Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Medytacja ocala

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?»

On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda».

Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»

On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».

Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty». (Mt 26, 14-25)

Pan Jezus do końca walczy o Judasza, tak jak do końca walczy o każdą i każdego z nas. Walczy o wolność naszego serca; o wolność od grzechu; wreszcie o nasze uświęcenie i zbawienie.

Wczoraj Ewangelia opowiadając to samo wydarzenie, tylko z perspektywy św. Jana Apostoła pokazała dwie podjęte przez Jezusa próby ratowania Judasza. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus przekazuje Judaszowi kawałek chleba. W kulturze semickiej taki gest ze strony gospodarza był znakiem wyróżnienia, stanowił jakby komunikat: „Na przyjaźni z tobą szczególnie mi zależy”. Jednak Judasz jest człowiekiem słabym i już nawet taka sytuacja nie doprowadzi go do przytomności. Przyjmuje znak przyjaźni, ale nadal bez wahania myśli o dokonaniu zdrady.

Drugą próbę podejmuje Jezus  dając mu do zrozumienia, że zna zamiary Judasza.

Odnosząc tę scenę do medytacji warto uświadomić sobie, że tym, co uświęca nas jest Słowo, w które się wsłuchujemy wraz z łaską, którą ze sobą niesie. Im większa jest nasza otwartość na to Słowo i łaskę, tym większą stanowią one dla nas ochronę przed tym, co pragnie zniewolić nasze serce.

Problem Judasza polegał na tym, że jego serce było zamknięte na słowo Jezusa i na Jego łaskę. To pokazuje jak skutecznie człowiek może zamknąć się na działanie łaski w swoim życiu.

Medytacja jest także doświadczeniem, które pokazuje niezbicie, że Słowo ma moc odsłonić wszystko, co drzemie w naszym wnętrzu. Ci, którzy praktykują medytację już od jakiegoś czasu zapewne doświadczyli, że w ciszy medytacji łatwiej do głosu dochodzi to, co często przed nami ukryte – także w naszej podświadomości: przeszłe doświadczenie, zranienia, emocje… Słowo ma moc wydobyć je z głębin naszego serca, gdyż jak mówi autor Listu do Hebrajczyków: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” [Hbr 4,12] Ta prawda w praktyce medytacji staje się czymś, co możemy odkryć w doświadczeniu, w praktyce. Oczywiście Słowo nie wyciąga tego na wierzch, aby nas udręczyć tymi doświadczeniami, ale po to, aby je uzdrowić i uczynić nasze serce prawdziwie wolnym. A uzdrowienie może dokonać się jedynie przez łaskę z która skonfrontujemy nasze nieuzdrowione i często zepchnięte w podświadomość doświadczenia.

Tu mała dygresja:

Niektórych ludzi niepokoi następujące pytanie: czyżby Judasz musiał zdradzić, skoro męka Pana Jezusa, a nawet to, że zostanie zdradzony przez przyjaciela, było zapowiedziane w proroctwach? Warto odrzucić tę myśl, że Bóg mógłby kogokolwiek zaprogramować do grzechu. Boże proroctwa spełniają się tylko i wyłącznie z dwóch powodów: po pierwsze dlatego, że Bóg skrupulatnie wywiązuje się ze swoich obietnic; po wtóre dlatego, że Bóg istnieje poza czasem, więc są Mu wiadome nasze wszystkie wybory, które dokonują się za naszego życia, gdyż dla Niego wszystko: dzieje świata a także nasze  życie jest wiecznym teraz.

Judasz zatem mógł dokonać wolnego wyboru, mógł nie zdradzić Jezusa. Ale historia Judasza ukazuje jeszcze jedną bolesną prawdę: grzech dojrzewa tam, gdzie ludzie oddalają się od Boga. Judasz tylko pozornie był przy Jezusie, był przy Nim wprawdzie fizycznie, ale jego serce było dalekie od Mistrza i miłości do Niego.

Krótko mówiąc: im bardziej nasze serca będą zjednoczone z Jezusem – a bez wątpienia medytacja jako modlitwa serca prowadzi nas ku temu zjednoczeniu – tym większa przestrzeń wolności będzie naszym udziałem i to wolności właściwie przeżytej i wykorzystanej, gdyż najlepszą gwarancją dobrego wykorzystania naszej wolności jest Bóg, który jest jej źródłem i dawcą.

Medytacja wyzwala

Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli».

Odpowiedzieli Mu: «Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakże Ty możesz mówić: „Wolni będziecie?”»

Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz Syn pozostaje na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie ma w was miejsca dla mojej nauki. Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca».

W odpowiedzi rzekli do niego: «Ojcem naszym jest Abraham».

Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy dokonujecie czynów ojca waszego».

Rzekli do Niego: «My nie urodziliśmy się z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga».

Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem sam od siebie, lecz On Mnie posłał».(J 8, 31-42)

Ewangelia Jezusa jest piękna i wielu ludzi jest zafascynowanych zarówno nią jak i samym Jezusem, lgnąc spontanicznie do Jego myśli.  I to jest samo przez się zrozumiałe, że Ewangelia podoba się bardzo wielu ludziom, co nie znaczy, że są oni Jego uczniami.

To są dwie zupełnie różne rzeczy: być zafascynowanym Jezusem i Jego nauką a być uczniem Jezusa. Domeną ucznia Jezusa jest wytrwać w Jego nauce. Chodzi jednak o coś więcej niż jedynie zaakceptowanie tej nauki na poziomie intelektualnym.

Niestety, wielu ludzi, który przyjęli naukę Jezusa jedynie na płaszczyźnie pewnej idei czy na płaszczyźnie rozumu bardzo łatwo przestaje być uczniami Pana Jezusa w momencie próby. Uciekają od Jego nauki, kiedy trwanie przy niej domaga się zbyt wielkich – ich  zdaniem poświęceń. To znak, że nauka Jezusa nie przeniknęła do ich serca i życia.

Aby być uczniem Jezusa na zawsze trzeba zgody na to, aby Jego nauczanie przeniknęło całe nasze życie. Nie tylko rozum, ale i serce. A jak to ładnie ktoś powiedział droga z głowy – przyjmującej prawdę – do serca, gdzie ta prawda może się trwale zakorzenić bywa najdłuższą drogą do pokonania.

Przekonali się o tym boleśnie Apostołowie kiedy pozostali uczniami Jezusa tylko do momentu próby, jaką był Krzyż. W Wielki Piątek ich wiara się załamała. Dopiero po swoim nawróceniu apostołowie stali się Jego uczniami na zawsze i wytrwali przy Nim nawet w obliczu śmierci męczeńskiej. Trzeba było jednak, aby prawda Jezusa przeniknęła ich serce.

Bez wątpienia nie dzieje się to bez łaski i bez pomocy Ducha Świętego. O tym fakcie przypomina nam praktyka medytacji, gdzie tym na co kładziemy nacisk jest właśnie otwartość na Boża laskę, która działa przez słowo, w które wsłuchujemy się w ciszy serca. Cisza w medytacji otwiera nasze serca pozwalając by słowo, w które się wsłuchujemy mogło się w nich zakorzenić stając się w nich źródłem, z którego będą mogły czerpać wszystkie inne sfery naszego życia.

Jezus zostawia nam dzisiaj jedno mocne zdanie mówiące o tym, że dopiero gdy będziemy trwać w Jego nauce, poznamy prawdę i prawda nas wyzwoli.

Doświadczenie medytacji przekonuje nas, że po prostu jest coś takiego jak zakorzenianie się w prawdzie. Jeżeli będziemy trwać przy słowie – jak czynimy to w medytacji –  będziemy doświadczać tego, że prawda, którą Jezus przynosi poprzez słowo przenika nas coraz głębiej i głębiej, prowadząc nas do poznania Boga na płaszczyźnie dużo głębszej niż intelektualne poznanie – na płaszczyźnie wiary i kontemplacji, która pozwala nam ujrzeć Boga, jakim jest.

„Prawda nas wyzwoli”. To doświadczenie, które staje się udziałem tych, którzy podążają ścieżką medytacji, bo im bardziej jesteśmy zakorzenieni w prawdzie poprzez słowo, w które się wsłuchujemy w praktyce medytacji, tym bardziej możemy doświadczyć jako owocu zjednoczenia się z tym słowem tego, że mniej jesteśmy niewolnikami grzechu, że mniej rządzą nami nasze namiętności, nałogi i lęki, które pozbawiają nas naszej wolności. Słowem tego, że medytacja poszerza w nas przestrzeń wolności, która jest nade wszystko darem łaski.

Jezus działa

Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat.

Lecz Jezus im odpowiedział: «Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam».

Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.

W odpowiedzi na to Jezus im mówił: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili.

Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. (…) Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy; szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał». (J 5, 17-30)

Medytacja, to nic innego jak owoc głębokiego pragnienia trwania przy Jezusie.

Przylgnięcie do Jezusa daje nam możliwość, aby wprowadził nas On w intymne doświadczenie zażyłej relacji z Ojcem. Jezus mówi dziś właśnie o swojej więzi z Ojcem. Ta więź jest źródłem Jego działania.

Jezus widzi „Ojca czyniącego”. Życie Jezusa jest skupione na wpatrywaniu się i wsłuchiwaniu w Ojca. To prowadzi do tego, że Jezus wszystko, co czyni, przeżywa w głębokim zjednoczeniu z Ojcem. Chrystus chce, aby to doświadczenie stało się także naszym udziałem. Stąd Jego zachęta do modlitwy nieustannej, która jest synonimem zjednoczenia z Bogiem w naszej codzienności.

Pragnieniem Jezusa jest to, abyśmy przylgnęli do Niego całym życiem. Właśnie na to pragnienie chcemy odpowiadać poprzez praktykę medytacji – modlitwy, która uczy nas zjednoczenia z Jezusem na płaszczyźnie serca.

Jezus chce, byśmy dzielili z Nim dzielić głębokie doświadczenie miłości Ojca. Dlatego poprzez swoją łaskę, która towarzyszy słowu, w które wsłuchujemy się w medytacji rozlewa w nas miłość Ojca, abym doświadczyli, że miłość Boga jest źródłem naszego życia, naszego istnienia.

W doświadczeniu medytacji Jezus codziennie przychodzi do nas posyłany przez Ojca. Słowo – to sposób działania Boga.

Przywołam raz jeszcze myśl św. Jana od Krzyża, który pisze: „Tylko jedno Słowo wypowiedział  Bóg a jest nim Jego Syn i to Słowo wypowiada w wieczystyn milczeniu. W milczeniu również powinna słuchać Go dusza!” (Słowa światła i miłości). Im bardziej otwieramy się na działanie tego Słowa, wsłuchując się w nie w medytacji, tym bardziej pozwalamy, aby ono wypełniało i przemieniało nasze życie. 

Jezus uświadamia nam, że tak jak On nie mógłby niczego czynić sam z siebie bez zjednoczenia z Ojcem, tak i nasze działanie powinno czerpać swoje źródło z naszego zjednoczenia z Jezusem. Wówczas będzie ono udziałem w dziele Jezusa.

„Szukam woli tego, który mnie posłał” – mówi Jezus. Szukanie woli Ojca jest potwierdzeniem rzeczywistej, dziecięcej relacji z Bogiem. Jeśli chcemy budować dobre, udane i szczęśliwe życie możemy to czynić jedynie w zjednoczeniu z wolą Bożą.

Jezus mówiąc do św. Faustyny potwierdza, że ludzie na tyle pokorni, by w swoim życiu kierować się bardziej wolą Bożą niż swoją są jak światła wrzucone w ciemność świata przez Boga, dzięki którym inni mogą odnaleźć łatwiej drogę do Boga i którzy mając w sobie światło mają zdolność rozświetlania życia innych niekoniecznie będąc obok nich, czy uczestnicząc w ich życiu – jak to jest w przypadku świętych. [por. Dz 1601]

Prośmy, aby medytacja otwierała nas na to światło, które przychodzi wraz ze Słowem do naszego serca, abyśmy byli tymi, którzy to światło niosą innym stając się naśladowcami Jezusa, w którego wpatrujemy się oczyma wiary i wsłuchujemy sercem w praktyce medytacji monologicznej.

 

Niezmienność Słowa

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.

Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim». (Mt 5, 17-19)

Jezus przypomina nam w dzisiejszej Ewangelii, że Słowo zostało dane po to, aby je wypełniać. Ukazuje też pewną korelację między Słowem a Prawem Bożym oraz konieczność wierności w życiu temu Słowu. Często ulegamy pokusie oddzielania tego, co określamy mianem Bożego Prawa od Słowa Bożego, albo ograniczania go jedynie do tego słowa, które wprost mówi o przykazaniach. Tymczasem Prawo Boże w rozumieniu Jezusa jest tożsame z wolą Bożą a ta najpełniej realizuje się w Jezusie i Jego życiu. Jeśli przylgniemy do Jezusa całym sercem – a to dzieje się właśnie w praktyce medytacji będącej modlitwą serca – On nauczy nas wiernego wypełniania Bożego słowa, jako sposobu odczytywaniu woli Bożej i zgody na jej realizowanie się w naszym życiu.

To Jezus pragnie być Słowem, z którym utożsamiając się w medytacji uczymy się bez zastrzeżeń otwierać na wolę Bożą. Bo medytacja uczy nas zgody na nasze życie. Tymczasem to najczęściej niezgoda na nasze życie, a w głębszym wymiarze na wolę Bożą jest w nas źródłem frustracji, gniewu, buntu a nawet lęków, które w sobie nosimy a które jak pisze Jan mają niewiele wspólnego z życiem człowieka wiary, gdyż są przejawem zwykłej nieufności i braku miłości względem Boga.

Warto uświadomić sobie, że ilekroć wsłuchujemy się w Słowo, tylekroć dotyczy nas ono i dotyka osobiście.

Lubię tę myśl św. Jana od Krzyża, który pisze: „Tylko jedno Słowo wypowiedział  Bóg a jest nim Jego Syn i to Słowo wypowiada w wieczystyn milczeniu. W milczeniu również powinna słuchać Go dusza!” (Słowa światła i miłości). To Słowo jest wypowiadane z miłości do mnie i do ciebie osobiście. Ono chce wypełnić i przemienić moje i twoje życie. Potrzebuje tylko naszej otwartości. 

Bóg wypowiedział Jedno Słowo, a Ono przemawia do nas nieustannie na różne sposoby. Medytacja pielęgnuje w nas umiejętność słuchania. Wyczula na to słowo.

Jezus zapewnia, że każde słowo, które zostało wypowiedziane przez Boga, spełni się. Bóg jest słowny i wierny danym obietnicom.

Jezus uzmysławia nam, że wielkość człowieka mierzy się miarą wypełniania Słowa Bożego.

Nasza wierność Słowu, w które się wsłuchujemy w medytacji staje często w konfrontacji ze współczesnym światem, który chciałby zmian w Prawie Bożym pod presją czasów, mody, kultury a najlepiej chciałby to Słowo Boga zagłuszyć.  

Dlatego tak konieczna jest wierność Słowu tych, którzy się w nie wsłuchują.

Bez oparcia życia na Słowie Bożym w serce człowieka wkrada się nieład a stąd prosta droga do nieładu i bezprawia w życiu osobistym i społecznym.

Słowo Boże i wynikające z niego prawo jest niezmienne – jak zapewnia Jezus – i dzięki temu możemy mieć stały fundament, stały punkt odniesienia w naszej codzienności i mocne oparcie dla naszego życia bez względu na okoliczności, w jakich się znajdujemy.

Osamotnienie

Udając się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: «Oto idziemy do Jerozolimy: a tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom, aby został wyszydzony, ubiczowany i ukrzyżowany; a trzeciego dnia zmartwychwstanie».

Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i oddawszy Mu pokłon, o coś Go prosiła.

On ją zapytał: «Czego pragniesz?»

Rzekła Mu: «Powiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie».

Odpowiadając zaś, Jezus rzekł: «Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?»

Odpowiedzieli Mu: «Możemy».

On rzekł do nich: «Kielich mój wprawdzie pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował».

Gdy usłyszało to dziesięciu pozostałych, oburzyli się na tych dwóch braci. Lecz Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: «Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę.

Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszy między wami, niech będzie niewolnikiem waszym, tak jak Syn Człowieczy, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie jako okup za wielu». (Mt 20, 17-28)

„Osamotnienie Pana Jezusa” – tak bym zatytułował dzisiejszą Ewangelię. Jezus podejmuje swoją ostatnią drogę do Jerozolimy. Idzie na mękę. Zabiera ze sobą Dwunastu, których sobie wybrał na najbliższych przyjaciół. Mówi im wyraźnie, co Go wkrótce czeka. I w tym właśnie momencie Jego najbliżsi przyjaciele oddzieleni są od Niego murem niezrozumienia.

Najpierw podchodzi do Niego matka Jakuba i Jana, prosi Go, żeby w swoim królestwie przydzielił jej synom ważne stanowiska.  Wszystko dzieje się na dziesięć dni przed męką a uczniowie, którzy są przy Jezusie od trzech lat, słuchają Go, wciąż nie potrafią pojąć, że Jego Królestwo nie jest z tego świata, więc zabiegają o to da im namiastkę ziemskiej władzy o zysk jedynie w horyzoncie doczesnym.

Żaden z Dwunastu nie zrozumiał wtedy swojego Mistrza. Z dzisiejszej Ewangelii jednoznacznie wynika, że Jakub i Jan ucieszyli się z tego, że mamusia załatwia dla nich stanowiska, a pozostałych dziesięciu oburzyło się na nich tylko z tego powodu, że zostali uprzedzenia przez tych dwóch braci, bo sami też mieli duży apetyt na dobre stanowiska.

Kiedy czytam tę dzisiejszą scenę z Ewangelii nie dziwi mnie, że kiedy przyszedł czas męki ich Mistrza, uczniowie pouciekali i rozproszyli się.

To wszystko, co w ich wierze płynęło z czysto ludzkich wyobrażeń i ambicji, przemieniło się w Wielki Piątek w rumowisko gruzów.

Ale czytając tę dzisiejszą Ewangelie pomyślałem sobie, że ona ciągle się powtarza. Że Jezus wciąż doświadcza samotności i niezrozumienia ze strony swoich uczniów – także współczesnych. Przejawem tej samotności Jezusa jest każda sytuacja, w której brakuje nam czasu na modlitwę, czy medytację.
Przejawem tej samotności Jezusa jest to, że ciągle nosimy w sobie jakieś ambicje, które niekoniecznie zbieżne są z duchem Ewangelii. Przejawem tej samotności Jezusa jest to, że niechętnie jesteśmy gotowi wziąć krzyż, który nam proponuje, że uciekamy od ducha służby, że tak trudno nam zaprzeć się samych siebie, że nieustannie łapiemy się na tym, iż interpretujemy Jego słowo przez pryzmat naszych wyobrażeń i dostosowując je do nich…

„Obecne chrześcijaństwo jest – zwłaszcza na Zachodzie – zarażone wirusem bogactwa, komfortu a niejednokrotnie i konformizmu.(…) Kościół – tak jak kiedyś naród Izraela – nieustannie kuszony jest, aby wielbić samego siebie. Jezus zwraca uwagę nam, tak jak mówił to Apostołom. że Królestwo Boże jest tutaj, lecz nie w sensie fizycznym, nie jesteśmy zatem w stanie ani go schwycić, ani dotknąć. Nie wiąże się ono z żadną instytucją, którą mogli byśmy kontrolować. (…) Tymczasem przekształciliśmy Ewangelię – szczególnie na Zachodzie – w system samokontroli, gdy tym czasem w Ewangelii chodzi bardziej o samo-poddanie”. „Stworzyliśmy Boga, który wchodzi do naszej gry, wpasowując Go w system, bo Bóg, który stoi poza systemem jest czymś, czego nie możemy znieść”. My chrześcijanie Zachodu nosimy w sobie często wizerunek Kościoła tryumfującego, gdy tym czasem Jezus wielokrotnie przestrzega, że władza, prestiż i posiadanie, to trzy podstawowe rzeczy, które uniemożliwiają nam rozpoznanie Królestwa Bożego i wejście do niego” (R.Rohr)  Czy te słowa nie przypominają nam dzisiejszej Ewangelii?

Tymczasem w Ewangelii nie chodzi o to, abyśmy więcej osiągnęli, ale abyśmy bardziej zaufali: odpuść sobie, zaufaj Bogu, zaufaj życiu i temu, czego cię ono uczy. Takiej postawy uczy nas tez medytacja.

Ona także jest poniekąd drogą samotności. Nawet jeśli medytujemy we wspólnocie, to ostatecznie tę drogę pokonujemy w większości sami, choć oczywiście z Jezusem. To nieustanne wsłuchiwanie się w słowo i nie-myślenie, które sprowadza praktykę medytacji z głowy do serca pozwala nam bardziej utożsamić się z Jezusem i z Jego sposobem myślenia a dzięki temu zburzyć mur niezrozumienia, który odgradza nas często od Mistrza i Przewodnika naszego zbawienia.

Jezus spędził czterdzieści dni na pustyni, gdzie pozbył się swoich wyobrażeń i ogołocił się wewnętrznie. Takie jest prawdziwe znaczenie postu, który przeżywamy. Medytacja także pragnie nas prowadzić drogą wewnętrznej wędrówki, wolną od naszych fałszywych wyobrażeń, oczekiwań, roszczeń… Drogą wolności serca, bo tylko takie serce gotowe jest współczuć z innymi i służyć im.