Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Czas wylania Jego miłości jest bliski

Dzisiaj ostatni komentarz, przed wejściem w czas świętego Triduum Paschalnego, najważniejszy czas w kalendarzu liturgicznym, czas który szczególnie zaprasza nas do zatrzymania się w biegu, do ciszy do kontemplacji Bożych tajemnic objawionych nam w Chrystusie, które można zrozumieć tylko… sercem.

Życzę Wam Kochani Medytujący, aby był to dla Was, pomimo pandemii, szczególny czas. Czas modlitwy, czas medytacji, czas zawierzenia i uwierzenia, że miłość Boga objawiona w Krzyżu Chrystusa jest silniejsza niż wszelkie przeciwności. Błogosławionego czasu Paschalnego! Z modlitwą za Was wszystkich i błogosławieństwem. ks. Marek

Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: «Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam?» A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.

W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: «Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali spożywanie Paschy?»

On odrzekł: «Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: „Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie urządzam Paschę z moimi uczniami”». Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.

Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: «Zaprawdę, powiadam wam: jeden z was Mnie wyda».

Bardzo tym zasmuceni, zaczęli pytać jeden przez drugiego: «Chyba nie ja, Panie?»

On zaś odpowiedział: «Ten, który ze Mną rękę zanurzył w misie, ten Mnie wyda. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane, lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził».

Wtedy Judasz, który miał Go wydać, rzekł: «Czyżbym ja, Rabbi?» Odpowiedział mu: «Tak, ty». (Mt 26, 14-25)

Jesteśmy zaproszeni, aby wejść w doświadczenie medytacyjne na dzień przez Triduum Paschalnym. Idąc tropem dzisiejszej Ewangelii dobrze byłoby rozpocząć medytację od spotkania z Judaszem… obecnym we mnie.

Doświadczenie medytacji to nie tylko spotkanie ze słowem i z towarzyszącą mu łaską, ale też spotkanie z sobą samym, z prawdą o nas, również tą, która jest naszym cieniem, naszym grzechem, naszym wyrazem niewierności, naszą zdradą Jezusa. To, co daje nam odwagę zmierzenia się z prawdą o nas samych, to Boża obecność, Boża miłość i Boża łaska, które nas chronią przed tym, aby prawda o nas, z którą przychodzi nam się zderzyć w doświadczeniu medytacji nas nie przygniotła, ale aby stała się kolejną okazją do doświadczenia uzdrowienia przez łaskę i miłość Boga. Tym bardziej, że w medytacji monologicznej często stajemy bezbronni wobec prawdy, która w nas się ujawnia na skutek otwartości naszego serca i wyłączenia analitycznego umysłu – o czym już wspominaliśmy.

Dla mnie osobiście medytacja wraz z ciągłym powrotem do towarzyszącego jej w rytmie oddechu wezwania jest także nauką powrotów. To powrót do świadomości mojego grzechu i towarzyszący tej świadomości powrót do łaski, która dla mnie jest jedynym ratunkiem i zabezpieczeniem. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem. To wezwanie jest niczym kotwica i nieustanne przypomnienie, że Bóg właśnie działa w moim wnętrzu. Jedyne co do mnie należy, to pozwolić Mu działać.

Wracam często do słów św. Ignacego: „Bóg działa w tobie. Wsłuchaj się w Jego głos. Ty jesteś ogrodem, który On chce uprawiać. Uwierz, że dzięki Jego lasce możesz zakwitnąć.”

Dzisiaj chcę poddać działaniu Jego łaski to wszystko, co w moim wewnętrznym ogrodzie jest chwastem, co nie wydaje owoców, których Bóg się po mnie spodziewa.

Dlatego medytacja konfrontuje mnie z Judaszem obecnym we mnie. Ze zdradą. Z grzechem. Każdy grzech, każdy kompromis ze złem, każda – nawet mała niewierność – to zdrada Tego, który pragnie mieszkać w moim sercu.

Jezus mówi dzisiaj: „Mój czas jest bliski”… Czas wylania Jego miłości! Czas mojego odkupienia!

Za każdą zdradą idzie Jego łaska, aby mnie podźwignąć z upadku i na nowo zanurzyć w miłości. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem.

Jego czas, czas wylania Jego miłości jest bliski, aby mnie uratować z otchłani grzechu, aby mnie ochronić od samego siebie. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem.

Jego czas, czas wylania Jego miłości jest bliski, dopełni się na Krzyżu, który zakwitnie życiem, abym miał w nim swój udział przez łaskę. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem.

Jego czas, czas wylania Jego miłości jest bliski, bo tylko miłość może mnie uchronić od zła, od pokusy sprzedania Jezusa za trzydzieści srebrników lichego luksusu, którą noszę w sobie. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem.

Jego czas, czas wylania Jego miłości jest bliski, dlatego pragnę zanurzyć się w medytację, aby nie przegapić tego czasu, aby jeszcze bardziej pochylić się nad Jego miłością. Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem.

Jego miłość bowiem prowadzi mnie do życia i leczy śmiertelne rany zadane sobie samemu przez każdą zdradę Jego miłości.

Dlatego nieustannie proszę u progu każdej medytacji: Niech czas działania Twojej łaski w moim sercu, Twój czas będzie dla mnie zawsze czasem bliskim i oczekiwanym. Amen.

 

 P.S. Na koniec pozwolę sobie zareklamować piękną płytę, wydaną przed dwoma tygodniami przez moją znajomą Sylwię Hazboun. Piękna muzyka na czas paschalny. Muzyka, która sama w sobie jest modlitwą. Polecam!   

Można ją zamówić na stronie:  https://dzisiajwbetlejem.pl/?fbclid=IwAR0QmQPdfrs4Uj1leMY4rGUrcHY18DO1F7e0ltiZ4IskeAOCVT9VFrNHUYY#

Wielki Wtorek – uwierzyć, że Miłość Boga jest większa niż grzech

W czasie wieczerzy z uczniami Jezus wzruszył się do głębi i tak oświadczył: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeden z was Mnie wyda». Spoglądali uczniowie jeden na drugiego, niepewni, o kim mówi.

Jeden z Jego uczniów – ten, którego Jezus miłował – spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: «Kto to jest? O kim mówi?» Ten, oparłszy się zaraz na piersi Jezusa, rzekł do Niego: «Panie, któż to jest?»

Jezus odparł: «To ten, dla którego umoczę kawałek chleba i podam mu». Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wstąpił w niego Szatan.

Jezus zaś rzekł do niego: «Co masz uczynić, czyń prędzej! » Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: «Zakup, czego nam potrzeba na święto», albo żeby dał coś ubogim. On więc po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc.

Po jego wyjściu rzekł Jezus: «Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim otoczony chwałą, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy.

Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale – jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię – dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie».

Rzekł do Niego Szymon Piotr: «Panie, dokąd idziesz?»

Odpowiedział Mu Jezus: «Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz».

Powiedział Mu Piotr: «Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie».

Odpowiedział Jezus: «Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz». (J 13, 21-33. 36-38)

Ewangelia to poza opisem życia i nauczania Jezusa opowieść o wielu postaciach, które przewijając się na jej kartach mogą być dla nas przykładem lub przestrogą. Z jednymi z nich możemy identyfikować się bardziej z innymi mniej.

Dzisiaj jesteśmy zaproszeni by przypatrzeć się trzem uczniom: umiłowanemu uczniowi, który spoczywał na piersi Jezusa, Judaszowi oraz Szymonowi Piotrowi.

Te trzy postacie ukazują nam również różne podejścia do doświadczenia naszej słabości i grzechu.

Umiłowany uczeń Jan symbolizuje ostateczną więź z Jezusem, jaką Bóg obiecał nam wszystkim. W naszych czasach, kiedy bardzo rozbudza się ludzką wyobraźnię w zakresie tego wszystkiego, co brudne, z pewnym zażenowaniem czytamy, że umiłowany uczeń spoczywał „na łonie Jezusa”. Nowe tłumaczenie oddaje to inaczej: „spoczywał na Jego piersi” (J 13,23). Zamysłem Ewangelisty jest tu odwołanie się do niepojętej jedności Syna Jednorodzonego z Przedwiecznym Ojcem. Jest ona przedstawiona jako przebywanie Syna „na łonie swojego Ojca” (J 1,18). Otóż na wzór tej właśnie jedności dokonuje się nasze zjednoczenie z Jezusem Chrystusem. To właśnie dlatego Apostoł Paweł może wołać: „Żyję ja, ale już nie ja żyję: bo żyje we mnie Chrystus”. Dla mnie Jan, który jako jedyny z apostołów miał szczęście znać z doświadczenia rytm bijącego serca Jezusa jest bezdyskusyjnym obrazem człowieka kontemplacji. To doświadczenie rodzi w nim bardzo osobiste przeświadczenie, że Bóg jest miłością, której nic, nawet grzech nei jest w stanie umniejszyć

Judasz, to zaprzeczenie postawy Jana. Do końca nieufny w stosunku do Jezusa. Bardziej wsłuchujący się we własne wyobrażenia o Nim niż pozwalający się przemienić rzeczywistemu spotkaniu z Jezusem i Jego miłością. Choć ta jeszcze w chwili, gdy Judasz przychodzi do Getsemani by wydać Jezusa będzie walczyła o niego nazywając go „Przyjacielem”. Także podczas opisanej dziś wieczerzy Jezus podejmuje jeden z ostatnich wysiłków ratowania go. Niestety, on się tylko utwierdził w swoim złu. Jak skomentował tę scenę święty Augustyn: „Judasz, który już przedtem uległ szatanowi, teraz oddał mu się na własność; pozwolił szatanowi, żeby ten w nim zamieszkał.” To przypomina nam, że nasze życie i nasze serce nie znosi pustki. Jeśli nie pozwolimy, aby wypełniła je Boża miłość i łaska, ryzykujemy, że zostanie wypełnione czymś, co zamiast je ożywiać, uśmierci je.

W filmie  Franco Zefirellego „Jezus z Nazaretu” jest bardzo przejmująca scena dialogu Jezusa z Judaszem, w sercu którego toczy się wyraźna walka, lecz mimo zabiegów Jezusa Judasz nie potrafi otworzyć się światło, które w jego serce próbuje wlać Chrystus. Dlatego ostatecznie wchodzi w noc będącą w Ewangelii synonimem świata złego ducha.

Dzisiaj także nie brakuje osób, które porzucają Boga czasem nie umiejąc pogodzić swoich wyobrażeń o Nim z prawda, jaką możemy poznać przez pryzmat słowa Bożego i doświadczenia. Innym powodem bywa rozpacz, czy jakieś doświadczone zło o które oskarża się Boga. Jedno jednak jest pewne: Rezygnacja z odniesienia do Boga w swoim życiu nigdy nie leczy bólu, za to skutecznie odbiera nadzieję. To ścieżka, którą podążył Judasz…

Patrząc na samotność Judasza odchodzącego w ciemną noc, jak również tych, którzy wybrali podobną drogę warto prosić Jezusa, abyśmy w chwili grzechu i zagubienia nie odrzucał Jego obecności i miłości.

I wreszcie zdrada Piotra, która aż do końca świata będzie nam przypominała, jak bardzo to, czy wytrwamy przy Panu Jezusie, zależy od Bożej łaski. Piotr był absolutnie pewien tego, że nigdy swojego Mistrza nie porzuci. Bardzo rychło miał się przekonać, że opierać naszą miłość do Jezusa na swoich tylko siłach, to tak jakby budować dom na piasku.

Na szczęście Piotr nie zwątpił w miłość Jezusa i pozwolił się jej podźwignąć z tego upadku. Bo ostatecznie w naszym życiu nie chodzi o grzech, ale o to, co z nim zrobimy. Czy wedle słów umiłowanego ucznia uwierzymy, że nawet „jeśli nasze serce nas oskarża, to Bóg jest większy od naszego serca i zna wszystko” i że łaska i miłość Boga są większe od każdego grzechu czy w to nie uwierzymy?

Wielki Poniedziałek – Pozwolić by nasze serce było dla Jezusa Betanią

Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku.

Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten, który Go miał wydać: «Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?» Powiedział zaś to nie dlatego, że dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem i mając trzos, wykradał to, co składano.

Na to rzekł Jezus: «Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie». (J 12, 1-11)

Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili zabić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.

Tradycja mówi, że Jezus pierwsze dni tygodnia, który zakończył się Jego Męką i Śmiercią dzielił między świątynię jerozolimską, gdzie nauczał a dom swoich przyjaciół w Betanii – Marii, Marty i Łazarza, w których towarzystwie odpoczywał i gdzie nocował.

Odwiedziny tego miejsca podczas mojej pielgrzymki do Ziemi Świętej obudził we mnie wiele wspomnień. Karty Ewangelii tak wyraźnie przecież opisują dom Łazarza i jego sióstr. To tu Jezus przebywał wielokrotnie odpoczywając pośród przyjaciół po trudnych spotkaniach ze zwierzchnikami judaizmu w świątyni. I tu dokonał cudu, którym przypieczętował wyrok na własne życie.

Wczoraj podczas lektury Dzienniczka Siostry Faustyny znalazłem tam piękny, bardzo medytacyjny wpis. Sądzę, że jest on najlepszym komentarzem wprowadzającym nas w Tajemnicę Wielkiego Tygodnia i zachętą, abyśmy go przeżyli w bardziej kontemplacyjnym nastroju:

„Zdarza mi się w czasie medytacji, że jedno słowo wprowadza mnie w ściślejszą jedność z Panem (…) Wiem, że jestem przy najmiłosierniejszym Sercu Jezusa a duch mój cały tonie w Nim i w jednej chwili poznaję więcej niż w czasie dwóch godzin rozumowego dociekania i rozmyślania. Są to nagłe światła, które mi dają poznać rzeczy tak, jak Bóg na nie patrzy, tak w materii świata wewnętrznego, jak i w materii świata zewnętrznego.

Widzę, że Jezus sam działa w mojej duszy, ja tylko staram się być wierna Jego łasce. (…)

Staram się być dla Jezusa zawsze Betanią, aby mógł wypocząć po wielu trudach… [733-735]

Pomiędzy „Hosanna” a milczeniem śmierci

A kiedy przyszli do ogrodu zwanego Getsemani, rzekł Jezus do swoich uczniów: «Usiądźcie tutaj, Ja tymczasem będę się modlił». Wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i począł drżeć, i odczuwać trwogę. I rzekł do nich: «Smutna jest moja dusza aż do śmierci; zostańcie tu i czuwajcie!» I odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się, żeby – jeśli to możliwe – ominęła Go ta godzina. I mówił: «Abba11, Ojcze, dla Ciebie wszystko jest możliwe, zabierz ten kielich ode Mnie! Lecz nie to, co Ja chcę, ale to, co Ty [niech się stanie]!»

Potem wrócił i zastał ich śpiących. Rzekł do Piotra: «Szymonie, śpisz? Jednej godziny nie mogłeś czuwać? Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie; duch wprawdzie ochoczy, ale ciało słabe». Odszedł znowu i modlił się, powtarzając te same słowa. Gdy wrócił, zastał ich śpiących, gdyż oczy ich były snem zmorzone, i nie wiedzieli, co Mu odpowiedzieć.

Gdy przyszedł po raz trzeci, rzekł do nich: «Śpicie dalej i odpoczywacie? Dosyć! Przyszła godzina, oto Syn Człowieczy będzie wydany w ręce grzeszników. Wstańcie, chodźmy, oto zbliża się mój zdrajca».

I zaraz, gdy On jeszcze mówił, zjawił się Judasz, jeden z Dwunastu, a z nim zgraja z mieczami i kijami wysłana przez arcykapłanów, uczonych w Piśmie i starszych. A zdrajca dał im taki znak: «Ten, którego pocałuję, to On; chwyćcie Go i prowadźcie ostrożnie!». Skoro tylko przyszedł, przystąpił do Jezusa i rzekł: «Rabbi!», i pocałował Go. Tamci zaś rzucili się na Niego, i pochwycili Go. A jeden z tych, którzy tam stali, dobył miecza, uderzył sługę najwyższego kapłana i odciął mu ucho.

A Jezus zwrócił się i rzekł do nich: «Wyszliście z mieczami i kijami, jak na zbójcę, żeby Mnie pochwycić. Codziennie nauczałem u was w świątyni, a nie pojmaliście Mnie. Ale Pisma muszą się wypełnić».

Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli. A pewien młodzieniec szedł za Nim, odziany prześcieradłem na gołym ciele. Chcieli go chwycić, lecz on zostawił prześcieradło i nago uciekł od nich. [Mk 14, 32-52]

Kiedy jako dziecko uczestniczyłem w liturgii Niedzieli Palmowej, zadawałem sobie pytanie: „Po co po raz kolejny musimy słuchać opisu męki Pańskiej?” Dobrze go przecież znamy, wiemy, że po modlitwie w Ogrodzie Oliwnym był sąd, a później droga na Golgotę i krzyż. Po co Kościół każdego roku przypomina je dwukrotnie podczas liturgii Wielkiego Tygodnia: w Niedzielę Palmową i w Wielki Piątek?

Rozpoczyna się w Kościele czas szczególny, kilka dni nabrzmiałych treścią wyrażoną przez słowa, znaki i symbole. Wszystko po to, abyśmy mogli wejść w tajemnicę Paschy Chrystusa. Słuchamy Ewangelii o ostatniej ziemskiej drodze Jezusa nie tylko po to, aby się dowiedzieć, jak to było kiedyś, lecz i po to, aby się znaleźć w centrum tego wydarzenia. Liturgia przypomina bramę, przez którą możemy wejść, by stać się już nie widzami, ale uczestnikami Paschy Syna Bożego. Kluczem otwierającym tę bramę jest nasza wiara.

Życia Jezusa nie da się rozdzielić od Jego bycia z innymi, z tymi, których sam sobie wybrał, aby Mu towarzyszyli. Im powierzył swoje tajemnice, przede wszystkim zaś tajemnicę swej męki. Jego droga krzyżowa była jedyna i niepowtarzalna. Boleśnie doświadczył tego św. Piotr, kiedy się zaparł Jezusa, choć wcześniej był niemal pewien, że pójdzie za swoim Mistrzem aż do końca. W cieniu Golgoty pewność zamieniła się w lęk, a wiara wielu w trwogę opuszczenia i śmierci.  Wbrew pozorom to doświadczenie, które może stać się udziałem każdej i każdego z nas.

Liturgia Niedzieli Palmowej rozpoczyna się od pamiątki triumfalnego wjazdu Jezusa do Jerozolimy.

Zawsze uderzał mnie ten niezrozumiały kontrast między wiwatującym tłumem wołającym „Hosanna!”, a opisem męki. Z jednej strony gwar, okrzyki radości, palmy – a z drugiej milczenie śmierci. Uwielbienie i nienawiść oddzielone tak cienką granicą…

A pomiędzy nimi… cisza Getsemani. I przy niej chciałbym się zatrzymać w dzisiejszej medytacji nad słowem Bożym.

Getsemani… To właśnie tutaj możemy po raz pierwszy namacalnie doświadczyć samotności Jezusa. Odchodzi od uczniów – a uczniowie odchodzą od Niego: „Wtedy opuścili Go wszyscy i uciekli. A pewien młodzieniec szedł za Nim, odziany prześcieradłem na gołym ciele. Chcieli go chwycić, lecz on zostawił prześcieradło i bez odzienia uciekł od nich” (Mk 14, 51n).

Ciekawe jest to, że ten uczeń nie występuje w żadnej z pozostałych Ewangelii. Niektórzy z biblistów sugerują, że postacią tą mógł być sam ewangelista, który pochodził z Jerozolimy, opisał tutaj swoje przeżycie z tego strasznego wieczoru. Jest to niewykluczone, bo sam Marek Ewangelista, choć w swojej Ewangelii spisał doświadczenia św. Piotra, będąc jego towarzyszem, to jednak należał do poszerzonego grona siedemdziesięciu dwóch uczniów, o których wspomina Ewangelia [por. Łk 10,1-12].

Czy jednak chodziło rzeczywiście o św. Marka nie mamy pewności. Nie precyzuje też autor dokąd uciekł? Co się z nim stało?

Znalazłem kiedyś inna interpretację tej sceny ewangelicznej. Wedle niej młodzieniec to ikona Chrystusa. Chrystus zostaje odarty z szat. Nagi Chrystus na krzyżu osiąga samo dno upokorzenia. Tak bardzo samotny Jezus pozbawiony przez ludzi resztek godności umiera.

Znowu pojawia się prześcieradło – to, w które obwiązany jest Jezus składany do grobu. A później widzimy młodzieńca, odzianego w białe prześcieradło, po prawej stronie siedzącego w grobie i zwiastującego przybyłym tam niewiastom zmartwychwstanie Jezusa.

Młodzieniec ten jest także  ikoną każdego z nas. „Nie jest uczeń nad Mistrza” – przypomina ewangelia. Nie ma innej drogi, jak droga poprzez uniżenie, aby być w świetle. Aby zwiastować Zmartwychwstałego.

W każdym z nas, gdzieś głęboko w samym środku naszej tożsamości może się dokonać zerwanie starego prześcieradła. Odarcie ze starego człowieka, jak powie św. Paweł. I ono może się dokonać tylko mocą Tego, który wydaje się najsłabszy w tej ewangelii – Jezusa ukrzyżowanego. To On może zedrzeć z nas prześcieradło, które nas krępuje, aby mogło się dokonać nowe przybranie – w białą szatę chwały.

Trzeba się zatrzymać w Getsemani, pozwolić na samotność i ogołocenie. Wtedy Jezus posadzi nas po swojej prawicy, w pustym grobie. I staniemy się zwiastunami Zmartwychwstania.

W ten sposób liturgia Niedzieli Palmowej zawiera już w sobie pełny wymiar męki. Jest to Pascha Jezusa Chrystusa, która staje się jednocześnie naszą drogą ku nawróceniu, drogą ku przemianie, drogą ku ostatecznemu zwycięstwu, które możemy odnieść jedynie w Chrystusie.

Wyzwolenie niesione przez Słowo

Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: «Jeżeli trwacie w nauce mojej, jesteście prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli».

Odpowiedzieli Mu: «Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakże Ty możesz mówić: „Wolni będziecie?”»

Odpowiedział im Jezus: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie pozostaje w domu na zawsze, lecz Syn pozostaje na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie ma w was miejsca dla mojej nauki. Co Ja widziałem u mego Ojca, to głoszę; wy czynicie to, co usłyszeliście od waszego ojca».

W odpowiedzi rzekli do niego: «Ojcem naszym jest Abraham».

Rzekł do nich Jezus: «Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to dokonywalibyście czynów Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy dokonujecie czynów ojca waszego».

Rzekli do Niego: «My nie urodziliśmy się z nierządu, jednego mamy Ojca – Boga».

Rzekł do nich Jezus: «Gdyby Bóg był waszym Ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem sam od siebie, lecz On Mnie posłał». (J 8, 31-42)

Przyznam się, że jak pierwszy raz przeczytałem dzisiejszą Ewangelię, to nie wiedziałem od czego zacząć komentarz do medytacji. Chciałoby się od wszystkiego, bo jest tak pełna treści. Uznałem zatem, że odłożę to rozmyślanie na trochę i poczekam na natchnienie. Ono zawsze przychodzi, choć niejednokrotnie w sposób nieoczekiwany. To tak jak z jednym z moich profesorów z czasów seminaryjnych studiów – wybitnym znawca teologii moralnej – przed zadawaniem pytań któremu przestrzegali mnie zawsze moi koledzy. Oczywiście ich nie posłuchałem! Któregoś zatem majowego dnia wybrałem się do rzeczonego profesora po wykładzie w celu zadania mu nurtującego mnie pytania. Pytanie w zasadzie – przynajmniej moim zdaniem – było proste. Ksiądz profesor jednak, gdy je usłyszał ucieszył się bardzo, że może pomóc swoją wiedzą zagubionemu alumnowi i stwierdził: „Dziękuję za to pytanie, ale widzi ksiądz na ten problem można spojrzeć wieloaspektowo…” I tu zaczęło się wymienianie aspektów, które tak bardzo rozwinęły moje pierwotne pytanie, że księdzu profesorowi odpowiedź na nie zajęła… dwie godziny. Te dwie godziny stałem na korytarzu słuchając wywodów księdza profesora i ku uciesze moich kolegów, którzy idąc na wykład puszczali do mnie z zadowoleniem oko wiedząc, co mnie czeka i wychodząc z kolejnego wykładu cieszyli się jak dzieci widząc, że nogi wrastają mi już w pewną część ciała gdy czekam na dokończenie udzielanej mi odpowiedzi. Nauczka była skuteczna, bowiem podobnie jak inni moi koledzy nigdy więcej nie zwróciłem się już z żadnym pytaniem do tego księdza profesora.

Skądinąd zawsze podziwiałem wielką otwartość i pokorę tego człowieka, który nigdy żadnego pytania studenta nie uważał za głupie i zawsze starał się oświecić każdego poszukującego prawdy.

I tak też Pan Bóg zawsze mnie zaskakuje, bo kiedy prosi się Go o natchnienia i nie zdezerteruje się zbyt szybko, On zawsze potrafi ukazać mi głębię swojego słowa, na którą ja nigdy bym nie wpadł w swoim ograniczonym sposobie rozumowania. Piszę o tym także dlatego, że przeżywając już drugie z rzędu rekolekcje w czasie tego Wielkiego Postu, jestem nieustannie pełen zachwytu nad słowem, którym Pan Bóg karmi nas w tym roku przez posługę rekolekcjonistów. Każdy dzień przynosi cudowne i zaskakujące odkrycie głębi, które niesie ze sobą Słowo Boże.

Ale wracając do słowa, które dzisiaj jest nam podarowane w Ewangelii, Jezus przypomina nam, że jednym z istotnych warunków by być Jego prawdziwym uczniem, jest trwać w Jego nauce.

I tu taka dygresja, która opieram na swoim własnym doświadczeniu. Nie wiem czy u Was jest podobnie? Dla mnie istotnym aspektem trwania w nauce Chrystusa jest przyjęcie jej sercem. I w tym doświadczeniu niezawodną rolę okrywa praktyka medytacji. Nic mocniej niż Boże słowo i Jego laska nie potrafi wpisać nauki Jezusa i jej głębokiego – także tego pozaintelektualnego sensu – w nasze serce. Niestety próba przyswojenia sobie nauki Jezusa jedynie na płaszczyźnie intelektu grozi przyjęciem postawy Żydów z dzisiejszej Ewangelii i tym, że stworzymy w sobie jakiś obraz Boga, do którego na siłę będziemy chcieli dopasować to, co On do nas mówi. Częste polemiki wewnętrzne mające miejsce w naszym umyśle jako odpowiedź na usłyszane słowo i prawdę, którą ono niesie są właśnie dowodem na to, że nie pozwoliliśmy temu słowu zasymilować się z naszym sercem. A na płaszczyźnie racjonalnego myślenia bowiem wiele prawd zawartych w Słowie Bożym bardzo trudno jest przyjąć człowiekowi, zwłaszcza wtedy, gdy może nam się wydawać, że Pan Bóg zdaje się działać – wedle naszej oceny – nieracjonalnie. A bywa tak wcale nie rzadko! Lecz problem nigdy nie leży po stronie Pana Boga a naszego umysłu, który nie jest w stanie uchwycić całej tajemnicy działania Pana Boga, która wykracza zawsze poza nasze ludzkie rozumienie. Jest tylko jeden poziom, gdzie to działanie – choć dla nas często tajemnicze i niezrozumiale możemy przyjąć bez zastrzeżeń – a jest nim poziom serca, poziom czystej wiary i zaufania do Pana Boga, które się z tej wiary rodzi.

Kolejne doświadczenie związane z praktyką medytacji to prawda, że słowo Chrystusa pomaga mi stanąć w prawdzie i daje wewnętrzną wolność. Jest truizmem stwierdzenie, że potrzebujemy Prawdy, by być wolnymi. Niestety bywa tak, że często się przed przyjęciem tej prawdy bronimy z różnych powodów: lękamy się, że podważy ona nasze dobre wyobrażenia o nas samych, bo brak nam pokory, bo wolimy żyć w iluzji, że nie jest jeszcze z nami tak źle etc.

Jednak praktyka medytacji pozwala uchwycić jedno ważne doświadczenie: Ponieważ cisza medytacji, w której staramy się wyłączyć działanie naszego racjonalnego umysłu i która sprawia, że mniej czujne stają się nasze mechanizmy obronne staje się miejscem otwarcia na głębsze doświadczenie wewnętrzne, na spotkanie z sobą samym, toteż jest miejscem gdzie powoli ujawnia się również ta prawda, która na co dzień jest głęboko zakopana w naszej podświadomości i do której zazwyczaj nie mamy dostępu. Zawsze jest dla mnie tajemnicą, dlaczego tak się dzieje, ale nie mam wątpliwości, że nie dzieje się tak bez działania Bożej łaski, że to co wychodzi z zakamarków naszej podświadomości objawia się nam stopniowo, gdyż Pan Bóg pozwalając nam na konfrontację z prawdą o nas samych nie chce nas nią przytłoczyć, ale chce, żeby to doświadczenie prowadziło nas do prawdziwej wolności serca. Nie mam też wątpliwości, że konfrontacja z tą prawdą jest możliwa dzięki temu, że odkrywamy ją w klimacie miłości, która nas ogarnia poprzez słowo i łaskę towarzyszące praktyce medytacji, co nie znaczy, że spotkanie z tą prawdą nic nie kosztuje. Bo jak zwykł mawiać sługa Boży kardynała Stefan Wyszyński:  „ziarno Prawdy wiele kosztuje, a jedynie za plewy nic się nie płaci”. Jednak doświadczenie medytacji pokazuje niezbicie, że trzymając się Jezusa i Jego słowa otrzymujemy siłę do poznania i uznania prawdy o nas samych a jednocześnie głębokie przeświadczenie, że to właśnie ta droga, która prowadzi do spotkania z samym sobą jest jedyną drogą do spotkania z Bogiem o czym już zapewniał Ewargiusz z Pontu.

Przypominają mi się przy tej okazji słowa szczególnie bliskiego memu sercu i niezwykłego kapłana i poety ks. Janusza Pasierba, który podczas jednych z wygłoszonych pod koniec swojego życia rekolekcji pytał: „A gdzie mamy szukać siebie? Gdzie, i w czym odnajdywać prawdę o nas samych? Jakie warunki winniśmy spełnić, by to odnajdywanie mogło być w ogóle możliwe?”

I odpowiadając na to pytanie ciągnął dalej: „Potrzeba nam zatrzymania się w biegu, chwil wyciszenia, odcięcia się od chaosu i hałasu, którymi wypełniona jest nasza codzienność” (…) „Milczenie, uciszenie, powinno być przeżyciem oczyszczającym, za dużo jest w nas gratów i śmieci (…). Milczenie powinno być świadomym aktem. Milczenie jest cechą osoby: Boga, człowieka. (…) Dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek potrzebujemy Ciszy, która pomnaża wrażliwość, tak potrzebną nam, ogłuszonym przez «mocne uderzenie» współczesności”.

Niech zatem wolno mi będzie zakończyć to przydługie rozważanie strofami skompilowanymi z dwóch jego wierszy: Wiem, że jesteś Życiem i Butelka lejdejska:

zatrzymaj się bez względu na to

czy uciekasz czy ścigasz

bo nigdzie

ani przez chwilę

nie będzie ciebie

naprawdę

 

milczenie

może być czymś więcej

niż mowa

możesz

z niego

zrobić wszystko

w miarę

jak jesteś