Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Teraz idę do Tego, który Mnie posłał, a nikt z was nie pyta Mnie: „Dokąd idziesz?” Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Paraklet nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, to poślę Go do was.
On zaś, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu – bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś – bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie – bo władca tego świata został osądzony». (J 16, 5-11)
Jezus mówi, że smutek napełnił serca uczniów, gdy usłyszeli o Jego bliskim odejściu. Nie wyobrażają sobie życia bez Niego. Bez Boga człowiek nie wie dokąd zmierza i nie potrafi nawet zrozumieć kim jest, jak nauczał św. Jan Paweł II, którego stulecie urodzin wspominaliśmy wczoraj.
Czy możemy powiedzieć o sobie, że również nie wyobrażamy sobie życia bez Jezusa? Moim zdaniem to fenomenalna definicja chrześcijanina: „Człowiek, który nie wyobraża sobie życia bez Jezusa”. Dlatego szuka Go w Eucharystii, w modlitwie, w Słowie Bożym, w codzienności.
A jednak Jezus mówi, że „Pożyteczne jest dla was moje odejście”. Czasem możemy przeżywać takie chwile w swoim życiu, w których subiektywnie wydaje się nam, że Jezus jest nieobecny? Czasem jednak takie doświadczenie staje się owocem działania łaski. Mam na myśli doświadczenie ciemnej nocy zmysłów czy ciemnej nocy ducha, które są pewnymi etapami na drodze duchowego wzrostu i zjednoczenia z Bogiem. Choć są „trudną łaską”, to służą tak koniecznemu na naszej duchowej ścieżce oczyszczeniu i poszerzeniu wolności naszego serca, abyśmy jeszcze bardziej mogli oprzeć się tylko na łasce Bożej.
Jezus pragnie dla nas zawsze więcej. Taka jest logika Ewangelii. Taka jest logika miłości. Chwile naszej samotności i opuszczenia mogą stać się czasem szczególnej łaski. Nie mniej Jezus zapewnia nas, że Jego Duch jest zawsze z nami.
Jezus śpieszy z wyjaśnieniem tego dlaczego miałoby być pożyteczne Jego odejście: „Bo jeżeli nie odejdę Pocieszyciel nie przyjdzie do was, a jeżeli odejdę poślę Go do was”.
To wyjaśnienie bardzo intryguje. Bo dlaczego fizyczne odejście od nas Pana Jezusa było warunkiem obdarzenia nas Duchem Świętym? Ojcowie Kościoła na to pytanie odpowiadali bardzo prosto. Kiedy Pan Jezus był z nimi fizycznie, można Go było widzieć, słuchać, oglądać Jego cuda, można było stawiać Mu pytania. Niektórzy mieli nawet to szczęście, że się z Nim zaprzyjaźnili.
Istniała jednak pewna nieprzekraczalna granica, której nawet ludzie najbliżsi Panu Jezusowi nie mogli usunąć. Mianowicie jako widzialny człowiek, Pan Jezus nawet dla przyjaciół był kimś z zewnątrz. Dopiero kiedy odszedł do Ojca mógł posłać Ducha Świętego, który ostatecznie usuwa tę oddzielającą nas od Niego granicę, sprawiając, że On żyje w nas.
Zstępując w nasze serca, Duch Święty czyni nas jedno z Jezusem. Sprawia, że Chrystus jest w nas, a my w Nim. Dzięki Duchowi Świętemu z nami może stać się to samo, co z Apostołem Pawłem, który mógł prawdziwie powiedzieć: „Żyję ja, ale już nie ja żyję, żyje we mnie Chrystus”.
Tylko Duch Święty może nam pomóc poznać do końca prawdę o Bogu. Ale jest On też najlepszym naszym formatorem i duchowym Przewodnikiem.
Doświadczenie medytacji jest szczególną okazją by otworzyć się na działanie Ducha Świętego, którego Jezus posyła w swoim słowie na którym opieramy się w praktyce medytacji, ale pozwala nam również doświadczyć obecności i działania Ducha Bożego w nas. Duch Święty jest tym, który staje się przewodnikiem dla naszej medytacji, uczy nas posłuszeństwa i wiernego podążania za słowem w głąb tajemnicy spotkania, które dokonuje się w naszym sercu poprzez praktykę medytacji, pogłębiając naszą relację z Bogiem. Im głębsze staje się nasze życie duchowe, tym bardziej możemy dostrzec, że pogłębia się nasza wewnętrzna wrażliwość na działanie Ducha Świętego i Jego natchnienia. Duch Święty chroni nas też od zamieszania, które próbują wnieść w naszą praktykę różnego rodzaju rozproszenia. Medytacja, w której opieramy się bardziej na powierzeniu się działaniu Ducha niż na własnych wysiłkach umacnia w nas też świadomość Jego nieustannej obecności. Ta świadomość z kolei sprawia, że łatwiej odnajdywać nam obecność Boga w naszej codzienności, bo nie musimy Go już szukać na zewnątrz, ale wnosimy go nieustannie w nasze życie, we wszystko, co robimy, bo On zawsze jest w nas i przez nas działa.
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie! W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę».
Odezwał się do Niego Tomasz: «Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?»
Odpowiedział mu Jezus: «Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście».
Rzekł do Niego Filip: «Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy».
Odpowiedział mu Jezus: «Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie widzi, widzi także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: „Pokaż nam Ojca”? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. To Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła!
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, a nawet większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca». (J 14, 1-12)
Fragment dzisiejszej Ewangelii stanowi część mowy pożegnalnej Jezusa w Wieczerniku. Uczniowie usłyszawszy, że Jezus ich opuszcza czują lęk, konsternację, zagubienie. Jezus uspokaja ich: „Niech się nie trwoży serce wasze”. Uczniowie powinni zaufać. Podobnie, jak dotychczas ufali Jemu, po odejściu Jezusa mogą zdać się całkowicie na Boga Ojca. Bóg nie zostawi ich sierotami. Ześle Ducha Świętego, który będzie prowadził ich dalej.
Odchodząc do Ojca Jezus zapewnia uczniów, że zabierze ich „do Siebie”, do domu swego Ojca. „Dom Ojca” („oikia”) nie oznacza budynku, ale raczej atmosferę, doświadczenie bliskości, przestrzeń pełną ciepła, intymności i miłości. Miejsce, o którym mówi Jezus trudno zdefiniować, lecz stanowi ono o czuciu się u siebie w domu. To obraz nieba. Wieczności, który Jezus rysuje przed swoimi uczniami.
Po chwili Jezus dodaje: „W domu Ojca jest wiele mieszkań”. Każdy więc może z zaufaniem przyjąć, że również jest tam miejsce dla niego. Nie musimy być idealni, doskonali, perfekcyjni duchowo czy moralnie, absolutnie wierni… Zresztą nikt z nas takim nie jest. Wystarczy, że zawierzymy i zaufamy Jezusowi i Bogu Ojcu.
Prawda o wieczności nie jest chrześcijańskim narkotykiem – jak mawiał pewien znany filozof – który jednych ma oderwać od realiów życia, a innym – życiowym nieudacznikom – dać odrobinę pociechy. Ta prawda stanowi fundament ewangelicznego przesłania. Święty Paweł pisał o tym bardzo dosadnie: „Jeżeli nie ma zmartwychwstania, daremna jest nasza wiara”. Spojrzenie w wieczność nie zamyka nas na problemy życia doczesnego. Przeciwnie, ze względu na życie wieczne wszystko staje się ważne: od najdrobniejszych codziennych spraw po najważniejsze decyzje naszego życia. Każdy wybór, którego dokonujemy, może nas przybliżać do ostatecznego celu, ale ze względu na grzeszność ludzkiej natury może też od niego oddalać.
Kiedy apostołowie usłyszeli o powołaniu do życia wiecznego, zastanawiali się zapewne, co należy robić na ziemi. Czy tylko czekać? Bardzo szybko otrzymali odpowiedź. Życie doczesne nie jest próżnowaniem. Dwa zadania od samego początku stały się dla nich oczywiste.
Pierwszym z nich jest głoszenie dobrej nowiny. „Idźcie i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28, 19). Czas Kościoła, ale też czas życia każdego chrześcijanina jest czasem dawania świadectwa. Gdyby chrześcijanin przestał przyznawać się przed światem do swojej wiary, do Chrystusa można by słusznie poddać w wątpliwość, czy jego wiara stanowi dla niego rzeczywiście istotną wartość. A skoro sam nie jest do niej przekonany, bo boi się do niej przyznawać i boi się jej bronić w środowisku, w którym życie, to istotnie zgodnie ze słowami św. Pawła jest bardziej od innych godzien politowania.
Drugim zadaniem, które stoi przed uczniami Chrystusa, jest czynienie miłosierdzia, czyli miłości w praktyce. Apostołom, którzy prosili Jezusa: „pokaż nam Ojca”, odpowiadał: „Kto mnie zobaczył, zobaczył także Ojca” zaś w Ewangelii według św. Mateusza uzupełni tę odpowiedź słowami: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40), gdyż jak pisze św. Jan od Krzyża: „ostatecznie będziemy sądzeni właśnie z miłości”
Pan Jezus nie pozostawia nam złudzeń: droga do Królestwa niebieskiego prowadzi przez wiarę i miłość. Człowiek, którego spotykamy na naszej drodze, może okazać się bramą do wieczności, gdy otworzymy przed nim serce i jako świadkowie wiary i jako świadkowie miłości. Zamknięcie na ludzi może w konsekwencji zamknąć drogę prowadzącą do Boga.
Szatan zaprojektował labirynt, w którym człowiek może zgubić tę drogę.
Na szczęście naszemu pielgrzymowaniu przez życie towarzyszy obietnica: „Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 28).
Nie idziemy przez życie po omacku. Mamy przewodnika, którym jest Jezus ze swoim słowem i swoją łaską.
Jezus przychodzi dziś szczególnie do tych, którzy przeżywają trwogę życia, trwogę istnienia, których serce jest niespokojne. I zapewnia nas, że sercu Ojca niebieskiego jest dla nas miejsce. Cokolwiek tutaj przeżywamy, cały czas miłość Ojca jest roztoczona nad tobą, również wtedy, gdy zdarza ci się zgubić drogę, zabłądzić po meandrach życia i grzechu.
Ścisłe, analityczne i krytyczne myślenie Tomasza, które również nie było wolne od wątpliwości każe mu zadać dziś Jezusowi pytanie, które jest także ważne dla nas: „Jak możemy znać drogę?” To pytanie o instrukcję życia, o to, którędy iść, żeby nie zabłądzić..
Odpowiedź Jezusa jest zawsze ta sama: „za Mną”, „Ja jestem drogą…”
Każdego człowieka, kto zaryzykuje i zaufa Jezusowi, czyniąc z Jego nauki sens swojego życia i źródło prawdy i mądrości Jezus poprowadzi tak, aby jego życie życia stało się koniec końców drogą prowadzącą do domu Ojca.