Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Spotkać Zmartwychwstałego

Gdy anioł przemówił do niewiast, one pospiesznie oddaliły się od grobu z bojaźnią i wielką radością i biegły oznajmić to Jego uczniom.

A oto Jezus stanął przed nimi i rzekł: „Witajcie”. One zbliżyły się do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu pokłon. A Jezus rzekł do nich: „Nie bójcie się. Idźcie i oznajmijcie moim braciom: niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą”.

Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: „Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu”.

Oni zaś wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego. (Mt 28,8-15)

Mateusz przedstawia nam jedno jedyne zmartwychwstanie w historii świata i dwie perspektywy jego przyjęcia – wierzących i pogan.

Ile zamieszania robią kobiety! Po rozmowie z aniołem biegną z entuzjazmem do zatrwożonych uczniów. Oni jeszcze nie wiedzą. Kobietom brak pewnie tchu, wyprzedzają się wzajemnie, może się śmieją? Chcą się podzielić dobrą wieścią. Ich wiara znalazła swoje wypełnienie.

Inaczej jest z żołnierzami. Są w drodze do miasta. Idą ciężkim krokiem, z niespokojnym sercem. Co z nimi będzie? Zadanie nie zostało wykonane, grób jest pusty. Może Go znajdą? Może da się jeszcze wszystko naprawić? Nie wiedzą, co robić, co myśleć. Potrzebują rady.

Przez najbliższy tydzień będziemy słuchać Ewangelii o spotkaniach ze Zmartwychwstałym. Odkrywam w nich szczególny powiew nowości. Jestem przekonany, że nie ma innego remedium na świeżość Kościoła niż podążanie śladem ewangelicznych postaci tego tygodnia. Tylko ze spotkania ze Zmartwychwstałym pochodzi to, co w Kościele żywe i atrakcyjne.

Nie pozostawajmy jednak na poziomie okrągłych słów. Co bowiem znaczy: spotkać Zmartwychwstałego? Osobiście nigdy Go nie widziałem tak, jak widziały Go kobiety z dzisiejszej Ewangelii. Nie miałem specjalnego objawienia. Nie rozmawiałem z Nim, jak uczniowie idący do Emaus. Nie dotknąłem Go, w takim sensie, jak poszukujący wiary Tomasz.

Czy zatem sformułowanie: „spotkać Zmartwychwstałego” nie jest pobożnym frazesem? Czy moje doświadczenie religijne można w jakikolwiek sposób porównać z tym, co przeżyły Maria Magdalena i druga Maria? Czy mogę Go spotkać równie realnie jak one?

Z całym przekonaniem mojej wiary odpowiadam: TAK. Jest to jedna z najbardziej szokujących i porywających prawd chrześcijaństwa. Tak jak prawdziwe było doświadczenie kobiet, równie prawdziwe może być nasze doświadczenie. Osiągnięte na innej drodze, lecz równie realne. Nie ma tu teologicznych sztuczek i pobożnego mydlenia oczu, lecz jest to serce chrześcijaństwa.

Co zatem trzeba zrobić, by to spotkanie mogło się odbyć? Pozostawić w życiu miejsce na Tajemnicę.

Jezus przychodzi w ciszy. Staje pewnie na wyzwolonej ziemi, która należy do Niego. Jak niegdyś Bóg przemawiał z całą mocą w delikatnym powiewie (1 Krl 19, 12), tak zwycięski Chrystus staje przed niewiastami i mówi: „Witajcie!”.

Gdy zderzamy się z rzeczywistością, która przekracza nasze wyobrażenie, potrzebujemy czasu, aby ją zrozumieć. Unosimy wysoko brwi, z niedowierzaniem potrząsamy głową. Sprawdzamy, czy to, co zobaczyliśmy, jest prawdą. Narastająca radość spełnionej nadziei miesza się z lękiem, by nie doznać zawodu. Zmartwychwstanie Jezusa jak żadne inne wydarzenie zasługuje na takie zdumienie. Liturgia Kościoła odpowiada na nasze ograniczenia, bo nawet jako ludzie wiary potrzebujemy czasu, żeby nadążyć za tajemnicą ostatnich dni. Dlatego świętujemy oktawę wielkanocną, upewniając się wciąż, że grób jest pusty. Nie śpieszmy się. Nawet jeśli nasze oczy nie ujrzą Zmartwychwstałego, tak jak widziały Go kobiety i Apostołowie i nawet jeśli nasze ręce nie dotkną go tak, jak dotykały go ręce kobiet i Apostołów zawsze możemy spotykać Go żywego w Eucharystii, zobaczyć Go i dotknąć a nawet więcej – przyjąć do swego serca.

Wielka Noc

Po upływie szabatu Maria Magdalena, Maria, matka Jakuba, i Salome nakupiły wonności, żeby pójść namaścić Jezusa.

Wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia przyszły do grobu, gdy słońce wzeszło. A mówiły między sobą: «Kto nam odsunie kamień od wejścia do grobu?»

Gdy jednak spojrzały, zauważyły, że kamień był już odsunięty, a był bardzo duży. Weszły więc do grobu i ujrzały młodzieńca siedzącego po prawej stronie, ubranego w białą szatę; i bardzo się przestraszyły.

Lecz on rzekł do nich: «Nie bójcie się! Szukacie Jezusa z Nazaretu, ukrzyżowanego; powstał, nie ma Go tu. Oto miejsce, gdzie Go złożyli. Lecz idźcie, powiedzcie Jego uczniom: Idzie przed wami do Galilei, tam Go ujrzycie, jak wam powiedział». [Mk 16,1-7]

Radosne „alleluja!” brzmi w naszych uszach. Chrystus żyje, Chrystus zmartwychwstał. Grób jest pusty!

Od dwóch tysięcy lat ludzie pielgrzymują do grobu Jezusa, na wzór bohaterów dzisiejszej Ewangelii. Jedni jadą z czystej ciekawości, by zobaczyć miejsca, ziemię zwaną świętą, by podziwiać architekturę. Inni, by odbyć pielgrzymkę i pomodlić się, zażyć atmosfery tamtych miejsc…

Od dwóch tysięcy lat ludzie w dzień Zmartwychwstania przychodzą do kościołów, by we wspólnocie ludzi wierzących przeżyć to najważniejsze dla wszystkich chrześcijan święto Zmartwychwstania. Jedni uczynią to jedynie z obowiązku, który nakazują przykazania kościelne lub tradycji, inni by doświadczyć ogólnie panującej świątecznej atmosfery, inni wreszcie by przeżyć osobiste spotkanie ze Zmartwychwstałym. Dzisiaj, musimy zdobyć się na stanięcie w prawdzie, bo odpowiedzieć sobie, w której grupie ludzi  jestem ja: słuchaczy, obserwatorów ewangelicznych wydarzeń, może niedowierzających w Zmartwychwstanie Jezusa, jak św. Tomasz Apostoł. Być może jest tak, że wierzysz w zmartwychwstanie Jezusa rozumem, ale ciągle jeszcze nie wierzysz swoim sercem. A może przychodzisz dlatego, że świadomość Zmartwychwstania Chrystusa porusza twoje serce i sumienie i pragniesz spotkać Tego, który jest jak dla Marii Magdaleny – Panem Twojego serca.

Jak często jest tak, że przychodząc do Grobu Pańskiego zatrzymujemy się na zewnątrz. Tymczasem uroczystość Zmartwychwstania zaprasza nas, abyśmy oczyma wiary  weszli do wnętrza jak niewiasty, jak Apostołowie Piotr a potem Jan. Przeżyć święta Zmartwychwstania, to dać się wciągnąć w te wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat, by zobaczyć i odczytać znaki mówiące o Wydarzeniu, które się tam rozegrało. Znaki, które były przeznaczone nie tylko dla kobiet, które przyszły do Grobu czy dla Apostołów, ale także dla ciebie i dla mnie. Tylko wówczas, gdy w nikniemy w te atmosferę Zmartwychwstania całym sercem otrzymamy odpowiedź na pytanie o Jezusa: czy wygrał, czy przegrał? Otrzymamy odpowiedź: Czy warto iść za Jezusem? Czy warto zaufać takiemu Przewodnikowi? Czy Jego droga może być moją Drogą?

Przy odrobinie dobrej woli na tyle pytań możemy znaleźć odpowiedź, gdy z prawdziwą wiarą staniemy przy pustym Grobie Jezusa.  

Jest jednak jeden warunek konieczny do tego, by te pytania i odpowiedzi stały się twoimi osobistymi pytaniami i odpowiedziami. Musisz wejść do Grobu, bo to oznacza symbolicznie, że zgadzasz się na to by umarło to, co jest w tobie złe i grzeszne, to co tak trudno pokonać, z czym może mierzysz się już od lat a co stanowi mur, przeszkodę między Tobą, a Jezusem; między Jego miłością a twoją gotowością otwarcia się na tę miłość i zawierzenia jej do końca. Bo wszystko, co dokonało się przez te trzy dni: Wielki Czwartek, Wielki Piątek i wreszcie dzisiaj – w tę Wielka Noc dokonało się z miłości do ciebie! Jeśli w to uwierzysz, ta miłość pozwoli popatrzeć na świat optymistycznie, radośnie, bo w świetle tej miłości wszystko nabiera innych barw. Jak napisze w swoim wierszu Karol Wojtyła: „Ta miłość mi wszystko wyjaśniła, ta miłość mi wszystko rozwiązała”.

Tylko w świetle tej miłości zwyciężającej grzech i śmierć jesteś w stanie spoglądać na siebie i na innych z miłością i podziwem i zgodzić się na własne życie, takim jakie ono jest, bo od chwili Zmartwychwstania każde życie jest miejscem, w którym pragnie objawić się Bóg z Jego miłością i z Jego mocą.  Zmartwychwstanie jest przecież dowodem na zwycięstwo niemożliwego! Dobra nad złem, życia nad śmiercią, świętości nad grzechem, najlepszego wyjścia z sytuacji „bez wyjścia”. Pozostaje tylko jedno pytanie: Czy wierzysz w to?!!!

Bo jeśli tak, to nie ma już dla ciebie innej drogi niż droga nadziej i nie ma innej przyszłości niż wieczna przyszłość z Bogiem. Bo jak stwierdza to z całkowitym przekonaniem św. Jan ten niezwykły świadek Zmartwychwstania: „Dla tego, kto wierzy w Chrystusa nie ma już potępienia! [por. J 3,18]

Warto zapytać dziś siebie: czy ta świadomość, że razem z Chrystusem będę żyć w wiecznym szczęściu sprawia mi radość i nadaje sens mojemu życiu!? Bo właśnie to świętujmy w czasie Wielkanocy. To jest nasza wiara. Bo Pan prawdziwie zmartwychwstał! Alleluja!

 

I oczywiście życzenia dla Was wszystkich:

Niech Święta Zmartwychwstania Pańskiego będą okazją do odnowienia tego, co w Was najlepsze. Niech będą czasem, w którym odżywa wiara, nadzieja i miłość a czas spędzony z bliskimi niech napełni Was wdzięcznością i ewangelicznym optymizmem potrzebnym do pełnego ufności patrzenia w przyszłość. Niech dla Was i Waszych bliskich te święta będą źródłem prawdziwej, chrześcijańskiej radości, którą będziemy potrafili dzielić się z innymi.

Krzyż

Lecz On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a myśmy Go uznali za skazańca, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła Nań chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze zdrowie (Iz 53,4–5)

Prorocka wizja Izajasza wprowadza nas w liturgię Wielkiego Piątku. Pieśń o cierpiącym Słudze Boga ukazuje sens tego, co dziś uobecnia się dla nas pod osłoną znaków liturgicznych, celebrujemy bowiem Mękę i Śmierć Jezusa Chrystusa. Uczestnicząc w liturgii, stajemy się świadkami największych wydarzeń z historii zbawienia. Zanurzamy się w tajemnicę nieskończonej miłości Boga do każdego człowieka, doświadczając jej osobiście, ona bowiem najpełniej objawiła się w krzyżu Jezusa.

Chcemy dziś na nowo – jeśli to w ogóle możliwe – zrozumieć cenę i wartość naszego zbawienia. Pragniemy przeżyć tajemnicę Krzyża Chrystusa i zakosztować łaski, która z niego wypływa. Aby tak się stało, musimy znaleźć się w zasięgu działania Chrystusowego Krzyża. Innymi słowy potrzebujemy dotknąć Krzyża. Jezus wyraźnie powiedział: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje (Mt 16,24). Uczeń Chrystusa wiąże się z krzyżem na całe życie. Chcemy ciągle uczyć się jak zgadzać się na nasze własne krzyże i przybliżyć je do Krzyża Chrystusa, bo to w nim znajdujemy siłę i uzasadnienie podejmowania naszych osobistych krzyży.

Jezus Chrystus, Syn Boży, który stał się człowiekiem dla naszego zbawienia, dziś zostaje skazany na śmierć krzyżową. Oto stajemy wobec tajemnicy cierpienia i tajemnicy Krzyża. Trudno w tym momencie nie wypowiedzieć pytań, które często nas niepokoją. Dlaczego na świecie tyle zła, wojen, kataklizmów, niesprawiedliwości? Dlaczego giną niewinni ludzie, a dzieci umierają z głodu? Dlaczego wokół tyle zazdrości i nienawiści? Po co jest nam potrzebne doświadczenie choroby i cierpienia? Oto krzyk zranionego ludzkiego serca zanoszony do Boga. W odpowiedzi staje przed nami krzyż Jezusa Chrystusa, w nim bowiem znalazły się wszystkie nieprawości tego świata oraz wszystkie pytania, na które nie potrafimy znaleźć odpowiedzi.

Słowo Boże dzisiejszej liturgii objawia nam zbawczą moc krzyża. Znak hańby, klęski i zgorszenia okazuje się znakiem miłości i zwycięstwa. Wywyższenie Syna Człowieczego i nasze zbawienie dokonało się na krzyżu. Jeśli spojrzymy na Jezusa ukrzyżowanego i uwierzymy, że jest On Synem Bożym, który umarł za nas i dla nas, będziemy uwolnieni z grzechów i otrzymamy w darze nowe życie. Krzyż stał się skutecznym lekarstwem na nasze grzechy a zwłaszcza na tę największą chorobę jaka jest skutkiem grzechu – śmierć. Chrystus naprawdę „obarczył się naszym cierpieniem i dźwigał nasze boleści. On naprawdę był przebity za nasze grzechy i zdruzgotany za nasze winy. Spadła nań chłosta zbawienna dla nas, a w jego ranach jest nasze zdrowie” – jak zapewnia w imieniu Boga prorok Izajasz (52,5).

Patrząc na ukrzyżowanego Chrystusa, chcemy z ufnością wyśpiewać słowa pieśni: Krzyżu Chrystusa bądźże pochwalony, na wieczne czasy bądźże pozdrowiony. Z ciebie moc płynie i męstwo, w Tobie jest nasze zwycięstwo. Przychodzimy dziś z oddali grzechu, niewierności i zdrady; przychodzimy poranieni, znękani, pełni lęków i obaw; przychodzimy, aby w ukrzyżowanym Chrystusie rozpoznać Syna Bożego, naszego jedynego Zbawiciela i Odkupiciela. Stajemy razem przy krzyżu Jezusa, w którym jest nasze uzdrowienie i życie. Tutaj odnajdujemy utraconą nadzieję i poczucie sensu codziennej egzystencji. Adorując krzyż Chrystusa, doświadczamy jego mocy i miłości.

Dziś spełnia się obietnica Chrystusa, który zapewnia nas: A Ja, gdy nad ziemię zostanę wywyższony, przyciągnę wszystkich do siebie (J 12,32). Jego miłość przygarnia każdego z nas i dlatego z ufnością możemy powiedzieć Bogu: „Ojcze, wierzymy, że Jezus umarł za nas i to my jesteśmy winni Jego śmierci. Do krzyża przybiły Go nasze grzechy. Taka była cena naszego zbawienia. W tym wyraziła się Twoja miłość. Dziękujemy Ci, że nie zostawiłeś nas w niewoli grzechu i śmierci. Dziękujemy Ci za dar zbawienia”.

EUCHARYSTIA I KAPŁAŃSTWO

Są takie dwa dni w roku, gdzie nasze serce skłania się ku Sakramentowi, który nazywamy Eucharystią. Dwa dni w roku, kiedy myśliwy o największej miłości Chrystusa do człowieka. Myślimy o miłości, która pozostała w Eucharystii pod postaciami chleba i wina. Te dwa dni to uroczystość Bożego Ciała i dzień dzisiejszy: Wielki Czwartek. Dziś idziemy do źródła, do wydarzenia ustanowienia Eucharystii i Kapłaństwa – do Wieczernika!

Wpatrujemy się oczyma wiary w Chrystusa, który zasiada z Apostołami do Ostatniej Wieczerzy, jak słyszeliśmy dziś w opisie w relacji św. Pawła w drugim czytaniu. Jezus wie, że tego wieczoru rozpocznie się zapowiedziana Jego odkupieńcza Męka, która ostatecznie dopełni się na Krzyżu Jego Śmiercią.

Przenieśmy myślami do Wieczernika. Spróbujmy sobie to wyobrazić. Apostołowie wraz z Chrystusem przy stole. Atmosfera zadumy, wyciszenia. Apostołowie widzą, że dzieje się coś niezwykłego, podniosłego, choć zapewne jeszcze niewiele rozumieją.

Chrystus bierze chleb i mówi: TO JEST CIAŁO MOJE. Następnie bierze kielich z winem i mówi: TO JEST MOJA KREW. Tu następuje pierwsze przeistoczenie, którego dokonuje sam Chrystus. Na słowa samego Chrystusa chleb staje się rzeczywiście Jego Ciałem, a wino Jego Krwią. Jest to – można powiedzieć – pierwsza Msza święta. Chrystus uobecnia to, co się wydarzy już za chwilę, uobecnia swoją Mękę i Śmierć. Tu pod postaciami chleba i wina dokonuje się pierwsze przelanie Krwi, które dokona się ostatecznie na Krzyżu. Już tu Chrystus oddaje się Ojcu za nasze grzechy! To jest tajemnica Wieczernika, tajemnica Eucharystii.

Chrystus pragnie utrwalić Ofiarę Krzyża, po to, aby chrześcijanie kolejnych wieków mieli dostęp do łask płynących z Krzyża, który łączy się ściśle z wydarzeniem Wieczernika. Dlatego ustanawia kolejny sakrament: kapłaństwo. Apostołów i ich następców – kapłanów zanurza w swoim kapłaństwie, polecając im: „TO CZYŃCIE NA MOJĄ PAMIĄTKĘ”.

Od tej chwili za każdym razem, gdy będą powtarzać nad chlebem i winem Jezusowe słowa Ofiara Krzyża będzie się uobecniała na ołtarzach kościołów. Ręce kapłanów sprawujących Najświętszą Ofiarę będą rękoma Chrystusa a ich usta Jego ustami. Dzięki sprawowaniu Eucharystii wierni otrzymają potrzebne łaski płynące z krwawej Ofiary Krzyża. Będą mogli się karmić Jego Ciałem i Krwią na życie wieczne.

Dzięki objawieniom  boliwijskiej mistyczki Cataliny Rivas czy św. Faustyny Kowalskiej wiemy, że za każdym razem, gdy kapłan podnosi Hostię, w rzeczywistości trzyma ją sam Jezus, jak podczas Ostatniej Wieczerzy. Ten obraz pokazuje, że wydarzenie Ostatniej Wieczerzy, Krwawa Ofiara na Krzyżu i Ofiara Mszy świętej są tymi samymi wydarzeniami.

Św. Jan Paweł II w liście z 1980 r. do kapłanów na Wielki Czwartek napisał: „Kapłan sprawuje Najświętszą Ofiarę in persona Christi [w osobie Chrystusa]– to znaczy więcej niż w imieniu czy w zastępstwie Chrystusa. In persona to znaczy: w swoistym sakramentalnym utożsamieniu się z Prawdziwym i Wiecznym Kapłanem, który Sam tylko Jeden jest prawdziwym i prawowitym Podmiotem i sprawcą tej swojej Ofiary”.

Msza św. jest więc z istoty swojej Ofiarą Chrystusa. Św. Cyprian mówi: „Męka Chrystusa Pana jest tą samą Ofiarą, którą my ofiarujemy”.

Z kolei bł. Teodoret stwierdza: „Nie inną składamy ofiarę, tylko tę, która była na krzyżu”. Tę Ofiarę Mszy świętej, Kościół nazywa „bezkrwawą”, bo nie ma już cierpienia Chrystusa. Jest to jednak ta sama Ofiara. Osobne przeistoczenie najpierw hostii w Ciało, a potem wina w Krew obrazuje rozdzielenie Krwi od Ciała, a więc Śmierć Chrystusa!

Jednak ta Ofiara prowadzi nas na ucztę ofiarną. Chrystus, który oddaje się swemu Ojcu, pragnie dać się nam jako pokarm. Bł. Honorat Koźmiński pisze: „Gospodarzem uczty weselnej jest przyjemniejszy nad wszystkich ludzi nasz drogi Zbawiciel, który już nie wodę w wino, jak niegdyś na godach weselnych w Galilei, ale wino w Krew Swoją Najdroższą przemienia i chleb w Ciało Swoje. Nie dosyć dla Niego być gospodarzem naszym, ale chce być jeszcze naszym współbiesiadnikiem, naszym towarzyszem, przyjacielem, naszym pokarmem, napojem. Ciało Jego prawdziwie jest pokarmem i Krew Jego prawdziwym jest napojem. Gdzież znajdziecie gospodarza tak gościnnego, żeby nas karmił własną Krwią i Ciałem”.

Przyjmujmy jak najczęściej Komunię świętą, bo to jest podstawowy pokarm dla duszy i źródło największych łask.

W tym dniu, kiedy rozważamy dar i tajemnicę sakramentu Eucharystii i kapłaństwa warto przywołać intrygujące słowa matki św. Jana Bosko. Ta prosta wieśniaczka powiedziała do swego syna w dniu jego pierwszej Mszy świętej: „Zostać kapłanem, to znaczy zacząć cierpieć”. Jakże głęboka jest ta myśl, bo rzeczywiście: służba, poświęcenie, wierność Bogu i Kościołowi… łączy się nierzadko z cierpieniem. Wie to każda dobra matka kapłana, wie to każdy dobry kapłan. Nie ma owoców bez ofiary. Siłę miłości mierzy się wielkością ofiary!

Kapłaństwo więc musi realizować się w duchu służby i ofiary. Zapewne wyrazem tego ducha był św. Jan Vianney, który nie patrząc na zmęczenie godzinami służył w konfesjonale, czasem całą noc pisał kazania. Ile się wycierpiał przez ludzkie języki, oszczerstwa, czy walkę toczoną nieustannie ze złym duchem. On wiedział, że więcej dusz zbawi ofiarą i cierpieniem niż płomiennymi kazaniami.

Kapłaństwo jest więc darem i ofiarą, ale też źródłem radości. Bł. Honorat Koźmiński pisał: „Jakże jestem szczęśliwy, gdy mogę składać Ofiarę Ciała i Krwi Syna Twego, nie zamieniłbym tego szczęścia na żadne świata tego i przyszłego wielkości, bogactwa i rozkosze”.

Św. Pius X mówił do kapłanów piękne słowa: „Wypełniamy powołanie kapłańskie nie w naszym imieniu, lecz w imieniu Jezusa Chrystusa. (…) Z tej to przyczyny wpisał nas Chrystus do liczby przyjaciół, a nie sług: Już was nie nazywam sługami (…), lecz nazwałem was przyjaciółmi, bo wszystko cokolwiek od Ojca usłyszałem, oznajmiłem wam (…) ustanowiłem was, abyście poszli i owoc przynieśli. Musimy więc przedstawiać osobę Chrystusa i spełniać Jego poselstwo (…). Jako posłowie Jego musimy wiarę ludzi karmić Jego nauką, Jego prawem, sami je przede wszystkim zachowując. Jako uczestnicy Jego władzy w wyzwalaniu ludzi z więzów grzechowych – musimy się usilnie starać, abyśmy sami nie zostali w nie uwikłani. Ale najbardziej, jako ministrowie Chrystusa w Jego najświętszej Ofierze, wznawianej stale dla życia świata, musimy się odznaczać tym usposobieniem duszy, w którym On na ołtarzu krzyża ofiarował się Bogu jako Ofiara niepokalana” (Exhortatio ad clerum catholicum).

Tymi słowami święty papież podkreśla główny cel kapłaństwa: sprawowanie Mszy świętej. Kapłan więc jest dla Ołtarza. To jest ważniejsze niż jakakolwiek inna posługa duszpasterska.

Ojciec święty Benedykt XVI ukazywał nieustannie, że żyje Eucharystią, że z niej czerpie wszelkie łaski. Ukazywał doniosłość celebracji Ofiary Mszy św. Pokazał, że w liturgii najważniejszy jest Bóg, a nie człowiek. Podobnie ustanawiając w Kościele Rok Kapłaństwa ukazał, że Kościół nie może istnieć bez Eucharystii, którą się karmi i bez kapłanów, bo bez nich nie ma sakramentów.

Dziś może jest i czas byśmy my kapłani przeprosili za nasze ludzkie słabości. Może za brak postawy ojcowskiej, za grzechy pychy, egoizmu, czy lenistwa, za zaniedbania w kierowaniu owczarnią. Jest też dziś czas, by prosić o nieustanną modlitwę, tak potrzebną kapłanom. Jest taka piękna modlitwa św. Teresy od Dzieciątka Jezus, która jako jedną ze swych najważniejszych misji widziała misję modlitwy za kapłanów. Pozwolę sobie ją tutaj przywołać:

O Jezu, Wiekuisty, Najwyższy Kapłanie, zachowaj Twoich kapłanów w opiece Twego Najświętszego Serca,gdzie nikt nie może im zaszkodzić. Zachowaj nieskalanymi ich namaszczone dłonie, które codziennie dotykają Twojego świętego Ciała. Zachowaj czystymi ich wargi, które zraszane są Twoją Najdroższą Krwią. Zachowaj czystymi ich serca naznaczone wspaniałą pieczęcią Twojego kapłaństwa. Spraw, aby wzrastali w miłości i wierności Tobie, chroń ich przed zepsuciem i skażeniem tego świata. Wraz z mocą przemiany chleba i wina, udziel im również mocy przemiany serc. Błogosław ich trudowi, aby wydał obfite owoce. Niech dusze, którym służą, będą dla nich radością i pociechą tu, na ziemi, a także wieczną koroną w życiu przyszłym. Amen.

Święty kapłan, to wiele dusz zbawionych. Polecajcie Bogu kapłanów, polecajcie kapłanów, którzy wam służyli poprzez sprawowane sakramenty i których Bóg postawił na Waszej drodze. Wasza modlitwa, to jedno ze źródeł naszego, kapłańskiego posługiwania.

Pamiętajmy też w naszych modlitwach o kapłanach bliskich porzucenia posługi kapłańskiej i tych, którzy odeszli. Prośmy za kapłanów przeżywających kryzys własnej tożsamości, tym trudniejszy, że przeżywany nierzadko w samotności.

Ze swojej strony nieustannie dziękuję Panu Bogu za Was wszystkich, których postawił na drodze mojego kapłańskiego życia, za Wasze modlitwy w mojej intencji, za wsparcie i obecność w trudnych chwilach. Jesteście moją największą pociechą!

I bądźmy wdzięczni Bogu za te dwa sakramenty Eucharystii i kapłaństwa ustanowione w Wieczerniku. Bądźmy wdzięczni za każde kapłańskie powołanie, za każdą odprawioną Mszę świętą, która jest darem miłości i nieustannej obecności Boga w naszym życiu.

Dziękuję!