Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Cisza Wielkiej Soboty

Chrystus Jezus, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stając się podobnym do ludzi. A w zewnętrznej postaci uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stając się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.

Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię, aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest Panem – ku chwale Boga Ojca. (Flp 2, 6-11)

Dzisiaj Adorujemy Jezusa złożonego do Grobu. Wielka Sobota, to bardzo ważny dzień dla nas, żyjących duchem medytacji – dzień ciszy. Jednak nie jest to cisza, która wynika z tego, że nie mam się do kogo odezwać, ani nie jest owocem tzw. świętego spokoju. To cisza, która powinna nas zaboleć. Jest to bowiem cisza, w której do głosu dochodzą tematy, którym na co dzień nie pozwalamy przemówić, które za wszelką cenę chcemy stłumić.

Cisza wielkiej soboty zaprasza nas, abyśmy razem z Jezusem zszedł do mojej osobistej otchłani po to, aby dać się przekonać, o Jego bezgranicznej miłości do mnie, szczególnie tam, gdzie wydaje mi się, że na nią nie zasługuję, że nie mam do niej prawa…

Zstąpienie Jezusa do otchłani chroni nas przed tym, aby nie uczynić z naszego życia cmentarzyska naszych lęków, naszych słabości, wszystkiego tego, czego się wstydzimy i co pragnęlibyśmy ukryć głęboko w podświadomości, w zapomnieniu. Tego, co chce odebrać nam nadzieję i wiarę.

Zstąpienie Jezusa do otchłani jest ogłoszenie nadziei tym, którzy umarli. Także tym, którzy umarli już za życia. Tym zstąpieniem na dno Jezus chce przypomnieć, że Bóg o nikim nie zapomniał, także o tych, którzy zapomnieli o Bogu; że nie przestał wierzyć, także w tych, którzy już w Niego od dawna nie wierzą.

Zstąpienie Jezusa do otchłani jest realizowaniem się planu Jego miłości do końca; miłości, która była, jest i pozostanie na zawsze niezmienna i ujawnia swoją duchowa i życiodajną moc szczególnie tam, gdzie wydawać by się mogło, że śmierć duchowa, emocjonalna, psychiczna, czy fizyczna zebrała już swoje żniwo.

Tak okazuje się, że w tym, co w nas zapomniane, niechciane, nieakceptowane czy pogardzane właśnie ta Miłość, która dała się zaprowadzić na Krzyż chce tę miłość wyznać każdej i każdemu bez wyjątku swoimi ranami i swoim przebitym sercem.

Tylko dzięki otwarciu się na tę Miłość rodzą się procy nadziei, którzy odważnie i z wiarą przeżyli swoje wielkie soboty, swoje zstąpienie do otchłani i stają się prorokami nadziei dla innych, stają się świadkami miłości, która nigdy się nie poddaje i wiary, która wie, że nasz Bóg jest Bogiem rzeczy niemożliwych.

Pozwólmy dzisiaj by właśnie tu, w ciszy Pańskiego Grobu wypłynęły ważne tematy naszego życia i naszego serca, te zapomniane, ukryte, zepchnięte w otchłań podświadomości. Miejmy odwagę dziś przy Chrystusie choć zamkniętym w grobie, to jednak pozostającym z otwartym dla nas sercem przyznać się do tych kawałków siebie i naszego życia, na których postawiliśmy już krzyżyk, abyśmy napełnieni mocą Jego łaski, mogli zrodzić się z ciszy wielkiej soboty do nowego życia, życia świadków wiary nadziei i miłości, bez których nie sposób żyć naprawdę

Dzisiaj jest ten dzień, w którym patrzę na Krzyż

On się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści, a my uznaliśmy Go za skazańca, chłostanego przez Boga i zdeptanego. Lecz On był przebity za nasze grzechy, zdruzgotany za nasze winy. Spadła na Niego chłosta zbawienna dla nas, a w Jego ranach jest nasze uzdrowienie. [Iz 53, 4 – 5]

Może dzisiaj jest ten dzień, żebyśmy przestali patrzeć na siebie i w końcu popatrzyli na Niego, bo wszystko co robi, robi dla nas i Jego zwycięstwo może być naszym zwycięstwem. A my często patrzymy na siebie i na to, co z tego będziemy mieli…

Być może myśmy nawet stracili taką wrażliwość patrzenia na Mękę Jezusa Chrystusa. Może zbyt łatwo na Wielki Piątek patrzymy przez pryzmat Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa, przez poranek Wielkanocny. Być może ta tajemnica wielkiego cierpienia i wielkiej łaski Boga dla człowieka, po prostu nam umyka…

Tymczasem zanim objawi się poranek zmartwychwstania mamy zatrzymać się na dziś. Razem z Chrystusem jesteśmy zaproszeni, aby przejść z Wieczernika przez ogród Oliwny na Golgotę, towarzysząc Mu w chwilach modlitwy, męki i konania. A może i doświadczyć pustki, gdy Chrystus zstępuje do Otchłani, nawet jeśli ta pustka nie trwa długo, bo wkrótce rozproszy ją Dobra Nowina o zwycięstwie.

Dobrze byłoby pójść z Jezusem nad potok Cedron. Pójść w duchu kontemplacji, która chroni nas przed ucieczką, przymusza niejako do trwania razem z Chrystusem. By usłyszeć w sercu Jezusowe pytanie: „Kogo szukacie?” I by odpowiedzieć na nie z miłością: „Jezusa z Nazaretu”. Dobrze by była to odpowiedź mojego serca, odpowiedź ukazująca prawdę o całym moim życiu, o mojej wierze, o nadziei, którą w nim noszę, o moich tęsknotach, poszukiwaniach… Aby odnajdując Jezusa uczyć się od Niego walki nie mieczem ostrego słowa, szorstkich gestów, ale miłością zapisaną w Jego Krzyżu.

Niech medytacja, która zanurza nas w wydarzenia dnia dzisiejszego pozwoli nam przylgnąć całym sercem do Jezusa, aby w Jego umęczonym i ubiczowanym obliczu odnaleźć twarz Boga i zobaczyć jej piękno.

Niech kontemplacja jednoczy nas z Krzyżem Chrystusa na którym mamy odnaleźć Cierpiącego Sługę Jahwe, wywyższonego na drzewie, Męża boleści oswojonego z cierpieniem po to, aby uczyć się od Niego nieustannego oddawania ducha w ręce samego Boga.

Każdy z nas jest dziś zaproszony, aby powierzyć Chrystusowi swoje życie. Oddać Mu to wszystko, czego sami nie jesteśmy w stanie unieść – nasze słabości, cierpienia, śmierć bliskich, upadki. Adorując krzyż Chrystusa możemy także przeżyć te straty i smutki, które do tej pory nie zostały przez nas przyjęte. Dzisiaj jest ten dzień, w którym jesteśmy zaproszeni, abyśmy przestając patrzeć na siebie, popatrzyli na Niego, aby zjednoczyć się z Chrystusem Ukrzyżowanym, który „się obarczył naszym cierpieniem, On dźwigał nasze boleści” (Iz 53,4), bo to jedyny właściwy i chrześcijański sposób patrzenia.

Dzisiaj jest ten dzień, w którym patrząc na Krzyż oprócz wołania „Panie Jezu, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem” warto zawołać: Panie Jezu, dziękuję, że mnie ukochałeś aż tak!”

Pokochać obecność Jezusa w Eucharystii

Było to przed Świętem Paschy. Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina Jego, by przeszedł z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował.

W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty, syna Szymona, aby Go wydał, Jezus, wiedząc, że Ojciec oddał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło, nim się przepasał. Potem nalał wody do misy. I zaczął obmywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany.

Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: «Panie, Ty chcesz mi umyć nogi?» Jezus mu odpowiedział: «Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale poznasz to później». Rzekł do Niego Piotr: «Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał».

Odpowiedział mu Jezus: «Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną». Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę!»

Powiedział do niego Jezus: «Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy». Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: «Nie wszyscy jesteście czyści».

A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: «Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie „Nauczycielem” i „Panem”, i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem». (J 13, 1-15)

Życie Trójcy Świętej jest dla nas Tajemnicą. To życie Trójcy polega na nieustannym obdarowywaniu się i przyjmowaniu miłości. Nasze stworzenie człowieka jest jednym z owoców tej wymiany. Stanowi wspólne dzieło Trójjedynego Boga. To oznacza, że powód stworzenie człowieka był tylko jeden: MIŁOŚĆ. Powstaliśmy wyłącznie z miłości! Przez stworzenie zostaliśmy też zaproszeni do przyjęcia i odpowiedzi na tę miłość. Są to dary, które możemy przyjąć lub odrzucić. Oczywiście wraz z obdarowaniem nas miłością otrzymaliśmy też wolność, bo tylko w wolności dar, jakim jest miłość może zostać w pełni przyjęty i odwzajemniony. Jeśli to czynimy, to włączamy się w obieg miłości Trójcy Świętej i żyjemy już życiem Boga, chociaż pozostajemy jeszcze w przestrzeni doczesności.

Ojciec stworzył świat jako dar miłości dla Syna, a Syn przyjął ten dar do tego stopnia, że się z nim zespolił i stał się sam człowiekiem. I w tym przyjęciu daru, równocześnie oddał go Ojcu, jako wyraz swojej miłości. Stworzenie jest wzajemnym darem Ducha Świętego dla Syna od Ojca, i dla Ojca od Syna.

Ze względu jednak na grzech człowieka, dar ten stał się równocześnie niezwykłym pięknem, jak i przeogromnym dramatem Boga i człowieka.

Ojciec ofiarując Synowi stworzenie, równocześnie otrzymuje ten dar od Syna jako wyraz Jego miłości i wdzięczności. Dlatego przyjmuje go w całości, ze wszystkimi skutkami grzechu, które doprowadziły do straszliwej ofiary Syna na krzyżu. Dramat Męki Chrystusa, jest dramatem Bożej miłości Ojca i Syna i Ducha Świętego. Ojciec nie chce odrzucić tak wielkiego daru Syna. Bez wpatrywania się w Trójcę Świętą nie zrozumiemy sensu wydarzeń paschalnych, a co gorsze, możemy wypaczyć miłość Boga, czyniąc Go jakimś żądnym krwi tyranem.

Wielki Czwartek staje się zapowiedzią wypełnienia daru Chrystusa dla Ojca i dla każdego człowieka.

Jezus wie, że właśnie nadeszła ta godzina. I wiedząc, że zostanie porzucony, zdradzony i zamordowany, sprasza uczniów na radosną ucztę. Chociaż cierpi, pokazuje że miłość jest piękniejsza i większa od poniesionej ofiary. I to jest powodem do wspólnego uroczystego posiłku, symbolizującego w Biblii nie tylko zaspokojenie głodu, ale także czas pojednania, wyrażenia bliskości, pogłębiania relacji, wzajemnej troski i życzliwości. Jezus przeżywa zarówno dramat Boga Ojca, jak i cierpienie swojej ziemskiej matki oraz uczniów, wraz z dramatem Judasza. Równocześnie ogromnie się cieszy przyjętym i ofiarowanym Ojcu darem zbawienia i ocalenia człowieka.

Chrystus naprawia to, co zostało zepsute i oddaje nas miłości Ojca, z której bierze początek nasze istnienie i w której znajduje ono swoje wypełnienie. Dlatego Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy „wstał i złożył swoje szaty”, a owinął się prześcieradłem. Szaty podkreślają godność człowieka. Jezus nie obawia się ich odłożyć i paść uczniom do nóg, jako sługa. A w Nim u stóp uczniów leży cały świat. Świat, który teraz oni mogą przyjąć i oddać Bogu jako dar.

Najpierw jednak muszą przyjąć przebaczenie Chrystusa, które zawiera się w akcie uniżenia i obmycia zabrudzonych nóg. Gest ten zrozumieją dopiero później, kiedy już porzucą Jezusa. Dlatego Piotrowi początkowo trudno go przyjąć, więc wyraża sprzeciw. Dopiero doświadczenie własnego grzechu i nędzy otworzy mu oczy. Dopiero wtedy uwierzy i zrozumie…

Dzisiaj Jezus umywa nogi także nam. Klęka przed każda i każdym z nas i prosi nas o miłość.

Nosząc w sobie świadomość swojego grzechu chciałoby się powiedzieć za Piotrem: „Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce i głowę” – wszystko zanurz w swojej miłości, zatop mnie w niej całego! Otul mnie ciepłem płynącym z Twojego serca, bym potrafił zrozumieć Tajemnice dzisiejszego dnia; abym umiał w kruszynie Chleba, trzymanego w rękach kapłana – którym uczyniłeś mnie, swojego niegodnego sługę – zobaczyć Ciebie i dotknąć Twojej bezgranicznej miłości. Zanurzaj mnie nieustannie w tej miłości, abym z każdą Mszą świętą, którą dane mi będzie przeżyć coraz bardziej potrafił pokochać Twoją obecność w Eucharystii; bym tęsknił za wsłuchiwaniem się w Twoje słowo, które przypomina mi o tym, że do końca mnie umiłowałeś. Aż po Mekę. Aż po Krzyż. I pozwól mi zrozumieć, że tylko w Krzyżu mogę kochać Cię naprawdę, bo On jest najlepszą lekcją miłości.

„Uznanie pierwszeństwa miłości Boga wyprzedzającej naszą miłość, nazywa się wiarą. Wiara zaś oznacza: pozwolić się obdarować miłości Boga przez to, że się umożliwi Bogu Jego czyn miłości dopuszczając ją do siebie” (Hans Urs von Balthasar).

Czas wylania Jego miłości jest bliski

Dzisiaj ostatni komentarz, przed wejściem w czas świętego Triduum Paschalnego, najważniejszy czas w kalendarzu liturgicznym, czas który szczególnie zaprasza nas do zatrzymania się w biegu, do ciszy do kontemplacji Bożych tajemnic objawionych nam w Chrystusie, które można zrozumieć tylko… sercem.

Życzę Wam Kochani Medytujący, aby był to dla Was, pomimo pandemii, szczególny czas. Czas modlitwy, czas medytacji, czas zawierzenia i uwierzenia, że miłość Boga objawiona w Krzyżu Chrystusa jest silniejsza niż wszelkie przeciwności. Błogosławionego czasu Paschalnego! Z modlitwą za Was wszystkich i błogosławieństwem. ks. Marek

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?»

On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda».

Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»

On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».

Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty». (Mt 26, 14-25)

Jesteśmy zaproszeni, aby wejść w doświadczenie medytacyjne na dzień przez Triduum Paschalnym. Idąc tropem dzisiejszej Ewangelii dobrze byłoby rozpocząć medytację od spotkania z Judaszem… obecnym we mnie.

Doświadczenie medytacji to nie tylko spotkanie ze słowem i z towarzyszącą mu łaską, ale też spotkanie z sobą samym, z prawdą o nas, również tą, która jest naszym cieniem, naszym grzechem, naszym wyrazem niewierności, naszą zdradą Jezusa. To, co daje nam odwagę zmierzenia się z prawdą o nas samych, to Boża obecność, Boża miłość i Boża łaska, które nas chronią przed tym, aby prawda o nas, z którą przychodzi nam się zderzyć w doświadczeniu medytacji nas nie przygniotła, ale aby stała się kolejną okazją do doświadczenia uzdrowienia przez łaskę i miłość Boga. Tym bardziej, że w medytacji monologicznej często stajemy bezbronni wobec prawdy, która w nas się ujawnia na skutek otwartości naszego serca i wyłączenia analitycznego umysłu – o czym już wspominaliśmy.

Dla mnie osobiście medytacja wraz z ciągłym powrotem do towarzyszącego jej w rytmie oddechu wezwania jest także nauką powrotów. To powrót do świadomości mojego grzechu i towarzyszący tej świadomości powrót do łaski, która dla mnie jest jedynym ratunkiem i zabezpieczeniem. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem. To wezwanie jest niczym kotwica i nieustanne przypomnienie, że Bóg właśnie działa w moim wnętrzu. Jedyne co do mnie należy, to pozwolić Mu działać.

Wracam często do słów św. Ignacego: „Bóg działa w tobie. Wsłuchaj się w Jego głos. Ty jesteś ogrodem, który On chce uprawiać. Uwierz, że dzięki Jego lasce możesz zakwitnąć.”

Dzisiaj chcę poddać działaniu Jego łaski to wszystko, co w moim wewnętrznym ogrodzie jest chwastem, co nie wydaje owoców, których Bóg się po mnie spodziewa.

Dlatego medytacja konfrontuje mnie z Judaszem obecnym we mnie. Ze zdradą. Z grzechem. Każdy grzech, każdy kompromis ze złem, każda – nawet mała niewierność – to zdrada Tego, który pragnie mieszkać w moim sercu.

Jezus mówi dzisiaj: „Mój czas jest bliski”… Czas wylania Jego miłości! Czas mojego odkupienia!

Za każdą zdradą idzie Jego łaska, aby mnie podźwignąć z upadku i na nowo zanurzyć w miłości. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem.

Jego czas, czas wylania Jego miłości jest bliski, aby mnie uratować z otchłani grzechu, aby mnie ochronić od samego siebie. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem.

Jego czas, czas wylania Jego miłości jest bliski, dopełni się na Krzyżu, który zakwitnie życiem, abym miał w nim swój udział przez łaskę. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem.

Jego czas, czas wylania Jego miłości jest bliski, bo tylko miłość może mnie uchronić od zła, od pokusy sprzedania Jezusa za trzydzieści srebrników lichego luksusu, którą noszę w sobie. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem.

Jego czas, czas wylania Jego miłości jest bliski, dlatego pragnę zanurzyć się w medytację, aby nie przegapić tego czasu, aby jeszcze bardziej pochylić się nad Jego miłością. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem.

Jego miłość bowiem prowadzi mnie do życia i leczy śmiertelne rany zadane sobie samemu przez każdą zdradę Jego miłości.

Dlatego nieustannie proszę u progu każdej medytacji: Niech czas działania Twojej łaski w moim sercu, Twój czas będzie dla mnie zawsze czasem bliskim i oczekiwanym. Amen.

 

 P.S. Na koniec pozwolę sobie zareklamować piękną płytę, wydaną przed dwoma tygodniami przez moją znajomą Sylwię Hazboun. Piękna muzyka na czas paschalny. Muzyka, która sama w sobie jest modlitwą. Polecam!   

Można ją zamówić na stronie:  https://dzisiajwbetlejem.pl/?fbclid=IwAR0QmQPdfrs4Uj1leMY4rGUrcHY18DO1F7e0ltiZ4IskeAOCVT9VFrNHUYY#

Wielki Wtorek – uwierzyć, że Miłość Boga jest większa niż grzech

W czasie wieczerzy z uczniami Jezus wzruszył się do głębi i tak oświadczył: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie wyda». Spoglądali uczniowie jeden na drugiego, niepewni, o kim mówi.

Jeden z Jego uczniów – ten, którego Jezus miłował – spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: «Kto to jest? O kim mówi?» Ten, oparłszy się zaraz na piersi Jezusa, rzekł do Niego: «Panie, któż to jest?»

Jezus odparł: «To ten, dla którego umoczę kawałek chleba i podam mu». Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wstąpił w niego Szatan.

Jezus zaś rzekł do niego: «Co masz uczynić, czyń prędzej! » Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: «Zakup, czego nam potrzeba na święto», albo żeby dał coś ubogim. On więc po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc.

Po jego wyjściu rzekł Jezus: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy.

Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie».

Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, dokąd idziesz?»

Odpowiedział Mu Jezus: «Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz».

Powiedział Mu Piotr: «Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie».

Odpowiedział Jezus: «Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz». (J 13, 21-33. 36-38)

Ewangelia to poza opisem życia i nauczania Jezusa opowieść o wielu postaciach, które przewijając się na jej kartach mogą być dla nas przykładem lub przestrogą. Z jednymi z nich możemy identyfikować się bardziej z innymi mniej.

Dzisiaj jesteśmy zaproszeni by przypatrzeć się trzem uczniom: umiłowanemu uczniowi, który spoczywał na piersi Jezusa, Judaszowi oraz Szymonowi Piotrowi.

Te trzy postacie ukazują nam również różne podejścia do doświadczenia naszej słabości i grzechu.

Umiłowany uczeń Jan symbolizuje ostateczną więź z Jezusem, jaką Bóg obiecał nam wszystkim. W naszych czasach, kiedy bardzo rozbudza się ludzką wyobraźnię w zakresie tego wszystkiego, co brudne, z pewnym zażenowaniem czytamy, że umiłowany uczeń spoczywał „na łonie Jezusa”. Nowe tłumaczenie oddaje to inaczej: „spoczywał na Jego piersi” (J 13,23). Zamysłem Ewangelisty jest tu odwołanie się do niepojętej jedności Syna Jednorodzonego z Przedwiecznym Ojcem. Jest ona przedstawiona jako przebywanie Syna „na łonie swojego Ojca” (J 1,18). Otóż na wzór tej właśnie jedności dokonuje się nasze zjednoczenie z Jezusem Chrystusem. To właśnie dlatego Apostoł Paweł może wołać: „Żyję ja, ale już nie ja żyję: bo żyje we mnie Chrystus”. Dla mnie Jan, który jako jedyny z apostołów miał szczęście znać z doświadczenia rytm bijącego serca Jezusa jest bezdyskusyjnym obrazem człowieka kontemplacji. To doświadczenie rodzi w nim bardzo osobiste przeświadczenie, że Bóg jest miłością, której nic, nawet grzech nei jest w stanie umniejszyć

Judasz, to zaprzeczenie postawy Jana. Do końca nieufny w stosunku do Jezusa. Bardziej wsłuchujący się we własne wyobrażenia o Nim niż pozwalający się przemienić rzeczywistemu spotkaniu z Jezusem i Jego miłością. Choć ta jeszcze w chwili, gdy Judasz przychodzi do Getsemani by wydać Jezusa będzie walczyła o niego nazywając go „Przyjacielem”. Także podczas opisanej dziś wieczerzy Jezus podejmuje jeden z ostatnich wysiłków ratowania go. Niestety, on się tylko utwierdził w swoim złu. Jak skomentował tę scenę święty Augustyn: „Judasz, który już przedtem uległ szatanowi, teraz oddał mu się na własność; pozwolił szatanowi, żeby ten w nim zamieszkał.” To przypomina nam, że nasze życie i nasze serce nie znosi pustki. Jeśli nie pozwolimy, aby wypełniła je Boża miłość i łaska, ryzykujemy, że zostanie wypełnione czymś, co zamiast je ożywiać, uśmierci je.

W filmie  Franco Zefirellego „Jezus z Nazaretu” jest bardzo przejmująca scena dialogu Jezusa z Judaszem, w sercu którego toczy się wyraźna walka, lecz mimo zabiegów Jezusa Judasz nie potrafi otworzyć się światło, które w jego serce próbuje wlać Chrystus. Dlatego ostatecznie wchodzi w noc będącą w Ewangelii synonimem świata złego ducha.

Dzisiaj także nie brakuje osób, które porzucają Boga czasem nie umiejąc pogodzić swoich wyobrażeń o Nim z prawda, jaką możemy poznać przez pryzmat słowa Bożego i doświadczenia. Innym powodem bywa rozpacz, czy jakieś doświadczone zło o które oskarża się Boga. Jedno jednak jest pewne: Rezygnacja z odniesienia do Boga w swoim życiu nigdy nie leczy bólu, za to skutecznie odbiera nadzieję. To ścieżka, którą podążył Judasz…

Patrząc na samotność Judasza odchodzącego w ciemną noc, jak również tych, którzy wybrali podobną drogę warto prosić Jezusa, abyśmy w chwili grzechu i zagubienia nie odrzucał Jego obecności i miłości.

I wreszcie zdrada Piotra, która aż do końca świata będzie nam przypominała, jak bardzo to, czy wytrwamy przy Panu Jezusie, zależy od Bożej łaski. Piotr był absolutnie pewien tego, że nigdy swojego Mistrza nie porzuci. Bardzo rychło miał się przekonać, że opierać naszą miłość do Jezusa na swoich tylko siłach, to tak jakby budować dom na piasku.

Na szczęście Piotr nie zwątpił w miłość Jezusa i pozwolił się jej podźwignąć z tego upadku. Bo ostatecznie w naszym życiu nie chodzi o grzech, ale o to, co z nim zrobimy. Czy wedle słów umiłowanego ucznia uwierzymy, że nawet „jeśli nasze serce nas oskarża, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko” i że łaska i miłość Boga są większe od każdego grzechu czy w to nie uwierzymy?