Jeżeli chodzi o duchowość autorytarną – bardziej rozpowszechnioną w naszej kulturze – to punktem wyjścia dla niej są pewne ideały, do których dążymy lub cele jaki mamy osiągnąć. Drogą do ich osiągnięcia jest naturalnie nasz wysiłek, na który składają się takie metody jak asceza. A wszystko to wypływa ze studiów nad Pismem Świętym, nauką Kościoła i naszych wyobrażeniach o sobie. Duchowość autorytarna, to taka, która stawiając człowiekowi pytania na drodze życia duchowego, szuka odpowiedzi na pytanie: Jak powinien postępować chrześcijanin? Jaki chrześcijanin powinien być? Jakie postawy powinien ucieleśniać w swoim życiu? Nie trudno zatem dostrzec, że jest to duchowość, która wypływa z ludzkiej tęsknoty za tym, by stawać się ciągle lepszym, doskonalszym, by wznosić się coraz wyżej po to, by coraz bardziej zbliżyć się do Boga. Takie podejście (choć pytając nie o chrześcijaństwo) odnaleźć można już w mentalności Starego Testamentu. W chrześcijaństwie tendencje te rozwinęła postoświeceniowa teologia duchowości ostatnich trzech wieków. Jednak ostatnie odkrycia duchowości jak również psychologii bardzo sceptycznie odnoszą się do tego rodzaju duchowości. Dlaczego?
To proste. Widzą w niej bowiem niebezpieczeństwo prowadzące do wewnętrznego rozdarcia człowieka. Ten bowiem, kto identyfikuje się z ideałami (co nie rzadko się zdarza), ma bardzo często tendencję do tłumienia w sobie wszystkiego, co tym ideałom nie odpowiada. A to może prowadzić do rozdarcia a nawet choroby.
Zupełnie inne spojrzenie proponuje nam tzw. duchowość nieautorytarna. Jest to duchowość, której zręby odkrywamy już u pierwszych chrześcijańskich mnichów udających się na pustynię Egiptu. Zakłada ona, że Bóg przemawia do nas nie tylko przez Pismo Święte i głos Kościoła, lecz przede wszystkim przez nas samych, przez nasze myśli, uczucia, nasze ciało, nasze marzenia ale także przez nasze słabości jak również przez ból egzystencjalny, jaki towarzyszy naszemu życiu. Pierwsi mnisi kładli nacisk na prawdę tam dobitnie wyrażoną słowami Ewargiusza z Pontu: „Jeżeli chcesz poznać Boga, poznaj najpierw samego siebie”. Dlatego swoją duchową ścieżkę zaczynali od poznania siebie, drzemiących w nich namiętności, po to, aby w tym wszystkim znaleźć i rozpoznać działającego w życiu człowieka Boga. Zatem wedle nauki pierwszych Ojców Kościoła wznoszenie się ku Boga zakłada najpierw zanurzenie się w naszą wewnętrzność, w głębiny naszej podświadomości. Nie jest to zatem szeroka droga i przestronna brama, jaka dochodzi się do poznania Boga, lecz wąska i niejednokrotnie kręta ścieżka, prowadząca przez manowce, niepowodzenia, rozczarowania sobą, gdyż to nie nasze cnoty otwierają nas na Boga i Jego działanie lecz nasze słabości, nasza niemoc i nasze grzechy. „Tam gdzie wzmógł się grzech jeszcze obficiej rozlała się łaska” [Rz 5,20]
W duchowości nieautorytarnej nie chodzi jednak wyłącznie o to, abyśmy wsłuchiwali się jedynie w głos Boga rozbrzmiewający w naszych myślach, uczuciach, namiętnościach, czy słabościach, które mają nas prowadzić do odkrycia w sobie obrazu Boga na podobieństwo którego zostaliśmy stworzeni. Nie chodzi również o to, aby wznosić się ku Bogu przez wniknięcie w głąb samego siebie. Bardziej istotne jest to, abyśmy tam, gdzie dotrzemy już do kresu naszych możliwości, stali się otwarci na działanie i osobisty kontakt z Bogiem. Jak naucza Ewargiusz – prawdziwa modlitwa, to ta, która wypływa z otchłani naszych potrzeb i doświadczenia naszej bezsilności. Doskonałym komentarzem do tej duchowości jest to, co w swojej książce napisał Jean Lafrance – profesor socjologii i psychologii University of Southern California, bazując na własnym doświadczeniu: „Wszystkie wysiłki zmierzające do pojęcia Boga
przy pomocy ascezy i modlitwy są pozbawione sensu: przez to upodabniamy się ciągle do Prometeusza, który chce posiąść płomień niebiański. Jest istotne, by rozpoznać, jak dalece obrany przez nas model doskonałości zmierza w kierunku, który jest sprzeczny z tym, jaki wskazał nam Jezus w Ewangeliach… Jezus nie ustawił przed nami drabiny doskonałości, po której człowiek szczebel po szczeblu ma się wspinać, aby na szczycie dosięgnąć Boga, lecz wskazał nam drogę, na której doświadczamy głębokich upokorzeń… Tak więc na skrzyżowaniu dróg winniśmy dokonać wyboru, którą z nich chcemy podążać, aby dojść do Boga.
Tą, która wznosi się, czy tą, która opada. Na podstawie moich doświadczeń chciałbym wam od razu powiedzieć: jeśli chcecie dojść do Boga poprzez cnoty i bohaterstwo, możecie to uczynić. Macie do tego pełne prawo; ja jednak chciałbym was ostrzec, iż będziecie przy tym walić głową w mur. Jeśli jednak chcecie podążać drogą pokory, a musicie tego naprawdę chcieć, nie wolno wam lękać się zanurzyć w głębiny własnego ubóstwa” [J. Lafrance, Der Schrei des Gebetes]
Duchowość nieautorytarna pyta zatem; Co powinniśmy czynić wówczas, gdy nam się nic nie udaje? oraz Jak winniśmy obchodzić się ze skorupami naszego rozbitego życia i jak możemy stworzyć z nich coś nowego?
Jak wspomniano na tej drodze fundamentem jest pokora, ale rozumiana nie jako cnota, którą możemy nabyć przez upokarzanie się czy poniżanie, gdyż pokora nie jest cnotą społeczną i nie ma nic wspólnego z wzajemnymi stosunkami pomiędzy ludźmi. Pokora jest postawą religijną, która ukazuje nasz stosunek do Boga. Greckie słowo humilitas oznacz ona pogodzenie się z naszą ziemską kondycją i istotą, z naszą przyziemnością, na którą składa się również świat naszych popędów i słabości. Jest pogodzeniem się z naszym cieniem. Jest to odwaga przyznania się do prawdy o sobie. Podkreślmy to raz jeszcze: Pokora jest tym, co określa nasz stosunek do Boga i dlatego stanowi dla wszystkich religii kryterium prawdziwej duchowości, właśnie dlatego, że wskazuje na to najgłębsze miejsce w nas, w którym możemy spotkać Boga prawdziwego i z którego może wypłynąć to, co ojcowie starożytni nazywają prawdziwą modlitwą.
Właśnie dlatego współczesne psychologia nie ma zastrzeżeń do tego rodzaju duchowości, ponieważ jest dla niej, tak jak dla starożytnych mnichów z Egiptu oczywiste, że człowiek jedynie przez szczere poznanie samego siebie jest w stanie odkryć swoją wewnętrzną prawdę i tożsamość.
Dlatego duchowość, którą nazywamy nieautorytarną jest najprostszą drogą ku naszemu prawdziwemu „ja” oraz ku Bogu, prowadzącą jednak z konieczności poprzez zagłębienie się w tym, co stanowi rdzeń naszej osoby a także przez doświadczenie własnej niemocy i niepowodzeń jako punktu wyjścia dla naszej prawdziwej modlitwy, która jest przyzywaniem mocy samego Boga i szansy odkrycia nowego stosunku do Boga działającego w naszym życiu mimo doświadczenia naszej niemocy. I właśnie dlatego Mark Baker nazywa Chrystusa Największym Psychologiem wszech czasów, gdyż droga jaką ukazuje duchowość nieautorytarna z jednej strony jest swoistym procesem terapeutycznym prowadzącym człowieka do poznania swojego prawdziwego oblicza, z drugiej zaś do doświadczenia tego, co ojcowie starożytni określali mianem prawdziwej pobożności, która poprzez doświadczenie niepowodzeń prowadzi nas do modlitwy, która jest wołaniem „z głębi naszej otchłani” i która otwiera nas na doświadczenie obecności i działania Boga w Naszym życiu oraz na większe zaufanie do Niego.


