Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

W obronie serca

Z Ewangelii według św. Marka

Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!” Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o tę przypowieść. Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i zostaje wydalone na zewnątrz.” Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym. (Mk 7,14-23)

Jezus używa dzisiaj dwóch terminów na określenie czystości względnie nieczystości, ale niestety głębia znaczeń tych terminów ginie w polskim tłumaczeniu.

Pierwszy termin: katharos – oznacza kogoś czystego w znaczeniu pozbawionego wszelkich obcych domieszek. Jest tu tylko i wyłącznie dobro. I dlatego Jezus – jako Bóg-Stwórca – od początku widzi, że wszystko co uczynił jest DOBRE, a nawet BARDZO DOBRE. Wszystko, co jest dziełem Miłości Boga i wszystko, co jest darem tej Miłości dla człowieka może być tylko dobre. Bóg, który jest miłością  daje tylko DOBRE dary! Nie da np. dziecku kamienia, gdy prosi o chleb. To my na skutek działania w nas grzechu nauczyliśmy się, że z tych dobrych darów można czynić zły użytek.

Idąc tym tropem należy stwierdzić, że dary Boga nie są w stanie same z siebie – jako dobre – zanieczyścić człowieka, sprofanować go. Jezus mówiąc w dzisiejszej Ewangelii o tym, co może zanieczyścić człowieka używa innego terminu: koinos.  To jest nieczystość, która nie jest związana z domieszką czegoś – ale z utratą. Utratą godności, świętości, wartości w wyniku na przykład sprofanowania. I tylko człowiek – zgodnie z dzisiejszą wypowiedzią Jezusa – może sprofanować sam siebie. Nikt i nic nie jest w stanie mnie sprofanować, jeśli to ja sam siebie w moim sercu nie sprofanuję. I to jest właśnie nieczystość bardzo poważna i tragiczna… bo zanieczyszczająca serce.

Jezus przestrzega dziś, że przyzwyczailiśmy się pilnować tego, co na zewnątrz: ubrania, czystości w sensie higieny, makijażu, porządku na biurku, w szafach, w domu… Pilnować diety i mycia samochodu itd. itd. itd. A tak łatwo zaniedbujemy higienę wewnętrzną. To, co noszę w sercu, w myślach, we wspomnieniach…

Jezus w dzisiejszej Ewangelii upomina się o serce i o jego czystość! Upomina się o serce złączone z Sercem Boga. Właśnie tak jest skonstruowany człowiek: centrum człowieka jest serce, zdolne do relacji ze światem duchowym, z Bogiem. A potem jest psychika i ciało. I idealną sytuacją jest taka, kiedy moje serce jest w relacji z Bogiem, pogrążone w dialogu z Bogiem, do którego zostałem stworzony. Takiego dialogu uczy praktyka medytacji. W tym dialogu nieustannie dowiaduję się, że jestem kochany i w ten sposób uczę się Miłości. I stąd dopiero czerpana Miłość może przesiąkać przez moją psychikę i ciało – przejawiać się w moich działaniach zewnętrznych, relacjach, wyborach.

Jestem święty – czyli inny niż cały świat. Jestem święty, bo chcę być jak Bóg – żyć miłością. Chcę czynić dobry użytek ze wszystkiego, co biorę w swoje ręce – czyli czynić Miłość. Właśnie po to zostałem stworzony i po to dostałem wszystkie dary: by wyznawać Prawdę o Bogu, Prawdę o Miłości, czynić Miłość. Wszystko jest urządzone i stworzone idealnie do tego, by mi pomagać czynić Miłość Prawdziwą. Ale to wszystko funkcjonuje pod warunkiem, że moje serce jest zanurzone w Wielkim Dialogu Osób Trójcy, do którego to dialogu zostałem zaproszony.

Bieda, desakralizacja zaczyna się wtedy, gdy wyjdę sercem z tego dialogu. Gdy zdecyduję się bez Boga mierzyć się z ciemnością, z żalem, z bólem, z wątpliwościami, z lękiem, z grzechem, które są we mnie itd. Gdy zaczynam sam wchodzić w takie rzeczywistości – wówczas zawsze przegrywam. Moje Życie jest w Bogu a Bóg obecny  w Jezusie jest i we mnie. Jest we mnie przez dar Słowa, przez dar Komunii Świętej, bym miał możliwość nieustannego spożywania Owoców Życia. Nieustannego wracania do dialogu Miłości. Wracania sercem.

Tylko wówczas, gdy jestem wewnętrznie wpatrzony w Światłość, która przychodzi do mnie w Jego Słowie, w Eucharystii sam będę światłem dla innych. Będę dawał Życie, Miłość. A wszystko zaczyna się – od serca. Od tego, czy wpuszczam tam Światło czy nie.  A stąd przenika do myśli, pragnień, wspomnień…

Wielką pokusa jest przeświadczenie, że powinienem sobie z wszystkimi kłopotami poradzić sam, bo przecież nie mogę taki się pokazać Bogu… Przecież On musi wejść do serca pełnego światła… Tylko skąd wziąć światło, nie wpuszczając uprzednio Boga, który przychodzi w Jezusie Chrystusie jako Światłość? Ja nie jestem w stanie stworzyć światła – On jest Światłością. I decyduje się przychodzić i wchodzić w moją ciemność, rozświetlać ją swoją miłością i łaską – bo ja sam sobie z nią nie poradzę…

Ale to ja decyduję, czy pozwolę Światłości przeniknąć całe moje serce, czy też za wszelką cenę będę bronił mojej ciemności: moich żali, bólów, nie-przebaczeń, lęków, udręk…  Dlatego ciemność podsunie usłużnie miliony racji za tym, żeby tego wszystkiego nie puścić, nie oddać, nie pozwolić się ogarnąć Światłości, którą chce mi podarować Jezus.

Niech codzienna praktyka medytacji otwiera w nas drogę do serca dla światła Jego miłości i łaski.

Aby wątpliwości umacniały wiarę…

Z Ewangelii według św. Marka

Jezus Wyszedł stamtąd i przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: «Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?» I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: «Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony». I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał. (Mk 6,1-6)

Dzisiaj Ewangelia ukazuje nam, jak Jezus idzie do synagogi w Nazarecie, mieście, w którym się wychował. Sobota to dzień poświęcony Panu i Żydzi zbierają się, aby słuchać Słowa Bożego.

Bóg przemawia do nas dzisiaj przez Słowo. Świętemu Augustynowi przypisuje się następującą myśl: «Tak jak w modlitwie my rozmawiamy z Bogiem, tak w słowie, w które się wsłuchujemy to Bóg mówi do nas. I w ten sposób trwa odwieczny dialog Boga z człowiekiem».

Dzisiejsza Ewangelia w doskonały sposób pokazuje nam jednak, że można patrząc na Jezusa i słuchając go rozczarować się Nim. Mieszkańcy rodzinnego miasta Jezusa rozczarowali się tym co zobaczyli i usłyszeli. Znali Jezusa, syn cieśli i przez trzydzieści lat był to jeden z nich. Kiedy odszedł pewnie nikt tego szczególnie nie zauważył. Ale kiedy wrócił był już znany i sława o nim dotarła do Nazaretu na długo przed nim. Ludzie czekali na sensację. Tymczasem Jezus zaczął mówić prawdę o nich a tej nie byli gotowi przyjąć, choć mogła stać się pierwszym krokiem do cudu ich nawrócenia.

Fragment Ewangelii kończy się słowami Jezusa «I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu (…). Dziwił się też ich niedowiarstwu» (Mk 6:5-6).

Powątpiewać to nic innego jak niedowierzać, nie ufać czy też po prostu wątpić. Ta cecha jest czasem przydatna przy podejmowanej decyzji, aby nie okazać się naiwnym i nie dać się oszukać. Jest natomiast złą cechą jeśli zatrzymuje nas w podejmowaniu konkretnych kroków, zwłaszcza w wyborze konkretnej drogi życia, albo w kroczeniu drogą wiary.

Jezus spotkał się z powątpiewaniem ze strony mieszkańców Nazaretu co do mocy i misji z którą przyszedł na świat. Ludzie nie wierzyli, że to “Ten właśnie” został wybrany przez Boga. Te wątpliwości nie pozwoliły im wyjść poza swoje ograniczenia i schematy myślenia. Nie uwierzyli i dlatego przegrali ze swoim niedowiarstwem…

«Wiara nie usuwa wątpliwości, wręcz przeciwnie, zakłada je» – pisał ks. prof. Dajczer w książce p. t. „Rozważania o wierze”. Jeśli jednak wątpliwości nie będą dla nas motywacją do głębszych duchowych poszukiwań, do stawiania pytań i szukania odpowiedzi, to również może zdarzyć się tak, że nasza wiara z nimi przegra i zostanie mała i krucha.

Jezus słowami dzisiejszej Ewangelii prosi także nas o większą wiarę w Niego, aby mógł dokonywać w nas tego, co przewyższa nasze ludzkie możliwości. Choć wbrew pozorom nie o jakieś spektakularne cuda (jakich oczekiwali mieszkańcy Nazaretu) tu chodzi, bo jak pisze Merton: „Kto jest blisko Boga, zawsze znajdzie w swoim życiu wiele wydarzeń, które będą się dla niego jawić jak cudowne znaki interwencji Boga zapisanych w Biblii. Naszego Stwórcę musimy odkrywać w każdym dniu naszego życia. Nasze życie nie jest przypadkiem, jest nieustannym zaproszeniem do odkrywa cudów jakich wokół nas każdego dnia dokonuje Bóg”.[Thomas Merton, Myśli w samotności] 

Zakończmy nasze rozważania myślą dzisiejszego patrona św. Jana Bosko, który zwykł mawiać: „Jeśli każdego dnia będziemy karmić naszą wiarę, to wątpliwości umrą z głodu”. Dbajmy o to, aby medytacja była codziennym pokarmem dla naszej wiary, która jak przypomina św. Paweł rodzi się i dojrzewa w obecności Słowa, w które się wsłuchujemy [por Rz 10,17].

Słuchajcie…

Słowa Ewangelii według Świętego Marka

Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej, na jeziorze, a cały tłum stał na brzegu jeziora. Nauczał ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce:

«Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno ziarno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na grunt skalisty, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo nie było głęboko w glebie. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i uschło, bo nie miało korzenia. Inne padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i wydawały plon, wschodząc i rosnąc; a przynosiły plon trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny». I dodał: «Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!» (Mk 4, 1-20)

Jezus zaczyna dzisiaj swoją naukę od wezwania „Słuchajcie…”. To jedno z wezwań, które jak refren powtarza się w Biblii. W Starym Testamencie także często wybrzmiewa wezwanie: „Słuchaj Izraelu”. Jezus chce zwrócić naszą uwagę na Słowo, które do nas wypowiada. Słowo, które nie jest słuchane, nie może wybrzmieć w moim sercu, o czym opowiada Jezusowa przypowieść.

W sercu twardym, lub zimnym, ale też mało uważnym, żyjącym jedynie na powierzchni zmysłowych wrażeń Słowo nie może się zakorzenić. Jezusowa nauka jest wyrazem troski o głębię życia duchowego Jego uczniów. W życiu duchowym potrzebna jest konsekwencja w pogłębianiu relacji ze Słowem. Taką konsekwentną praktyką jest codzienna medytacja. Ona uczy dawania pierwszeństwa Słowu w naszym słuchaniu, co w konsekwencji będzie się przenosiło na sposób naszego myślenia.

O tej zmianie naszego myślenia, którego źródłem jest wsłuchiwanie się w Słowo pisze w swojej najnowszej książce p. t. „Uniwersalny Chrystus” franciszkanin, ojciec Richard Rohr: Perspektywa tego nowego myślenia „jest to perspektywa mówiąca nam, że ludzkość nigdy nie była oddzielona od Boga – chyba że z własnego negatywnego wyboru. Wszyscy bez wyjątku żyjemy wewnątrz już istniejącej kosmicznej współzależności, która napędza i prowadzi nas do przodu. Wszyscy jesteśmy zanurzeni w Chrystusie. (…) O tym pisze też św. Paweł, który poznając bycie w Chrystusie, odkrywa możliwość nadania uniwersalnej historii Boga imienia, punktu skupienia, przestrzeni miłości i możliwości wyznaczenia pewnego zwycięskiego kierunku, aby kolejne pokolenia mogły ufnie dołączyć do tej kosmicznej i wspólnej podróży”. [str 54]

Można powiedzieć w lapidarnym skrócie, że medytacja jest poprzez zanurzenie w odwieczne Słowo, jakim jest Jezus i Jego miłującą obecność jest podążaniem we właściwym kierunku ze świadomością, że w tej podróży nigdy nie jesteśmy sami. Bo jak pisze Rohr: „Pojedynczy człowiek jest zdecydowania za mały, niepewny i zbyt krótko żyjący, aby udźwignąć zarówno potęgę chwały (jaką został obdarowany przez Boga), jak i ciężar grzechu. Tylko wspólnie można udźwignąć tę kosmiczną tajemnicę…” (tamże)

Jedną z największych prawd, jakie możemy odkrywać w medytacji jest, jak pisze Rohr filozoficzna podstawa wszystkich rzeczy, do której pragnie nas przekonać zarówno Jezus jak i św. Paweł, że wszystko jest zanurzone w Chrystusie. Oznacza to, że „Nigdy nie byliśmy oddzieleni od Boga i nigdy nie będziemy, chyba że w swoim umyśle”, którego to ograniczenia medytacja pragnie przezwyciężać.

I na koniec jeszcze jedna myśl inspirowana przemyśleniami Rohra: Medytacja uczy nas „jak odpowiadać Boskiej obecności naszą obecnością. Uczy nas ufać naszemu własnemu najgłębszemu doświadczeniu i z niego czerpać, po to by móc poznawać Chrystusa przez cały dzień i to każdego dnia.”

Cisza tego miejsca jest naszą ciszą

Z Ewangelii według Świętego Marka

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.

On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: «Podnieś się na środek!» A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić? » Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa.

A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. (Mk 3, 1-6)

Ewangelia zabiera nas dzisiaj do synagogi. Miejsca, gdzie Jezus spotyka się z tymi, którzy chcą Go słuchać. Może się jednak wydawać, że dla Jezusa synagoga była innym miejscem niż świątynia w Jerozolimie, zresztą jedyna świątynia Żydów, gdzie odbywał się kult. Synagogi były miejscem modlitwy. Dla nas – chrześcijan nie ma takiego rozróżnienia. Każdy kościół, każda kaplica jest zarówno miejscem kultu, jak i miejscem modlitwy. Dodatkowo w większości z nich znajduje się tabernakulum w Najświętszym Sakramentem, które przypomina nam o obecności w takim miejscu Boga.

W Książce „Mądrość człowieka gór” znajduje się rozdział zatytułowany: „Cisza tego kościoła jest naszą ciszą”  autorstwa ks. Józefa Tischnera, który przypomina, że „Człowiek, żeby znaleźć Boga, musi wejść w ciszę. Musi się uciszyć, musi znaleźć sobie takie miejsce, gdzie nie dochodzą hałasy tego świata”. Ks. Józef Tischner mimo iż mówi o bardzo konkretnym kościele, który dla niego był takim miejscem, to równie dobrze można ten tekst odnieść ko każdej świątyni. Dla nas takim kościołem jest kościół Monastycznych Wspólnot Jerozolimskich. Cisza tego kościoła jest naszą ciszą. Ciszą wypełnioną słowem; wypełnioną obecnością Boga.

„To tutaj – jak mówi dalej ks. Tischner – na tym miejscu przemawia do nas Bóg. I choć czasem tak jest, że życie rzuci nas daleko w świat, to my musimy pamiętać, że w tym kościele jest wydeptane i wyklęczane nasze miejsce. Ta cisza jest naszą ciszą”. Czasem tylko dochodzi tutaj szum świata, rozmowy uchodźców, którzy znaleźli tutaj swoją przystań, okrzyki kibiców z pobliskiego stadionu Legii. Ale –jak kontynuuje autor Mądrości człowieka gór” – ściany tego kościoła strzegą ciszy. Strzegą tego miejsca wyklęczanego na medytacji, miejsca, na którym człowiek spotyka Boga, spotyka się z jego słowem. I jest to też miejsce, w którym wraz z modlitwą zanurzony jest nasz duch, który na tym miejscu odciska swoje piętno. I każdy, kto choć raz znalazł się w tym kościele, powinien pamiętać, że już tu jest jego miejsce.

Jezus także odnajdywał się w synagogach, w świątyni. Tam czuł się dobrze. Tam czuł szczególną więź z Ojcem. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że jest spokojny i wolny wobec uprzedzeń faryzeuszy. Pozostaje sobą. Dobrze, żeby nasza medytacja pozwalała nam nasycać się Jego wewnętrzną wolnością i pokojem.

Synagoga – dom modlitwy staje się miejscem uzdrowienia dla człowieka chorego. Przez praktykę medytacji świątynia, gdzie medytujemy staje się także miejscem uzdrowienia wewnętrznego dla nas, dla naszych serc. Słowo Jezusa działa dziś z tą sama mocą w tym miejscu, gdzie się w nie wsłuchujemy, jak działało wówczas w synagodze.

Ewangelia mówi też o tym, że Jezusa zwraca się do ludzi opanowanych przez złe myśli. Stara się ich poru szyć i uzdrowić swoim słowem. W nas, w naszych umysłach także krąży wiele myśli, które czasem staja się przeszkodą w medytacji. Ale możemy doświadczyć tego, że słowo Jezusa, w które się wsłuchujemy również je uzdrawia i wycisza.

Zanim przyszedł Jezus ludzie myśleli, że Bogu trzeba wiele dać, aby On dał coś im. Dziś niestety wciąż wielu tak myśli. Ten styl myślenia skłaniał faryzeuszy i interpretatorów prawa Mojżeszowego by zabraniali chorym przychodzić do Jezusa w szabat po uzdrowienie. Szabat miał być czymś w rodzaju daniny składanej Bogu. Tymczasem Jezus w szabat powiedział do człowieka z uschłą ręką, by wyciągnął rękę. Jest w tym geście głęboka symbolika, gdyż rękę wyciąga się po coś – by coś otrzymać, by prosić o dar. Medytacja, jest trochę jak wyciągnięta ręka po Boży dar, jakiego Jezus pragnie nam bezinteresownie udzielić: dar miłości, pokoju i przemiany naszego serca. Nie obawiajmy się do Niego przychodzić w dowolnym czasie.

Bóg przychodzi w ciszy

Z Ewangelii według Świętego Marka

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im.

Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.

Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem».

I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy. (Mk 1, 29-39)

Jezus idzie do domu Szymona i Andrzeja. Nawiązuje bliskie relacje ze swoimi uczniami. Odwiedza ich w domu.

W tym względzie nic się nie zmieniło. Jezus pragnie z nami zwyczajnych, prostych relacji. Pragnie być z nami tam, gdzie mieszkamy, gdzie prowadzimy codzienne życie. Praktyka medytacji wpisana w to codzienne życie jest tego najlepszym dowodem, że Jezus jest w tym, czym na co dzień żyję. Mówi do mnie przez swoje słowo, bierze mnie za rękę, pochyla się nad nami, pragnie uzdrawiać, bo On najlepiej zna przyczynę naszych problemów. Naszych chorób. Jego słowo pragnie nam przynosić wewnętrzny pokój i wolność. Pragnie nas leczyć.

Nasza codzienność pochłonięta jest licznymi obowiązkami, aktywnością, a nasz umysł zaprzątnięty jest wieloma myślami, bo ciągle musi się “coś dziać”. Świat codziennych informacji, newsów zaśmieca nam nierzadko niepotrzebnymi rzeczami, jasne widzenia prostych spraw. Na naszą codzienność składają się nowe sprawy, nowe zadania i wyzwania, nowi ludzie… Świat się kręci, a my wraz nim.

Sami czujemy, że przychodzi czasem taki dzień, taka chwila, że jedyne czego pragniemy, to zatrzymać się w tej “machinie szybkości”. „Zupełnie inaczej widzi się świat, gdy siedzi się na krzesełku do medytacji” – zwykł mawiać ojciec Jan Paweł Konobrodzki, benedyktyn z Tyńca.

Dlatego czas wolny od ludzi, od zajęć, czas odpoczynku i czas na modlitwę jest dla nas tak bardzo ważny.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus staje przed nami jako wzór modlitwy. Budzi się, gdy jeszcze jest ciemno i idzie na miejsce odosobnione by pobyć w obecności Ojca, by nasycić się Jego obecnością i miłością na nadchodzący dzień. „Bóg cierpliwie czeka na nas na miejscu pustynnym” – pisał Merton w „Myślach w samotności”. Jezus wybiera na modlitwę najlepszy czas: Poranek, gdy Jego umysł jest świeży i wypoczęty a serce jeszcze wolne od natłoku codziennych spraw. Jezus zachęca nas byśmy szukali Boga „na miejscu pustynnym”, w odosobnieniu, w ciszy, z dala od zgiełku, w najlepszym dla modlitwy czasie.

Codzienna praktyka medytacji uczy nas trwać z Jezusem na modlitwie, pozwala aby to On wraz ze swoim słowem stawał się w tym doświadczeniu modlitwy przewodnikiem, aby udzielał nam swojego ducha modlitwy.

„Wszyscy Cię szukają”. Troska o codzienną praktykę medytacji jest najlepszym znakiem tego, czy jest w nas ciągle jeszcze pasja szukania Jezusa. Czy tej modlitwie nie zagraża rutyna, która potrafi stać się poważnym zagrożeniem dla życia duchowego i dla budowania żywej relacji z Bogiem. Prośmy, aby Jezus mocą Jego Imienia, w które się wsłuchujemy bronił nas w codziennej praktyce medytacji od popadnięcia w rutynę.