Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Medytacja wyzwala

Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli».

Odpowiedzieli Mu: «Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakże Ty możesz mówić: „Wolni będziecie?”»

Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz Syn pozostaje na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie ma w was miejsca dla mojej nauki. Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca».

W odpowiedzi rzekli do niego: «Ojcem naszym jest Abraham».

Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy dokonujecie czynów ojca waszego».

Rzekli do Niego: «My nie urodziliśmy się z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga».

Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem sam od siebie, lecz On Mnie posłał».(J 8, 31-42)

Ewangelia Jezusa jest piękna i wielu ludzi jest zafascynowanych zarówno nią jak i samym Jezusem, lgnąc spontanicznie do Jego myśli.  I to jest samo przez się zrozumiałe, że Ewangelia podoba się bardzo wielu ludziom, co nie znaczy, że są oni Jego uczniami.

To są dwie zupełnie różne rzeczy: być zafascynowanym Jezusem i Jego nauką a być uczniem Jezusa. Domeną ucznia Jezusa jest wytrwać w Jego nauce. Chodzi jednak o coś więcej niż jedynie zaakceptowanie tej nauki na poziomie intelektualnym.

Niestety, wielu ludzi, który przyjęli naukę Jezusa jedynie na płaszczyźnie pewnej idei czy na płaszczyźnie rozumu bardzo łatwo przestaje być uczniami Pana Jezusa w momencie próby. Uciekają od Jego nauki, kiedy trwanie przy niej domaga się zbyt wielkich – ich  zdaniem poświęceń. To znak, że nauka Jezusa nie przeniknęła do ich serca i życia.

Aby być uczniem Jezusa na zawsze trzeba zgody na to, aby Jego nauczanie przeniknęło całe nasze życie. Nie tylko rozum, ale i serce. A jak to ładnie ktoś powiedział droga z głowy – przyjmującej prawdę – do serca, gdzie ta prawda może się trwale zakorzenić bywa najdłuższą drogą do pokonania.

Przekonali się o tym boleśnie Apostołowie kiedy pozostali uczniami Jezusa tylko do momentu próby, jaką był Krzyż. W Wielki Piątek ich wiara się załamała. Dopiero po swoim nawróceniu apostołowie stali się Jego uczniami na zawsze i wytrwali przy Nim nawet w obliczu śmierci męczeńskiej. Trzeba było jednak, aby prawda Jezusa przeniknęła ich serce.

Bez wątpienia nie dzieje się to bez łaski i bez pomocy Ducha Świętego. O tym fakcie przypomina nam praktyka medytacji, gdzie tym na co kładziemy nacisk jest właśnie otwartość na Boża laskę, która działa przez słowo, w które wsłuchujemy się w ciszy serca. Cisza w medytacji otwiera nasze serca pozwalając by słowo, w które się wsłuchujemy mogło się w nich zakorzenić stając się w nich źródłem, z którego będą mogły czerpać wszystkie inne sfery naszego życia.

Jezus zostawia nam dzisiaj jedno mocne zdanie mówiące o tym, że dopiero gdy będziemy trwać w Jego nauce, poznamy prawdę i prawda nas wyzwoli.

Doświadczenie medytacji przekonuje nas, że po prostu jest coś takiego jak zakorzenianie się w prawdzie. Jeżeli będziemy trwać przy słowie – jak czynimy to w medytacji –  będziemy doświadczać tego, że prawda, którą Jezus przynosi poprzez słowo przenika nas coraz głębiej i głębiej, prowadząc nas do poznania Boga na płaszczyźnie dużo głębszej niż intelektualne poznanie – na płaszczyźnie wiary i kontemplacji, która pozwala nam ujrzeć Boga, jakim jest.

„Prawda nas wyzwoli”. To doświadczenie, które staje się udziałem tych, którzy podążają ścieżką medytacji, bo im bardziej jesteśmy zakorzenieni w prawdzie poprzez słowo, w które się wsłuchujemy w praktyce medytacji, tym bardziej możemy doświadczyć jako owocu zjednoczenia się z tym słowem tego, że mniej jesteśmy niewolnikami grzechu, że mniej rządzą nami nasze namiętności, nałogi i lęki, które pozbawiają nas naszej wolności. Słowem tego, że medytacja poszerza w nas przestrzeń wolności, która jest nade wszystko darem łaski.

Jezus działa

Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat.

Lecz Jezus im odpowiedział: «Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam».

Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.

W odpowiedzi na to Jezus im mówił: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili.

Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. (…) Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy; szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał». (J 5, 17-30)

Medytacja, to nic innego jak owoc głębokiego pragnienia trwania przy Jezusie.

Przylgnięcie do Jezusa daje nam możliwość, aby wprowadził nas On w intymne doświadczenie zażyłej relacji z Ojcem. Jezus mówi dziś właśnie o swojej więzi z Ojcem. Ta więź jest źródłem Jego działania.

Jezus widzi „Ojca czyniącego”. Życie Jezusa jest skupione na wpatrywaniu się i wsłuchiwaniu w Ojca. To prowadzi do tego, że Jezus wszystko, co czyni, przeżywa w głębokim zjednoczeniu z Ojcem. Chrystus chce, aby to doświadczenie stało się także naszym udziałem. Stąd Jego zachęta do modlitwy nieustannej, która jest synonimem zjednoczenia z Bogiem w naszej codzienności.

Pragnieniem Jezusa jest to, abyśmy przylgnęli do Niego całym życiem. Właśnie na to pragnienie chcemy odpowiadać poprzez praktykę medytacji – modlitwy, która uczy nas zjednoczenia z Jezusem na płaszczyźnie serca.

Jezus chce, byśmy dzielili z Nim dzielić głębokie doświadczenie miłości Ojca. Dlatego poprzez swoją łaskę, która towarzyszy słowu, w które wsłuchujemy się w medytacji rozlewa w nas miłość Ojca, abym doświadczyli, że miłość Boga jest źródłem naszego życia, naszego istnienia.

W doświadczeniu medytacji Jezus codziennie przychodzi do nas posyłany przez Ojca. Słowo – to sposób działania Boga.

Przywołam raz jeszcze myśl św. Jana od Krzyża, który pisze: „Tylko jedno Słowo wypowiedział  Bóg a jest nim Jego Syn i to Słowo wypowiada w wieczystyn milczeniu. W milczeniu również powinna słuchać Go dusza!” (Słowa światła i miłości). Im bardziej otwieramy się na działanie tego Słowa, wsłuchując się w nie w medytacji, tym bardziej pozwalamy, aby ono wypełniało i przemieniało nasze życie. 

Jezus uświadamia nam, że tak jak On nie mógłby niczego czynić sam z siebie bez zjednoczenia z Ojcem, tak i nasze działanie powinno czerpać swoje źródło z naszego zjednoczenia z Jezusem. Wówczas będzie ono udziałem w dziele Jezusa.

„Szukam woli tego, który mnie posłał” – mówi Jezus. Szukanie woli Ojca jest potwierdzeniem rzeczywistej, dziecięcej relacji z Bogiem. Jeśli chcemy budować dobre, udane i szczęśliwe życie możemy to czynić jedynie w zjednoczeniu z wolą Bożą.

Jezus mówiąc do św. Faustyny potwierdza, że ludzie na tyle pokorni, by w swoim życiu kierować się bardziej wolą Bożą niż swoją są jak światła wrzucone w ciemność świata przez Boga, dzięki którym inni mogą odnaleźć łatwiej drogę do Boga i którzy mając w sobie światło mają zdolność rozświetlania życia innych niekoniecznie będąc obok nich, czy uczestnicząc w ich życiu – jak to jest w przypadku świętych. [por. Dz 1601]

Prośmy, aby medytacja otwierała nas na to światło, które przychodzi wraz ze Słowem do naszego serca, abyśmy byli tymi, którzy to światło niosą innym stając się naśladowcami Jezusa, w którego wpatrujemy się oczyma wiary i wsłuchujemy sercem w praktyce medytacji monologicznej.

 

Niezmienność Słowa

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.

Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim». (Mt 5, 17-19)

Jezus przypomina nam w dzisiejszej Ewangelii, że Słowo zostało dane po to, aby je wypełniać. Ukazuje też pewną korelację między Słowem a Prawem Bożym oraz konieczność wierności w życiu temu Słowu. Często ulegamy pokusie oddzielania tego, co określamy mianem Bożego Prawa od Słowa Bożego, albo ograniczania go jedynie do tego słowa, które wprost mówi o przykazaniach. Tymczasem Prawo Boże w rozumieniu Jezusa jest tożsame z wolą Bożą a ta najpełniej realizuje się w Jezusie i Jego życiu. Jeśli przylgniemy do Jezusa całym sercem – a to dzieje się właśnie w praktyce medytacji będącej modlitwą serca – On nauczy nas wiernego wypełniania Bożego słowa, jako sposobu odczytywaniu woli Bożej i zgody na jej realizowanie się w naszym życiu.

To Jezus pragnie być Słowem, z którym utożsamiając się w medytacji uczymy się bez zastrzeżeń otwierać na wolę Bożą. Bo medytacja uczy nas zgody na nasze życie. Tymczasem to najczęściej niezgoda na nasze życie, a w głębszym wymiarze na wolę Bożą jest w nas źródłem frustracji, gniewu, buntu a nawet lęków, które w sobie nosimy a które jak pisze Jan mają niewiele wspólnego z życiem człowieka wiary, gdyż są przejawem zwykłej nieufności i braku miłości względem Boga.

Warto uświadomić sobie, że ilekroć wsłuchujemy się w Słowo, tylekroć dotyczy nas ono i dotyka osobiście.

Lubię tę myśl św. Jana od Krzyża, który pisze: „Tylko jedno Słowo wypowiedział  Bóg a jest nim Jego Syn i to Słowo wypowiada w wieczystyn milczeniu. W milczeniu również powinna słuchać Go dusza!” (Słowa światła i miłości). To Słowo jest wypowiadane z miłości do mnie i do ciebie osobiście. Ono chce wypełnić i przemienić moje i twoje życie. Potrzebuje tylko naszej otwartości. 

Bóg wypowiedział Jedno Słowo, a Ono przemawia do nas nieustannie na różne sposoby. Medytacja pielęgnuje w nas umiejętność słuchania. Wyczula na to słowo.

Jezus zapewnia, że każde słowo, które zostało wypowiedziane przez Boga, spełni się. Bóg jest słowny i wierny danym obietnicom.

Jezus uzmysławia nam, że wielkość człowieka mierzy się miarą wypełniania Słowa Bożego.

Nasza wierność Słowu, w które się wsłuchujemy w medytacji staje często w konfrontacji ze współczesnym światem, który chciałby zmian w Prawie Bożym pod presją czasów, mody, kultury a najlepiej chciałby to Słowo Boga zagłuszyć.  

Dlatego tak konieczna jest wierność Słowu tych, którzy się w nie wsłuchują.

Bez oparcia życia na Słowie Bożym w serce człowieka wkrada się nieład a stąd prosta droga do nieładu i bezprawia w życiu osobistym i społecznym.

Słowo Boże i wynikające z niego prawo jest niezmienne – jak zapewnia Jezus – i dzięki temu możemy mieć stały fundament, stały punkt odniesienia w naszej codzienności i mocne oparcie dla naszego życia bez względu na okoliczności, w jakich się znajdujemy.

Osamotnienie

Udając się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: «Oto idziemy do Jerozolimy: a tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany; a trzeciego dnia zmartwychwstanie».

Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddawszy Mu pokłon, o coś Go prosiła.

On ją zapytał: «Czego pragniesz?»

Rzekła Mu: «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie».

Odpowiadając zaś, Jezus rzekł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?»

Odpowiedzieli Mu: «Możemy».

On rzekł do nich: «Kielich mój wprawdzie pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował».

Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, oburzyli się na tych dwóch braci. Lecz Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: «Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę.

Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu». (Mt 20, 17-28)

„Osamotnienie Pana Jezusa” – tak bym zatytułował dzisiejszą Ewangelię. Jezus podejmuje swoją ostatnią drogę do Jerozolimy. Idzie na mękę. Zabiera ze sobą Dwunastu, których sobie wybrał na najbliższych przyjaciół. Mówi im wyraźnie, co Go wkrótce czeka. I w tym właśnie momencie Jego najbliżsi przyjaciele oddzieleni są od Niego murem niezrozumienia.

Najpierw podchodzi do Niego matka Jakuba i Jana, prosi Go, żeby w swoim królestwie przydzielił jej synom ważne stanowiska.  Wszystko dzieje się na dziesięć dni przed męką a uczniowie, którzy są przy Jezusie od trzech lat, słuchają Go, wciąż nie potrafią pojąć, że Jego Królestwo nie jest z tego świata, więc zabiegają o to da im namiastkę ziemskiej władzy o zysk jedynie w horyzoncie doczesnym.

Żaden z Dwunastu nie zrozumiał wtedy swojego Mistrza. Z dzisiejszej Ewangelii jednoznacznie wynika, że Jakub i Jan ucieszyli się z tego, że mamusia załatwia dla nich stanowiska, a pozostałych dziesięciu oburzyło się na nich tylko z tego powodu, że zostali uprzedzenia przez tych dwóch braci, bo sami też mieli duży apetyt na dobre stanowiska.

Kiedy czytam tę dzisiejszą scenę z Ewangelii nie dziwi mnie, że kiedy przyszedł czas męki ich Mistrza, uczniowie pouciekali i rozproszyli się.

To wszystko, co w ich wierze płynęło z czysto ludzkich wyobrażeń i ambicji, przemieniło się w Wielki Piątek w rumowisko gruzów.

Ale czytając tę dzisiejszą Ewangelie pomyślałem sobie, że ona ciągle się powtarza. Że Jezus wciąż doświadcza samotności i niezrozumienia ze strony swoich uczniów – także współczesnych. Przejawem tej samotności Jezusa jest każda sytuacja, w której brakuje nam czasu na modlitwę, czy medytację.
Przejawem tej samotności Jezusa jest to, że ciągle nosimy w sobie jakieś ambicje, które niekoniecznie zbieżne są z duchem Ewangelii. Przejawem tej samotności Jezusa jest to, że niechętnie jesteśmy gotowi wziąć krzyż, który nam proponuje, że uciekamy od ducha służby, że tak trudno nam zaprzeć się samych siebie, że nieustannie łapiemy się na tym, iż interpretujemy Jego słowo przez pryzmat naszych wyobrażeń i dostosowując je do nich…

„Obecne chrześcijaństwo jest – zwłaszcza na Zachodzie – zarażone wirusem bogactwa, komfortu a niejednokrotnie i konformizmu.(…) Kościół – tak jak kiedyś naród Izraela – nieustannie kuszony jest, aby wielbić samego siebie. Jezus zwraca uwagę nam, tak jak mówił to Apostołom. że Królestwo Boże jest tutaj, lecz nie w sensie fizycznym, nie jesteśmy zatem w stanie ani go schwycić, ani dotknąć. Nie wiąże się ono z żadną instytucją, którą mogli byśmy kontrolować. (…) Tymczasem przekształciliśmy Ewangelię – szczególnie na Zachodzie – w system samokontroli, gdy tym czasem w Ewangelii chodzi bardziej o samo-poddanie”. „Stworzyliśmy Boga, który wchodzi do naszej gry, wpasowując Go w system, bo Bóg, który stoi poza systemem jest czymś, czego nie możemy znieść”. My chrześcijanie Zachodu nosimy w sobie często wizerunek Kościoła tryumfującego, gdy tym czasem Jezus wielokrotnie przestrzega, że władza, prestiż i posiadanie, to trzy podstawowe rzeczy, które uniemożliwiają nam rozpoznanie Królestwa Bożego i wejście do niego” (R.Rohr)  Czy te słowa nie przypominają nam dzisiejszej Ewangelii?

Tymczasem w Ewangelii nie chodzi o to, abyśmy więcej osiągnęli, ale abyśmy bardziej zaufali: odpuść sobie, zaufaj Bogu, zaufaj życiu i temu, czego cię ono uczy. Takiej postawy uczy nas tez medytacja.

Ona także jest poniekąd drogą samotności. Nawet jeśli medytujemy we wspólnocie, to ostatecznie tę drogę pokonujemy w większości sami, choć oczywiście z Jezusem. To nieustanne wsłuchiwanie się w słowo i nie-myślenie, które sprowadza praktykę medytacji z głowy do serca pozwala nam bardziej utożsamić się z Jezusem i z Jego sposobem myślenia a dzięki temu zburzyć mur niezrozumienia, który odgradza nas często od Mistrza i Przewodnika naszego zbawienia.

Jezus spędził czterdzieści dni na pustyni, gdzie pozbył się swoich wyobrażeń i ogołocił się wewnętrznie. Takie jest prawdziwe znaczenie postu, który przeżywamy. Medytacja także pragnie nas prowadzić drogą wewnętrznej wędrówki, wolną od naszych fałszywych wyobrażeń, oczekiwań, roszczeń… Drogą wolności serca, bo tylko takie serce gotowe jest współczuć z innymi i służyć im.

Medytacja demaskuje nasze oczekiwania

Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: «To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia.

Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.

Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz». (Łk 11, 29-32)

W pierwszym odruchu chciałem poszukać sobie innej, łatwiejszej Ewangelii do skomentowania. No bo jak tu mówić do medytujących: „Plemię przewrotne”, skoro tak bardzo się starają wsłuchiwać w Jezusa, że są już zupełnie wolni od oczekiwań.

Ale myślę sobie, że i nam nieraz przeszło przez myśl, że gdyby Pan Jezus dał nam taki to a taki znak, to już byśmy uwierzyli tak na 100%.

Pomyślałem sobie w kontekście dzisiejszej Ewangelii, że żyjemy w czasach, kiedy cud coraz częściej staje się dla nas pewnym abstrakcyjnym pojęciem. Dzisiaj nawet dla jawnych cudów szuka się za wszelką cenę innego, racjonalnego wyjaśnienia. Nie pamiętam już kiedy ktoś ostatni raz przyniósł jakieś wotum do kościoła jako symbol wdzięczności za otrzymana łaskę. A przecież kiedyś była to rzecz powszechna. Czytając zapiski z wędrówek średniowiecznych pielgrzymów do Compostelli może się wydawać, że droga ich była wręcz usłana cudami i raczej zdziwili by się, gdyby się cud nie dokonał niż wówczas, gdy był on udziałem pielgrzymów.

Czasem – podobnie jak tłum z dzisiejszej Ewangelii chcielibyśmy jakiegoś cudu, który by nas przekonał. A tak często i obojętnie przechodzimy obok cudu Eucharystii, podczas której za każdym razem obecność Chrystusa staje się wręcz namacalna dla tych, którzy wierzą.

Jesteśmy świadkami bratobójczej wojny w Ukrainie. Paradoksalnie w dniu wybuchu tej wojny Liturgia godzin przywołała tekst z Księgi Hioba: „Bojowaniem jest życie człowieka” [Hi7,1].

W tym kontekście przypominają mi się słowa zmarłego w początkach pandemii o. Włodzimierza Zatorskiego – benedyktyna, długoletniego opiekuna oblatów w Tyńcu, który w jednym ze swoich ostatnich w życiu kazań mówił: „W świecie trwa walka o wpływy i władzę; w ekonomii o pieniądze i posiadanie. Walka jednak toczy się o coś znacznie ważniejszego niż się na pozór zdaje. Człowiek jest w samym centrum kosmicznej walki pomiędzy dobrem i złem. Niestety, bardzo często zapominamy o tej najbardziej podstawowej walce. Walka ta toczy się w życiu każdej i każdego z nas jako walka o serce, o to, kto nim będzie rządził…”

Mogą nim rządzić rozmaite pokusy, namiętności, lęki, oczekiwania… A może nim rządzić wiara, nadzieja, miłość i nieustanna świadomość życia jako cudu podarowanego nam i podtrzymywanego przez Boga, o czym nam – medytującym przypomina każdy oddech towarzyszący naszej medytacji będący symbolem tchnienia życia, którego źródłem jest Bóg.

Jezus w dzisiejszej Ewangelii demaskuje przywiązanie do własnych oczekiwań, które mogą stanowić istotne zagrożenie na drodze naszej wiary zwłaszcza wówczas, gdy staną się dla nas ważniejsze niż słowo Jezusa i Jego wola a tym bardziej, gdy staną się sprzeczne z duchem Ewangelii.

Medytacja ucząc nas wrażliwości na to, co pojawia się w naszym sercu i w naszym myśleniu jest doskonałym narzędziem odkrywania tego wszystkiego, co najbardziej przeszkadza nam w spotkaniu z Jezusem i w budowaniu naszej relacji z Nim. Wsłuchując się w słowo, które towarzyszy tej modlitwie czynimy nasze serce także bardziej wrażliwym na Boże natchnienia, które pojawiają się w naszym życiu.

Jezus nieustannie daje nam znaki swojej obecności i swojej uwagi. Ilekroć wsłuchujemy się w słowo w medytacji, przyjmujemy je i pozwalamy, aby zakorzeniło się w naszych sercach, tylekroć możemy powiedzieć za Nim: „tu jest coś więcej…”. W tym sensie medytacja, to kolejny cud obecności i działania Boga, których owoców możemy doświadczyć w naszym życiu.

Pozwólcie, że na koniec raz jeszcze przywołam słowa o. Włodzimierza, które dziś wydają się tak bardzo aktualne: „Bardzo często dopiero doświadczenia jakiegoś braku, zagrożenia śmiercią, czy czyjaś śmierć prowokują myśl o własnej śmierci i refleksję nad pochodzeniem naszego życia i jego sensem. Zaczynamy rozumieć, że niczego cenniejszego nie mamy i niczego cenniejszego nie jesteśmy w stanie zdobyć sami. Odkrywamy prawdę, że życie jest darem niezasłużonym, a Ten, który nam go udzielił, jest Kimś najważniejszym dla nas”.

Wsłuchując się w rytmie oddechu słowo pozwólmy, aby medytacja stawała się dla nas afirmacją życia, pełnego niezwykłych znaków do Boga. Trzeba tylko otworzyć oczy i serce, aby je dostrzec.