Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Wielkopostne zamyślenia c. d.

Pewien człowiek miał dwóch synów…  [Łk 15,11]

Bardzo znacząca jest dzisiejsza przypowieść o synu marnotrawnym.

Dla mnie niezmiennie przypowieść ta kojarzy się z pewnym mężczyzną, którego poznałem w Domu Pomocy Społecznej, leżącym na terenie naszej parafii. Przez dwadzieścia lat czekał na to, że odwiedzi go jego syn. Wszyscy wokół raczej wiedzieli, że to nigdy nie nastąpi, ale on i tak codziennie stał przy drzwiach do domu i… czekał.

Kochający Bóg wydaje się być do niego podobny. Czeka i czeka, aż wrócisz, a wtedy będzie mógł cię przygarnąć, dać nową szatę i wyprawić ucztę dla ciebie.

On czeka tak na pierwszego, jak i na drugiego syna. Pierwszy się oddalił i roztrwonił wszystko, co otrzymał od ojca; drugi, oddalił się równie daleko, tyle że wewnętrznie, w swoim sercu.

Niezależnie od tego, czy dzisiaj bardziej utożsamiasz się ze starszym, czy z młodszym synem, wiedz, że zawsze Miłosierny Ojciec czeka na ciebie, na Twoje prawdziwe nawrócenie.

 

Wielkopostne zamyślenia c. d.

Przychodzisz na tę jedną „godzinę” męki i zmartwychwstania, ale przez trzydzieści lat doceniasz powszedniość rodzinnego życia.

Całym sobą wpatrzony jesteś w Ojca i królestwo nie z tego świata, ale potrafisz dostrzec zmartwienie nowożeńców z Kany i płaczących nad grobem Łazarza.

Modlisz się często i żarliwie, ale przez długie lata nie zaniedbujesz zwykłej, codziennej pracy.

Nie odbierasz nam ludzkich nadziei, lecz je oczyszczasz i w sobie zakorzeniasz, bo wówczas stają się mocniejsze niż przemijanie i śmierć.

Życie Twoje, Panie jest otwartą księgą.

My lubimy maski, pozory, reklamę.

Ty jesteś przeźroczysty jak kropla źródlanej wody i może dlatego lękamy się spojrzeć Ci w twarz, by nie zobaczyć, jakimi jesteśmy naprawdę.

Ty niosłeś zawszę prawdę w miłości.

Panie Jezu, naucz nas tak żyć!

Może wtedy nie będziemy musieli lękać się świata.

(z rozważań dzisiejszej parafialnej Drogi Krzyżowej)

Wielkopostne zamyślenia c. d.

Błogosławiony człowiek, który pokłada ufność w Panu, i Pan jest jego nadzieją! Jest on podobny do drzewa zasadzonego nad wodą, co swe korzenie puszcza ku strumieniowi. Nie obawia się, skoro przyjdzie upał, bo utrzyma zielone liście. Także w roku posuchy nie doznaje niepokoju i nie przestaje wydawać owoców. (Jr 17,7-8)

Przeczytałem kiedyś taką historię:

Pewna dziewczynka modliła się gorąco o to, by w dniu jej urodzin była piękna pogoda. Jej modlitwa była nieustającym celem kpin jej niani. W dniu urodzin pogoda była wyjątkowo paskudna – było zimno i padało.

– Widzisz, ten twój Pan Bóg w ogóle cię nie słucha – kpiła niania.

– Ależ wręcz przeciwnie – odparła dziewczynka. – Słuchał. Przecież widać, że powiedział „NIE”.

Mam wrażenie, że często mylą nam się dwie rzeczy – wysłuchanie modlitwy ze spełnieniem prośby w niej zawartej.

Co więcej – czasem nam się zdarza warunkować naszą wiarę w Boga i ufność w Jego opiekę właśnie spełnianiem naszych próśb. Innymi słowy – gdy wszystko układa się po naszej myśli, łatwiej nam uwierzyć, ze Bóg jest i się o nas troszczy a gdy przestaje się układać – mamy w naszym sercu rodzą się wątpliwości. Jednak Pan Bóg chce dla nas czegoś więcej niż my sami dla siebie. Nasze szczęście i nasze spełnienie w Jego oczach wygląda często zupełnie inaczej z Jego perspektywy niż z naszej.

Poza tym trzeba pamiętać, że prośba to nie rozkaz i że ten, kogo prosimy ma prawo odmówić. W przypadku Pana Boga to „prawo do odmowy” jest szczególnie istotne – nie tylko dlatego, że ma do tego prawo, ale też dlatego, że Pan Bóg doskonale wie, co kryje się za tym, o co prosimy i jakie będą konsekwencje spełnienia naszej prośby.

Więc jeśli Pan Bóg mówi w jakiejś sytuacji zdecydowane „NIE” to zdrowy rozsądek nakazuje nie upierać się. Bo może nam się tylko wydaje, że spełnienie naszej prośby uczyni nas szczęśliwszymi. Nie mamy jednak pewności, że nie byłoby odwrotnie…

Kiedy kogoś o coś prosimy, dobrze jest mu też dać pewną dowolność w spełnieniu tej prośby. Ta dowolność, to szacunek dla wolności człowieka. A przecież ona jest jedną z największych wartości w jakie Pan Bóg nas wyposażył.

Czy również szanujemy wolność Boga, który nie zawsze odpowiada na nasze prośby tak, jak chcemy!? Co więcej: czy szanujemy tę wolność Boga z ufnością, która każe nam wierzyć, że On wie lepiej, co dla nas dobre a co nie?

Możemy prosić o wiele rzeczy, które w danym momencie wydają się nam dobre i potrzebne i przynoszące szczęście. Dla Pana Boga jednak ważne jest to, czy posłużą one w ostatecznym rozrachunku naszemu uświęceniu i zbawieniu. 

Jeśli Bóg zechce – może wszystko i da nam wszystko o co poprosimy.

A jeśli nie –  nie oznacza to bynajmniej, że nas nie słucha. Oznacza to jedynie, że ma inny, lepszy plan w stosunku do nas. 

Zanurzeni w oceanie Bożej obecności

Chrystus rzekł do swoich uczniów: Kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie waszym niewolnikiem. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu. (Mt 20,27-28)

Thomas Merton podczas podróży na Alaskę i wygłoszonej tam konferencji dla sióstr zakonnych na temat kontemplacji, określił kontemplację, jako „kopernikańską rewolucję duszy”. Kopernik nie wymyślił heliocentrycznego świata. On tylko odkrył, że zawsze tak było. Rewolucja polegała na dostrzeżeniu natury rzeczy, które oznaczało zmianę naszego postrzegania świata.

Umiejętność dostrzeżenia czegoś podobnego na płaszczyźnie duchowej może dla człowieka stanowić podobną rewolucję w myśleniu. Chodzi o dostrzeżenie prawdy, że Bóg nie krąży wokół nas, tak jak nie krąży wokół nas słońce; chociaż nasze „ja” lubi wierzyć w coś zupełnie przeciwnego.  Święty Jan od Krzyża prawdę tę określił najprościej: „Środkiem duszy jest Bóg”. Inną piękną definicję ukuł św. Bonawentura, który pisał: „Bóg jest intelektualnie poznawalną rzeczywistością (sferą), której centrum jest wszędzie a obwód nigdzie”.

Dostrzec tę prawdę choćby przelotnie, to uświadomić sobie, że jesteśmy i zawsze byliśmy zanurzeni w niezgłębionym bezmiarze Bożej Obecności. Ta rzeczywistość Bożej obecności ogarnia wszystko i jednocześnie wszystko napełnia. Św. Bonawentura lubił opisując tę prawdę sięgać do obrazu oceanu, który ogarnia wszystko, co żyje pod wodą, jednocześnie wszystko przenikając (tak jak morze napełnia wszystkie podwodne szczeliny, gąbki, rafy koralowe), dla których morze jest domem.

Podobnie i my jak rzeczona gąbka jesteśmy zanurzeni w oceanie Bożej obecności, który nas napełnia i przesyca jeszcze bardziej wszechogarniająco. Kontemplacja nie tylko pozwala nam dostrzec tę prawdę, ale uznać, że to zanurzenie w Bogu jest dla nas domem: „W Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17.28). Kontemplacja sprawią, że jaśniej ukazuje nam się prawda, że my nie musimy dążyć do tego doświadczenia, bo jest ono naszym udziałem. Zanurzenie w Bogu, który jest moim głębokim morzem, które mnie w sobie zamyka – to jest nasze życie” (św. Bonawentura, Droga duszy do Boga i inne traktaty).

Praktyka kontemplacji, której progiem jest medytacja prowadzi nas właśnie drogą do odkrycia tej prawdy. Nie jest ona techniką, która pozwala nam ujarzmiać powiewy łaski – napisze karmelita Wilfrid Stinissen – ale jest umiejętnością wiodąca nas ku morzu ciszy. Żeglować tą pradawną droga modlitwy to odpowiedzieć na wezwanie Chrystusa; „Wypłyń na głębię” (Łk 5,4)

Dzięki medytacji powoli i z zachwytem uświadamiamy sobie, że splątana sieć naszego życia, którą zwykliśmy często postrzegać – zwłaszcza z powodu grzechu – jako oderwaną od Boga jest tak naprawdę zanurzona w Jego miłującej obecności. Im więcej w nas jest świadomości tej miłości Boga tym bardziej znajdujemy w niej motywację do przemiany i tym bardziej czujemy się przez nią unoszeni, obmywani i oczyszczani nie tylko z grzechu, ale i z nieświadomości.

Jednak kluczem do otwarcia drzwi naszej świadomości na tę prawdę jest zawsze cisza – co zgodnie podkreślają nauczyciele medytacji.

Kiedy nasza praktyka medytacji staje się coraz bardziej dojrzała i pogłębiona tym łatwiej dostrzegamy tę prawdę, że jesteśmy nieustannie zanurzeni w obecności Boga i łatwiej przełożyć ją także na język codziennego życia. Im wytrwalej praktykujemy medytację, tym bardziej będzie się ona rozwijała przeradzając się w doświadczenie kontemplacji, poszerzając nasza świadomość życia w nieustannej obecności Boga, która z czasem zacznie nam towarzyszyć zawsze i wszędzie. Nieprzerwanie.

Wielkopostne zamyślenia c. d.

Całe życie chrześcijańskie ma w zamierzeniu być jednocześnie głęboko kontemplacyjne i bogate w aktywną pracę. To prawda, że jesteśmy wezwani do tworzenia lepszego świata. Lecz przede wszystkim jesteśmy wezwani do bardziej naglącego i wznioślejszego zadania: do tworzenia naszego własnego życia. Czyniąc to działamy, jako współpracownicy Boga. Zajmujemy własne miejsce w wielkim dziele ludzkości, gdyż w gruncie rzeczy tworzenie naszego losu w Bogu jest niemożliwe w pełnej izolacji. Każdy z nas wypracowuje swój los w nieodłącznej jedności z tymi wszystkimi, z którymi zgodnie z wolą Bożą, mamy żyć. Dzielimy twórczą pracę życia w świecie. I przez zmaganie się z rzeczywistością materialną, z naturą, pomagamy sobie nawzajem tworzyć jednocześnie nasz los oraz nowy świat dla naszych potomków.

Thomas Merton, Księga Godzin