Możemy śmiało za św. Janem Chrzcicielem powiedzieć dzisiaj, że nasza radość doszła do szczytu. Powodem zaś tej radości są śluby wieczyste naszej Drogiej Siostry Marii Magdaleny.
„…przez profesję rad ewangelicznych osoba konsekrowana nie tylko czyni Chrystusa sensem swojego życia, ale stara się też odtworzyć w sobie w miarę możliwości tę formę życia, jaką obrał sobie Syn Boży przyszedłszy na świat. Zachowując dziewictwo, przyjmuje do swego serca dziewiczą miłość Chrystus i wyznaje Go wobec świata jako jedynego Oblubieńca, naśladując Jego ubóstwo, naśladuje Syna, który wszystko otrzymuje od Ojca i z miłością Mu wszystko powierza; czyniąc ofiarę z własnej wolności, a przez to włączając się w tajemnicę Jego synowskiego posłuszeństwa, wyznaje Chrystusa jako nieskończenie umiłowanego i miłującego, jako tego, który ma upodobanie jedynie w woli Ojca, jest z Nim bowiem doskonale zjednoczony i we wszystkim od Niego zależy” [z Vita Consecrata św. Jana Pawła II]
Witamy Drogą Siostrę w gronie osób konsekrowanych i życzymy, aby każdy dzień życia we wspólnocie pogłębiał miłość do Chrystusa i do człowieka, który jest jego obrazem.
Niech Chrystus zamieszka przez wiarę i miłość w waszych sercach; abyście w miłości wkorzenieni i ugruntowani, wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni całą Pełnią Bożą. [Ef 3, 19]
Jak mówi św. Jan w prologu do Ewangelii, żaden człowiek nie widział Boga, jednakże wszyscy możemy Go doświadczyć zawsze i wszędzie tam, gdzie doświadczamy miłości. Idąc tym tropem można powiedzieć, że Boga możemy odnaleźć przede wszystkim w relacjach międzyludzkich, jeśli są one oparte na miłości.
Ponieważ medytacja wprowadza nas w doświadczenie miłości obecnej w samym centrum naszej istoty, sprawia, że w naszym codziennym życiu i relacjach stajemy się ludźmi bardziej kochającymi.
W ciszy medytacji człowiek odkrywa, że jest kochany i że jest wart miłości. Tego odkrycia musi dokonać w swoim życiu każdy, kto chce w pełni być sobą i osiągnąć pełnię człowieczeństwa a także pełnię chrześcijaństwa.
Pierwszym krokiem na drodze do tego celu jest pozwolić się kochać Bogu. Świadomość bycia kochanym oznacza uwolnienie bezmiaru naszej własnej zdolności do okazywania miłości.
Ten stan całkowitego otwarcia się na miłość, jest stanem, do którego powołany jest każdy człowiek. Jest to stan, który burzy mury naszych ograniczeń.
Zatem tak ważnym w naszym doświadczeniu jest to, do czego zachęca nas św. Paweł w Liście do Efezjan, że jesteśmy powołani do tego by „poznać miłość Chrystusa przewyższającą wszelką wiedzę, abyście zostali napełnieni Pełnią Boga’ [Ef 3,19]. Jest to miłość, która wyzwala.
Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. [J 3, 16]
Cud miłości polega na tym, że zawsze tworzy ona pewnego rodzaju własny świat – przestrzeń miłości, gdzie możemy jej doświadczać, odkrywać ją. Można powiedzieć, że człowiek wiary i modlitwy, która jest jej konsekwencją jest badaczem tego świata miłości. Im bardziej jednak odkrywamy tę krainę miłości, tym bardziej okazuje się, że jest ona nie miejscem, a Osobą.
Medytować, to nic innego jak wkraczać w te przestrzeń miłości, to smakować i odkrywać świat Boga, do którego jesteśmy zaproszeni, gdyż świat Boga i świat człowieka nawzajem się przenikają. Trzeba nam jednak wyrabiać w sobie pewna wrażliwość, aby owo przenikanie móc dostrzegać i cieszyć się nim w codzienności. Bez wątpienia medytacja uczy nas tej wrażliwości. Tak Bóg umiłował świat, że dał nam swojego jednorodzonego Syna – napisze św. Jan. A ojciec John Main skomentuje to pisząc: „To nie jest tak, że Bóg po prostu przyciąga nas bliżej do siebie poprzez objawienie swojego planu; to raczej w Chrystusie doświadczamy odwiecznej istoty komunii miłości, którą jest Bóg”.
Człowiek nie ma być zwykłym obserwatorem tej tajemnicy. Jesteśmy zaproszeni by w nią wejść, by dać się jej przenikać i przemieniać. Wilfrid Stinissen zauważył, że kiedy spoglądamy na obraz stworzenia człowieka wymalowany przez Michała Anioła na sklepieniu Kaplicy Sykstyńskiej można w tej scenie dostrzec niezwykły moment: Bóg przekazując Adamowi życie, spogląda w najgłębsze zakamarki jego duszy i odkrywa w niej siebie samego. Naszym zadaniem jest także odkrywać tę obecność Boga w nas.
Spotkanie z Jezusem Zmartwychwstałym przynosi pokój. Lecz najpierw trzeba pokonać w sobie strach i zmieszanie, spowodowane niewiarą. Pomaga w tym wsłuchiwanie się w Słowo. Głos Jezusa na różny sposób jest obecny w życiu człowieka. W sercu tych, którzy go usłyszą pojawia się radość. Bez tejże radości nie ma wiarygodnej misji uczniów Jezusa, która jest przedłużaniem misji samego Nauczyciela.
Misja ta posiada w swoim centrum przekazywanie miłości Boga objawionej w pełni w osobie swojego umiłowanego Syna, powstałego z martwych Baranka. On sam przekonuje, że nie jest zjawą, lecz posiada ciało. I choć inne niż ziemskie, przebóstwione, to jednak prawdziwe ciało! Zadziwiające misterium Bożej miłości pokazane poprzez Paschę Syna. Kto rzeczywiście jej doświadczył w swoim życiu, nie potrzeba nawet zachęty od Jezusa – pragnie ogłaszać całemu światu swoją radość, dzielić się nią oraz pomnażać w sobie.
Tak wiele już powiedziano i napisano o tej kanonizacji, że wydaje się, iż nic nowego nie można już dodać. Dołączenie do grona świętych kogoś, kogo osobiście znaliśmy sprawia jednak, że zaczynamy zupełnie inaczej spoglądać na świętość. Ona już nie jest czymś odległym, niedoścignionym – jak w przypadku wielkich świętych, o których się słyszało, lub czytało i których życie owiane nimbem legendy urastało niemalże do heroizmu. Wczoraj uczestnicząc w tych wydarzeniach pomyślałem sobie, że choć oczywiście od świętego Jana Pawła II dzieli mnie ogromna przepaść w sensie jakościowym i nie mam na myśli taniego porównywania się, bo ono zwłaszcza w wymiarze duchowym jest zupełnie puste, to jednak postać i życie tego człowieka, którego osobiście miałem okazje spotkać i którego bez wątpienia uważaliśmy za świętego już za życia (bo wczorajsza kanonizacja to przecież prosta konsekwencja jego życia) uzmysławia mi z jeszcze większym przekonaniem, że świętość jest w zasięgu ręki każdej i każdego z nas. Skoro Karol Wojtyła – zwykły chłopiec z Wadowic, zwykły uczeń, zwykły student a następnie zwykły ksiądz i biskup mógł stać się świętym, to znaczy, że może nim być każda i każdy z nas. Dla mnie osobiście właśnie taka jest wymowa tej dzisiejszej uroczystości. I gdyby ta kanonizacja rzeczywiście skłoniła nie tylko do podobnego myślenia innych, ale też do konkretnego postanowienia, które z niego wyrasta, że warto by coś zrobić ze swoim życiem, żeby do tej świętości dorastać, to spełniła by rolę, jaka bez wątpienia chciałby pełnić w naszym życiu nowy – stary święty. To jeden wymiar tej kanonizacji – ten bardzo osobisty.
Drugi wymiar jest bardziej historyczny. Mam na myśli jednak historię jako miejsce działania Boga w naszej rzeczywistości. Jako ludzie wiary zwykle nie mamy co do tego wątpliwości, że nasze życie jest także przestrzenią działania Boga, ale z perspektywy czasu to działania można uchwycić bardziej wyraźnie. I dzisiejsza kanonizacja daje po temu także okazję. Mam na myśli ten ogromny splot zdarzeń, które połączyły losy dwojga świętych (świętej Faustyny Kowalskiej i św. Jana Pawła II) choć nie dane im było spotkać się za życia. Ich historia związana z kultem Miłosierdzia Bożego przywołuje mi na myśl historię patriarchy Józefa, sprzedanego przez braci po to, aby za jego sprawą mogło się dokonać wielkie dzieło Bożego błogosławieństwa i ocalenia. Może to historie podobne nie wprost, ale dla mnie to podobieństwo jest oczywiste. Dziejów Józefa nie będę przytaczał, można je sobie przeczytać w Księdze Rodzaju.
Jak podobnie Bóg przygotowywał grunt pod zawierzenie świata Miłosierdziu Bożemu i ustanowienie święta Miłosierdzia! Zaczęło się od powołania, które zrodziło się w sercu prostej dziewczyny, której pragnieniem od wczesnej młodości było całkowite poświęcenie się Bogu. Pragnienie to chce realizować w życiu zakonnym, choć droga uwieńczona ostatecznie wstąpieniem do zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia przy ul. Żytniej w warszawie nie jest prosta. Po pięciu latach pobytu w klasztorze rozpoczynają się objawienia dotyczące przede wszystkim roli Miłosierdzia Bożego w życiu duchowym człowieka oraz szerzenia jego kultu. Będą one trwały do jej śmierci w 1938 roku. Szczegółowy zapis swoich przeżyć, zostanie spisany na polecenie jej spowiednika w postaci tzw. Dzienniczka. Jednym z poleceń jakie Chrystus skierował do Faustyny było oprócz namalowania Jego obrazu ustanowienie święta Miłosierdzia Bożego. Chrystus wybiera na to święto konkretny dzień – drugą niedziele okresu wielkanocnego. Pierwszym, który zabiegał o ustanowienie tego święta, poza samą siostrą Faustyną być ks. Michał Sopoćko – jej duchowy powiernik. Zabiegał o poparcie dla tej idei wśród teologów i biskupów, a nawet wybrał się do Rzymu, by osobiście przedłożyć te sprawę w Kongregacji. Zabiegał o to także kardynał August Hlond. Niestety w 1958 roku prośba nie tylko spotkała się z odmowa Stolicy Apostolskiej, ale także z zakazem szerzenia kultu Miłosierdzia Bożego w formie przekazanej przez siostrę Faustynę Kowalska jaki wydało święte Oficjum. Wydawać się mogło, że po ludzku sądząc nadzieje na rozpowszechnienie się tego kultu zawiodły. I tutaj na arenę wchodzi Karol Wojtyła – podejmujący studia na Uniwersytecie Jagiellońskim w dniu śmierci siostry Faustyny. To właśnie przeprowadzka do Krakowa sprawiła, że losy tych dwojga świętych w jakimś duchowym sensie się przecinają. Karol Wojtyła, który w młodości traci matkę i ukochanego brata również w zawierzeniu siebie Bogu a zwłaszcza Maryi odnajduje głęboki duchowy pokój. Przemierzając ulicę Krakowa najpierw jako student a potem jako pracownik fabryki (w czasie wojny, która uniemożliwiła kontynuację studiów) wstępuje często do kościółka przy klasztorze Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, aby się modlić przed obrazem Jezusa Miłosiernego, gdzie znajduje ukojenie i pokój, zwłaszcza, że po śmierci ojca pozostał sam. Zawierzenie Bożemu Miłosierdziu będzie mu towarzyszyć od tej pory już zawsze – w drodze do kapłaństwa, w pracy parafialnej, naukowej, w posłudze biskupiej a wreszcie jak sam powie owocem działania Bożego Miłosierdzia jest to, że udając się na pogrzeb papieża Jana Pawła II, wbrew jego jakimkolwiek przewidywaniom nie dane mu już będzie wrócić do Polski i umiłowanego Krakowa, gdyż 16 października 1978 roku zostaje wybrany papieżem. Czy można nazwać przypadkiem fakt, że jedną z jego pierwszych decyzji jest odwołanie przez Stolicę Apostolską zakazu kultu Miłosierdzia Bożego, rozpoczyna także starania przygotowujące proces beatyfikacyjny siostry Faustyny. Kolejną decyzją papieża z Krakowa jest oddanie do prac teologicznych zapisków zawartych w Dzienniczku siostry Faustyny Kowalskiej, aby zasięgnąć ich opinii na temat zawartej w nim treści? Najwybitniejsi teologowie wydając opinię o zapiskach zawartych w Dzienniczkunie tylko nie znajdują w nim ani jednego błędu teologicznego (choć wyszedł on spod ręki prostej i niewykształconej zakonnicy), ale wielu z nich po przeczytaniu tego małego dziełka staje się wielkimi orędownikami kultu Miłosierdzia Bożego. Czy można nazwać przypadkiem, że druga z wielu napisanych encyklik przez Ojca Świętego Jana Pawła II Dives in misericordia poświęcona jest właśnie Miłosierdziu Bożemu? Papież ukazuje w niej teologiczne pogłębienie dla kultu Bożego Miłosierdzia, głoszonego przez św. Faustynę Kowalską a jednocześnie kładzie podwaliny pod ustanowienie nowego święta – święta Miłosierdzia Bożego. Zostaje ono najpierw wprowadzone w diecezji krakowskiej, a następnie w całej Polsce. Kiedy Ojciec Święty Jan Paweł II nawiedził sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Krakowie – Łagiewnikach w 1997 roku, dziękował Opatrzności Bożej, że dane mu było osobiście przyczynić się do wypełnienia woli Chrystusa i ustanowić święto Miłosierdzia Bożego w jego ojczyźnie. Wreszcie w dniu kanonizacji Siostry Faustyny, w pierwszą niedzielę po Wielkanocy 30 kwietnia 2000 roku – Ojciec Święty ogłosił to święto dla całego Kościoła. Tak – po prawie 70. latach – spełniło się życzenie Pana Jezusa skierowane do siostry Faustyny Kowalskiej po raz pierwszy w 1931 roku p ustanowieniu dla Kościoła święta Miłosierdzia Bożego. Chrystus realizował to dzieło powoli, pomimo pierwotnych przeciwności, wybierając do tej roli dwoje niezwykłych świadków miłosierdzia, którym choć nie dane było nigdy spotkać się za życia, dzisiaj w niebie oboje, już jako święci razem z całym Kościołem mogą przeżywać radość podwójnego święta – święta Miłosierdzia Bożego i wyniesienia do chwały ołtarzy jego wielkiego orędownika i tego, którego Chrystus z Krakowa uczynił swoim Namiestnikiem na ziemi, aby mógł zrealizować Jego pragnienie zawarte w objawieniach skierowanych do siostry Faustyny Kowalskiej.