Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Modlitwa serca – Konferencja VIII

Droga od modlitwa serca do mistyki w ujęciu św. Teresy z Avila i  bł. Teresy Benedykty od Krzyża

Gdy to się dokonuje – prawdziwe Jego poznanie przez kontakt z Nim – nie za pomocą obrazów i porównań czy nawet idei, bez pośrednictwa czegokolwiek, co by można jakoś nazwać doświadczamy we właściwym sensie tajemnego objawienia się Boga w milczeniu. Ono jest szczytem, do którego się wznoszą wszystkie stopnie poznania.

bł. Teresa Benedykta od Krzyża

Podczas ostatniej konferencji mówiliśmy o modlitwie hezyhastycznej, której tradycja doskonale wpisuje się w teologię modlitwy określanej jako modlitwa serca. Tradycja hezyhazmu związana jest jednak z chrześcijańskim Wschodem i tam od wieków jest bardzo mocno pielęgnowana. Niemniej warto zaznaczyć, że jeśli w naszej zachodniej myśli duchowej rzadziej odwołujemy się do tego terminu, to jednak doświadczenie wielu nauczycieli modlitwy i mistyków ukazuje nam to samo doświadczenie modlitwy, choć czasem określane innym mianem. Dzisiaj chciałbym odwołać się do doświadczenie takiej modlitwy w życiu dwóch niezwykłych postaci chrześcijańskiego zachodu – św. Teresy od Jezusa i bł. Teresy Benedykty od Krzyża – Edyty Stein. I choć oddzielone od siebie kilkoma wiekami przywołują w swoich zapiskach doświadczenie tej samej modlitwy wewnętrznej, która je obie doprowadziła ostatecznie do doświadczenia mistycznego.

Św. Teresa od Jezusa [ur. 28 marca 1515 w Gotarrendura (Ávila) w Hiszpanii, zm. 4 października 1582 w Alba de Tormes w Hiszpanii] w swych dziełach mówi o modlitwie, którą określa modlitwą odpocznienia, w której dominującym elementem jest głęboki pokój duchowy, wypełniający po brzegi całe wnętrze szczęściem i ogniem duchowym. Te rodzaje modlitwy są w warstwie fenomenu bardzo podobne do tego, do czego dąży ruch hezychastyczny. Warto na tym poziomie się spotkać, gdyż wydaje się, że te dwie tradycje wzajemnie się naświetlają.

Św. Teresa z Avila w niezwykły sposób łączy zwyczajność modlitwy z jej najwyższymi szczytami. I tak, tworząc komentarz do zwyczajnej, codziennej modlitwy „Ojcze nasz”, jednocześnie nasyca go treściami mistycznymi (zobacz „Droga doskonałości” rozdziały 27-42). Między innymi mówi o modlitwie odpocznienia, jako pierwszej z modlitw kontemplacyjnych, w których bierność wywołana przez Boga osiąga swą pełnię. św. Teresa rozumie ją jako znak, że Ojciec Przedwieczny wysłuchał prośby: „przyjdź królestwo Twoje”. Ono rzeczywiście przychodzi i pozwala świętować tajemnice Boskiego Króla.

Modlitwa odpocznienia to modlitwa, która polega na słodkim zatopieniu woli w woli Pana. Modlitwa całkowitego zanurzenia w Bożym świecie. Inne nazwy tej modlitwy to: modlitwa słodkiego ukojenia, modlitwa smaków Bożych, modlitwa serdecznego milczenia.

Dzięki niej, Bóg wprowadza ducha ludzkiego w stan głębokiego pokoju, uciszając całe wnętrze. Teresa tłumaczy:

„Wola jest tu ujarzmiona i jeśli coś może jej sprawić cierpienie, to myśl, że musi wrócić do wolności. Umysł nie pragnie nic pojmować, pamięć niczym się zajmować. Ciało chciałoby uniknąć wszelkiego poruszenia, aby mu ciszy jego nic nie przerywało. (…) rozum jakby nieprzytomny pomiarkować się nie może, jak gdyby nie u niego się działo to, co się dzieje; zdaje mu się, jak gdyby był tylko gościem w domu własnym i, niezadowolony z tej gościny, szuka sobie innych, bo nie wie, jak to dobrze trwać niezmiennie we własnym jestestwie swoim”.

Zmienia się poznanie Boga i siebie. Człowiek poznaje w sposób niezrównanie wyższy niż zmysłami, czy samym umysłem, widzi się obok Króla i odchodzi od zmysłów, doznając nieraz nawet stanów ekstatycznych.

Głęboki stan uciszenia powoduje, że ciało odczuwa największą radość ze zwykłego trwania przy Oblubieńcu, jak św. Teresa nazywa Chrystusa. Może to przypominać zachowanie św. Piotra z Taboru, który chciał utrwalić ową niezwykłą sytuację, stawiając trzy namioty (por. Mk 9, 5).

Ciało, duszę i ducha przenika niezwykłe, głębokie uciszenie, czuje w sobie wielkie, dziwnie uszczęśliwienie. Cały człowiek zostaje wciągnięty w głębokie skupienie, a wszystko zostaje poddane miłości tak, że czuje się nieraz zagubiony, bezwładny.

W tej swoistej opcji królewskiej, gdy człowiek staje się obywatelem królestwa Bożego, nabiera dystansu do współczesności, do obecnego wieku, do współczesnych zachwytów i również nadmiernej ważności spraw zewnętrznych. Zaczyna przeważać powaga spraw duchowych nad materialnymi.

Człowiek w stanie modlitwy odpocznienia pokornie oddaje się w ręce Boga. Ta stanowczość oddania siebie jest głębią prawdy samej modlitwy: „bądź wola Twoja”. Człowiek pragnie, by czyniona była jedynie Jego wola. Dochodzi tu do apogeum kwestia duchowej wolności, zanurzonej w Wolności Boga. Chrystus sam pokazuje nam w Eucharystii jak dalece sięga „bądź wola Twoja”, oddając się bezprzykładnie, jednoznacznie i całkowicie Ojcu, podkreślając cenę życia daną za każdego.

Pojawia się też inny skutek modlitwy: głębokie rozróżnienie spraw pierwszoplanowych od drugoplanowych, ważnych od nieważnych. Kształtuje się duchowa troska. Teresa tłumaczy: „O inny zaś chleb ziemski już się nie troszczcie, skoro raz z całego serca zdałyście się na wolę Bożą; Nie troszczcie się, mówię, w czasie modlitwy, w którym macie do uproszenia rzeczy ważniejsze. Dosyć macie kiedy indziej czasu, by się starać i pracować o chleb powszedni. Ale przy tej pracy o chleb codzienny nie zaprzątajcie zbytnio myśli waszych; niechaj ciało  pracuje na swoje utrzymanie, ale dusza niech odpoczywa. Zostawcie troskę o jej pokarm Oblubieńcowi waszemu – jak to wam mówiłam – bo On o niej nie zapomni). Właściwa troska (gr. kedia) pozwala uniknąć czegoś, co Ojcowie wschodu nazywają acedią – „chorobą duszy” objawiająca się niemożnością zaznania spokoju, dekoncentracją i apatią. Acedia powoduje rozproszenie, zmęczenie, wstręt do rzeczy świętych – zwłaszcza do modlitwy.

Teresa stosuje kilka sugestywnych obrazów, do łatwiejszego zrozumienia i wyobrażenia sobie natury tej modlitwy. Klasycznym  w tym względzie jest obraz dziecka ssącego pierś matki. „Dusza w tym stanie modlitwy odpocznienia podobna jest do dziecięcia jeszcze ssącego piersi, które matka trzyma na łonie i sama podaje mu pokarm w usta, a dziecko tylko go połyka i słodkością jego się lubuje, nie poruszając nawet wargami” (D 31, 9). Trzeba przyznać, że mleko matki, inaczej niż mleko zwierząt (krowy) posiada wszelkie potrzebne do funkcjonowania i rozwoju składniki. Zawiera nawet endorfiny – grupę hormonów peptydowych, wywołujących doskonałe samopoczucie i zadowolenie z siebie. One również generalnie wywołują stany euforyczne. Modlący się na podobieństwo dziecka „wciąga w siebie to duchowe mleko, które Pan podaje i napawa się słodkością jego, czując to i widząc, że Pan sam własną ręką swoją tę rozkosz na nią wylewa i nią się cieszy” (D 31, 9).

Teresa przypomina, że właściwym pokarmem jest Eucharystia. Teresa gani martwe wyobrażenie (D 34,11) o Eucharystii, gdy Msze i komunie przypominają kogoś, kto zawzięcie modli się do obrazu, mimo, że Pan prawdziwie przyszedł: „Byłoby to taką niedorzecznością, jak gdyby ktoś, mając u siebie wizerunek osoby mu drogiej, w chwili gdy taż osoba sama go odwiedza, nie chciał z nią mówić, a wolałby gadać do wizerunku”. Radość obecności staje się głęboka i rzeczywista. Eucharystia staje się karmicielką, zaspokaja głód duszy, głód eucharystyczny. Teresa mówi schronieniu się z Chrystusem w swym wnętrzu. Wtedy rozpala się żar serca, tak istotny dla hezychii. „Bo pod tą osłoną, która Go ukrywa, objawia On siebie każdemu, kto zechce wykorzystać Jego obecność, i choć dla oczu ciała jest niewidoczny, to przecież czyni siebie widocznym dla duszy, bądź przez zapalanie jej wielką żarliwością, bądź innymi drogami. Nie bójcie się więc, by jakkolwiek ukryty dla zmysłów, trzymał się w ukryciu przed tymi, którzy Go miłują; wy tylko wielkim i ochotnym sercem do Niego się garnijcie i przy Nim trwajcie (D 34,10). „Wiem także o tej duszy, że przez wiele lat, choć jeszcze nie była zbyt doskonała, w chwili Komunii świętej tak żywo czuła obecność wchodzącego do niej Chrystusa, jak gdyby Go na oczy widziała, a wzbudzając w sobie głęboką wiarę, witała Go, zstępującego do ubogiego domu jej serca i, odrywając się od wszelkich rzeczy zewnętrznych, chroniła się z Nim w swym wnętrzu. Tam zbierała w głębokim skupieniu wszystkie zmysły swoje, aby i one odczuwały to wielkie dobro i nie przeszkadzały duszy w używaniu go” (D 34, 7).

To trwanie w obecności Pana rozpala serce coraz mocniej zamieniając je w czysty płomień modlitwy: „Podobnie jak ogień, chociażby był wielki i silny, nie zagrzeje cię, jeśli się trzymasz z daleka od niego i będzie ci zimno, choć może mniej, niż gdybyś go wcale nie widziała – ale gdy się przybliżysz i ręce do niego wyciągniesz, zimno ustąpi i błogie ciepło owieje cię i przeniknie, tak i Pan Jezus jest wielkim ogniskiem szerzącym dokoła ciepło miłości swojej; ale dobrze się przy tym ogniu ten tylko zagrzeje, kto blisko do niego przystąpi. Gdy dusza jest przysposobiona – pragnieniem przyjęcia Go i złączenia się z Nim – jedna iskierka z tego ogniska na nią padająca, zapali ją całą i jedna chwila przebyta przy Nim pozostawia ją rozgrzaną na długie godziny” (D 35, 1).

Odnajdujemy w modlitwie odpocznienia te same elementy, co w modlitwie hezychastycznej: głębokie skupienie, przenikający wszystko pokój duchowy, żywe uczucie obecności Chrystusa, żar ognistej obecności Pana, przemieniające serce, czystą radość, nasycenie ducha.

bł. Teresa Benedykta od Krzyża [ur. 12 października 1891 we Wrocławiu, zm. ok. 9 sierpnia 1942 w KL Auschwitz II-Birkenau]

Wypowiedź bł. Teresy Benedykty – Edyty Stein – przytoczona we wstępie tej konferencji, wprowadza w najgłębszą istotę tego, co powiedziała na temat kontemplacyjnego zjednoczenia z Bogiem. W nim Teresa Benedykta mówi o doświadczeniu Boga, precyzuje pojęcie teologii mistycznej jako szczytu tego doświadczenia. Droga do tego doświadczenia zdaniem bł. Teresy Benedykty od Krzyża prowadzi jednak poprzez doświadczenie modlitwy wewnętrznej, w której człowiek rezygnując ze swoich władz powierza się w modlitwie całkowicie Bożemu prowadzeniu. Jest to modlitwa, którą cechują: głębokie milczenie, wewnętrzny spokój, cierpliwe zawierzenie się prowadzeniu Ducha Bożego.

Wypowiedzi bł. Teresy Benedykty – Edyty Stein w jej pismach po nawróceniu oraz w wypowiedziach tych, którzy bliżej ją znali, mówią o jej rozmodleniu oraz głębokiej więzi z Bogiem. Ks. Erich Przywara, jej spowiednik, kreśląc duchową sylwetkę Edyty Stein, ukazuje cztery podstawy tej jej pobożności: Pierwszą z nich jest tradycja żydowska, w której wzrastała. Może ktoś zapyta: jak mogła oddziaływać na nią tradycja żydowska, skoro nie była wierzącą Żydówką i w otoczeniu niewierzących braci? Tak ona, jak i jej rodzeństwo mieli nieustannie przed oczyma rodziców głęboko wierzących według swoich tradycji i wraz z nimi uczestniczyła w we wszystkich praktykach religijnych. Edyta w wieku lat 14 stała się obojętną w wierze, ale nie zapomniała o tradycji, z której wyrosła. Wystarczy czytać jej pisma, by przekonać się jak mocno tkwi w Starym Testamencie. Ks. Przywara podkreśla, że hebraizm przejrzysty: jeden Bóg, jedno prawo, jeden kult, w ujęciu matki nieustannie był w jej świadomości.

Po przyjęciu chrztu św. na tę tradycję nałożyły się cztery następne: dominikańska, benedyktyńska, karmelitańska oraz ignacjańska. Z doktryną św. Tomasza z Akwinu spotkała się o wiele wcześniej, stając się najwierniejszą uczennicą Husserla i wierną interpretatorką Tomasza z Akwinu. Wszystkie jej pisma są przeniknięte jego duchem. Z duchem benedyktyńskim spotyka się w liturgii Kościoła, w czym nie małą rolę miała jej przyjaźń z s. Adelgundą Jaegerschmid, benedyktynką z Fryburga, do której pisze wiele listów. Z duchowością ignacjańską zetknęła się jeszcze przed nawróceniem. Wtedy, po przeczytaniu „Ćwiczeń” św. Ignacego miała powiedzieć, że nie można ich jedynie czytać; należy wprowadzać je w czyn. I wreszcie wejście w duchowość karmelitańska która ją ostatecznie doprowadza do nawrócenia i przynagla do wstąpienia do Karmelu.

Doświadczenie Boga w wymiarze duchowym opisuje Edyta Stein w Twierdzy duchowej. Napisała ją jako uzupełnienie do swej podstawowej pracy: „Byt skończony a byt wieczny”. W „Twierdzy duchowej” dopełnia obraz człowieka, jego duszy świadectwem mistycznego jej ujęcia przez św. Teresę od Jezusa w jej „Twierdzy wewnętrznej”. Pierwsze trzy mieszkania przekazują treści na temat naturalnego doświadczenia Boga, niemniej podjętego przez człowieka wierzącego, tzn. takiego, który przez wiarę wie o Bogu i jego odniesieniu do człowieka. Owo „wie” oznacza naturalne poznanie Boga oraz poznanie Go przez wiarę. Człowiek więc dowiaduje się o tych prawdach współpracując z łaską Bożą. Za św. Teresą powtórzy, że „Bramą, którą się wchodzi do tej twierdzy jest modlitwa i rozważanie”. Takie określenie wstępnego stanu człowieka wchodzącego do twierdzy poucza, że jest to człowiek wierzący w Boga, który pragnie z Nim pogłębić swą więź.

Jak konkretnie Edyta Stein przedstawia tę modlitwę? Przede wszystkim przypomina o łasce Bożej, która uzdalnia do modlitwy. Do człowieka należy otwieranie się na łaskę przez poddanie woli gotowej i na przyjęcie Boga i pozwolenie Mu, aby sam kształtował duszę. „Wymaga to … opróżnienia siebie i wyciszenia”. Jest to w rzeczywistości robienie w sobie przestrzeni dla Boga. Mówi o tym, jako jeszcze osoba żyjąca w świecie, do pewne go stowarzyszenia katolickiego kobiet. Są to zaledwie cztery strony druku. Przebija przez te strony olbrzymie własne doświadczenie i zarazem głęboka znajomość trudności, które może człowiek napotkać na drodze wyciszenia. Radzi rozpoczynać dzień, jeśli jest to tylko możliwe, Mszą św. i Komunią, a potem dopiero wejść w kierat pracy. W każdym wypadku należy się zatroszczyć, by pierwsza godzina dnia należała do Pana. Nerwowością i zagonieniem niczego się nie przyśpieszy. Kiedy ktoś spotyka się z niesprawiedliwością, nie może wykonać zaplanowanej pracy, nachodzą obawy i lęki, rozdrażnienie i tym podobne, należy wejść choćby na moment w ciszę. I znów trzeźwa rada: „Musimy siebie na tyle znać i starać się poznać, aby wiedzieć, gdzie i jak szukać pokoju”. Uważa, że najlepiej uczynić to przed Tabernakulum. Wie jednak, że ten sposób nie dla wszystkich jest w każdej chwili dostępny. Kogoś w to wyciszenie może wprowadzić chwila medytacji, odpoczynku we własnym pokoju lub chwila przechadzki. Wszystko to należy przewidzieć w ramach roztropnie sporządzonego porządku dnia”.

Modlitwa jest bramą do doświadczenia pełni tego życia. Modlitwa chrześcijańska, pisze Edyta Stein, powinna przeniknąć całe życic człowieka. Jest to modlitwa Chrystusa, ponieważ On podniósł ją mocą swego Wcielenia do tajemnicy własnej modlitwy. Ta modlitwa jest uwielbieniem z Chrystusem Boga Ojca, wyrażonym doskonale w doksologii Modlitwy Eucharystycznej: „Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie Boże Ojcze Wszechmogący, w jedności Ducha Świętego, wszelka cześć i chwała na wieki wieków”.

Ta modlitwa jest dostępna dla człowieka przy jego współpracy z łaską Bożą. Jej szczytem w wymiarach naturalnych jest modlitwa, którą św. Teresa od Jezusa nazywa modlitwą skupienia czynnego. Święta umieszcza ją w pierwszej części czwartego mieszkania Twierdzy wewnętrznej.

Modlitwa w ramach doświadczenia naturalnego, jakkolwiek bardzo głęboka, przez wiarę zjednoczona z modlitwą Chrystusa nie dosięga Boga w Nim samym. Dopiero modlitwa mistyczna wprowadza „w zjednoczenie z Niewysłowionym, dokonywującym się w zamilknięciu wszystkiego”. Niemniej doświadczenie naturalne Boga jest przygotowaniem do pierwszego stopnia modlitwy nadnaturalnej – modlitwy uciszenia, nazywanej przez św. Teresę od Jezusa modlitwą skupienia biernego. Jest to jej zdaniem pierwszy etap modlitwy określanej mianem modlitwy wewnętrznej lub jak kto woli modlitwy serca. Skupienia biernego, które określa ten rodzaj modlitwy nie nabywa się jednak rozumem lecz poprzez udzielane przez Boga nadprzyrodzone światło. Teresa Benedykta tak to określa: „Nie skupia się na tym, co się słyszy lub myśli, wyczuwa się jednak wyraźnie łagodne pociąganie do wnętrza”. Modlitwa skupienia czynnego, dzięki uproszczeniu poprzez intuicyjne poznanie i odnajdywane w sobie uczucia wnosi wiele radości. Pociechy stąd płynące mają swe źródło w ludzkiej naturze i prowadzą do Boga. W modlitwie uciszenia pociechy te natomiast pochodzą wprost od Boga. Edyta Stein tak je obrazuje: „Pociechy pochodzące od człowieka – to woda spływająca do zbiornika z wielkim szumem. Modlitwa uciszenia czerpie wodę bezpośrednio ze źródła, którym jest Bóg”. Tak zdaniem bł. Teresy Benedykty od Krzyża zaczyna się mistyka.

Doświadczenie mistyczne Boga jest osobowe i bezpośrednie. Rozpoczyna się ono od „poczucia obecności Boga”, co stanowi najniższy stopień mistycznego życia modlitwy. Docelowo prowadzi poprzez różne stopnie i przejścia do kontemplacji wlanej i trwałego zjednoczenia z Bogiem. Edyta Stein wyjaśnia, że w tym doświadczeniu człowiek bezpośrednio nie widzi Boga w znaczeniu oglądania zmysłami czy rozpoznawania rozumem. W ścisłym znaczeniu osobowe doświadczenie Boga ma miejsce w wizji uszczęśliwiającej. Tu na ziemi doświadczający Boga wchodzi w ciszę pełną ładu, wolną od kajdan działalności. Trwając w „Duchu Odwiecznego Postanowienia” prowadzi walkę modlitwy w pokoju. Jej podstawą jest świadomość całkowitego wypełniania woli Boga na Jego większą chwałę. W tym stanie doświadcza się jedności życia w Bogu, „wszystko staje się jednym: spoczynek i czyn, patrzenie i działanie, milczenie i mowa, nadsłuchiwanie i udzielanie, miłosne oddanie i rozlanie się miłości w dziękczynnym uwielbieniu”. Zostaje jedynie czekanie na pełnię.

W swoim odkrywaniu Boga Edyta Stein dotyka tajemnicy Trójcy Świętej. Uczy, że taka modlitwa – modlitwa zjednoczenia i całkowitego otwarcia na Boże działanie pozwala nam odkrywać odbicie Trójcy Świętej w stworzeniach, szczególnie obraz Boga w człowieku.

Teresa Benedykta – Edyta Stein doskonale orientuje się w tajemnicach mistycznego zjednoczenia z Bogiem i rzuca nowe światło na to doświadczenie Boga. Podkreśla często, że do tej formy modlitwy, która jest całkowicie darem Boga prowadzi jednak modlitwa ciszy, modlitwa wewnętrzna, modlitwa całkowitego wyciszenia naszych zmysłów na rzecz zupełnego powierzenia się prowadzeniu Ducha Świętego. Jest ona pewnym sposobem przygotowanie wnętrza, aby mógł wytrysnąć z niego wewnętrzny strumień modlitwy prowadzącej do całkowitego zjednoczenia z Bogiem, aby jednak tak się stało musi dokonać się całkowite wewnętrzne oczyszczenie człowieka. Jest to etap, którego w żaden sposób przyśpieszyć ani przeskoczyć się nie da, etap będący nierzadko dosyć dramatycznym duchowym doświadczeniem człowieka, ale koniecznym do tego, aby Bóg rzeczywiście stał się wszystkim we wszystkim.

Zakończenie

Zarówno św. Teresa od Jezusa jak i bł. Teresa Benedykta  – Edyta Stein identyfikują istotę chrześcijańskiej mistyki ze zjednoczeniem z Bogiem, o którym św. Jan od Krzyża poucza, że wymaga doskonałej zgodności ludzkiej woli z wolą Bożą (DGK II, 5). Lektura ich pism, pozwala odnaleźć istotne cechy życia mistycznego u ich autorek. Ich droga do mistycznego zjednoczenia z Bogiem jest świadectwem na to, że Bóg poszukuje każdego człowieka nie patrząc na granice formalnej przynależności religijnej i sytuacji, w jakiej człowiek się znalazł. Potrafi dokonywać cudów wewnętrznej przemiany ludzkiego serca, gdy ten jest tylko otwarty naprawdę i miłość Boga. Zauważyć należy ogromny wpływ wychowania rodzinnego na późniejsze wybory człowieka. W przypadku Edyty Stein nawrócenie na chrześcijańską wiarę Edyta pośrednio zawdzięcza swojej matce, która tak głęboko wpoiła jej umiłowanie prawdy. Zawdzięcza je jednak przede wszystkim sobie, temu, że pozostała osobą tak bardzo szlachetną i wierną własnemu ludzkiemu bytowi, co otwarło jej drogę i doprowadziło do Bytu Wiecznego. W przypadku św. Teresy było to zamiłowanie do naśladowania świętych i zachwyt nad ich zjednoczeniem z Bogiem, które towarzyszyło jej od dzieciństwa.

Zakończmy te rozważania jednym z ostatnich świadectw literackich, które potwierdzają wzniosłość życia mistycznego bł. Teresy Benedykty od Krzyża:

„Kim jesteś, słodkie Światło, które mnie zalewasz

i rozjaśniasz ciemności mojego serca?

Ty mnie prowadzisz swą ręką jak matka;

Jeżeli mnie pozostawisz,

Nie postąpię naprzód nawet jednego kroku.

Jesteś przestrzenią, która ogarnia moje istnienie

i w której ono się ukrywa.

Gdybyś mnie opuścił, runęłoby w przepaść

nicości, z której je podniosłeś do istnienia.

Jesteś bliżej mnie niż ja sobie (…),

Jednakże jesteś niepojęty

I łamiesz łańcuchy każdego imienia:

Duchu Święty – Wieczna Miłości!”

Cytat za: Giovanna della Croce, Preghiera liturgica…, s. 102.