Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Strategia szatana i strategia Jezusa

Jezus pełen Ducha Świętego powrócił znad Jordanu i czterdzieści dni przebywał w Duchu na pustyni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie poczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem”.

Odpowiedział mu Jezus: „Napisane jest: »Nie samym chlebem żyje człowiek«.

Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: „Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje”.

Lecz Jezus mu odrzekł: „Napisane jest: »Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz«”.

Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: „Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół. Jest bowiem napisane: »Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli«, i »na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień«”.

Lecz Jezus mu odparł: „Powiedziano: »Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego«”.

Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu. (Łk 4,1-13)

„Człowiek codziennie wychodzi na pustynię, lecz nie zna granic tej pustyni…

I codziennie kuszony jest człowiek, lecz nie zna granic tej pokusy…

I codziennie walczy ze złem, lecz nie znam granic tego zła…” (Roman Brandstaetter)

 

Na początku Wielkiego Postu Ewangelia zaprasza nas do wyjścia wraz z Jezusem na pustynię, która jest symbolem duchowych zmagań z szatanem. Jest to pierwsza nauka dla nas płynąca z dzisiejszej liturgii słowa: w świecie, w Kościele, podobnie jak w życiu pojedynczego człowieka trwa nieustanne duchowe zmaganie. I choć zmagania te przybierają różne rozmiary, to musimy pamiętać, że będą naszym udziałem do końca, do ostatniego tchnienia. Skoro szatan rzucił się w tej walce na samego Syna Bożego, to czy może nas dziwić, że będzie atakował również wierzących w Niego i pragnących żyć Ewangelią?

Historia świata i nakładające się na nią dzieje zbawienia, to historia nieustannego duchowego zmagania. Zatem próba stworzenia czegoś na kształt bezkonfliktowego współistnienia Ewangelii, Kościoła i świata jest iluzją. Istnienie bezkonfliktowego współistnienia między Chrystusem a panem tego świata, który z natury jest największym wrogiem Chrystusa, Kościoła i człowieka z założenia jest błędem. Każdy bez wyjątku jest kuszony i każdy bez wyjątku musi stoczyć bitwę z szatanem. Warto jednak uczyć się na błędach tych, którzy uwierzyli, że są w stanie pokonać szatana bez Bożej pomocy a dzisiaj świadomie lub mniej świadomie chodzą na smyczy złego ducha.

Lekcja z dzisiejszej Ewangelii odsłania przed mami także strategię złego ducha. I to kolejna mądrość, którą warto wziąć sobie do serca. Zobaczmy, że szatan nie często kusi namawiając do konkretnego zła. W gruncie rzeczy to, co proponuje dziś w Ewangelii Jezusowi a także każdemu człowiekowi, to wybory pozornie dobre. Ważne dla niego jest tylko to, aby człowiek odsunął na dalszy plan Boga i Jego wolę. Propozycja zamiany kamieni w chleb, zwłaszcza w świecie, gdzie setki tysięcy ludzi cierpią z głodu wydaje się propozycja nader szlachetną i humanitarną.

Podobnie mądra władza nad światem nie jest propozycją z gruntu złą, bo czy gdyby światem, rządził ktoś taki jak Jezus Chrystus – mądry, dobry, bezinteresowny w swojej służbie ludziom – to czy ten świat nie byłaby o wiele lepszy?

Trzecia z pokus wydaje się jeszcze bardziej przebiegła, gdyż szatan bezpośrednio odwołuje się w niej do Słowa Bożego a przecież Słowo Boże nie kłamie. Czy nie mamy prawa sprawdzić, czy Bóg jest słowny?

Ojciec Święty Benedykt XVI w książce „Jezus z Nazaretu” w prorocki sposób komentuje tekst dzisiejszej Ewangelii. Papież zwraca uwagę na to, że istotą kuszenia szatana jest zepchnięcie Boga do sfery prywatnej, wykluczenia tematu wiary i Boga z życia publicznego. Bo kiedy Bóg i Jego prawo zostaje zmarginalizowane czy to w życiu pojedynczego człowieka, rodziny, Kościoła czy świata, tam szatan ma wolne pole do popisu.

Czyż we współczesnym świecie nie obserwujemy dzisiaj tego zjawiska niemal na każdym niemal kroku? Aż się prosi przywołać w tym miejscu słynne powiedzenie św. Augustyna: „Tylko wówczas, gdy Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystko inne będzie na właściwym!” (Tę zasadę można odnieść do wszystkich dziedzin życia: moralności, prawa, sprawiedliwości społecznej, życia rodzinnego czy życia Kościoła).

Dzisiejsza Ewangelia niesie nam jednak nadzieję. Jezus zwycięża szatana. Zwycięża go dla nas i za nas. Ale nie pozostawia złudzeń, że nam nie wolno wycofać się z tej walki. I podpowiada, że by wraz z Chrystusem odnosić zwycięstwo nad złym duchem musimy przyjąć Jezusową strategię: „Zero dyskusji z diabłem!” Na pokusę, którą posuwa zły duch jest tylko jedna odpowiedź: „Idź precz!” Próba wejścia w dialog z szatanem z nadzieją, że uda nam się pokonać ją innym sposobem jest mrzonką i przejawem pychy. A ludzie pyszni, to ulubieni adwersarze szatana, bo on będąc inteligentnym złem wie, że są z gruntu przegrani.

Ta dzisiejsza Ewangelia to doskonała praca domowa na cały Wieli Post: Po pierwsze: Nie próbujmy ufać naszemu sprytowi, ani inteligencji w zmaganiu ze złym duchem, bo przegramy. Po drugie: Zginajmy kark i kolana jedynie przed Bogiem a nie przed doczesnymi bożkami, nawet jeśli obiecują nam lepszy i szczęśliwszy świat. I po trzecie: Nie wystawiajmy Pana Boga na próbę, każąc Mu cokolwiek udowadniać, ale prośmy, abyśmy mieli w sobie bezgraniczną ufność w Jego miłość i  w mądrość słowa, którym nas na co dzień karmi.

Drogim Paniom!


Wszystkim medytującym Kobietom w dniu ich święta składamy najserdeczniejsze życzenia i przyzywając wstawiennictwa Maryi prosimy, aby wypraszała Wam w codziennej wędrówce przez życie wszelkie potrzebne łaski, Boże błogosławieństwo i sama jako najdoskonalszy wzór modlącej się kobiety prowadziła Was drogą serca ku doświadczeniu Boga, Jego bliskości i miłości. Dziękujemy, że jesteście! 

Wielkopostne postanowienie

Jezus powiedział do swoich uczniów: Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam: już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i umyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. (Mt 6,1-6.16-18)

Od dzieciństwa jesteśmy przyzwyczajani do robienia różnego rodzaju planów. Budżety, projekty, założenia programowe, wytyczne katechetyczne, strategie rozwoju, plany duszpasterskie to nasza codzienność. Sprawnie wychodzi nam ich tworzenie, które w konsekwencji wcale nie musi przekładać się na ich realizację. Ten papierowy świat naszych marzeń, oczekiwań stwarza poczucie bezpieczeństwa i porządku, jednak niewiele ma wspólnego z otaczającą nas rzeczywistością. Wszystko można sobie zaprojektować, o czym dobrze wiedzą zdolni, niepozbawieni wyobraźni architekci. Już o wiele trudniej jest z realizacją wizjonerskich pomysłów. Tu jak grzyby po deszczu pojawiają się przeszkody i okoliczności, o których w fazie projektu nawet się nikomu nie śniło. Samo życie.

Co roku, kiedy przychodzi kolejna Środa Popielcowa, wielu z nas staje z tym samym pytaniem: co by tu postanowić, zaplanować tak od siebie na ten Wielki Post?

Rodzą się w naszej głowie bardziej lub mniej oryginalne postanowienia, które mają nam stworzyć poczucie dobrze rozpoczętego okresu nawrócenia. Tylko ile z tych naszych pokutnych planów jesteśmy w stanie zrealizować?

Ktoś powie, że nie jest najważniejsze, jak daleko zajdziemy, ważne, aby wyruszyć. Tylko czy na tym rzeczywiście polega istota Wielkiego Postu?

Na udowodnieniu sobie, że potrafię przez czterdzieści dni nie jeść czekolady, nie palić papierosów, nie pić piwa, nie tracić godzin przy komputerze?

Jeżeli odkrywamy w sobie zalążki jakiegoś zniewolenia, to nie ma co czekać na Popielec. Nie wystarczy się nauczyć panowania nad sobą, odmawiania sobie przyjemności. Trzeba jeszcze wiedzieć, po co to robię. Do czego to ma mnie doprowadzić?

Post jest doświadczeniem braku, głodu, nienasycenia. Ma on na celu uwrażliwić każdego z nas na Boga. Pomaga nam zrobić trochę miejsca, wygospodarować chwilę czasu dla Tego, który w moim życiu powinien być na pierwszym miejscu. Wielki post ma być okazją do obudzenia w nas pragnienia życia w bliskości i głębokiej relacji z Bogiem, które to niestety zbyt często przegrywa z innymi pragnieniami, potrzebami i niezmiernie pilnymi sprawami.

Może w tym roku spróbować zrezygnować z wielkich duchowych planów nawróceń i wyrzeczeń na rzecz cichej codziennej wierności osobistej modlitwie i naszym zwykłym obowiązkom, z których składa się życie. „Życie, które choć składa się z drobiazgów, drobiazgiem nie jest…

Jest to z pewnością mniej spektakularne. Jednak kiedy potraktujemy to postanowienie z gorliwością i wiarą, owoce naszych działań mogą zacząć wykraczać daleko poza okres czterdziestu dni duchowych wyrzeczeń. W głębi serca przecież pragniemy trwałych śladów nawrócenia, które zbliży nas do Boga i pozwoli być bardziej szczęśliwymi i bardziej prawdziwymi chrześcijanami.

Niewidomi przewodnicy

Jezus opowiedział uczniom przypowieść: „Czy może niewidomy prowadzić niewidomego? Czy nie wpadną w dół obydwaj?

Uczeń nie przewyższa nauczyciela. Lecz każdy, dopiero w pełni wykształcony, będzie jak jego nauczyciel.

Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a belki we własnym oku nie dostrzegasz? Jak możesz mówić swemu bratu: «Bracie, pozwól, że usunę drzazgę, która jest w twoim oku», gdy sam belki w swoim oku nie widzisz? Obłudniku, wyrzuć najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka swego brata.

Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc. Po owocu bowiem poznaje się każde drzewo: nie zrywa się fig z ciernia ani z krzaka jeżyny nie zbiera się winogron. Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło. Bo z obfitości serca mówią jego usta”. (Łk 6,39-45)

„Czy może niewidomy prowadzić niewidomego?” – możemy zapytać za Jezusem. Niestety historia świata pokazuje, że może.

Wystarczy przywołać tragizm komunizmu czy nazizmu, albo też dzieje różnego rodzaju dyktatur minionych, ale też wciąż jeszcze obecnych, żeby zobaczyć jak kończą się zazwyczaj takie historie. Można pokazać wiele innych przykładów chociażby sekt żerujących na ludzkiej wrażliwości i zagubieniu. Można także takie przykłady odnaleźć w polityce, w mediach, w życiu społecznym… Nie brakuje zatem niewidomych prowadzących niewidomych, ludzi zaślepionych toksycznymi ideologiami, którzy pretendują do roli autorytetów, nauczycieli i wychowawców społecznych. Jezus przestrzega nas przed takimi szkodliwymi autorytetami, przed ludźmi, którzy zarażają innych własnym zaślepieniem, niewiedzą czy niedojrzałością. Pan ostrzega przed naiwnością, przed zwiedzeniem, bo to zwykle prowadzić do nieszczęścia. Dziś dzięki potędze mediów ogromnie wzrosła także siła oddziaływania takich osób. Ale mądrości nie mierzy się poziomem popularności. Tym ważniejsze staje się zatem pytanie: kogo słucham, kto jest moim przewodnikiem przez życie? I czy jako chrześcijanin uznaję Jezusa za mojego pierwszego i najważniejszego nauczyciela a Ewangelię za moją szkołę życia?

„Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku?” Uzdrawianie sposobu widzenia bliźniego jest rzeczą piękną i często ważną, zwłaszcza gdy widzimy, że grozi komuś zaślepienie. Ale taką pomocą nie może służyć ktoś, kto sam jest zaślepiony. Co ma na myśli Jezus przestrzegając, że może być belką w oku? To może być utrwalony grzech, do którego jestem przywiązany; to może być nałóg, który osłabia wolę człowieka; to może być chorobliwe pożądanie czegoś lub kogoś, czy zazdrość nie dająca pokoju sercu; to może być pycha, każąca nam patrzeć na innych z góry, z perspektywy lepszego czy mądrzejszego lub tak bardzo uzależniająca żądza władzy (nawet niewielkiej, ale dającej satysfakcję z dominacji nad innym, często słabszym).

Wszystko to, co przesłania nam Boga, zaciemnia równocześnie nasze sumienia i nie pozwala w prawdzie spojrzeć ani na siebie ani na innych. Jezus podaje nam zasadę rozeznawania: „Po własnym owocu bowiem poznaje się każde drzewo”. Trzeba najpierw odnieść ją do siebie samego. Przywiązujemy się często do ludzi, do pewnych miejsc, sytuacji, układów. Z czasem nie dostrzegamy, że to przywiązanie mogło stać się rodzajem niewoli rodzącej złe owoce w naszym życiu. Dlatego trzeba uczciwie pytać siebie: Czy rzeczywiście w tym co robię i do czego dążę chodzi o prawdziwe dobro? Przy czym należy uważać, by tego dobra nie rozumieć jako swojej egoistycznej przyjemności…

Jeśli zatem owocem jakiegoś nauczania czy dziania jest zamieszanie we wspólnocie (to może być zarówno wspólnota rodzinna, zawodowa, religijna;, lub jeśli czyjaś postawa i działanie rodzi podziały, spory i niezdrową atmosferę, to trudno uznać takie działania za dobre owoce. Jeżeli między różnymi słowami i czynami jakiejś osoby nie ma harmonii i spójności, należy zachować wobec takiego człowieka daleko idącą ostrożność.

Niestety nasza natura zraniona grzechem pychy sprawia, że bardzo łatwo przychodzi nam przyjmować rolę nauczyciela czy eksperta od tego, „jak powinno być”, lub „jak ktoś powinien myśleć”. Tymczasem tego „jak powinno być” uczymy się całe życie.

Spoglądając przez pryzmat Ewangelii, która powinna być dla nas pierwszą szkołą życia mamy świadomość, że całe życie jest szkołą Miłości, która „powinna być” wszędzie i zawsze na pierwszym miejscu. A nauczyciel i mistrz w tej szkole jest tylko jeden – Jezus Chrystus. Wszyscy inni są tylko mniej lub bardziej zaawansowanymi w nauce uczniami.

Może zamiast mówić i myśleć tyle o tym, „jak powinno być” włóżmy więcej energii w jakość naszej relacji z Jezusem a wówczas także innym łatwiej pomożemy spotkać Jezusa, zamiast ich pouczać.

Konieczność powrotu do kontemplacji

Apostoł Jan rzekł do Jezusa: „Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w imię Twoje wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami”. Lecz Jezus odrzekł: „Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. (Mk 9,38-40)

Bardzo brakuje dzisiaj w świecie postawy wyrażonej przez Pana Jezusa słowami: „Kto nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”. Ludzie bowiem są i zawsze będą różni, ale odmienność często jest traktowana jak zagrożenie. Rzadko mamy świadomość, że taka postawa świadczy o słabości człowieka.

Tylko ludzie słabi nie potrafią poruszać się w zróżnicowanym (pluralistycznym) świecie, dlatego robią wszystko, aby była jednolitość. Tymczasem Jezus przyszedł zjednoczyć świat, a nie ujednolicić. Zjednoczenie zakłada jedność w różnorodności. Jeśli więc zwalczamy odmienność, stajemy się wrogami jedności, do której dążył Jezus.

Każdy z nas ma swoją misję i potrzebne dary, by ją zrealizować. W każdym z nas działa Boży Duch i prowadzi każdego inaczej. Duch jest wolny. Chrystus i Jego Duch nie jest z jedną kategorią ludzi. Jezus przyszedł do wszystkich. Dlatego chce nam dzisiaj powiedzieć: „Nie bądźcie zazdrośni. Przeciwnie, radujcie się, że Boże dzieło może wzrastać w innych, w tym również w myślących i wierzących inaczej”.

Lata pracy w dialogu ekumenicznym i międzyreligijnym a zwłaszcza lata medytacji z przedstawicielami innych wyznań czy religii nauczyły mnie dostrzegać bogactwo działania Ducha Świętego i nie gorszyć się tym, że nie wszyscy należą do mojego Kościoła, nie wszyscy wierzą tak samo. Ważniejsze jest to, że idą Bożymi ścieżkami…

Te lata spędzone w dialogu z przedstawicielami innych wyznań czy religii uświadomiły mi, że  w sensie ścisłym różnorodność jako zagrożenie a w sensie szerszym brak jedności jest owocem oddzielenia człowieka od Boga.

Dlatego naglącą potrzebą dla człowieka obecnego czasu jest powrót do kontemplacji, która uczy nas przekraczać nasze stereotypy, nasz sposób myślenia. Kontemplacja kształtuje najpierw jedność w nas samych. „Bez praktyki kontemplacji – jak pisze o. Richard Rohr – nie da się przezwyciężyć wewnętrznych napięć, które walczą przeciwko jedności” (możemy te napięcia rozumieć jako obecne w człowieku lub także w różnego rodzaju wspólnotach czy społecznościach, lecz wszędzie są one wrogami jedności, którą nie bez powodu Chrystus uznał, za najważniejszy motyw swojej Modlitwy Arcykapłańskiej poprzedzającej Jego mękę i śmierć).

Może zapytać ktoś: „Dlaczego właśnie kontemplacja jest drogą do jedności (zarówno w wymiarze wewnętrznym jak i w wymiarze międzyludzkim)?” Dlatego, że zakłada ona nade wszystko prostotę serca i ubóstwo ducha. O tym kontemplatywnym wymiarze naszej wiary mówiło już wielu chrześcijańskich nauczycieli: w XX wieku niemiecki teolog Karl Rahner pisał: „Chrześcijanin XXI wieku albo będzie kontemplatykiem, albo go w ogóle nie będzie”, a kilka wieków wcześniej przedstawiciel mistyki nadreńskiej Mistrz Eckhart przestrzegał: „Tylko kontemplacja przez proces wewnętrznego ogołacania może nas ocalić od niebezpiecznego dyktatu naszego ego”.

Medytacja monologiczna jest praktyką, która ma nas prowadzić do kontemplacji. Słynni mistrzowie życia duchowego (św. Benedykt, św. Igancy Loyola) nauczali, że kontemplacja jest wyższym stopniem medytacji, która jest modlitwą z mniejszym lub większym zaangażowaniem naszego rozumu. Dar kontemplacji może (choć nie musi) być też szczególną łaską, daną bezpośrednio od Boga. Mówimy wtedy o kontemplacji wlanej. O ile w medytacji większą rolę pełni rozum, stosowanie pewnych metod modlitwy, to w kontemplacji wszystko zostaje uproszczone. Kontemplacja pozwala nam bardziej bezpośrednio przeżywać obecność, bliskość z Bogiem. Nie są dla niej istotne treści ani metody modlitwy, lecz miłość. „Kontemplacja – jak pisze autor Obłoku niewiedzy – jest to pełne miłości obcowanie człowieka z Bogiem w jego sercu”. Ostatecznie kontemplacja może przybierać postać mistyki, czyli najwyższego tu na ziemi stopnia zjednoczenia człowieka z Bogiem. Dla nas praktykujących medytację ważne jest to, abyśmy czynili wiele wysiłku, aby łatwo nie rezygnować z tej modlitwy, nawet jeśli wydaje się wymagająca i aby ostatecznie przyniosła ona owoc kontemplacji.