Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Medytacja nie czyni świata idealnym, ale z pewnością trochę lepszym

Z Ewangelii według Świętego Jana

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.

Ja jestem krzewem winnym, wy – latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto nie trwa we Mnie, zostanie wyrzucony jak winna latorośl i uschnie. Potem ją zbierają i wrzucają w ogień, i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami». (J 15, 1-8)

W majowym klimacie wiosny, pełnej zieleni i kwitnących kwiatów Jezus opowiada przypowieść o winnym krzewie i latorośli. Ten obraz to doskonałe tło do medytacji na łonie natury. Kiedyś miałem okazję medytować ten tekst podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej, a dokładnie w Nazarecie, gdzie przy bazylice Zwiastowania rośnie jeden krzew winny, który ponoć każdego roku daje od 350 do 370 kiści winogron. Jakże inaczej czyta się tę Ewangelię właśnie w tamtym miejscu. Obfity owoc…

Jezus mówi o sobie, że jest życiodajnym krzewem. My jesteśmy Jego latoroślami. Bóg zaś jest miłośnikiem życia. On nie tylko jest Źródłem naszego życia, ale też je podtrzymuje i pielęgnuje. Odcina w nas to, co nie przynosi owocu, i oczyszcza, abyśmy przynosili lepsze owoce. To oczyszczanie zazwyczaj kojarzy nam się z sakramentem pokuty, ale dokonuje się to także przez różnego rodzaju kryzysy przez które przechodzimy w wierze, czy w życiu. Również praktyka medytacji jest takim miejscem oczyszczenia. Wie o tym każdy, kto dłużej medytuje. W ciszy medytacji dokonuje się bowiem uwolnienie tego, co nagromadzone w naszej podświadomości, co zepchnęliśmy głęboko w siebie.  Oczyszczanie związane jest nierzadko z bólem, ale służy życiu!

Bóg zna nasze życie i widzi także to, co jest zakryte przed nami. Daje nam jednak narzędzie w postaci słowa przepełnionego łaską, które towarzyszy nam w praktyce medytacji, o którym autor Listu do Hebrajczyków powie: „Żywe bowiem jest słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (Hbr 4,12).

Bóg pragnie nas oczyszczać z przeciętności i oziębłości, abyśmy bardziej żyli Ewangelią, abyśmy rodzili więcej dobra i abyśmy żyli pełnią życia

Jezus zwraca dziś uwagę na moc, jaka płynie z Jego Słowa. Ono oczyszcza i pomaga trwać będąc zakorzenionym w Jego życiu. Medytacja sprawia że trwam w Jezusie, bo trwam w Jego Słowie.

Jezus jednoznacznie mówi dziś: „Poza Mną nie znajdziesz życia i beze Mnie nic nie możesz uczynić”. Nasza medytacja jest tak skuteczna właśnie dlatego, że jest trwaniem w Jezusie.

Wspominamy dzisiaj w liturgii mało znanego świętego – Jana z Avili – XVI-wiecznego hiszpańskiego kapłana, mistyka, ogłoszonego przez papieża Benedykta Doktorem Kościoła. Rzadko kto wie, ale pod jego przemożnym wpływem byli późniejsi święci tacy jak: św. Franciszek Salezy i św. Alfons Liguori; św. Jan Boży (założyciel Bonifratrów), który nawrócił się słuchając kazań św. Jana z Avilii, ale także Ludwik z Granady, Ignacy Loyola i Teresa z Ávila, którzy byli duchowymi podopiecznymi Jana z Avili. Można o nim powiedzieć: prawdziwy mistrz drugiego planu.

Jest takie piękne zdanie, którego autorem jest św. Jan z Avili: „Ratując jednego człowieka nie zmienimy świata, ale z pewnością sprawimy, że świat zmieni się dla tego człowieka”.

Pomyślałem, że to zdanie można odnieść także do praktyki medytacji: „Jeden człowiek wchodzący na drogę medytacji może nie zmieni świata, ale z pewnością świat zmieni się dla tego człowieka”.  O czym wiedzą najlepiej ci, którzy ścieżką medytacji już podążają.

Boski taniec

Z Ewangelii według Świętego Jana

Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena.

Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja».

I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. (J 19, 25-27)

Ta perykopa ewangeliczna wydaje się być jednym z najpiękniejszych obrazów medytacji monologicznej. Maryja i Jan trwają zapatrzeni w Jezusa i zasłuchani w Słowo. Tyle wystarczy. Medytacja wymaga bowiem od nas bycia tu i teraz z sercem zwróconym ku Jezusowi – Mistrzowi i przewodnikowi w naszej wierze.

Wierzymy, że Jezus jest Synem Bożym w sposób doskonały. Stanowi zatem dla nas przykład przeżywania naszego dziecięctwa Bożego. Jezus pozostaje w całkowitym zjednoczeniu z Ojcem, to znaczy, że jest z Nim w nieustannym dialogu miłości: „Jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie” (J 14, 10). To także metafora modlitwy nieustannej, do której zachęca nas Jezus i ku której pragnie nas prowadzić praktyka modlitwy monologicznej. To zjednoczenie Jezusa z Ojcem rodzi wspólnotę pragnień. To właśnie dlatego Jezusowi jest tak łatwo pragnąć tego, czego pragnie Ojciec i spełniać Jego wolę. Jest to także dla nas klucz do wypełniania woli Bożej w życiu – zjednoczenie serca z Bogiem. Bez tego nie uda się żyć wolą Bożą i wypełniać ją bez zastrzeżeń, bez cienia buntu, czy niezrozumienia. Jak ktoś pięknie napisał: „Serce Jezusa jest lustrem, w którym najpełniej odbija się serce Ojca”.

Ta relacja, jaką Jezus – człowiek ma z Ojcem jest też darem dla nas. Jezus właśnie o to modlił się w Modlitwie Arcykapłańskiej, abyśmy posiadali taką samą jedność z Ojcem, jaką miał On. Oczywiście po ludzku to nie możliwe, ale nawiązanie takiej relacji jest możliwe dzięki Duchowi Świętemu, którego otrzymaliśmy w sakramencie chrztu. To podstawowa i bardzo ważna prawda: zjednoczenie z Bogiem nie jest punktem dojścia na drodze duchowej, ale punktem wyjścia. Od tego zaczynamy naszą chrześcijańską wędrówkę w chwili chrztu nasze chrztu. Medytacja jest tą praktyką, która pozwala nam o tym nie zapomnieć i doświadczać tego zjednoczenia na co dzień.

Oddech, na którym skupiamy się w medytacji przypomina nam, że nasze istnienie ma swoje źródło poza naszą wolą – zaczerpnęliśmy życie nie sami z siebie, ale zostało nam ono podarowane przez tchnienie życia, jakiego udzielił nam Bóg. Dlatego wierzymy, że Bóg jest nie tylko przyczyną naszego życia, ale też podtrzymuje je w istnieniu. Jak pisał Merton w Posiewie kontemplacji: „Bóg dzieli się z nami swoim istnieniem”. I ten fakt jest jednym z poziomów naszej komunii z Bogiem. Komunii obiektywnej – czy ktoś tego chce czy nie – bo bez Niego żyć nie możemy. Ale Bóg, który szanuje naszą wolność zaprasza nas też do innego wymiaru zjednoczenia z Nim, wynikającego z naszego zaangażowania, z zaangażowania w tę relację naszej świadomości, naszej wolności i naszego serca. Podarowana nam przez Boga wolność sprawia, że możemy wybrać Boga i wejść z Nim w dialog, albo ten dialog odrzucić. Jest takie piękne porównanie ojca Richarda Rohra, franciszkanina naszej relacji z Bogiem do boskiego tańca, w którym to ja człowiek i Bóg jesteśmy partnerami. Jak nie ma dwojga tak samo tańczących tancerzy, tak każda relacja między człowiekiem a Bogiem jest jedyna i niepowtarzalna. To zjednoczenie z Bogiem dokonuje się jednak stopniowo – jak pisze Rohr – tak jak w tańcu przez praktykę partnerzy stają się coraz bardziej zjednoczeni. Bóg sukcesywnie uczy nas kroków tego tańca, aż stanie się ono częścią naszej natury i wtedy z Nim zestrojeni w harmonii, będziemy tańczyć przez życie, wyczuwając, dokąd nas w swoim boskim tańcu prowadzi. I choć to bardzo poetycki obraz, jakiego ojciec Rohr używa w swojej książce p. t. „Kontemplacja i działanie”, to jednak doskonale oddaje to, czym jest zestrojenie człowieka z wolą Bożą. Oby praktyka codziennej medytacji stawała się tym doświadczeniem, w którym uczymy się zgody na Boże prowadzenie przez życie i coraz bardziej zestrajała nasze serce z sercem Boga i naszą wolę z Jego wolą.

Inny świat

Jezus powiedział do ludu: «Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby czynić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał. Jest wolą Tego, który Mnie posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym». [J 6, 35-40]

Jezus dzisiejszym słowem  kolejny raz dodaje odwagi tym, którzy Go słuchają i na nowo wzywa ich do zaufania Jemu i Ojcu. Od nowa przypomina im, że życie na ziemi to nie wszystko. Nadejdzie dzień ostateczny, a po tym nastąpi życie wieczne, ze względu na które w Niego wierzą.

Myśląc o tych słowach Jezusa, istotne jest, aby odpowiedzieć sobie szczerze – czy jestem całym sercem z Jezusem, czy całym sercem pragnę wypełniać wolę Ojca, bo to ona – jak często podkreśla Jezus a po nim po kolei św. Paweł, Piotr, Jakub i Jan w swoich listach – jest ceną zbawienia.  

Warto zaznaczyć w tym miejscu, że wola Boża zawsze wiąże się z naszym dobrem. Niektórzy boją się, że całkowite zaufanie Bogu w jakimś sensie ich „odczłowieczy”, odbierze radość życia, nie rozumiejąc, że właśnie dzięki jej wypełnieniu dopiero będziemy w stanie przeżyć to życie w pełni.

Nam czasem tak trudno uwierzyć, że Bóg pragnie naszego szczęścia. Błogosławieni – mówi Jezus w kazaniu na Górze – a więc szczęśliwi. Bogu zależy na naszym szczęściu, na naszym dobrostanie. Ostateczną przyczyną szczęścia człowieka może być tylko Bóg o czym przypomniał św. Augustyn a my paradoksalnie często uciekamy przed Bogiem i szukaniem Jego woli sadząc, że On nam to szczęści odbierze.

Tymczasem, jak mówi św. Maksym Wyznawca: „Jezus Chrystus jest modelem naszego człowieczeństwa”.

„Jego zaproszenie do świętości, to nic innego jak zaproszenie do najbardziej optymalnego funkcjonowania człowieka, zaś Ewangelia to księga, która dla człowieka wierzącego jest podstawowym podręcznikiem dobrego życia” [„Kochaj Boga i nie bój się być szczęśliwym”, o. Piotr Kwiatek].

Jednocześnie Ewangelia Jezusa jest też ostrzeżeniem dla niewierzących (wczoraj mówił, że „kto nie zanurzy się i nie uwierzy w Jego słowo będzie potępiony” – NPD). Jezus nie zapomniał o tych, którzy Go odrzucili, ale wciąż szuka drogi do każdego ludzkiego serca na tym świecie.

Jezus wspomina dziś także o chlebie życia. Możemy to skojarzyć z chlebem eucharystycznym, który codziennie jest nam ofiarowany i przez który Bóg chce nas jeszcze bardziej do siebie przybliżyć, podnieść na duchu, umocnić i podarować nam siłę do dobrego życia, do życia  w wierze.

Trwamy w tygodniu biblijnym. Zarówno wsłuchiwanie w Słowo Boże, jak i Eucharystia dają nam jedyną w swoim rodzaju łaskę głębokiego zatopienia się w obecności Jezusa i w Jego pragnieniach, dzięki którym łatwiej nam poznać to, co jest Jego wolą dla nas i przestać się tej woli bać. Jezus pragnie być naszym pokarmem (dosłownie: chlebem), pragnie, abyśmy do Niego przychodzili i obiecuje, że nikogo, kto do Niego przyjdzie nie odrzuci.

Medytacja jest przychodzeniem do Jezusa. Jest przestrzenią w której on nas przygarnia. W doświadczeniu medytacji Jezus zaprasza nas do wejścia w inny świat – pisze ks. prof. Muszala w książce „Modlitwa w ciszy” – W człowieku istnieje nie tylko światy naturalny, ale jest też cząstka nadprzyrodzona o której św. Paweł pisze: „Czyż nie wiecie, że jesteście świątynią Boga i że Duch święty w was mieszka?” [1 Kor 3. 16]

Zaś Andre Frossard  w książce Istnieje inny świat doprecyzowuje to pisząc: „Istnieje inny świat. Jego czas nie jest naszym czasem a jego przestrzeń naszą przestrzenią. Jego prawa nie są naszymi prawami. Nie sposób go uchwycić naszymi zmysłami, co nie znaczy, że jego istnienie jest mniej konkretne niż naszego dostrzegalnego świata. Błędem byłoby lekceważenie jego istnienia. Ten świat, to ostateczna rzeczywistość, która sprawia, że rzeczy są tym, czym są”. Drzwiami, którymi można tam wejść w doczesności jest właśnie Eucharystia, modlitwa, medytacja. A zmysłem, dzięki któremu możemy dotknąć realności tego świata jest wiara. Pozwólmy się w medytacji poprowadzić Jezusowi i Jego słowu w ten nieograniczony świat, którego pełnia stanie się naszym udziałem dopiero po tamtej stronie życia.

Co się z Ducha narodziło…

Jezus powiedział do Nikodema:

«Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu». (J 3, 16-21)

Kolejny dzień wsłuchujemy się w rozmowę Jezusa z Nikodemem. Jedną z najpiękniejszych i najgłębszych rozmów, jakie możemy znaleźć na kartach Pisma Świętego. Dobrze tę rozmowę czytać w całości. Zdziwienie Nikodema towarzyszące słowom, które słyszy świadczy o głębokim niezrozumieniu słów Jezusa.

Jezus nawet trochę sarkastycznie odpowiadając na pytania Nikodema o to jak jest możliwym powtórne narodzenie człowieka mówi:  „Ty jesteś nauczycielem Izraela a tego nie wiesz?”, po czym wyjaśnia mu przyczynę jego niezrozumienia, która może być także pewną wskazówką dla nas w rozumieniu słowa Bożego. Bo sądzę, że nam również czasem udziela się postawa Nikodema, gdyż w wielu przypadkach nie rozumiemy prostych słów Jezusa, którymi się do nas zwraca.

Jezus zatem tłumaczy, że jest On Słowem, które się ucieleśniło, a żeby je zrozumieć, to musimy narodzić się na nowo. W The Chosen Jezus wskazuje na to mówiąc do Nikodema, „że co się z ciała narodziło jest ciałem a co się z ducha narodziło jest duchem. To musi się w tobie odrodzić”. Sugerując, że jesteśmy często zbyt przywiązani do cielesnego, ziemskiego interpretowania słowa Bożego. Innymi słowy potrzebujemy nowego serca, które uczy się rozumieć z boskiego punktu widzenia. Po ludzku bowiem zrozumienie tajemnicy Królestwa Bożego, które przynosi Jezus nie jest możliwe.

Przeciętnemu człowiekowi trudno jest pojąć Słowo Boże między innymi dlatego, że jest zbyt przywiązany do ziemskiego sposobu myślenia. A takie spojrzenie jest przede wszystkim skupione na sobie i swoich potrzebach. Dostrzega to, co poznaje zmysłami. Brakuje mu pewnego duchowego zmysłu, który jest owocem łaski, ale też i duchowej pracy, wysiłku. Czy innymi słowy współpracy z tą łaską. A bez tego nie sposób dostrzec  Boga i Jego działania ukrytego pod osłoną codzienności. To wyrobienie w sobie wspomnianego duchowego zmysłu wymaga ciszy, która uczy nas wsłuchiwać się w Słowo nie tylko naszym umysłem, ale i sercem, gdyż poznanie duchowe jest bardziej sprawą serca niż umysłu o czym często przypomina Pismo Święte. „Dlatego chcę cię wyprowadzić, na pustynię i mówić twego do serca” [Oz 2, 16].

Biblia często przekonuje nas, że słowo Boże jest jak studnia, przy której dochodzi do najpiękniejszych życiowych spotkań między Bogiem a człowiekiem. Spotkanie z Nikodemem wprawdzie nie odbywa się przy studni (?), ale dla Nikodema jest taką studnią. Jezus uświadamia jemu ale też i nam, że naszym problemem, który sprawia, że trudno nam dostrzec Boga i Jego obecność i działanie w życiu jest to, że jesteśmy zbyt skupieni, wręcz zaślepieni sprawami przyziemnymi.

Stąd wciąż aktualne pozostaje wezwanie Jezusa, aby się powtórnie narodzić. Ono dokonuje się przez zanurzenie w Duchu Świętym. Kiedy godzimy się na to, aby to On stawał się naszym Przewodnikiem i Nauczycielem życia i myślenia, pozwalam Mu przekształcać nasze ziemskie człowieczeństwo na duchowe, które coraz bardziej staje się przepełnione sprawami duchowymi, co sprawia, że również na ziemskie sprawy zaczynamy spoglądać w właściwej perspektywy i z właściwym dystansem, który powinien cechować nas – chrześcijan, skądinąd należących na poły już do innego świata. Dokładnie to dzieje się w praktyce medytacji.

W The Chosen jest pokazany ten fenomenalny dialog Jezusa z Nikodemem:

– Posłuchaj… Co Słyszysz? 

– Wiatr? 

– Skąd wiesz, że to wiatr? 

– Bo go słyszę i czuję! 

– Wiesz skąd pochodzi? 

– Nie! 

– Wiesz dokąd zmierza? 

– Nie! 

– To właśnie znaczy narodzić się z Ducha.  Duch działa w sposób, jakiego nie rozumiesz, ale chociaż go nie widzisz, rozpoznajesz jego działanie. 

Chciałoby się dodać, że dokładnie to dzieje się w medytacji…

Dziś Jezus w rozmowie z Nikodemem bardzo konkretnie wskazuje na siebie, jako tego poprzez którego Bóg pokazuje, jak bardzo kocha świat i człowieka. Znowu przychodzi mi na myśl zdanie św. Jana od Krzyża: „Jedno Słowo wypowiedział Ojciec, którym jest Jego Syn i to słowo wypowiada nieustannie w wieczystym milczeniu. W milczeniu też powinna słuchać Go dusza”. Można powiedzieć, że Bóg Ojciec pokazuje w Jezusie całe swoje serce. Tak bardzo chce, żebyśmy spojrzeli na Syna, tak bardzo chce żebyśmy się w Niego wsłuchali, bo bez Niego nie zrozumiemy ani Jego wartość i wartości Jego wcielenia i odkupienia dla nas, ani tym bardziej nie zrozumiemy nas samych i naszej wartości w oczach Boga. Ojciec chce pokazać nam swoją miłość przez Syna, abyśmy otworzyli się na Jego miłość. Nasze serca często noszą błędny obraz Boga, który jest daleki, który osądza i którego nie obchodzą nasze problemy. Jezus chce zniszczyć ten fałszywy obraz Boga, który nosimy w sercach. Chce, abyśmy nauczyli się patrzeć na Boga tak jak On. Patrząc na Jezusa spotykamy Ojca, który pragnie nam się objawić jako Bóg, który jest blisko, kocha nas do szaleństwa, rozumie nasze cierpienia i problemy i jest w tym bliżej nas niż możemy to sobie wyobrazić. Chce być postrzegany jako Ojciec, który nie bał się dać nam swojego Syna, abyśmy przez dzięki Niemu pojęli, że jesteśmy Jego dziećmi, jesteśmy Jego umiłowanymi córkami i umiłowanymi synami. Naszą odpowiedzią na tę miłość jest wiara. Ale zdrowa wiara. Wiara, która oznacza pewność, że Bóg nas kocha i dlatego wiem, że bez zastrzeżeń mogę się na Nim oprzeć i bez lęku mogę się zawierzyć Jego woli, odpuszczając sobie wszystkie iluzoryczne zabezpieczenia, które dają nam iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad życiem. Innymi słowy Jezus – a szczególnie widać to w rozmowie z Nikodemem – uczy nas prostej sztuki odpuszczania, po to aby nasze serce stawało się sercem człowieka naprawdę wolnego, czyli wypełnione miłością i łaską. O resztę Bóg się zatroszczy!

Medytacja jest jedną z tych najprostszych dróg, które powoli, ale skutecznie zmieniają nasz błędny obraz o Bogu i o nas samych, abyśmy mogli teraz cieszyć się pełnią miłości i łaski.

Emaus – lekcja uważności na obecność Boga

W pierwszy dzień tygodnia dwaj uczniowie Jezusa byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej o sześćdziesiąt stadiów od Jeruzalem. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były jakby przesłonięte, tak że Go nie poznali.

On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?» Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imieniem Kleofas, odpowiedział Mu: «Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało».

Zapytał ich: «Cóż takiego?»

Odpowiedzieli Mu: «To, co się stało z Jezusem Nazarejczykiem, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A my spodziewaliśmy się, że On właśnie miał wyzwolić Izraela. Ale po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Nadto, jeszcze niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli».

Na to On rzekł do nich: «O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swej chwały?» I zaczynając od Mojżesza, poprzez wszystkich proroków, wykładał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: «Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił». Wszedł więc, aby zostać wraz z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im. Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili między sobą: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»

W tej samej godzinie zabrali się i wrócili do Jeruzalem. Tam zastali zebranych Jedenastu, a z nimi innych, którzy im oznajmili: «Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi». Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze i jak Go poznali przy łamaniu chleba. (Łk 24, 13-35)

Dzisiejszy fragment Ewangelii chce nam pomóc przybliżyć się do obecnego blisko nas Boga i patrzeć na nasze życie w perspektywie tajemnicy Paschalnej, czyli tajemnicy Jego obecności.

Ewangelia odnotowuje, że „Jezus przybliżył się i szedł z nimi”. Wiara chrześcijańska polega między innymi na tym, że nosimy w swoim sercu głębokie przekonanie, że Bóg nie tylko przybliża się do nas, ale dosłownie On idzie z nami przez życie. Jesteśmy wręcz zanurzeni w Jego obecność (por. Dz 17,28). Czasem jednak nam, jak tym uczniom, o których mówi dzisiejsza Ewangelia, brakuje wiary w tę obecność. Jezus zwraca nam na to uwagę. „Jak nieskore są wasze serca do wierzenia”.

Dlatego potrzebne nam są spotkanie z Chrystusem – jak choćby to, które ma miejsce w doświadczeniu medytacyjnym – dzięki którym Jezus oświeca umysły i rozpala serca doświadczeniem Jego obecności.

„Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?” To wskazówka dla nas. Sądzę, że wielu z nas mogłoby się podpisać pod tymi słowami wskazując na swoje doświadczenie medytacyjne.

Bóg na nas czeka. „Bóg na wiecznym dyżurze” – jak kiedyś pisał ks. Twardowski. Bóg, który chce towarzyszyć nam na naszych drogach, by wzmacniać wiarę i oświecać nasze umysły. Jemu często bardziej na tym zależy niż nam. To jakieś niepojęte odwrócenie porządku życia duchowego. Bo On zawsze ma dla nas czas a my często wymawiamy się tym, że nie mamy go dla Boga. Czy w życiu człowieka wiary może być coś, lub ktoś ważniejszy niż Bóg?  

Medytacja jest świadomym zapraszaniem Boga do naszego życia, nie tylko na tę chwilę spędzoną w ciszy, przy wsłuchiwaniu się w imię Jezus, ale również we wszystkie inne jego przestrzenie.

Praktyka medytacji uświadamia nam, jak bardzo potrzebny jest nam ten czas zatrzymania się, aby nie stracić tego poczucia Bożej obecności, tej świadomości zanurzenia w Nim naszego życia. Dopiero ta świadomość staje się tym, co Pismo święte i Ojcowie Pustyni nazywali nieustanną modlitwą. Czasem, jak uczniowie idący do Emaus, jesteśmy przytłoczeni cierpieniem, krzywdą, problemami bliskich lub znanych nam osób. Stosujemy różne – mniej lub bardziej udane – formy ucieczki od życia, od przeżywanych emocji. Tymczasem to nie ucieczka od problemów, ale otwarcie w nich na łaskę i obecność Chrystusa daje nam prawdziwą siłę, by zmierzyć się z trudnymi wymaganiami, jakie stawia [przed nami życie. Za każdym razem Jezus ponawia swoje wezwanie pełne nadziei: „Wystarczy ci mojej łaski, moc bowiem w słabości się doskonali” [2 Kor 12,9]. „Przez zmartwychwstanie i zesłanie Ducha Świętego, Chrystus wypełnił swoją obecnością świat. Tajemnica Paschalna – tajemnica obecności Jezusa w naszym życiu – pomaga nam przechodzić od życia w ciemności do oświecenia, od cierpienia do nadziei, od grzechu do wolności, od egoizmu do miłości…” [o. Raniero Cantalamessa]

Trwamy w oktawie Wielkanocy, która przygotowuje nas między innymi do przeżycia Niedzieli Miłosierdzia. Dlatego  najlepszym podsumowaniem dzisiejszej refleksji niech będą słowa, na które natrafiłem podczas wczorajszej lektury w Dzienniczku siostry Faustyny: „Imię Jezus. To Imię jest mocą duszy. Gdy siły ustają i ciemności tłoczą się do duszy i do serca, to Imię jest słońcem, które rozświetla ciemności, którego promienie nie tylko oświecają, ale i grzeją a dusz pod ich wpływem staje się silna mocą samego Chrystusa i piękna odbijając Jego blask. Kiedy słyszę Imię Jezus moje serce zaczyna bić mocniej.” [1937]

Podążając w medytacji za tym Imieniem a raczej godząc się na to, aby Ono towarzyszyło nam, pozwólmy, aby stawało się naszym przewodnikiem na drodze duchowej a zarazem umocnieniem.