzą.

Myśląc o tych słowach Jezusa, istotne jest, aby odpowiedzieć sobie szczerze – czy jestem całym sercem z Jezusem, czy całym sercem pragnę wypełniać wolę Ojca, bo to ona – jak często podkreśla Jezus a po nim po kolei św. Paweł, Piotr, Jakub i Jan w swoich listach – jest ceną zbawienia.  

Warto zaznaczyć w tym miejscu, że wola Boża zawsze wiąże się z naszym dobrem. Niektórzy boją się, że całkowite zaufanie Bogu w jakimś sensie ich „odczłowieczy”, odbierze radość życia, nie rozumiejąc, że właśnie dzięki jej wypełnieniu dopiero będziemy w stanie przeżyć to życie w pełni.

Nam czasem tak trudno uwierzyć, że Bóg pragnie naszego szczęścia. Błogosławieni – mówi Jezus w kazaniu na Górze – a więc szczęśliwi. Bogu zależy na naszym szczęściu, na naszym dobrostanie. Ostateczną przyczyną szczęścia człowieka może być tylko Bóg o czym przypomniał św. Augustyn a my paradoksalnie często uciekamy przed Bogiem i szukaniem Jego woli sadząc, że On nam to szczęści odbierze.

Tymczasem, jak mówi św. Maksym Wyznawca: „Jezus Chrystus jest modelem naszego człowieczeństwa”.

„Jego zaproszenie do świętości, to nic innego jak zaproszenie do najbardziej optymalnego funkcjonowania człowieka, zaś Ewangelia to księga, która dla człowieka wierzącego jest podstawowym podręcznikiem dobrego życia” [„Kochaj Boga i nie bój się być szczęśliwym”, o. Piotr Kwiatek].

Jednocześnie Ewangelia Jezusa jest też ostrzeżeniem dla niewierzących (wczoraj mówił, że „kto nie zanurzy się i nie uwierzy w Jego słowo będzie potępiony” – NPD). Jezus nie zapomniał o tych, którzy Go odrzucili, ale wciąż szuka drogi do każdego ludzkiego serca na tym świecie.

Jezus wspomina dziś także o chlebie życia. Możemy to skojarzyć z chlebem eucharystycznym, który codziennie jest nam ofiarowany i przez który Bóg chce nas jeszcze bardziej do siebie przybliżyć, podnieść na duchu, umocnić i podarować nam siłę do dobrego życia, do życia  w wierze.

Trwamy w tygodniu biblijnym. Zarówno wsłuchiwanie w Słowo Boże, jak i Eucharystia dają nam jedyną w swoim rodzaju łaskę głębokiego zatopienia się w obecności Jezusa i w Jego pragnieniach, dzięki którym łatwiej nam poznać to, co jest Jego wolą dla nas i przestać się tej woli bać. Jezus pragnie być naszym pokarmem (dosłownie: chlebem), pragnie, abyśmy do Niego przychodzili i obiecuje, że nikogo, kto do Niego przyjdzie nie odrzuci.

Medytacja jest przychodzeniem do Jezusa. Jest przestrzenią w której on nas przygarnia. W doświadczeniu medytacji Jezus zaprasza nas do wejścia w inny świat – pisze ks. prof. Muszala w książce „Modlitwa w ciszy” – W człowieku istnieje nie tylko światy naturalny, ale jest też cząstka nadprzyrodzona o której św. Paweł pisze: „Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch święty w was mieszka?” [1 Kor 3. 16]

Zaś Andre Frossard  w książce Istnieje inny świat doprecyzowuje to pisząc: „Istnieje inny świat. Jego czas nie jest naszym czasem a jego przestrzeń naszą przestrzenią. Jego prawa nie są naszymi prawami. Nie sposób go uchwycić naszymi zmysłami, co nie znaczy, że jego istnienie jest mniej konkretne niż naszego dostrzegalnego świata. Błędem byłoby lekceważenie jego istnienia. Ten świat, to ostateczna rzeczywistość, która sprawia, że rzeczy są tym, czym są”. Drzwiami, którymi można tam wejść w doczesności jest właśnie Eucharystia, modlitwa, medytacja. A zmysłem, dzięki któremu możemy dotknąć realności tego świata jest wiara. Pozwólmy się w medytacji poprowadzić Jezusowi i Jego słowu w ten nieograniczony świat, którego pełnia stanie się naszym udziałem dopiero po tamtej stronie życia.

Co się z Ducha narodziło…

Jezus powiedział do Nikodema:

«Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu». (J 3, 16-21)

Kolejny dzień wsłuchujemy się w rozmowę Jezusa z Nikodemem. Jedną z najpiękniejszych i najgłębszych rozmów, jakie możemy znaleźć na kartach Pisma Świętego. Dobrze tę rozmowę czytać w całości. Zdziwienie Nikodema towarzyszące słowom, które słyszy świadczy o głębokim niezrozumieniu słów Jezusa.

Jezus nawet trochę sarkastycznie odpowiadając na pytania Nikodema o to jak jest możliwym powtórne narodzenie człowieka mówi:  „Ty jesteś nauczycielem Izraela a tego nie wiesz?”, po czym wyjaśnia mu przyczynę jego niezrozumienia, która może być także pewną wskazówką dla nas w rozumieniu słowa Bożego. Bo sądzę, że nam również czasem udziela się postawa Nikodema, gdyż w wielu przypadkach nie rozumiemy prostych słów Jezusa, którymi się do nas zwraca.

Jezus zatem tłumaczy, że jest On Słowem, które się ucieleśniło, a żeby je zrozumieć, to musimy narodzić się na nowo. W The Chosen Jezus wskazuje na to mówiąc do Nikodema, „że co się z ciała narodziło jest ciałem a co się z ducha narodziło jest duchem. To musi się w tobie odrodzić”. Sugerując, że jesteśmy często zbyt przywiązani do cielesnego, ziemskiego interpretowania słowa Bożego. Innymi słowy potrzebujemy nowego serca, które uczy się rozumieć z boskiego punktu widzenia. Po ludzku bowiem zrozumienie tajemnicy Królestwa Bożego, które przynosi Jezus nie jest możliwe.

Przeciętnemu człowiekowi trudno jest pojąć Słowo Boże między innymi dlatego, że jest zbyt przywiązany do ziemskiego sposobu myślenia. A takie spojrzenie jest przede wszystkim skupione na sobie i swoich potrzebach. Dostrzega to, co poznaje zmysłami. Brakuje mu pewnego duchowego zmysłu, który jest owocem łaski, ale też i duchowej pracy, wysiłku. Czy innymi słowy współpracy z tą łaską. A bez tego nie sposób dostrzec  Boga i Jego działania ukrytego pod osłoną codzienności. To wyrobienie w sobie wspomnianego duchowego zmysłu wymaga ciszy, która uczy nas wsłuchiwać się w Słowo nie tylko naszym umysłem, ale i sercem, gdyż poznanie duchowe jest bardziej sprawą serca niż umysłu o czym często przypomina Pismo Święte. „Dlatego chcę cię wyprowadzić, na pustynię i mówić twego do serca” [Oz 2, 16].

Biblia często przekonuje nas, że słowo Boże jest jak studnia, przy której dochodzi do najpiękniejszych życiowych spotkań między Bogiem a człowiekiem. Spotkanie z Nikodemem wprawdzie nie odbywa się przy studni (?), ale dla Nikodema jest taką studnią. Jezus uświadamia jemu ale też i nam, że naszym problemem, który sprawia, że trudno nam dostrzec Boga i Jego obecność i działanie w życiu jest to, że jesteśmy zbyt skupieni, wręcz zaślepieni sprawami przyziemnymi.

Stąd wciąż aktualne pozostaje wezwanie Jezusa, aby się powtórnie narodzić. Ono dokonuje się przez zanurzenie w Duchu Świętym. Kiedy godzimy się na to, aby to On stawał się naszym Przewodnikiem i Nauczycielem życia i myślenia, pozwalam Mu przekształcać nasze ziemskie człowieczeństwo na duchowe, które coraz bardziej staje się przepełnione sprawami duchowymi, co sprawia, że również na ziemskie sprawy zaczynamy spoglądać w właściwej perspektywy i z właściwym dystansem, który powinien cechować nas – chrześcijan, skądinąd należących na poły już do innego świata. Dokładnie to dzieje się w praktyce medytacji.

W The Chosen jest pokazany ten fenomenalny dialog Jezusa z Nikodemem:

– Posłuchaj… Co Słyszysz? 

– Wiatr? 

– Skąd wiesz, że to wiatr? 

– Bo go słyszę i czuję! 

– Wiesz skąd pochodzi? 

– Nie! 

– Wiesz dokąd zmierza? 

– Nie! 

– To właśnie znaczy narodzić się z Ducha.  Duch działa w sposób, jakiego nie rozumiesz, ale chociaż go nie widzisz, rozpoznajesz jego działanie. 

Chciałoby się dodać, że dokładnie to dzieje się w medytacji…

Dziś Jezus w rozmowie z Nikodemem bardzo konkretnie wskazuje na siebie, jako tego poprzez którego Bóg pokazuje, jak bardzo kocha świat i człowieka. Znowu przychodzi mi na myśl zdanie św. Jana od Krzyża: „Jedno Słowo wypowiedział Ojciec, którym jest Jego Syn i to słowo wypowiada nieustannie w wieczystym milczeniu. W milczeniu też powinna słuchać Go dusza”. Można powiedzieć, że Bóg Ojciec pokazuje w Jezusie całe swoje serce. Tak bardzo chce, żebyśmy spojrzeli na Syna, tak bardzo chce żebyśmy się w Niego wsłuchali, bo bez Niego nie zrozumiemy ani Jego wartość i wartości Jego wcielenia i odkupienia dla nas, ani tym bardziej nie zrozumiemy nas samych i naszej wartości w oczach Boga. Ojciec chce pokazać nam swoją miłość przez Syna, abyśmy otworzyli się na Jego miłość. Nasze serca często noszą błędny obraz Boga, który jest daleki, który osądza i którego nie obchodzą nasze problemy. Jezus chce zniszczyć ten fałszywy obraz Boga, który nosimy w sercach. Chce, abyśmy nauczyli się patrzeć na Boga tak jak On. Patrząc na Jezusa spotykamy Ojca, który pragnie nam się objawić jako Bóg, który jest blisko, kocha nas do szaleństwa, rozumie nasze cierpienia i problemy i jest w tym bliżej nas niż możemy to sobie wyobrazić. Chce być postrzegany jako Ojciec, który nie bał się dać nam swojego Syna, abyśmy przez dzięki Niemu pojęli, że jesteśmy Jego dziećmi, jesteśmy Jego umiłowanymi córkami i umiłowanymi synami. Naszą odpowiedzią na tę miłość jest wiara. Ale zdrowa wiara. Wiara, która oznacza pewność, że Bóg nas kocha i dlatego wiem, że bez zastrzeżeń mogę się na Nim oprzeć i bez lęku mogę się zawierzyć Jego woli, odpuszczając sobie wszystkie iluzoryczne zabezpieczenia, które dają nam iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad życiem. Innymi słowy Jezus – a szczególnie widać to w rozmowie z Nikodemem – uczy nas prostej sztuki odpuszczania, po to aby nasze serce stawało się sercem człowieka naprawdę wolnego, czyli wypełnione miłością i łaską. O resztę Bóg się zatroszczy!

Medytacja jest jedną z tych najprostszych dróg, które powoli, ale skutecznie zmieniają nasz błędny obraz o Bogu i o nas samych, abyśmy mogli teraz cieszyć się pełnią miłości i łaski.

Emaus – lekcja uważności na obecność Boga

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.

On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».

Zapytał ich: «Cóż takiego?»

Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».

Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»

W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba. (Łk 24, 13-35)

Dzisiejszy fragment Ewangelii chce nam pomóc przybliżyć się do obecnego blisko nas Boga i patrzeć na nasze życie w perspektywie tajemnicy Paschalnej, czyli tajemnicy Jego obecności.

Ewangelia odnotowuje, że „Jezus przybliżył się i szedł z nimi”. Wiara chrześcijańska polega między innymi na tym, że nosimy w swoim sercu głębokie przekonanie, że Bóg nie tylko przybliża się do nas, ale dosłownie On idzie z nami przez życie. Jesteśmy wręcz zanurzeni w Jego obecność (por. Dz 17,28). Czasem jednak nam, jak tym uczniom, o których mówi dzisiejsza Ewangelia, brakuje wiary w tę obecność. Jezus zwraca nam na to uwagę. „Jak nieskore są wasze serca do wierzenia”.

Dlatego potrzebne nam są spotkanie z Chrystusem – jak choćby to, które ma miejsce w doświadczeniu medytacyjnym – dzięki którym Jezus oświeca umysły i rozpala serca doświadczeniem Jego obecności.

„Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” To wskazówka dla nas. Sądzę, że wielu z nas mogłoby się podpisać pod tymi słowami wskazując na swoje doświadczenie medytacyjne.

Bóg na nas czeka. „Bóg na wiecznym dyżurze” – jak kiedyś pisał ks. Twardowski. Bóg, który chce towarzyszyć nam na naszych drogach, by wzmacniać wiarę i oświecać nasze umysły. Jemu często bardziej na tym zależy niż nam. To jakieś niepojęte odwrócenie porządku życia duchowego. Bo On zawsze ma dla nas czas a my często wymawiamy się tym, że nie mamy go dla Boga. Czy w życiu człowieka wiary może być coś, lub ktoś ważniejszy niż Bóg?  

Medytacja jest świadomym zapraszaniem Boga do naszego życia, nie tylko na tę chwilę spędzoną w ciszy, przy wsłuchiwaniu się w imię Jezus, ale również we wszystkie inne jego przestrzenie.

Praktyka medytacji uświadamia nam, jak bardzo potrzebny jest nam ten czas zatrzymania się, aby nie stracić tego poczucia Bożej obecności, tej świadomości zanurzenia w Nim naszego życia. Dopiero ta świadomość staje się tym, co Pismo święte i Ojcowie Pustyni nazywali nieustanną modlitwą. Czasem, jak uczniowie idący do Emaus, jesteśmy przytłoczeni cierpieniem, krzywdą, problemami bliskich lub znanych nam osób. Stosujemy różne – mniej lub bardziej udane – formy ucieczki od życia, od przeżywanych emocji. Tymczasem to nie ucieczka od problemów, ale otwarcie w nich na łaskę i obecność Chrystusa daje nam prawdziwą siłę, by zmierzyć się z trudnymi wymaganiami, jakie stawia [przed nami życie. Za każdym razem Jezus ponawia swoje wezwanie pełne nadziei: „Wystarczy ci mojej łaski, moc bowiem w słabości się doskonali” [2 Kor 12,9]. „Przez zmartwychwstanie i zesłanie Ducha Świętego, Chrystus wypełnił swoją obecnością świat. Tajemnica Paschalna – tajemnica obecności Jezusa w naszym życiu – pomaga nam przechodzić od życia w ciemności do oświecenia, od cierpienia do nadziei, od grzechu do wolności, od egoizmu do miłości…” [o. Raniero Cantalamessa]

Trwamy w oktawie Wielkanocy, która przygotowuje nas między innymi do przeżycia Niedzieli Miłosierdzia. Dlatego  najlepszym podsumowaniem dzisiejszej refleksji niech będą słowa, na które natrafiłem podczas wczorajszej lektury w Dzienniczku siostry Faustyny: „Imię Jezus. To Imię jest mocą duszy. Gdy siły ustają i ciemności tłoczą się do duszy i do serca, to Imię jest słońcem, które rozświetla ciemności, którego promienie nie tylko oświecają, ale i grzeją a dusz pod ich wpływem staje się silna mocą samego Chrystusa i piękna odbijając Jego blask. Kiedy słyszę Imię Jezus moje serce zaczyna bić mocniej.” [1937]

Podążając w medytacji za tym Imieniem a raczej godząc się na to, aby Ono towarzyszyło nam, pozwólmy, aby stawało się naszym przewodnikiem na drodze duchowej a zarazem umocnieniem.

Wielki Czwartek – z wdzięcznością

Strażnik serca

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali wieczerzę?»

On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda».

Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»

On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».

Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty». (Mt 26, 14-25)

W przeddzień Triduum Paschalnego, którego obchód zaczniemy jutro wieczorem Mszą Wieczerzy Pańskiej Ewangelia wprowadza nas coraz głębiej w dramat poprzedzający Mękę i Śmierć Chrystusa.  Ewangelia wprowadza nas też w tragiczną historię jednego z najbliższych uczniów Jezusa, który sprzedaje Mistrza za trzydzieści srebrników – Judasza. To, co najbardziej boli w historii Judasza to prawda o tym, jak tanio można sprzedać miłość i przyjaźń. To historia, która wcale nie jest odosobniona, ale która – jak pisze Jean d’Ormesson w Historii Żyda Wiecznego Tułacza – przewija się przez pokolenia. Dramat Judasza jest tym większy, że jak pokazuje Ewangelia on szuka sposobności do ciężkiego grzechu. To ważna nauka dla każdego, kto na serio traktuje swoje życie duchowe, że szukanie okazji do grzechu zawsze kończy się dla człowieka tragicznie, choć początkowo może zacząć się niewinnie: od pierwszej myśli, którą zasiejemy i będziemy pielęgnować w naszym umyśle i sercu. Dlatego Ewargiusz z Pontu nawiązując do myśli, jako ziarna działania złego ducha zachęca, abyśmy stali zawsze na straży naszych serc, bo to, co tam wpuścimy zostanie zasiane niczym ziarno, by w swoim czasie i przy sprzyjających warunkach zapuścić korzenie a następnie wydać owoce grzechu. Ewargiusz mówi w sumie o ośmiu głównych [złych] myślach, do których sprowadza się każda [grzeszna] myśl. Z czasem w teologii duchowości zmieniły swoją nazwę i dzisiaj znamy je pod nazwą „siedmiu grzechów głównych”. Dla wyjaśnienia ta ósma, która nie znalazła się w katalogu grzechów głównych to acedia – nazywany przez Ewargiusza także demonem południa (zob. Ps 91[90],6), jest najuciążliwszym spośród wszystkich demonów a w teologii duchowości został powiązany z grzechem lenistwa, bo rzeczywiście acedia jest pewnego rodzaju duchowym lenistwem prowadzącym do zniechęcenia, stąd mówimy o siedmiu nie o ośmiu grzechach głównych.

Jak naucza Ewargiusz to, czy owe myśli dręczą naszą duszę, czy nie, to nie do końca musi zależeć od nas. Ale to czy trwają, czy nie, czy wzniecają, czy też nie wzniecają namiętności w naszym wnętrzu, to już zależy od nas i naszej woli.

Praktyka medytacji monologicznej jest zaproszeniem do wyciszenia naszych myśli i stała się już dla Ojców Pustyni – o czym pisze zarówno Jan Kasjan jak i Ewargiusz – skuteczną praktyką ascetyczną do walki duchowej, która zawsze bierze swój początek w umyśle i sercu człowieka. Myśl zasiana w umyśle – pisze Ewargiusz – jeśli nie natrafia na przeszkodę w postaci modlitwy i czystego serca szybko zakorzenia się w nim i zapuszcza korzenie oplatające wewnętrznie nasza duszę. Dlatego dużo łatwiej jest nie dopuścić złej myśli do swego serca niż potem wyrzucić ją stamtąd, gdy już się zakorzeni. Skutecznym strażnikiem stojącym na straży naszego serca – jak mówią, Ojcowie Pustyni – jest słowo, krótki werset, który powtarzamy w rytmie oddechu, czyniąc go nieustanną modlitwą a przez ten fakt nieprzebytą tamą dla złego ducha, zwłaszcza gdy powiązana jest ona z imieniem Jezus.

Ewangelia mówi dziś także o tym, że uczniowie przygotowują wieczerzę paschalną– szczególne spotkanie z Jezusem. Pytają Jezusa: „Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali wieczerzę?” innymi słowy: „Gdzie chcesz się spotkać z nami?”

Warto w tym kontekście pamiętać, że pierwszym miejscem, gdzie Jezus chce się z nami spotykać jest nasze serce. Jeśli nasze serca będą miejscem spotkania z Bogiem, to każde miejsce, w którym się znajdziemy może stać się dogodnym miejscem budowania relacji z Bogiem. Kiedy natomiast nasze serca będą wyobcowane od Boga, to żadne, nawet najbardziej święte miejsce może okazać się niewystarczające, żeby móc czerpać w nim radość spotkania z Bogiem (tak między innymi działa opisany przez Ewargiusza demon acedii).

Wejdźmy w nasze serca, niech panuje w nich klimat Wieczernika. Zatrzymajmy się przy słowach Jezusa. Kontemplujmy Jego spojrzenie pełne miłości dla nas – Jego uczniów i przyjaciół. Przylgnijmy do Niego, jak Jan, który podczas Ostatniej Wieczerzy spoczywał na piersi Jezusa. Niech ta kontemplacja trwa w nas pozwalając nam jak najgłębiej przeżyć nadchodzące dni misterium paschalnego, gdyż w pełni ich tajemnice można zrozumieć tylko sercem.