Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Obumrzeć…

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.

Ten, kto miłuje swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne.

A kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec». (J 12, 24-26)

Medytacja jest doświadczeniem, w którym siadamy w gronie uczniów Jezusa, tak jak kiedyś czynili to Apostołowie, aby wsłuchiwać się w Jego słowo. Śmiem twierdzić, że poprzez doświadczenie medytacji stajemy się bliżsi Jezusa. Jezus mówi nam dzisiaj coś bardzo ważnego, co dotyczy najgłębszego sensu i kierunku naszej wiary i naszego życia.

Jezus mówi dziś o ziarnie, które wpadłszy w glebę obumiera, aby wydać plon. Spróbujmy najpierw to ziarno odnieść do medytacji a dosłownie do wezwania, które jej towarzyszy. Ono jest jak ziarno padające w głębię naszego serca. Nie zatrzymujemy się na mim. Pozwalamy, aby wypowiedziane zjednoczyło się z naszym sercem, dosłownie obumarło tam, po to by z niego mogła się zrodzić łaska, która to serce przemienia.

Wierzymy bowiem iż nie bez znaczenia jest wezwanie – słowo, które nam towarzyszy w medytacji. To, które ma odniesienie do imienia Jezus jest dla nas nośnikiem Jego obecności i łaski, dlatego ma moc przemieniać nasze serce, jeśli się na nie otworzymy.

Tych słów wezwania w trakcie jednej medytacji wypowiadamy wiele, ale to także symbol tego, że Bóg jest hojnym Siewcą. Chce w naszym sercu zasiać jak najwięcej swojej łaski, bo wówczas jest szansa, że będzie ona na nie bardziej oddziaływała. Taka zresztą była od samego początku idea Modlitwy Jezusowej, jako modlitwy nieustannej, aby jej wypowiadania nie ograniczać tylko do czasu ściśle poświęconego modlitwie, ale aby wracać do niej w każdej możliwej i okoliczności, bo jak czytamy w Opowieściach Pielgrzyma „Serce, które jest zajęte recytacją słów Modlitwy Jezusowej jest odporne na to, aby zaśmiecały je sprawy świata”.

Dlatego abp. Anthony Bloom – prawosławny metropolita Londynu i wielki nauczyciel modlitwy przyrównuje Modlitwę Jezusową do zbroi, która chroni nasze serce od ataków złego ducha.

Rzeczone ziarno z dzisiejszej Ewangelii można też rozumieć, jako symbol naszego życia.

Jezus przypomina, że nasze życie może wydać obfity plon albo też zostać samo. Wszystko zależy od tego, czy gotowe jest obumierać. To obumieranie oczywiście dotyczy naszego ego a w praktyce jest nim nasza miłość – czyli życie dla innych. Jej brak i skupienie się jedynie na sobie i miłości własnej, do czego nieustannie kusi nas nasze ego skazuje nas na samotność. Tę samotność Merton w komentarzu do dzisiejszej Ewangelii określa: „usychaniem życia w skorupie egoizmu”.

Jezus uczy nas na własnym przykładzie, że nasza zdrowa miłość do własnego życia ujawnia się przez to, że nie będziemy się bali go tracić, co w języku semickim oznaczało znane powiedzenie: „jeśli wyzbędę się życia dla siebie zaowocuję tym, że oddam je dla innych”.

Jezus chce nas przekonać, że prawdziwa miłość jest wieczna, stąd jedynie życie nasycone miłością staje się wieczne a jednocześnie gotowe iść pod prąd egoistycznym trendom świata.

Można powiedzieć, że dobrze przeżyta medytacja uczy nas tracenia: tracimy czas; tracimy okazję by spełniać zachcianki naszego ego; tracimy też kontrolę nad naszą modlitwą pozwalając, aby przejął ją w pełni Jezus, któremu z całkowitym zawierzeniem oddajemy się wypowiadając słowa: „Panie Jezu, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem”, lub „Jezu ufam Tobie”.

Jak to ładnie określił benedyktyn o. John Main, że dzięki medytacji stajemy się dla Jezusa jak słudzy: gdzie On jest, tam i my. Niech wezwanie modlitwy serca pomaga nam obumierać dla siebie aby bardziej żyć dla Jezusa i dla innych.