Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Modlitwa, która uczy przylgnięcia do Boga

Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. (Mt 6,7)

Uczeń Chrystusa, to nie ten, który zasypuje Boga wielością słów, ale ten, który stara się żyć w bliskości Ojca, jak dziecko.

Ucząc nas modlitwy Ojcze nasz Chrystusowi nie tyle chodzi o to, abyśmy ją jedynie powtarzali, jako wzór modlitwy, ale aby wniknięcie w jej ducha stało się dla nas prawdziwą szkołą modlitwy.

Nie przez przypadek więc modlitwa ta zaczyna się od słów Ojcze nasz (…) święć się imię Twoje… Jezus tym samym uświadamia nam, że nasza modlitwa powinna zawsze zaczynać się od uwielbienia Boga. Uwielbienie i dziękczynienie to najlepsze preludium modlitwy, które uświadamia nam jak wiele jest rzeczy, za które powinniśmy dziękować oraz fakt, że Bóg poprzez swoje dary (często niezasłużone) troszczy się o nas. Taka postawa umacnia także naszą wiarę i ufność, z jaką powinniśmy stawać do modlitwy.

Chrześcijanin to człowiek wierzący Bogu, ufający w to, że Najwyższy zna jego najgłębsze potrzeby i chce je zaspokajać o ile służą naszemu dobru: Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie.

Takie przylgnięcie do Boga pozwala z nadzieją oczekiwać nadejścia Jego Królestwa i współpracować z Bożą łaską nad jego rozszerzeniem. Postawa ta pomaga także w rozeznawaniu i przyjęciu Jego woli (to kolejna ważna kwestia przywołana w Modlitwie Pańskiej) a następnie otwiera nasze oczy, by dostrzegać potrzeby innych; uzdalnia do przyjęcia Bożego przebaczenia a następnie udzielania go tym, którzy nas skrzywdzili.

Okres Wielkiego Postu i dzisiejsza Ewangelia powinny nas skłaniać do refleksji i zamilknięcia, chociaż na chwilę, aby wsłuchać się w głos Pana, aby dać sobie czas na szczerą rozmowę.

Modlitwa Ojcze nas, to nie tylko przykład modlitwy, ale to pewnego rodzaju skrypt całej teologii modlitwy. Prawdziwa modlitwa to ta, która zakotwicza nas w Ojcu, wprowadzając nas w tak zażyłą i ufną wieź z Bogiem, że kształtuje w nas nowe serce, serce dziecka, które z prostotą i zaufaniem potrafi powierzyć się Ojcu do końca i we wszystkim.

Miłość prowadząca do spotkania Boga

Za każdym razem, kiedy czytam tę perykopę ewangeliczną przeznaczoną na dzisiejszy dzień przypomina mi się historia biskupa Edwarda Dajczaka, które porusza mnie za każdym razem, gdy je słyszę. Biskup Edward przez wiele lat praktykował podczas porannej medytacji zapisywanie na małej karteczce fragmentu Ewangelii, który najmocniej zapadał mu w serce, aby kierować się tym fragmentem w codziennych, zwyczajnych sytuacjach.

Któregoś dnia bardzo spieszył się na ważne spotkanie i idąc zauważył człowieka leżącego przy drodze, w rowie. Poszedł dalej, ale słowa, które zapisał rano: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili przypomniały mu się i zawrócił. Podniósł tego mężczyznę. Człowiek ten był głodny, więc zaczęli szukać baru, gdzie mogli by coś zjeść, co nie było łatwe, bo był brudny i śmierdział, więc nie za bardzo chciano ich gdzieś wpuścić. Przyjęto ich jednak w pewnej „samarytańskiej gospodzie”. Mężczyzna zaczął opowiadać o swoich problemach, o tym jak trafił na ulicę i wpadł w narkomanię oraz próbach zerwania z nałogiem. Stwierdził w końcu, że nie widzi już sensu swojego życia.

Po kilku miesiącach od tamtego wydarzenia biskup Dajczak otrzymał list od tego mężczyny, w którym pisał: Od paru miesięcy jestem czysty, poszedłem na detoks, który tym razem okazał się sukcesem. Postanowiłem spróbować jeszcze raz i nie dlatego, że jesteś księdzem, ale dlatego, że wtedy potraktowałeś mnie jak człowieka.

Myślę, że to jedno z tych do świadczeń, które jest najpiękniejsza puentą dla słów Chrystusa z dzisiejszej Ewangelii:

„Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40)

 

Panie,

kiedy jestem głodny, daj mi kogoś, kto łaknie pożywienia bardziej niż ja;

kiedy jestem spragniony, postaw na mojej drodze kogoś, kto bardziej niż ja chce pić;

kiedy jestem odrzucony, przyślij mi człowieka, który bardziej niż ja potrzebuje, żeby go przygarnąć;

kiedy nie mam się w co ubrać, daj mi kogoś, kto bardziej niż ja potrzebuje przyodziania;

kiedy jestem chory zaprowadź mnie do kogoś, kto potrzebuje lekarstwa bardziej niż ja;

kiedy jestem w więzieniu moich trosk i problemów, daj mi kogoś, kto bardziej potrzebuje mojego pocieszenia i wsparcia;

gdyż prawdziwej miłości prowadzącej do spotkania Boga doświadcza się w otwartości na drugiego człowieka a nie w skupieniu się na samym sobie.

(Kathryn Spink, „Łańcuch Miłości”)

 

Zaczynać od karmienia się słowem Boga

Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby był kuszony przez diabła… (Mt 4,1)

Zaproszenie wyjścia na pustynię jest także skierowane do nas… Stając u progu Wielkiego Postu dobrze jest przyjrzeć się własnemu życiu i potrzebom, jakie w nas się rodzą. One bowiem najczęściej są płaszczyzną oddziaływania złego ducha. Czy wśród tych potrzeb rzeczywiście pierwsze miejsce ma potrzeba bliskości Boga, głębszego zjednoczenia z Nim i Jego wolą?

Wielki post chce rzucić światło na drogę, jaka podążamy. Ku czemu, ku jakiemu celowi ta droga a także wpisane w nią pragnienia i potrzeby mnie prowadzą?

Chrystus zapraszając nas do wejścia w doświadczenie postu i pogłębionej modlitwy wskazuje na potrzebie refleksji i zatrzymania się w biegu naszego życia, by zmienić nieco perspektywę patrzenia i przyjrzeć się mu z punktu widzenia Boga, Jego słowa i Jego pragnień, jakie On ma w stosunku do nas.  

«Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek, lecz każdym słowem, które pochodzi z ust Bożych»” (por. Mt 4,3). Wielki Post jest czasem duchowych ćwiczeń, które mają ożywić wiarę, dać jej impuls do rozwoju. Ewangelia zachęca przede wszystkim, aby się odważyć na doświadczenie tego, że można żyć każdym słowem Boga. To właśnie od niego powinna zaczynać się nasza modlitwa, podobnie jak i nasze patrzenie. Dzięki pierwszeństwu słowa i zasłuchaniu w nie bardziej niż w nasze pragnienia mamy szansę stworzyć w sobie przestrzeń dla przeżycia, które było udziałem samego Jezusa. Dla Chrystusa Słowo Boga było podstawowym pokarmem, tarczą przeciw pokusie, wskazywało kierunek życia, sposób patrzenia. To jest jedna z ważnych tajemnic Jego serca, którymi chce się z nami podzielić, by przemieniać nasze serca i nasz sposób życia, który wbrew pozorom w dużej mierze zależy właśnie od tego, co kieruje naszym myśleniem i jak spoglądamy na rzeczywistość.

Wielkopostne zamyślenia c. d.

Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. (J 15, 15)

Człowiek błąkający się bez celu po ścieżkach swojego życia byłby największą komedią na scenie wszechświata. Życie bez celu może być tylko wegetacją, albo nieustannym gwałceniem daru rozumu. Chrześcijańska sztuka życia zapewnia nam możliwość godnego i pięknego życia, życia, które ma cel. Dlatego chrześcijańska sztuka życia jest optymistyczna. Nie jest urywanym łańcuchem wydarzeń, których niczego nie wiąże; nie jest skakaniem z zamkniętymi oczyma z jednego dnia w drugi. Chrystus nazywając nas przyjaciółmi zapewnia, że tak jak przyjaciołom mówi wszystko, co dotyczy prawdy o Ojcu. Niczego przed nami nie ukrywa. Wskazuje cel a jednocześnie wskazuje drogę do osiągnięcia celu. Drogą jest MIŁOŚĆ.

Nie jest możliwe podążanie za głosem Jezusa nie będąc blisko Niego. Bliskość daje poczucie bezpieczeństwa. Bliskość pozwala w osobistym doświadczeniu odkryć przykazania, jako powierzenie tajemnicy życia. Przykazania przestają być narzucanym, a tym bardziej niezrozumiałym przymusem, jeśli odczytujemy je w perspektywie miłości. Wówczas przykazania stają się potwierdzeniem tej miłości, w której Jezus troszczy się o nas –  swoich przyjaciół.

Tęsknota za Oblubieńcem

Czy goście weselni mogą się smucić, dopóki oblubieniec jest z nimi? Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im oblubieńca, a wtedy będą pościć. (Mt 9, 15)

Czy wobec tak postawionej intencji postu nie można mieć wątpliwości, czy kiedykolwiek prawdziwie pościliśmy? Najczęściej rozumiemy post, jako formę ascezy np. odmawianie sobie różnych rzeczy. Ale czy post był kiedykolwiek dla mnie tęsknotą za Chrystusem, Oblubieńcem?

Do zrozumienia tego, czym jest post z właściwą sobie intuicją prowadzi nas prorok Izajasz. Dla niego prawdziwy post umożliwia spotkanie. Ten, kto pości wyrzeka się tego, co oddziela go od Boga. W poście nie chodzi o to, aby zachwycić Boga naszymi wyrzeczeniami, czy przebłagać Go. Owszem Chrystus w pewnym momencie mówi o modlitwie umocnionej postem, jako o prawdziwym oręży wobec złego ducha.  Ale nade wszystko podejmowane praktyki wielkopostne mają jeden cel: mają nas zbliżyć do Boga. Zbliżając nas do Boga post zbliża nas również do człowieka (zarówno siebie jak i innych), niosąc mu wolność i dając schronienie. Taki post pozwala na doświadczenie życia obecności Boga.

Post jest tworzeniem przestrzeni działania Bożego Miłosierdzia. Pościć należy tam, gdzie próbuje się odebrać człowiekowi Bożą MIŁOŚĆ (tam gdzie zabrano uczniom „pana młodego”). Post przypomina o nadziei, która płynie ze świadomości, że ostatecznym powołaniem chrześcijanina jest radość wiecznego przebywania w obecności Oblubieńca. Tam, gdzie zło, grzech, niesprawiedliwość czy lęk odbierają radość, post daje odwagę, aby zmierzyć się z tym wszystkim, co obiera człowiekowi wolność i godność dziecka Bożego.

 Warto postawić sobie pytanie: Co jest prawdziwą motywacją mojego postu?