Słowa Ewangelii według Świętego Marka
Apostoł Jan rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami».
Lecz Jezus odrzekł: «Przestańcie zabraniać mu, bo nikt, kto uczyni cud w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami». (Mk 9, 38-40)
Dla mnie dzisiejszy fragment Ewangelii można by nazwać apelem Jezusa o niewykluczanie. To dobra Ewangelia na dzisiejsze czasy, w których równie chętnie mówi się o tolerancji, co o wykluczeniu. Wystarczy żeby ktoś miał inne poglądy, myślał inaczej niż my, robił inaczej niżbyśmy sobie tego życzyli a już stawiamy go po drugiej stronie barykady opatrując często etykietą „przeciwnik”. Bo łatwiej jest kogoś wykluczyć, zhejtować (używając popularnego dziś terminu) niż zrozumieć. I dotyczy to nie tylko ludzi świeckich czy niewierzących. Ten problem dotyka także wspólnot kościelnych myślących ekskluzywistycznie. Zresztą śmiem twierdzić, że właśnie z wykluczenia wzięły się przynajmniej niektóre podziały w chrześcijaństwie (i dopiero historia pokazała, że w rzeczywistości wcale nie różniło nas aż tak wiele, żeby nasze drogi musiały się rozejść: tu mam na myśli np. kościoły katolicki i prawosławny). Ekumenizm, który dzisiaj uprawiamy również nie jest wolny od myślenia pełnego uprzedzeń dlatego tak opornie idzie do przodu mimo, że ma już za sobą setne urodziny.
«Kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami». Ile mądrości i otwartości jest w tym zdaniu. Bo czy nie taka powinna być miłość, po której my – chrześcijanie winniśmy być rozpoznawani w świecie. Jezus zawsze zawstydzał ludzi uważających się za głęboko wierzących swoją otwartością: na grzeszników, na celników, na inaczej myślących – słowem tych, którzy przez Elity żydowskie zostali wykluczeni.
W okresie mojego dzieciństwa popularne były jeszcze pamiętniki, w których zbierało się mądre i bezcenne wpisy innych osób. Pamiętam zdanie, które wpisał mi mój dziadek: „Szukaj w ludziach dobra”. Sądzę, że to piękny komentarz do dzisiejszej Ewangelii, pod którym podpisałby się Jezus, bo sam tak robił. Zresztą, jak dodaje dziś w pierwszym czytaniu św. Jakub: «Kto zaś umie dobrze czynić, a nie czyni, ten grzeszy». (Jk 4, 13-17)
Medytacja ponieważ jest podążaniem za słowem Jezusa a dosłownie za Nim samym (bo przecież to On jest Słowem) uczy nas przez wsłuchiwanie się przez jego pryzmat w nas odkrywania w nas dobra; uczy nas także przez praktykę wsłuchiwania się w drugiego człowieka, bo bez tego warunku nie sposób zrozumieć drugiego ani znaleźć/usłyszeć w nim dobro.
Dla mnie medytacja to piękna i praktyczna szkoła jedności (i nie wykluczania). Uczy, że możemy medytować z chrześcijanami innych denominacji, z buddystami, z muzułmanami bez uszczerbku dla naszej wiary a nawet zyskując jej umocnienie. Uczy, że cisza jest lepszą przestrzenią porozumienia niż hałas. Bo hałas niszczy a cisza uzdrawia.
