
Dobiega końca ten niezwykły w swojej zwykłości Wielki Post. Z Bożą pomocą dotrwaliśmy do obchodów Triduum Paschalnego, aby później cieszyć się Niedzielą Zmartwychwstania. Nie ma jednak co się oszukiwać – te święta będą inne niż zwykle. Ta nie-zwykłość może być jednak dla nas szansą dobrego przeżycia Triduum, w duchu tęsknoty i wyczekiwania Zmartwychwstania.
Życzę, aby ta tęsknota a następnie jej spełnienie, które przychodzi przez łaskę, dla której nie ma żadnych przeszkód, aby nas napełnić była Waszym udziałem przez te dni.
W październiku 2019 r. Papież Franciszek przygotowując Orędzie na Wielki Post 2020 nie mógł wiedzieć, jak będzie wyglądał ten czas, nie mógł wiedzieć, że epidemia zamknie nas w domach, uniemożliwiając fizyczny udział w niedzielnych Eucharystiach i uroczystościach Triduum. Napisał wtedy: „Nie pozwólmy, aby ten czas łaski przeminął daremnie, w zarozumiałym złudzeniu, że to my jesteśmy panami czasów i sposobów naszego nawrócenia ku Niemu”. Czy udało nam się choć trochę odpowiedzieć na apel Ojca Świętego?
Można powiedzieć, że przeżyliśmy w tym roku post, jakiego nigdy dotąd nie dano nam przeżyć, który dla wielu był czasem prawdziwej próby. Był to prawdziwie wielki post od wielu doświadczeń, do których byliśmy dotąd przyzwyczajeni zarówno religijnych, duchowych, w których wcześniej uczestniczyliśmy w naszych świątyniach (jak rekolekcje, nabożeństwa wielkopostne), ale też był to post od wielu wspólnych, w tym rodzinnych spotkań i doświadczeń.
Rzeczywistość a poprzez nią Bóg po raz kolejny nas zaskakuje. Po raz kolejny pokazuje nam, jak na niewiele spraw mamy wspływ. Doświadczenie tego Wielkiego Postu raz jeszcze uświadomiło nam, że nie jesteśmy panami ani czasu, ani sposobu nawrócenia. Być może mieliśmy wiele planów, które teraz nie są już aktualne.
Najważniejsze jest jednak to, że post nigdy nie zabiera nam tego, co najważniejsze, lecz chce na przygotować do spotkania z Bogiem, który jest miłością, który tak bardzo kocha człowieka, że dla jego ocalenia nie wahał się za niego umrzeć na krzyżu.
PRAWDZIWA DUCHOWOŚĆ NIGDY NIE SKUPIA SIĘ NA TYM, CZEGO NAM BRAKUJE, ALE NA TYM, CO MOŻEMY OTRZYMAĆ OD BOGA. I w tym sensie czas tegorocznego postu i świąt wielkanocnych jest wyzwaniem dla naszego zaufania Panu Bogu
Ale to, co możemy ciągle zrobić to: nie pozwolić, aby ten czas łaski przeminął daremnie, przeżyjmy go jak najlepiej. Zostańmy w domach, wśród bliskich lub w łączności z nimi, pogłębiajmy naszą wiarę i relację z Panem Bogiem. Pozwólmy naszym sercom zatęsknić…
Z modlitwą i życzeniami pięknych i głęboko przeżytych świąt w zjednoczeniu serca z Bogiem i bliskimi. ks. Marek.
Z Księgi proroka Izajasza
Wyspy, posłuchajcie Mnie! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał Mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki Mnie ukrył. Uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. I rzekł mi: «Tyś Sługą moim, w tobie się rozsławię».
Ja zaś mówiłem: «Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą».
A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela.
I rzekł mi: «To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi». (Iz 49, 1-6)
Piękny jest ten tekst Izajasza, bo tchnie wielką nadzieją i obietnica, jak wielki plany ma Bóg wobec każdej i każdego, kto pragnie otworzyć się na Jego łaskę i pozwolić się prowadzić Bogu przez życie z całkowitym zaufaniem. Takiej otwartości i zaufania uczy nas właśnie medytacja monologiczna.
Każdy z nas, kto posługuje się komputerem wie doskonale, że połączywszy się z siecią można uzyskać dostęp do niemal nieskończonych zasobów Internetu. Jedynym problemem może być jedynie prędkość łącza, jakim dysponujemy. Przywołuję ten przykład, bo pomyślałem sobie, że idąc tropem zeszłotygodniowych rozważań, to kolejny dobry obraz – bliski nam współczesnym – który można porównać do człowieka, który poprzez modlitwę pragnie się połączyć z Panem Bogiem. Każda modlitwa o ile jest przeżywana w stanie łaski (a więc nic nie zakłóca naszej łączności z Bogiem), jest wejściem w przestrzeń Bożej nieskończoności a jednocześnie w nieskończony sposób przerasta człowieka. Tak jak w Internecie, do którego wchodzimy ilość danych jest nieskończona i niemożliwa do ogarnięcia przez ludzki umysł, tak ilość łaski, jakiej Bóg pragnie nam udzielić, gdy wchodzimy w relacje z Nim jest niewyobrażalna.
Moglibyśmy zatem zapytać – używając języka porównania do sieci internetowej – jakiego narzędzia użyć, żeby jak najwięcej skorzystać z tego, co pragnie nam ofiarować Bóg na modlitwie? Idąc dalej tym tropem można powiedzieć, że umysł człowieka, to bardzo kiepskie łącze i nawet w połączeniu z naszą wyobraźnią i oparciem się na wszystkich naszych przyrodzonych możliwościach są mało wydajne.
Merton w swoim Posiewie kontemplacji pisze, że modlitwa racjonalna ma się tak do kontemplacji, jak kropla do oceanu. I nawet gdy wkładamy wiele wysiłku w doskonalenie naszego umysłu – do którego świat współczesny przywiązuje tak wielką wagę – to i tak wobec ogromu Tajemnicy Boga i Jego miłości pozostaje on bezsilny.
Dlatego Merton za świętymi mistykami chrześcijańskimi proponuje – jakby wbrew światu – porzucenie tej intelektualnej drogi modlitwy, do której tak mocno przywykliśmy, na rzecz wejścia w bezpośredni kontakt z Bogiem, który jest udziałem modlitwy kontemplacyjnej.
Odnosząc to do przywołanego obrazu łączności internetowej, modlitwa kontemplacyjna byłaby jak szerokopasmowe łącze, na które ludzkość jeszcze przez długi czas nie wpadnie. Jednocześnie doświadczenie kontemplacyjne wystawia człowieka przyzwyczajonego do opierania się na zdolnościach swojego intelektu i zmysłów na nie lada próbę, gdyż na tym poziomie można nie doświadczać niczego. A jednak pomimo braku znanych nam odczuć i doświadczeń trzeba zaufać, że przepływ łaski między Bogiem a naszym sercem się dokonuje. Trzeba po prostu zawierzyć! I to jest jednym z najtrudniejszych wyzwań modlitwy kontemplacyjnej, która wytrąca nam często z rąk dostępne w modlitwie racjonalnej (dyskursywnej) możliwości kontroli i oceny „jakości” naszej modlitwy.
Modlitwa kontemplacyjna jest wyzwaniem a jednocześnie wielką lekcją pokory dla naszej sfery intelektualno-zmysłowej, bo muszą one zawierzyć, że w tej modlitwie dzieje się coś, czego w najzwyklejszy sposób umysł ludzki nie jest w stanie dosięgnąć i kontrolować.
Oczywiście przywołany obraz Internetu jest niedoskonały, gdy próbujemy za jego pomocą przybliżyć różnicę między modlitwą dyskursywną a kontemplacyjną, do sfery której wprowadza nas już medytacja monologiczna. Ważne jest jednak abyśmy uświadomili sobie to, że zjednoczenie przebóstwiające (używając języka św. Jana od Krzyża), które jest owocem kontemplacji dokonuje się nie na drodze intelektualnej, czy zmysłowej a na drodze serca, która wobec Tajemnicy, w której uczestniczy człowiek jest przez niego doświadczana jako ciemna noc zmysłów i ciemna noc wiary.
Ale taka jest logika Ewangelii, która tak mocno wyraża się w Krzyżu Jezusa, który będziemy kontemplować w tych dniach a którą można by ująć jednym prostym zdaniem: Trzeba umieć zrezygnować z tego, co jest tylko częściowe, by móc przyjąć wszystko. To zasada, która dotyczy zarówno naszej modlitwy, jak i w szerszym ujęciu naszej wiary, jako relacji z Bogiem. Innymi słowy: tak długo, jak będziemy próbowali opierać się na relacji z Bogiem na ludzkich możliwościach nie będziemy mogli uczestniczyć w pełni w Jego Nieskończoności.
Życzę Wam Kochani pomimo trudności i przeszkód, jakie są naszym udziałem głębokiego i kontemplacyjnego przeżycia nadchodzącej tajemnicy Triduum Paschalnego. Pamiętajmy, że te przeszkody dotyczą raczej naszych ludzkich możliwości a nie Boga, który – czego mam mnóstwo dowodów – jest większy od naszych ograniczeń i potrafi je przekłuć w jeszcze większe dobro i łaskę :-)
Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli». (J 8, 31)
Przywołany cytat zaczerpnąłem z jutrzejszej Ewangelii. Ewangelia, którą czytamy w tych dniach jest trudna. Przez kolejne dni słuchamy polemiki Jezusa z Żydami, która wydaje się prowadzić donikąd i w odróżnieniu od wielu innych opisów (uzdrowień, przypowieści) nie kończy się happy endem. Ta Ewangelia jest przestrogą przed tym, że można słuchać Boga, można z Nim rozmawiać a i tak w konsekwencji się z Nim rozminąć…
Ale sam Jezus wyjaśnia nam, co sprawia nam problem w rozumieniu Boga: „Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka”.
I to jest także prawda o nas. Jezus przychodząc na świat de facto zniża się do człowieka, bo przecież my, ludzie, jesteśmy „z niskości”. Chrystus każdym kolejnym słowem, pouczeniem pragnie wypisywać w naszym sercu, duszy i istnieniu swoją wolę. Uzdrawiając, nauczając, ale także polemizując (iluż z nas niejednokrotnie w sercu i w myślach kłoci się i polemizuje z Bogiem) pomaga nam stać się takimi, jakimi chce nas Bóg – świętymi.
Medytacja zaprasza nas właśnie do tego by zrezygnować z polemiki, więcej z naszego dyskursu nad słowem Bożym na rzecz słuchania i zgody, by to On mówił do mojego serca, w ten sposób kształtując je po swojemu a nie po mojemu.
W naszych rozważaniach mówiliśmy ostatnio o przejściu z poziomu medytacji dyskursywnej do modlitwy kontemplacyjnej.
Ci, którzy znają mnie dłużej, wiedzą, że zanim trafiłem pod troskliwe skrzydła ojca Jana w Lubiniu pobierałem nauki medytacji u różnych nauczycieli. Jednym z nich, który odcisnął na mojej medytacji niezatarte piętno i wprowadził mnie w doświadczenie medytacji kontemplacyjnej był (nieżyjący już) jezuita ojciec Lotz. W nauczaniu o medytacji niedyskursywnej posługiwał się często obrazami. Jeden z nich pozwolę sobie przywołać w dzisiejszej refleksji.
Jest to obraz chleba. (Przywołuję właśnie ten obraz, bo oddaje też pięknie rzeczywistość Eucharystii).
Dopóki trzymamy w dłoniach chleb możemy posługiwać się intelektem i zmysłami. Można go dotykać, wąchać, smakować, poczuć jego ciężar. Ale nie po to chleb został stworzony. Jego celem jest nas nakarmić. A zatem dopiero, gdy go spożyjemy zaczyna spełniać swoją rolę. Chleb tak naprawdę karmi nas wtedy, gdy już nie trzymamy go w rękach, nie czujemy jego zapachu czy smaku. Chleb nigdy nas nie nakarmi, dopóki trzymamy go w dłoniach.
Podobnie jest z życiem modlitwy: dopóki mówimy o Bogu, myślimy o Nim, próbujemy Go sobie wyobrazić, Bóg pozostaje niejako „na zewnątrz” nas. Nasz intelekt, czy wyobraźnia choćby były najbardziej wyczulone nie są w stanie ogarnąć Boga (bo my jesteśmy z niskości, a On jest z wysoka).
Modlitwę kontemplacyjną (niedyskursywną) możemy porównać właśnie z doświadczeniem spożycia chleba. Wówczas to przez wiarę (a nie przez zmysły), być może niewiele czując i nie myśląc o Bogu otwieramy się na Jego życiodajna moc, która przychodzi przez łaskę obecną w słowie Bożym, któremu pozwalamy zakorzenić się w swoim sercu. Modlitwa kontemplacyjna jest doświadczeniem, w którym Bóg zaczyna karmić nas od wewnątrz. Słowo zaczyna nas karmić od środka. I jeśli nawet nic wówczas nie odczuwamy, możemy to zobaczyć po owocach, które ujawniają się w naszym życiu. Takim owocem może stać się zmiana nastawienia w modlitwie, częstsze pragnienie ciszy i odosobnienia. Takim doświadczeniem może być nieodczuwana wcześniej tęsknota za modlitwą. Ale bez wątpienia takim owocem – wedle słów św. Pawła – będzie przede wszystkim miłość i większa zdolność kochania, jako wewnętrzny odruch serca, które zostaje przemienione przez łaskę. Również owocem tego doświadczenia będzie większa zgoda na nasze życie, na to, co się dzieje z nami i wokół nas.
I w ten sposób spełniają się także na nas słowa Jezusa przywołane w Ewangelii: «Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli». (J 8, 31)
Owocnej medytacji, Kochani.
Modlitwa na rozpoczęcie medytacji
Ojcze niebieski,
Otwórz nasze serca na cicha obecność Ducha Twojego Syna.
Wprowadź nas w misterium ciszy,
W której Twoja miłość objawia się wszystkim, którzy wołają:
Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem!
Siostry Łazarza posłały do Jezusa wiadomość: «Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz». Jezus, usłyszawszy to, rzekł: «Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą».
A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.
Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: «Chodźmy znów do Judei».
Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie.
Kiedy więc Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta więc rzekła do Jezusa: «Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga».
Rzekł do niej Jezus: «Brat twój zmartwychwstanie».
Marta Mu odrzekła: «Wiem, że powstanie z martwych w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym».
Powiedział do niej Jezus: «Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, to choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?»
Odpowiedziała Mu: «Tak, Panie! Ja mocno wierzę, że Ty jesteś Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat».
Jezus wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: «Gdzie go położyliście?»
Odpowiedzieli Mu: «Panie, chodź i zobacz!» Jezus zapłakał. Żydzi więc mówili: «Oto jak go miłował!» Niektórzy zaś z nich powiedzieli: «Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?»
A Jezus, ponownie okazując głębokie wzruszenie, przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.
Jezus powiedział: «Usuńcie kamień!»
Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: «Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie».
Jezus rzekł do niej: «Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?»
Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: «Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie tłum to powiedziałem, aby uwierzyli, że Ty Mnie posłałeś». To powiedziawszy, zawołał donośnym głosem: «Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!» I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce przewiązane opaskami, a twarz jego była owinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: «Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić».
Wielu zatem spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. (J 11, 3-7. 17. 20-27. 33b-45)
Wielokrotnie Ewangelia daje świadectwo o przyjaźni Jezusa z Łazarzem i jego siostrami: Marią i Martą, w domu których Jezus chętnie gościł. Bez wątpienia były to bliskie Mu osoby. Może właśnie dlatego dziwi nas fakt, że Jezus pozwolił, aby Łazarz umarł. Kiedy się dowiedział, że Jego przyjaciel choruje, nie udał się od razu do Betanii, ale zatrzymał się i poczekał trzy dni.
Opowieść o wskrzeszeniu Łazarza przeplatają dwa refreny. Zarówno Marta, jak i Maria, gdy spotykają się z Jezusem, wypowiadają te same słowa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”. Jak głos chóru dołączają się do nich inni Żydzi: „Czy Ten (…) nie mógł sprawić, żeby Łazarz nie umarł?”. Nie mają oni zatem wątpliwości, że uzdrowienie Łazarza nie stanowiłoby dla Jezusa większego problemu. Wyznają swą wiarę w Jezusa–Uzdrowiciela. Wierzą, że jest On Mesjaszem posłanym przez Boga. Jednak nie spodziewają się zobaczyć już niczego więcej. Ich wiara jest jeszcze mała.
W opowieści pojawia się także drugi refren. Jezus mówi do Marty: „Ja jestem zmartwychwstanie i życie. Wierzysz w to?”. Przy grobie Łazarza, gdy Marta nie chce się zgodzić na otwarcie pieczary, raz jeszcze Jezus ją pyta: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?”. W końcu Jezus modli się: „Ojcze, dziękuję Ci, że Mnie wysłuchałeś. (…) Powiedziałem to, aby uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał”.
Wskrzeszenie Łazarza, to ważna lekcja dla otaczających Jezusa ludzi a zwłaszcza dla Apostołów. Jezus pragnie, aby uczniowie byli przekonani nie tylko o Jego władzy nad chorobami, lecz również uwierzyli w Jego panowanie nad życiem i śmiercią, nad całym stworzeniem – a taką władze ma tylko Bóg.
Wiara, w zależności od decyzji człowieka, może wzrastać, ale może też maleć. I właśnie tu, przy grobie Łazarza znajdujemy odpowiedź na pytanie: Dlaczego Jezus zwlekał z przybyciem do Betanii. Zrobił to z troski o wiarę Marty, Marii i swoich uczniów. Chciał postawić ich przed sytuacją aby, w której będą musieli odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy rzeczywiście wierzę w boskość Jezusa?”
Wzrastanie w wierze stanowi ogromną wartość, pozwala coraz bardziej doświadczać obecności wszechmocnego i miłującego Boga we własnym życiu. Warto jednak pytać siebie: Czy jesteśmy gotowi zapłacić za tę wiarę nie tylko cenę rozstania z ukochaną osobą, lecz nawet straszliwe doświadczenie przekroczenia granicy życia i śmierci. Jezus uczy nas, że warto! Gdyby tak nie było, nigdy by się nie zdecydował na zwlekanie z przybyciem do przyjaciela.
Historia Łazarza rzuca mocne światło na dzieje naszego życia. Wiele niejasnych, często trudnych lub bolesnych wydarzeń może nabrać właściwego znaczenia dopiero w świetle wiary. Kiedy patrzymy na te wydarzenia nie z perspektywy wiary wydają się być dla nas jakimś dopustem czy nawet przekleństwem, które skłania nieraz do pytania: „Gdzie w tym wszystkim jest Bóg?” Czasem tak trudno nam uwierzyć, że Pan Bóg przeprowadza nas przez trudne sytuacje właśnie po to, aby jak w przypadku jak Marty, Marii i Apostołów, mogła wzrastać nasza wiara.
Jezus stawia niekiedy przed swoimi przyjaciółmi bardzo wymagające zadania. Pragnie, abyśmy uczestniczyli w objawieniu chwały Bożej, jednak aby się to dokonało, trzeba czasem przejść, podobnie jak Łazarz, przez śmierć duchową, dręczące nas ciemności lub wątpliwości. Czasem wydaje nam się, że Jezus w odpowiedzi na nasze prośby przychodzi trochę spóźniony. Ale nie robi tego, bo o nas nie dba, lecz właśnie po to, żeby – jak w przypadku bohaterów dzisiejszej Ewangelii – mogła umocnić się nasza wiara. Niewątpliwie są to trudne doświadczenia, do których zaprasza jednak najbliższych. Nie dziwi więc wyrzut św. Teresy Wielkiej: „Boże, jeśli tak traktujesz swoich przyjaciół, to nie dziw się, że masz ich tak mało”. Jednak dopiero w ciemności można zobaczyć światło Bożej łaski…
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.
Anioł wszedł do Niej i rzekł: „Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami”.
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie.
Lecz anioł rzekł do Niej: „Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca”.
Na to Maryja rzekła do anioła: „Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?”
Anioł Jej odpowiedział: „Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego”.
Na to rzekła Maryja: „Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa!”
Wtedy odszedł od Niej anioł. (Łk 1, 26-38)

Wszystko zaczęło się bardzo zwyczajnie. Młoda dziewczyna z galilejskiej wioski, zapewne pośród codziennych zajęć, spotkała anioła, który zapowiedział Jej rzeczy niezwykłe.
Bajka? Pobożna fantazja? A jednak to wydarzenie odmieniło dzieje świata i wciąż pociąga kolejne pokolenia chrześcijan. Zwiastowanie pokazuje nam, jak mamy zauważać Pana Boga i Jego działanie pośród naszej codzienności. Potrzebna jest do tego szczególna wrażliwość i wiara, przede wszystkim w to, że nawet w szarości naszego dnia Bóg ma nam coś do powiedzenia. Warto o tym pamiętać w kontekście obecnych wydarzeń.
Jeden ze znanych chrześcijańskich pisarzy pisze, że niejednokrotnie wydaje się nam, że szukanie Boga przypomina poszukiwanie sztabki złota w kupie gruzu. Prawda jest jednak taka, że Bóg jest już obecny w kupie gruzu. Biorąc do ręki pierwszą cegłę – zaczynając trud życia wiarą, sakramentami – już wchodzimy w relacje z Bogiem.
Ale Zwiastowanie zaprasza nas również do zaufania Panu Bogu i temu, że on wciąż działa, choć nie do końca zgodnie z naszymi oczekiwaniami i nie zawsze od razu to działania potrafimy zrozumieć.
Po środku Wielkiego Postu, pomiędzy Drogą Krzyżową a Gorzkimi Żalami Ewangelia zaprasza nas byśmy zatrzymali się by wraz za Maryją wsłuchać się w głos archanioła Gabriela, który w imieniu Boga mówi każdej i każdemu z nas: Nie bój się. Moja miłość i łaska jest z tobą. Zawsze!