Z Ewangelii według świętego Mateusza
Jezus powiedział do swoich apostołów:
«Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie w drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy.
A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie.
Wchodząc do domu, przywitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli zaś nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was». (Mt 10, 7-13)
Najpierw opowiadanie:
W małej wiosce francuskiej Ars żył w ubiegłym stuleciu proboszcz Jan Vianney.
Przyjeżdżali do niego ludzie z całej Francji, spowiadali się, wracali do Boga. Wybrał się też i pewien profesor Sorbony, człowiek niewierzący, w złośliwej intencji, by przy pomocy swej wiedzy wykpić i wyśmiać prostego wiejskiego księdza.
Gdy wrócił do Paryża, a jego wolnomyślni koledzy pytali go o wrażenia z Ars, odpowiedział z całą powagą: „Spotkałem Boga w człowieku”.
Nasze świadectwo ewangelicznego życia powinno być przeniknięte dobrem! To ono jest bardzo ważne, bo „ustawia” nasze relacje z innymi.
Otwartość i dobro otwierają przestrzeń do dialogu, który jest potrzebny nawet wtedy, gdy naprzeciwko nam stoi człowiek o zupełnie innych poglądach. Tylko w ten sposób możliwe jest spotkanie.
Nie spotkamy się z drugim, gdy w naszych sercach będą uprzedzenia, złe emocje a w głowach stereotypy i pochopne oceny.
Jezus uczy nas swoja postawą głoszenia Ewangelii, które otwiera nie tylko serca innych, ale przede wszystkim wymaga od nas otwartych serc.
Nasze życie – życie świadków Jezusa powinno być pochłonięte przede wszystkim Jezusem, bo to on i nasza dobra i głęboka relacje z Nim daje nam siłę i odwagę w byciu sobą, czyli chrześcijaninem wiernym duchowi Ewangelii bez względu na różne niewygody, niezrozumienia czy niebezpieczeństwa, które z tego powodu napotkają nas w życiu…
„Spotkałem Boga w człowieku” – mówi bohater rzeczonego opowiadania.
Ale nikt nie spotka Boga w nas, dopóki my sami Go nie spotkamy; nie odkryjemy Jego obecności w naszych sercach i nie zatroszczymy się, aby były one sanktuariami Jego miłującej obecności.