Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Serce pokorne i mądre

Słowa Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do Nikodema:

«Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu». (J 3, 16-21)

Święta Teresa z Avila w początkowym okresie swego życia zakonnego doświadczała wewnętrznego rozdarcia:

W 19. rozdziale Księgi życia opowiada, że po pierwszym gorliwym okresie zarzuciła praktykę modlitwy wewnętrznej na ponad rok. Aż do czasu, gdy – szczęśliwie dla nas – spotkała pewnego domini­kanina, który naprowadził ją na dobrą ścieżkę. Teresa żyła w tym czasie w klasztorze Wcielenia w Avila. Była pełna dobrej woli. Chciała oddać się Panu i praktykować modlitwę kontemplacyjną. Ale nie była jeszcze świętą, nic podobnego! Najtrudniej przycho­dziło jej zerwać z przyzwyczajeniem chodzenia do rozmównicy, choć czuła już, że Jezus tego od niej wymaga. Z natury wesoła, miła, ciekawa świata, znaj­dowała dużą przyjemność w kontaktach ze śmietanką towarzyską Avila, która zwyczajowo spotykała się w rozmównicy klasztoru. Teresa nie robiła nic złego, a jednak Jezus wzywał ją do czegoś innego. Modlitwa wewnętrzna stała się więc dla niej prawdziwą udręką. Stawała przed Panem świadoma swojej niewierności, a nie miała jeszcze sił wszystkiego dla Niego opuścić. I to strapienie, jak mówiliśmy, doprowadziło ją do zaprzestania modlitwy: „Jestem niegodna stawać przed Panem, a jednocześnie nie czuję się zdolna oddać Mu wszystkiego. To tak jakbym z Niego kpiła, lepiej przerwać modlitwę wewnętrzną…”

Teresa nazwała to pokusą „fałszywej pokory”. Faktycznie porzuciła kontemplację, ale w samą porę przyjechał spowiednik, który wytłumaczył jej, że czyniąc tak, traci tym samym jakąkolwiek szansę poprawy w przyszłości. Należało – przeciwnie do tego, jak postąpiła – wytrwać, gdyż dzięki wytrwało­ści otrzyma, gdy nadejdzie odpowiednia chwila, łaskę całkowitego nawrócenia i pełnego daru z siebie. [Cytat pochodzi z książki Jacque’a Philippa, Czas dla Boga]

Jak często popełniamy ten sam błąd… chcemy się zmieniać o własnych siłach. A prawda jest taka, że bez Bożej łaski niewiele możemy zrobić. Zwłaszcza w życiu duchowym.

Doświadczamy tej prawdy w praktyce medytacji.

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne. Bóg nie chce nas potępiać. W naszych przeciwnościach spieszy nam z łaską umocnienia. Potrzebuje jednak naszej woli, mobilizacji naszej wewnętrznej wolności, naszej współpracy z Jego łaską by móc objawić w naszej słabości swoja moc, a w naszych porażkach swoje zwycięstwo. Wyrazem tej współpracy z naszej strony jest cierpliwość, wytrwałości w dobrych postanowieniach i wytrwałość w modlitwie. Każdy z nas ma do stoczenia swoje wewnętrzne walki. Obyśmy chcieli w nie się angażować, ale ostatecznie to nie my w nich wygrywamy. Zwycięzca jest jeden i ma na imię Jezus! On zwyciężył świat! [por. J 16,33]

Emaus

Z Ewangelii według św. Łukasza

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło.

Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali.

On zaś ich zapytał: Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze? Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało.

Zapytał ich: Cóż takiego? Odpowiedzieli Mu: To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Tak, a po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli.

Na to On rzekł do nich: O nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały? I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy oczy im się otworzyły i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu.

I mówili nawzajem do siebie: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał? W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy.

Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba (Łk 24, 13-35).

W wielkanocnej jutrzni modliliśmy się czytaniem z Dziejów Apostolskich: „Bóg wskrzesił Jezusa trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków, którzyśmy z Nim jedli i pili po Jego zmartwychwstaniu. On nam rozkazał ogłosić ludowi i dać świadectwo, że Bóg ustanowił Go sędzią żywych i umarłych” (Dz 10, 40-43).

To czytanie akcentuje fakt, który może nam trochę umykać. Logika Boga nie kończy się na podniesieniu człowieka z upadku, z jego niewierności. To dopiero początek.

Kiedy przystępujemy do sakramentu pojednania myślimy przede wszystkim o dostąpieniu ulgi. Ale przebaczenie zawsze jest jeszcze mocniejszym związaniem się Boga z człowiekiem.

Uczniowie w drodze do Emaus akcentują, że arcykapłani i przywódcy wydali Jezusa na śmierć i ukrzyżowali. Ale wiemy też że uczniowie po prostu Jezusa opuścili i rozpierzchli się. Ci dwaj uczniowie niosą na sobie ogromne brzemię winy, świadczy o tym fakt, że się do niej nie przyznają. Ich smutek to smutek nie tylko z powodu śmierci Jezusa, ale także z powodu braku własnej stanowczej reakcji.

Jezus przychodzi do nich, tłumaczy im pisma, łamie chleba a na koniec zostaje przez nich rozpoznany.

Są podniesieni przez Jezusa: nakarmieni. I zaraz ruszają do swoich.

Każda Eucharystia przynosi podobne doświadczenie: to podniesienie, nakarmienie i posłanie zarazem!

Sobór Watykański II przypomina, że każdemu ochrzczonemu jest zlecona podwójna misja ad extra – na zewnątrz i ta do wewnątrz – ad intra. One łączą się w całość.

Spędzając czas z Jezusem – ad intra (w medytacji, w adoracji, podczas Eucharystii) jesteśmy przez Niego uzdalniani i posyłani do naszych najbliższych: współmałżonków, krewnych, znajomych, przyjaciół. Choć bywa to najtrudniejsza forma misji. Wśród swoich!

Z kolei misja na zewnątrz – ad extra – polega po prostu na wierności chrześcijańskiemu stylowi życia; na wierności duchowi Ewangelii; duchowi jakim żył sam Jezus.

To właśnie po tym chrześcijanie byli rozpoznawalni w świecie począwszy od pierwszych wieków i tak jest aż po dzień dzisiejszy.

Zmartwychwstał!

Różne spojrzenia

Z Ewangelii według Świętego Mateusza

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?»

On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda».

Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»

On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».

Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty». (Mt 26, 14-25)

zdjęcie: wordpress.com

Można powiedzieć, że od czasów słynnej transakcji Judasza z Sanhedrynem Bóg stał się towarem handlowym. Judasz wystawił Go na licytację: „Co chcecie mi za Niego dać?” – padło z jego ust pytanie. Arcykapłani dali mu 30 srebrników. Judasz nie zapytał nawet: „czy ktoś da więcej?” Zgodził się na pierwszą stawkę: „Bóg sprzedany za 30 srebrników!” 30 srebrników za Boga, za Przyjaciela, za Mistrza!.

A co Bóg na to? On za każdego człowieka płaci stawkę niedającą się przeliczyć: płaci własnym życiem i krwią. Jak nierówne to proporcje! Stwórca sprzedany za kilka monet, stworzenie odkupione za życie Stwórcy. Boski Garncarz sprzedany za kawałek metalu, glina zaś, proch tej ziemi sprzedany za krew Garncarza.

Można snuć rozważania, jak cenny jest człowiek w oczach Boga. Szkoda tylko, że po wykupieniu z niewoli tak często chcemy do niej wracać?

To, co przykuwa uwagę w tej Ewangelii to przede wszystkim postawa Jezusa, który nie odrzuca Judasza. Który w ten ostatni wieczór, kiedy zasiedli przy stole, karmi go, podaje mu chleb, poi go  – i czyni to wszystko z miłością. Później, w Getsemani, po raz ostatni zwróci się do niego, z tak wielką troską: „Przyjacielu, po coś przyszedł”(Mt 26,50).  Nie wypiera się Judasza, nie przekreśli przyjaźni, bo Bóg pozostaje wierny nawet, jeśli człowiek wierności odmawia (por. 2 Tm 2, 13), bo „dary Boże i obietnice są nieodwołane” (Rz 11, 29). I tak jest z każda i każdym z nas. Pozostaniemy wybranymi, umiłowanymi uczniami. Jezus do końca będzie widział w nas swoich przyjaciół, bez względu na nasze wybory.

Bo jest Bogiem, któremu na imię Miłosierdzie.

Przez trzy kolejne dni Ewangelia będzie nam ukazywała te samą scenę – Ostatniej Wieczerzy z różnych perspektyw. Każdy z Ewangelistów widzi ją inaczej. Marek przekazuje relację Piotra, Mateusz i Jan piszą z własnego doświadczenia. Każde jest inne. To, co uderza w tych opisach to trzy postawy: Judasza, który symbolizuje osoby, które zawiodły się na Bogu a właściwie na swoim obrazie i swoich oczekiwaniach wobec Niego i chcą budować sobie życie bez niego. Piotr, który chce wprawdzie być z Jezusem, ale na swoich własnych warunkach i do końca licząc na siebie. I wreszcie Jan spoczywający podczas Ostatniej Wieczerzy na Piersi Jezusa, który wszystko chce budować na tej głębokiej więzi z Nim.

Tylko ten ostatni obraz pokazuje człowieka medytacji. My także w naszej praktyce chcemy budować na Jezusie: na Jego słowie i łasce. Bo doświadczenie życiowe i praktyka medytacji uczy, że to jedyny, niezawodny fundament naszej wiary i nadziei.

Prawda, która czyni wolnym

Z Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli».

Odpowiedzieli Mu: «Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakże Ty możesz mówić: „Wolni będziecie?”»

Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz Syn pozostaje na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie ma w was miejsca dla mojej nauki. Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca».

W odpowiedzi rzekli do niego: «Ojcem naszym jest Abraham».

Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy dokonujecie czynów ojca waszego».

Rzekli do Niego: «My nie urodziliśmy się z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga».

Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem sam od siebie, lecz On Mnie posłał». (J 8, 31-42)

Żydzi mają się zdecydować, czy chcą być prawdziwymi uczniami Jezusa. Staną się nimi, jeśli będą trwali w Jego nauce.

Jezus zapewnia także nas, że jeśli będziemy trwali wiernie przy Nim będziemy Jego uczniami, poznamy prawdę. Praktyka medytacji zbliża nas do Jezusa i stawia w Jego obecności. Uczy nas też, przez wsłuchiwanie się w Jego Słowo budować na nim życie. Nie tylko duchowe!

Medytacja uczy nas też stawać przed Bogiem i sobą w całej prawdzie. Słowo, w które się wsłuchujemy jest jak „miecz obosieczny” wydobywający z nas, z naszych serc prawdę o nas i otwierający nas naprawdę o Bogu, który jest miłością.

Jezus przekonuje, że jeśli otworzymy się na prawdę, doświadczymy prawdziwej wolności. Medytacja, która jest zanurzaniem się w prawdę daje nam poczucie wolności. Czyni wolnymi nasze serca.

Jezus uświadamia nam też, że prawdziwa wiara sprawdza się w relacji do Jezusa.

„Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Pięknie to zdanie komentuje św. Efrem Syryjczyk: „Nauka Chrystusa nas wyzwala, bo trwając w niej stajemy się wyzwoleni, ocaleni, jeśli wbrew wszelkim złym wydarzeniom, które w nas uderzą, zachowamy wiarę w Boga, który jest miłością, dla którego jesteśmy ukochanymi dziećmi”.

Modlitwa, medytacja uczy nas trwać w tym przekonaniu dlatego chroniąc naszą relację z Chrystusem chroni też naszą wiarę.