Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Spojrzenie wiary

Z Ewangelii według Świętego Jana

Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat.

Lecz Jezus im odpowiedział: «Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam».

Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu.

W odpowiedzi na to Jezus im mówił: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili.

Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia.

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak również dał to Synowi: mieć życie w sobie. Dał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym.

Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, kiedy wszyscy, co są w grobach, usłyszą głos Jego: i ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie do życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie do potępienia.

Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy; szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał». (J 5, 17-30)

Wiele rzeczy w otaczającej nas rzeczywistości może nas zniechęcać i smucić. Przede wszystkim toczące się w świecie konflikty wojenne. Mogą to też czynić podziały, niesprawiedliwość i przemoc (także ta słowna, co dla nas opierających się w duchowości medytacyjnej na słowie ma szczególnie bolesny wydźwięk). Być może doświadczamy także w swojej codzienności jakichś trudnych wydarzeń, naszej słabości czy ograniczoności. Być może czujemy się zawiedzeni ludzkim działaniem lub po prostu jego brakiem.

Dzisiejsza Ewangelia zachęca nas do postawy kontemplatywności. Za tym słowem, którego używają tacy nauczyciele życia duchowego jak m. in. Franz Jalics, czy Richard Rohr, kryje się postawa takiego przyglądania się otaczającej nas rzeczywistości w duchu wiary, która odkrywa przed nami Boże działanie. To właśnie w dostrzeganiu działania Ojca w świecie Jezus upatruje swoją siłę. To ważna podpowiedź dla nas. Tak patrz na świat, tak czytaj wiadomości, tak słuchaj ludzi, aby dostrzec działanie Miłosiernego i Dobrego Ojca w tym świecie. Nawet jeśli jest w nim tak wiele zła. Bo obecność Boga i Jego miłości jest większa od tego zła, choć czasem ukryta.

Takiego kontemplatywnego sposobu patrzenia chce nas nauczyć także codzienna praktyka medytacji. Ktoś pięknie określił swoją codzienną praktykę mówiąc: „medytuję dla uzyskania większej miłości w byciu, w patrzeniu, w działaniu.”

Medytacja ucząc uważniejszego słuchania i przypatrywania się rzeczywistości zachęca nas do wejścia w postawę wewnętrznego poznania „tylu i tak wielkich dóbr otrzymanych od Boga, abyśmy w pełni przejęci wdzięcznością za nie uczyli się we wszystkim uwielbiać Boga”, oddając Mu tym samym cześć – jak chce tego Jezus w dzisiejszej Ewangelii.

Łatwo jest nam się dziś zniechęcić człowiekiem lub okolicznościami życia. Musimy w sobie wyrabiać postawę uważnego i wdzięcznego patrzenia na świat w duchu wiary w dobroć Boga. Ucząc się w ten sposób widzenia tego, co na pierwszy rzut oka wydaje się być niewidoczne: Bożego działania. Przecież Bóg jest dobry! Również w złym świecie. Wierzymy w to. I naszym zadaniem jest pozwalać, aby ta wiara i to widzenie stawały się widoczne w naszym życiu także dla innych.

Wypełnić wszystko miłością

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim”. (Mt 5, 17-19)

Co można wypełnić? Coś, co jest puste, niepełne. Jeżeli szklanka jest do połowy pełna, to można ją czymś wypełnić. Jezus wypełnił Prawo miłością, którą żył, której nauczał i w imię której pozwolił, by Go przybito do krzyża.

On sam pozwolił, aby wypełniała Go miłość Ojca, jaką jest Duch Święty. Jego pokarmem było wy-pełnienie woli Ojca.

Nam także Bóg daje prawo. Chociażby Prawo Dziesięciu Przykazań, Prawo Ewangelii, Prawo Ośmiu Błogosławieństw.

Co się stanie, jeśli nie będziemy starali się ich wypełniać widząc w nich miłość i troskę Boga o nasze dobro?

Zamiast dostrzegać w nich drogowskazy dobrego życia zaczniemy dostrzegać w nich coś, co nas ogranicza a może nawet zniewala. A stąd już prosta droga do tego, żeby zacząć je znosić, zmieniać, tłumaczyć sobie, że to nie na nasze czasy?

Jeśli nie dostrzeżemy w przykazaniach przejawu Bożej miłości, to wcześniej czy później staną się one jednym wielkim ciężarem, który trzeba z siebie zrzucić w imię źle pojętej wolności.

Misja Jezusa polegała na tym by wszystko wypełnić miłością Boga. Nasza misja, to nic innego, jak kontynuowanie dzieła naszego Nauczyciela i Mistrza. Warto zapytać: ile miłości jest w tym wszystkim, co robimy na co dzień? Czym wypełniam przestrzeń swego serca?

Praktyka medytacji, to nic innego jak zgoda na to, aby Bóg wypełniał nas swoim słowem, które jest drogowskazem na trasie naszej wewnętrznej wędrówki i swoją łaską. Bo możemy dawać innym czerpiąc z tego to, co sami otrzymaliśmy.

Milcząca obecność

Z Ewangelii według Świętego Łukasza

Rodzice Jezusa chodzili co roku do Jeruzalem na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został młody Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest wśród pątników, uszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go.

Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami.

Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: «Synu, czemu nam to uczyniłeś? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie».

Lecz On im odpowiedział: «Czemu Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca?» Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział.

Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. (Łk 2, 41-51a)

Spotykamy się dziś w Ewangelii z Maryją i Józefem w drodze. Szukają Jezusa z bólem serca.

Szukali swojego Syna z bólem serca, bo wiedzieli doskonale, że utracili najcenniejszy skarb, jaki posiadali.

To wydarzenie opisane w dzisiejszej Ewangelii bywa interpretowane przez mądrość Ojców Pustyni, jako swoiste „ukrycie się” Boga przed człowiekiem, by następnie dać się Mu odnaleźć na nowo. Doświadczenie pozornego „braku” Boga w moim życiu – powinno zrodzić w nas zdrowy smutek i ból. Nie chodzi jednak o to, aby skupić się na samym doświadczeniu bólu czy smutku. One powinny pozwolić nam dostrzec, jak Bóg jest dla nas cenny i jak może wyglądać życie bez Niego.

Matka Teresa z Kalkuty, która – jak wiemy ze świadectw postulatora jej procesu beatyfikacyjnego ojca Briana Kołodziejczuka – miała za sobą doświadczenie bardzo długiej „duchowej nocy”;  przez długie lata miała wrażenie, że Bóg ją opuścił! Jej listy do kierowników duchowych przez wiele lat pełne są odniesień do „duchowej nocy”, która dochodziła aż do poczucia, że Bóg jej nie kocha. Odczuwała nawet pokusę zwątpienia w istnienie Boga.

W swym dzienniku duchowym, w latach 1959-1960 napisała do swego kierownika duchowego: „Odczuwam w mojej duszy straszliwy ból utraty, mam odczucie, że Bóg mnie nie chce, że Bóg nie jest Bogiem, że Bóg w rzeczywistości nie istnieje.” A jednak ta święta zakonnica była zawsze przekonana, że Bóg istnieje i że ma plan w odniesieniu do jej życia, nawet gdy nie odczuwała Jego obecności.

W Nie bójmy się zatem tego niepokoju a nawet bólu, który towarzyszy nam w prawdziwym poszukiwaniu Boga w życiu, w nowych sytuacjach, w nieoczekiwanych wydarzeniach.

Maryja, która doświadczyła bólu utraty Jezusa, uczy nas dzisiaj tego poszukiwania.

Uczmy się od Maryi i Józefa, jak szukać Jezusa w drodze – w naszej codzienności.

On daje się znaleźć!

Medytacja jest tego najlepszym doświadczeniem!

Nawrócić się… sercem

Słowa Ewangelii według Świętego Łukasza

Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: «To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia.

Królowa z południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.

Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz». (Łk 11, 29-32)

Dzisiejsza Ewangelia nawiązuje do proroka Jonasza, który głosił nawrócenie mieszkańcom Niniwy.

Może w porównaniu z Jezusem nie był kimś nadzwyczajnym. Był zwykłym wierzącym mężczyzną, który bardziej zaufał Bogu niż własnym odczuciom. Choć pamiętamy, że nie od początku tak było. Przeżył nawet bunt wobec planów jakie miał Bóg wobec mieszkańców Niniwy, uważając je za niesprawiedliwe i uciekając przed misją głoszenia im potrzeby nawrócenia. Na szczęście ostatecznie zaufał Bogu i Jego planom.

I Okazało się, że jego działanie i postawa były wystarczające do nawrócenia Niniwitów, choć z ludzkiego punktu widzenia zrobił niewiele. Przeszedł przez miasto wzywając do nawrócenia. Ale stał się narzędziem łaski a to ona ostatecznie staje się źródłem ludzkiej przemiany.

Podobnie królowa Saba, która przybyła do Salomona. W zbudowanej przez niego świątyni oraz w udzielonej mu łasce mądrości ujrzała odbicie samego Boga.

Można powiedzieć przywołując stare porzekadło: „Kto chce szuka sposobu, aby się nawrócić. Kto nie chce szuka powodu, aby nie pójść za Jezusem i za Jego słowem, by żyć tak, jak żył do tej pory.”

Św. Teresa z Avila uczyła, że „gdy Bóg udziela nam jakiejś łaski, to wielką pokusą staje się skupienie na samej łasce, a nie na tym, do czego ona ma nas poprowadzić: czyli do przemiany, do nawrócenia, do upodobnienia się do Jezusa i do postawienia Boga na pierwszym miejscu. Aby to pierwsze miejsce Bogu zagwarantować trzeba zrezygnować ze skupiania się na sobie, trzeba zamilknąć…”

Bo tylko wówczas kiedy milkniemy (kiedy milkną nasze oczekiwania – tak jak stało się to w przypadku Jonasza) Bóg może w końcu swobodnie w nas przemawiać i w nas działać. A potem przez nas w życiu innych. Tę postawę nazywamy pokorą.

W medytacji wybieramy właśnie te postawę milczenia i zgody na to, aby mówił w nas Bóg przez swoje słowo i aby w nas działał mocą swojej łaski, przemieniając nas.

Oby czas Wielkiego Postu dawał nam okazję by częściej milczeć i słuchać Boga niż próbować zagłuszać Go swoimi własnymi oczekiwaniami, jak również częściej usuwać się na drugi plan wskazując na Jezusa niż przysłaniać Go swoją osobą a mądrość Jego słowa naszą pseudo-mądrością.

Nie zabraniajcie!

Z Ewangelii według św. Marka

Apostoł Jan rzekł do Jezusa: «Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w Twoje imię wyrzucał złe duchy, i zaczęliśmy mu zabraniać, bo nie chodzi z nami». Lecz Jezus odrzekł: «Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto uczyni cud w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami. Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę, powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. A kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu lepiej byłoby kamień młyński uwiązać u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli zatem twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie ginie i ogień nie gaśnie».  (Mk 9,38–39).

Dzisiaj wielu przedstawicieli wspólnot kościelnych postąpiłoby jak Jan. Jezus jednak przestrzega przed taką postawą ekskuzywizmu, która zamiast miłości, otwartości i zaufania może prowadzić do pewnego rodzaju fanatyzmu. Do zbyt pochopnego wyłączania innych. 

Dlaczego więc Jezus mówi to, co mówi? Czy nie zależy Mu na tym, by głosiciele Jego słowa i słudzy Jego posłannictwa byli jednocześnie Jego przyjaciółmi?

Pewnie, że Mu zależy. Ale On (jak zwykle) patrzy szerzej. 

Nie chce kojarzyć się ludziom z zakazami, tylko z zawsze otwartymi rękami – dlatego mówi: Nie zabraniajcie! Jest tak hojny, szczodry i pozbawiony jakiejkolwiek chciwości, że nie ma żadnego problemu z podzieleniem się bogactwem swoich darów i charyzmatów nawet z niewierzącymi w Niego – dlatego pozwala każdemu czynić dobro i imię Boże.

A ponadto Jezus doskonale zna ludzkie serca i wie, że w każdym człowieku są dobro i prawda, nawet jeśli mocno przysypane grzechem i słabością – dlatego chce to dobro z nas wydobywać.

Bez wątpienia praktyka medytacji jest jedną z dróg wydobywania z człowieka dobra. Widać to także, kiedy mamy możliwość medytowania z przedstawicielami innych denominacji chrześcijańskich czy innych religii. Ile dobra się wówczas wyzwala w nas, dla nas, dla innych, dla świata…

Jezus chce uczyć nas – swoich uczniów zaufania. Bywa, że z trudem ufamy ludziom, którzy przynależą do innej, niż „nasza grupa”.

Dzisiaj te słowa stają się wyzwaniem dla tych, którzy żyją w świecie wymieszanych kultur i religii. Z jednej stron przyzwyczajamy się do różnorodności. A z drugiej strony często zamykamy się w kręgu tych, których znamy i z trudem dopuszczamy tam innych.

Naśladować Jezusa oznacza iść z Nim i za Nim do wszystkich. Zagubionych, grzeszników, wyznających inną religię, niewierzących. Chrześcijanin to człowiek, który wierzy, że w drugim człowieku także działa Boża łaska, choć nie zawsze on sam to dostrzega i chce z tą łaską współpracować. Nasza otwartość i dobro  mogą stać się dla drugiego taką szansą na odkrycie obecności Boga, którą w sobie nosi.

Oby praktyka medytacji kierująca się prawem serca i prawem miłości uczyła nas dostrzegać i wydobywać na światło dzienne każde, nawet najmniejsze dobro obecne w nas i w innych.