Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Medytacja uczy słuchania i rozumienia

Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego:

«Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz to, co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha!»

Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o tę przypowieść. Odpowiedział im: «I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka, i zostaje wydalone na zewnątrz». Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.

I mówił dalej: «Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym». (Mk 7, 14-23)

I znów w Ewangelii mowa o tym tłumie, który Jezus przywołuje do siebie a który może nam się kojarzyć z mnóstwem osób medytujących. Dzisiejsza Ewangelia odsłania nam pewną tajemnicę, że medytacja, jako forma przychodzenia do Jezusa jest owocem łaski, która zawsze poprzedza nasz wybór. Przez św. Jana Jezus mówi o tym wprost:  „Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał” (J 6,44) Jak często myślimy o medytacji, jako o łasce, która została nam dana? Czy nosimy w sobie wdzięczność za ten dar modlitwy? W świecie, w którym tak wiele osób chcących się modlić skarży się na różnego rodzaju trudności, które im towarzyszą na drodze modlitwy, warto doceniać i pielęgnować w sobie ten dar łaski, jaki Jezus składa w nas przez medytację kontemplacyjną.

W dzisiejszym fragmencie Ewangelii Jezus dwukrotnie nalega, abyśmy Go słuchali: „Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumiejcie”. Słuchanie zawsze poprzedza rozumienie. Bez słuchania nie ma zrozumienia, choć w medytacji niedyskursywnej mamy głębszą świadomość, że zrozumienie paradoksalnie nie przychodzi przez rozum, ale przez serce i łaskę, na którą to serce jest otwarte. Ale również ci, którzy praktykują medytację dyskursywną mają świadomość, że próba zatrzymania się na intelektualnym rozumieniu Słowa, to jeszcze za mało i że prawdziwe zrozumienie przychodzi właśnie przez łaskę, na dużo głębszym poziomie niż nasze intelektualne pojmowanie. Wystarczy przypomnieć słowa Jezusa z Ewangelii według Mateusza: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. (Mt 11, 25) Tej prostoty, o której mówi Ewangelia szukamy właśnie w medytacji i to medytacji niedyskursywnej, nie chcąc, aby nasz intelekt nazbyt nam przeszkadzał w wejściu w tajemnicę, w którą pragnie nas wprowadzić słowo, w które się wsłuchujemy.

Jezus nalega, abyśmy słuchał Jego słowa. Warto pytać, czy po latach praktyki medytacji jest w nas nadal pasja słuchania i zgłębiania mądrości słowa, pomimo iż praktyka ta może wydawać się monotonna? W doświadczeniu medytacji musimy się jednak wystrzegać źle rozumianej rutyny, gdyż może być ona – jak pisze św. Jan z Wałaamu w swoich listach – niedostrzegalną, ale poważną przeszkodą na drodze wiary. 

Jezus zwraca nam dziś uwagę na nasze wnętrza. Przestrzega nas przed nieczystością, która rodzi się w sercu i która potrafi zabrudzić całego człowieka i jego życie. To, co „wychodzi” z nas, zdradza stan naszych serc. Medytacja uczy nas uważności a ta ma również ogromne znaczenie w obserwowaniu naszego życia i jego owoców. Dzięki samoświadomości, którą wypracowuje w nas praktyka medytacji możemy dostrzec te owoce, które nie są dobre i przy pomocy łaski je niwelować. Do tych owoców, o których mówi Jezus można zaliczyć nasze myśli, słowa, gesty, zachowania, ale też uważność na to,  czego jest w nas więcej: pokoju czy niepokoju, wolności czy zniewolenia, dobroci czy złości…

Jezus wymienia różne „nieczystości”, które mogą być skrywane w sercu. Słowo, w które wsłuchujemy w medytacji pomaga nam zbadać stan naszych serc. Jezus, który przychodzi do nas w słowie, wraz ze swoją łaską pomaga nam rozeznać nie tylko stan naszych serc, ale jest także ich najlepszym lekarzem.

Ojcowie pustynie zachęcają nas, abyśmy stali na straży naszych serc, bo to co tam wpuścimy zapuści w nich korzenie, zakiełkuje i wyda owoce. Medytacja sprawia, że nie tylko stajemy się bardziej uważni na to, co może nasze serca zanieczyścić, ale też pozwala doświadczyć, że słowo, w które się wsłuchujemy jest najlepszą odtrutką na to, co próbuje dzisiaj te serca zatruć.

Medytacja monologiczna, przez towarzyszące jej wezwanie skierowane wprost do Jezusa pozwala naszym sercom przylgną do serca Jezusa i przez łaskę kształtować w nas serce na podobieństwo Jego serca.

Medytacja uczy ofiarowania

Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, rodzice przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: «Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu». Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego.

A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż nie zobaczy Mesjasza Pańskiego.

Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił:

 

«Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu

w pokoju, według Twojego słowa.

Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,

któreś przygotował wobec wszystkich narodów:

światło na oświecenie pogan

i chwałę ludu Twego, Izraela». (Łk 2, 22-32)

Dzisiejsza medytacja odbywa się w świetle Święta Ofiarowania Pańskiego,  święta nadziei, bo jest zarazem spełnieniem obietnicy jak i obietnicą. W geście ofiarowania Jezusa w świątyni spełnia się przepowiednia proroka Malachiasza, który zapowiada ukazanie się Zbawcy wobec swojego ludu: „a potem nagle przybędzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie” (Ml 3,1) .

Maryja w geście ofiarowania swojego Syna po raz kolejny zawierza się Bogu i swoją wolą wkracza w wolę Pana. W ten sposób pokazuje nam najprostszą drogę, na drodze do zbawienia. Wierzyć, zaufać Panu, wejść w Jego wolę: to właśnie podstawowa orientacja, jaką pragniemy również przyjmować w praktyce medytacji.

Jednym z podstawowych aspektów życia wiary jest życie w kontakcie z Bogiem. Medytacja, zwłaszcza medytacja monologiczna umożliwia ten kontakt na poziomie bardzo osobistym, na poziomie serca – stąd często jej nazwa „modlitwa serca”. Oczywiście także umysł jest w tej medytacji obecny, ale w przypadku medytacji monologicznej – w odróżnieniu od medytacji dyskursywnej – mówimy o medytacji, która jest nawiązaniem kontaktu z Bogiem na poziomie serca. W przypadku tej medytacji bardzo realnym wzorem jest Maryja. Ewangelista Łukasz wiele razy powtarza, że Maryja „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (2,19 por. 2, 51 b). Ten, kto strzeże, nie zapomina. Ona zwraca uwagę na to wszystko, co Pan do niej mówi.

W ten sposób dzień po dniu, w ciszy zwyczajnego życia, Maryja uczy się strzec w swoim sercu wydarzenie, jakim jest obecność Boga. To nie przeszkadza Maryi żyć swoim życiem w pełni, swoimi codziennymi obowiązkami, swoją misją Matki, wręcz przeciwnie pozwalaj Jej to zachować w sobie przestrzeń wewnętrzną, w której to noszone w sercu Słowo żyje, owocuje i wpływa na sposób i głębię przeżywania Jej codzienności.  Można powiedzieć, że dzięki „zachowywaniu w sercu Słowa” Maryja żyje nieustannie tajemnicą życia Jej Syna. To także zaproszenie, które Maryja kieruje do nas.

W naszych czasach jesteśmy pochłonięci tak wieloma działaniami i zobowiązaniami, troskami i problemami, że nie pozwalają nam one na pielęgnowanie życia duchowego na jakimś głębszym poziomie. Dlatego warto uczyć się od Maryi jak bardzo konieczne dla naszej wiary, ale też dla naszego życia psychicznego, by znaleźć w naszej codzienności, z całą jej aktywnością, chwile skupienia w ciszy, chwile kontaktu z Bogiem – chwile w których możemy usłyszeć i doświadczyć tego, czego pragnie nas nauczyć Jezus. Medytacja jest jednym z pierwszych wymiarów w których uczymy się dostrzegać obecność i działanie Boga w naszym życiu i w świecie.

Może nas zdumiewać to spojrzenie Symeona z dzisiejszej Ewangelii, który potrafi w tym małym dziecku przyniesionym na rękach Maryi zobaczyć „zbawienie świata”. Bez otwartości na światło Ducha Świętego, jakie miał Symeon i jakie przychodzi do nas w medytacji nie nauczymy się takiego sposobu patrzenia!

Jedno z błogosławieństw, które Jezus wypowiada w Kazaniu na Górze brzmi: „Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą” (Mt 5,8). Symeon był bez wątpienia człowiekiem czystego serca.

Praktyka medytacji jest także dla nas okazją do oczyszczania naszych serc z tego, co próbuje je zaśmiecić odbierając mu wrażliwość właściwą człowiekowi wiary. Jak pisze św. Faustyna Kowalska w swoim Dzienniczku: „Bóg nie udziela się duszy gadatliwej, która jak truteń w ulu wiele brzęczy, ale nie wyrabia miodu. Dusza – gaduła jest pusta we własnym wnętrzu. Nie ma w niej ani cnót gruntownych, ani poufałości z Bogiem. Nie ma mowy o życiu głębszym, o słodkim pokoju ciszy, w której mieszka Bóg. Dusza nie zaznawszy słodyczy ciszy wewnętrznej, jest duchem niespokojnym, który mąci też ciszę innym” [Dz. 118]

Idąc tropem wskazanym przez siostrę Faustynę w słowach, w których pobrzmiewa także radykalizm ojców pustyni można powiedzieć, ze dla człowieka wiary nie ma alternatywy. Bez codziennej i wytrwałej troski o tworzenie w nas stanu skupienia, ciszy wewnętrznej, aby medytować, nie przyswoimy sobie tajemnic wiary na poziomie serca – czyli tak jak czyniła to Maryja a w konsekwencji nie pozwolimy, aby Bóg tą tajemnicą przeniknął całe nasze życie począwszy od naszego sposobu myślenia aż po nasze działanie.

Medytacja pozwala nam zatrzymać się wobec Słowa, które właśnie w klimacie ciszy ma szansę szczególnie głęboko zapaść w nasze serca, bo  „żywe jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca (Hbr 4,12) a także umocnić naszą wiarę, bo „wiara rodzi się z tego, co się słyszy a tym, co się słyszy jest słowo Chrystusa” (Rz 10,17).

W poszukiwaniu tej postawy Maryja będzie dla nas zawsze filarem i wzorem.

„Maryja uczy nas – jak mówi papież senior Benedykt XVI że  wytrwałość w ofiarowywaniu czasu dla Boga jest elementem fundamentalnym dla wzrostu duchowego: sam Bóg da nam smak swych tajemnic, swoich słów, swojej obecności i działania, odczucia jak to jest pięknie, kiedy Bóg z nami rozmawia. Pozwoli On nam zrozumieć w najgłębszy sposób czego od nas oczekuje. W ostateczności właśnie to jest celem medytacji: powierzenie się coraz pełniej w Boże ręce, z ufnością i miłością, będąc pewnymi, że tylko pełniąc Jego wolę jesteśmy w ostateczności naprawdę szczęśliwi”. (Benedykt XVI uczestników audiencji ogólnej w Castel Gandolfo 17 sierpnia 2011)

Medytacja tworzy klimat dla Słowa

Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej na jeziorze, a cały lud stał na brzegu jeziora. Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce:

„Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo gleba nie była głęboka. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”. I dodał: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. (Mk 4, 1-9)

Codzienną praktykę medytacji można by z powodzeniem porównać do bycia w tłumie ludzi, którzy każdego dnia siadają, aby wsłuchać się w Jezusa (gdyby policzyć wszystkich medytujących na świecie byłby to całkiem spory tłum).

Cisza medytacji wprowadza nas w klimat zasłuchania.

„Słuchajcie…” – tymi słowami Jezus chce zwrócić naszą uwagę na Słowo, które do nas kieruje. „Słuchaj Izraelu…” – to wezwanie jak mantra przewija się na kartach Starego Testamentu przypominając nam jaka powinna być postawa człowieka wiary, gdyż wiara rodzi się ze słuchania – napisze św. Paweł w Liście do Rzymian – a tym, co się słyszy jest Słowo Boże [Rz 10,17]. Słowo, które nie jest słuchane, nie może wybrzmieć w ludzkim sercu. Nie może zrodzić owoców, jakich Jezus oczekuje od nas – swoich słuchaczy i uczniów. Dzisiejsza przypowieść o Siewcy jest szczególną lekcją o słuchaniu. Gleba, na którą pada ziarno, to ludzkie serce.

Pierwszą przeszkodą w słuchaniu Słowa jest obojętność. Z serca twardego i zimnego Słowo natychmiast jest wyrzucane. Jednak każdy medytujący może się zapewne podpisać pod stwierdzeniem, że Słowo Boże ma moc skruszyć nawet najtwardsze ludzkie serce. Jednym z największych dowodów na to, że medytacja przynosi owoce w życiu medytującego jest fakt, że codzienna medytacja, codzienne wsłuchiwanie się w Słowo czyni ludzkie serce bardziej wrażliwym i to nie tylko na samo Słowo, ale też na sposób postrzegania całej otaczającej nas rzeczywistości. Dzieje się tak, bo wraz ze Słowem przychodzi zawsze łaska. Przedstawiciele kościołów ewangelicznych mówią wręcz o „sakramencie Słowa” . A sakrament – jak mówi jego najprostsza definicja – to widzialny znak niewidzialnie działającej łaski. O sakramentalności słowa pisze także papież – senior Benedykt XVI w swoje adhortacji apostolskiej Verbum Domini.

Inną przeszkodą dla słuchania Słowa jest życie jedynie na powierzchni zmysłowych wrażeń, które skutecznie wykradają nam czas przeznaczony na słuchanie Słowa. Serce takiego człowieka jest płytkie i niestałe, dlatego Słowo nie może się w nim zakorzenić. Stałość to jeden z fundamentów życia duchowego i medytacji. Element, bez którego nie możemy sobie nawet zamarzyć o głębi życia duchowego. Stałość, to także cecha konieczna do przezwyciężania zniechęcenia i rezygnacji z medytacji, które wkradają się od czasu do czasu do naszej praktyki.

Z kolei – jak mówi Jezus – serce zajęte troskami to serce, które nie jest wystarczająco zdolne do tego, aby usłyszeć Słowo. Same troski nie muszą być czymś złym. Troską o najbliższych wyraża się między innymi nasza miłość do nich, czy chęć niesienia komuś pomocy. Ale medytacja jest szkołą, która chce nauczyć nas większej ufności do Jezusa, zgodnie ze słowami św. Piotra Apostoła:  „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was”. [1P5,7]. Medytacja to postawa którą można określić odwołując się do znanych słów ks. Dolindo Ruotolo: „Jezus, Ty się tym zajmij” a ja posiedzę u Twoich stóp i posłucham, bo wiem, że tylko Twoje Słowo może przynieść ukojenie mojemu sercu i wlać w nie pokój.

Rozproszenia są tym, z czym Słowo najczęściej przegrywa w naszym sercu. Paradoksalnie jednak to nie my mamy z nimi walczyć. Pozostawmy to Słowu, w które wsłuchujemy się ciszy medytacji, nieustannie wracając do niego za każdym razem, gdy rozproszenia będą chciały pozbawić nas postawy zasłuchania.

Medytacja uczy nas – podobnie jak dzisiejsza przypowieść – postawy serca, które daje pierwszeństwo Słowu, bo tylko wtedy może ono wydać w naszym życiu największe owoce.

Pokój, prostota i wolność jako owoce medytacji

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć.

On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: «Podnieś się na środek!» A do nich powiedział: «Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić? » Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: «Wyciągnij rękę!» Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa.

A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić. (Mk 3, 1-6)

Lektura dzisiejszej Ewangelii uwypukla cztery cechy (postawy) Jezusa: Jego wolność, wewnętrzny pokój, prostotę i konsekwencję. Jezus pragnie nas także nauczyć tych postaw i wszystkie je możemy w sobie ukształtować a raczej pozwolić, aby Jezus je w nas ukształtował przez praktykę medytacji. Chciejmy na nie spojrzeć po kolei.

Zwróćmy najpierw uwagę na Jezusa śledzonego złymi, podejrzliwymi spojrzeniami. Jest spokojny, ale ten zewnętrzny spokój wypływa z głębszej postawy – pokoju serca. Pokój serca jest rzeczywistością duchową. Święty Paweł w Liście do Galatów wymienia go wśród darów Ducha Świętego [por Ga 5,22]

Sam Jezus mówi: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka.” (J 14,27). Na dar pokoju możemy się zatem otworzyć i to właśnie czynimy w ciszy medytacji, pozwalając, aby Jezus przez moc słowa i swojego Ducha w nas tę postawę ukształtował.

Jezus jest też wolny wobec ludzkich opinii, osądów. Pozostaje sobą w każdej sytuacji. Wolność w sposób istotny wiąże się z inną podstawową wartością, jaką jest miłość. Nie można doświadczyć prawdziwej miłości bez doświadczenia wolności. Wolność stanowi integralną część miłości.

Wolność człowieka nie polega jednak na jakiejś absolutnej niezależności od kogokolwiek i czegokolwiek. Jezus uczy nas czegoś wprost przeciwnego –  Jego wolność polega na całkowitym związaniu się z Kimś, przez Kogo Jezus jest bezgranicznie  kochany i którego sam pragnie kochać. Jezus uczy nas całą swoją postawą, że ostatecznie źródło wolności spoczywa w samym Bogu, który jest nieskończoną miłością. Bóg jest absolutnie wolny, ponieważ jest samą miłością. To On stworzył człowieka wolnym a my możemy wzrastać w wolności naśladując samego Stwórcę. Jak powiedziała kiedyś św. Matka Teresa z Kalkuty: „Miarą naszej wolności jest gotowość przyjmowania i dawania miłości”. I znów medytacja pozwala nam otworzyć się na miłość, którą Bóg najpełniej obdarowuje nas w Jezusie, którego imienia przyzywamy w medytacji. Im bardziej nasza codzienna medytacji będzie świadomym zanurzaniem się w miłującą obecność Boga, tym bardziej będziemy uzdolnieni do dzielenia się nią z innymi. Można powiedzieć, że Jezus uczy nas – pokazując to na własnym przykładzie – że im bardziej będziemy na co dzień zjednoczeni z Ojcem, tym bardziej będziemy mogli czerpać tę miłość ze Źródła, po to by rozdawać ja innym, bez obawy, że kiedykolwiek się wyczerpie. A gdzie miłość tam wolność – możemy powiedzieć trawestując słynne zdanie św. Pawła Apostoła. (por. 2 Kor 3, 17)

Jezus, pozostaje też prosty w swoim działaniu. Prostota – simplicitas – pochodzi od sformułowania sine plex (bez zagięć, bez złożoności). Jak wyjaśnia to we wspomnianej już książce „Z całą prostotą” benedyktyn, ojciec Antoine Forgeot „aby zrozumieć czym jest prawdziwa prostota trzeba nam nieustannie kontemplować Boga, który jest duchem i kimś doskonale prostym. Bóg jest doskonałą prostotą i przez medytację uczymy się odbicie tej prostoty odnajdywać w nas samych”. Innym sposobem szukania prostoty jest prawda, do życia którą nieustannie wzywa nas Chrystus mówiąc: „Poznacie prawdę a prawda was wyzwoli”  [J 8,32]. Tym do czego między innymi wyzwala nas prawda jest prostota. Rzeczywistość jest tym, czym jest, po prostu! A najwyższym źródłem prawdy i rzeczywistości jest sam Bóg, który mówi o sobie: „Jestem tym, który jest”. [Wj 3,14a] I znowu im bardziej nasze spojrzenie i serce będzie zwrócone na Boga – czego uczy nas medytacja – tym większa szansa, że nasze życie i nasz sposób patrzenia na rzeczywistość będzie odbiciem prostoty, której źródło znajdujemy w Bogu.

Wreszcie konsekwencja Jezusa,  która ujawnia się w Jego drodze a która jest owocem poprzednich postaw: pokoju, wolności, miłości i prostoty. Ta konsekwencja przejawia się również tym, że Jezus nie ukrywa swoich zamiarów, nie boi się głosić prawdy, choć wie, że niejednokrotnie zostanie z tego powodu niezrozumiany, odrzucony czy osądzany. Życie w duchu miłości i całkowite zawierzenie Ojcu sprawiają, że jest przekonany, że czyni dobrze i na tym się opiera. To także postawa, której Jezus chce nas nauczyć.

Jezus w dzisiejszej Ewangelii zwraca też uwagę na złe myśli, które opanowują obecnych w synagodze. Stara się ich uzdrowić swoim słowem. To także ważna wskazówka dla naszej medytacji. Kiedy pojawiają się w nas złe myśli, rozproszenia trzeba nam zawsze wracać do medytacyjnego wezwania: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem”, bo to najlepsze lekarstwo na myśli, które stają się dla nas przeszkodą w praktyce medytacji, ale także potrafią zasiać plewy zaśmiecające nasze serce.

Niech wytrwała i konsekwentna praktyka medytacji pozwala Jezusowi kształtować w nas serca proste, pełne wolności i pokoju.

Cisza leczy i porządkuje duszę

Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im.

Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały.

Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: «Wszyscy Cię szukają». Lecz On rzekł do nich: «Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem».

I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy. (Mk 1, 29-39)

Praktyka medytacji przyłącza nas do Jezusa, który dzięki niej idzie do naszych domów, podobnie jak poszedł do domu Szymona i Andrzeja. Jezus pragnie bliskich relacji ze swoimi uczniami. Pragnie być z nami w zwyczajnych, prostych czynnościach dnia codziennego. Być z nami tam, gdzie mieszkamy, pracujemy, gdzie prowadzimy codzienne, ciche życie.

„W Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” – przypomni św. Paweł w Dziejach Apostolskich [Dz 17,28]. To poczucie obecności Bożej – którego świadomość pragnie wzmocnić w nas praktyka medytacji nadaje nową jakość wszystkim naszym działaniom, wszystkim aktywnościom naszego życia.

Ewangelista odnotowuje, że Jezus,  budzi się, gdy jeszcze jest ciemno i idzie na pustynię. Medytacja zaprasza nas do takiego odchodzenia trochę na bok naszego codziennego życia, po to by uczyć się od Jezusa trwania na modlitwie i udziału w Jego duchu modlitwy.

„Wszyscy Cię szukają” – mówi Piotr do Jezusa. Warto pytać, czy w nas jest również pasaj nieustannego szukania Jezusa? Modlitwa jest pierwszą z czynności, które wdrażają nas w to poszukiwanie a jednocześnie wskazują nam jego kierunek – ku wnętrzu. Medytacja uczy nas zamieszkania we wnętrzu po to, aby odnajdywać Tego, który tam mieszka.

Sam Jezus mówi: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy u niego przebywać”. [J 14,23] Jest to obecność Boga w duszy człowieka, który znajduje się w stanie łaski. O tym między innymi pisze w swoich „Listach” św. Katarzyna ze Sieny, kiedy przypomina, że do tej „wewnętrznej celi” w której mieszka Bóg trzeba nam nieustanni powracać.

I rzeczywiście cisza medytacji i towarzyszące jej wezwanie, które wypowiadamy w sercu pozwala nam do tej Obecności powracać. Owocem praktyki medytacji jest to, że wprowadza ona porządek w naszym wnętrzu. Wygania wszystko, czego nie powinno tam być i uwalnia nasze serca dla modlitwy, dla pokoju, dla miłości, które pragnie tam zasiać Jezus”.

Jak naucza papież senior – Benedykt XVI: „cisza jest bezcenna także z punktu widzenia naszego apostolstwa. Osoby medytujące, osoby żyjące z życiem kontemplacyjnym często przyciągają spojrzenie świata, bo noszą w sobie coś z tajemnicy transcendencji, której świat się często boi, ale jednocześnie jest nią zafascynowany. [z homilii wygłoszonej w klasztorze sióstr Benedyktynek na Awentynie w 2009 r]

Współczesnemu światu potrzeba dzisiaj apostolatu ciszy, medytacji, kontemplacji tym bardziej im bardziej próbuje on od tej ciszy kontemplacji uciec. „Lęk przed ciszą – tak często reprezentowany przez nieustanne noszenie słuchawek w uszach przez współczesnych – jest lękiem przed byciem z samym sobą, przed duchową pustką, która potrafi ujawnić się w ciszy” – mówi benedyktyn o. Antoine Fergeot opat klasztoru Fontgombault we Francji w książce p. t. „Z całą prostotą”. I dodaje: „Tylko życie żywej wiary potrafi w sposób twórczy wypełnić ciszę. Tymczasem w świecie zbyt często żyje się wyłącznie w perspektywie czysto naturalnej, bez żadnego odniesienia do Boga, do celu ostatecznego. I dostrzegamy, że ludzie, którzy tak żyją nie są szczęśliwi, co więcej, nie mogą być! Dzieje się tak, bo nie mają tego wewnętrznego ognia, który jest źródłem prawdziwej radości! (…) Cisza bowiem jest miejscem spotkania Bożych tajemnic, sposobem dobrego przyjęcia, dobrego ujrzenia i odczucia tych tajemnic, które najpierw i przede wszystkim objawiają się w… głosie Boskiego Logosu (Słowie); Logosu który mówi: «A wy, gdy się modlicie proście Pana, aby to On mówił»”.

Medytacja monologiczna jest właśnie odpowiedzią na tę zachętę: uczy nas modlitwy, w której Jezus mówi w nas i przez nas, pomimo naszych rozproszeń i doświadczenia naszej ograniczoności.