Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Postawa dziecka w medytacji

Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był już w domu, zapytał ich: «O czym to rozprawialiście w drodze?» Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy.

On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: «Jeśli ktoś chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich». Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: «Kto jedno z tych dzieci przyjmuje w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał». (Mk 9, 33-37)

Apostołowie byli trzy lata „w szkole Jezusa”. Bliskość Mistrza i wsłuchiwanie się w Jego słowo były czasem ich formacji, kształtowaniem osobowości, tożsamości i mentalności.

Podobnie jest z doświadczeniem medytacji. To bycie w szkole Jezusa, gdzie kształtowani jesteśmy przez wsłuchiwanie się w słowo, ale również przez otwarcie się na obecność i bliskość Jezusa.

Uczniowie często potykali się o to, że mentalność Jezusa znacznie różni się od mentalności świata a przy okazji mentalności, którą przesiąkli oni sami. O ile z perspektywy świata to, czym często mierzy się wartość człowieka to pozycja społeczna, pieniądze, stosunki, kultura; o tyle Jezus próbuje zaszczepić w sercach i umysłach swoich uczniów świat Ewangelii, który cechuje bezinteresowność, dyskrecja, prostota, duch służby i postawa dziecka. Kto chce być pierwszy, będzie ostatni. Komu się wydaje, że jest wielki, w rzeczywistości jest mały.

„Jezus nie znosi hierarchii. Ale uczy patrzenia na nią… z innej perspektywy – od dołu” – pisze Alessandro Pronzato. Dlatego w swoim nauczaniu niejednokrotnie odwołuje się do postawy dziecka. W mentalności hebrajskiej dziecko było znakiem Bożego błogosławieństwa. Niemniej w sensie prawnym czy społecznym dzieci nie cieszyły się żadnymi względami.

W Jezusowym nauczaniu dziecko jest symbolem spontaniczności, naturalności, prostoty, otwartości na nowość, świeżość i zadziwienie. Stawiając jako wzór duchowości postawę dziecka, Jezus uczy nas odrzucać własną miarę. Być wielkim w oczach Ewangelii oznacza być otwartym i wrażliwym na to, co najmniejsze, słabe, potrzebujące szacunku i miłości.

Tym, co domaga się od nas takiej wrażliwości i szacunku jest słowo Boże, z jego prostotą, które dziś łatwo zagubić w zgiełku codziennego życia. Dlatego medytacja uczy nas takiej postawy wobec słowa. Praktyka medytacji uwrażliwiając nas na słowo, które kieruje do nas Bóg, uczy przenosić tę wrażliwość na codzienne życie i to zarówno w relacji z Bogiem jak i we wsłuchiwaniu się w drugiego człowieka (który niejednokrotnie jest narzędziem, którym Bóg się pragnie posłużyć).

Kiedy Jezus wskazuje na dziecko, jako na symbol postawy duchowej, nie chodzi mu oczywiście o to byśmy pozostali infantylni. Pragnie raczej, byśmy w życiu dorosłym, dojrzałym nie zatracili takich dziecięcych cech jak: prostota, szczerość, autentyczność, czystość, czy miłość.

Praktyka medytacji sprawia, że jesteśmy w szkole Jezusa, dlatego warto pytać siebie, czy ta modlitwa sprawia, że na co dzień jesteśmy bliżej Jezusa i czy nasze życie cechuje prostota, autentyczność i radość właściwa dzieciom?

Niech medytacja będzie dla nas doświadczeniem wtulenia się jak dziecko w ramiona Jezusa, które z miłością, ufnością i prostotą szepce: „Panie Jezu, ulituj się nade mną grzesznikiem”.

Przebaczenie – klucz do przemiany serca

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko i ząb za ząb”. A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu: lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz. Zmusza cię ktoś, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie.

Słyszeliście, że powiedziano: „Będziesz miłował swego bliźniego”, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził.

A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.

Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?

Bądźcie więc wy świętymi, jak święty jest Ojciec wasz niebieski». (Mt 5, 38-48)

„Oko za oko, ząb za ząb”. Trzeba zacząć od tego, że zasada wyrównania: „oko za oko, ząb za ząb” była dużym osiągnięciem ludzkości. Bo ona porządkowała prawo odwetu za doświadczone zło: że za oko tylko oko, a nie oboje oczu; a za ząb tylko ząb, a nie wszystkie zęby itd.  Zasada wyrównania przez wieki była poczytywana, jako fundament sprawiedliwości prawa.

Ale Pan Jezus wie, że jeśli zasada wyrównania jest osiągnięciem ludzkości i jeśli nawet coś porządkuje, to i tak nie rozwiązuje ona kwestii przemocy i odwetu, nie mówiąc już o kwestii pokoju. Jeśli cokolwiek może przynieść ludziom pokój, to tylko przebaczenie i miłość. Dlatego proponuje inne prawo: „Nie zwalczajcie zła złem”.

Jezus, jak nikt inny zna ludzkie serce i doskonale wie, że odwet czy zemsta nigdy nie przynoszą na dłuższą metę ukojenia. Jeśli w sercu pokrzywdzonego ma koniec końców zagościć pokój, to może się to dokonać jedynie przez przebaczenie. Oczywiście Jezus jest realistą – nie mówi, że jest to łatwe. Niemniej eskalacja przemocy nie prowadzi do niczego innego, jak tylko do kolejnych odsłon przemocy. Na to nie trzeba szukać dowodów zbyt daleko.

„Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za waszych prześladowców”. To trudne wymaganie. Ale prawdziwa miłość zawsze jest wymagająca. Niektórzy mogą się nawet oburzać taką propozycją: Jak to? Nie dość, że jestem skrzywdzony, to jeszcze mam sobie z tym skrzywdzeniem poradzić? Odpuścić!? Toż to przejaw słabości!

Jednak wezwanie do miłości nieprzyjaciół nie oznacza, że mamy ich polubić. Tu nie chodzi o stan emocjonalny. Miłość nieprzyjaciół nie jest także równoznaczna z relatywizowaniem zła, czy unieważnianiem sprawiedliwości. Jest ona w pierwszym rzędzie opanowaniem chęci odwetu i uzdrowienia złych emocji. Bez tego nie ma szans na próbę odbudowania tego, co zostało zniszczone przez zło.

Przebaczenie, czy nadstawienie drugiego policzka nie jest biernością w obliczu zła czy przejawem słabości. Przeciwnie – jest wyrazem ogromnej duchowej siły. To nie dezercja z pola walki, ale przyjęcie innej strategii walki ze złem. „Nie daj się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężaj” – powie św. Paweł przekładając tę strategie na język praktyki. [Rz 12,21] Przypominają się w tym miejscu takie postacie jak O. Maksymilian Kolbe czy mahatma Gandhi, które pokazują, że można zastosować tę strategię w praktyce.

Przywołując znane z Ewangelii powiedzenie Jezusa „jeśli zatrzymacie, będzie zatrzymane; jeśli odpuścicie, będzie odpuszczone” można je odnieść do naszych zranień, złych emocji bólu czy żalu. Przebaczenie, to przede wszystkim najlepsza lekcja radzenia sobie z trudnymi emocjami. Sytuacje, w których doświadczyliśmy skrzywdzenia sprawiają, że samo ich wspomnienie budzi w nas często ból, żal, czy gniew. Najczęściej jednak trwanie w tych trudnych emocjach uderza jeszcze mocniej w osobę skrzywdzoną a nie tego, który skrzywdził i zamiast goić rany, rozdrapuje je jeszcze bardziej.

Jak pięknie skomentowała to swego czasu św. Matka Teresa z Kalkuty: „Ile serc byłoby na tym świecie zdrowszych, spokojniejszych, gdybyśmy zamiast obmyślać strategię zemsty i odwetu potrafili sobie przebaczyć”.

Kilka lat temu została przetłumaczona na język polski książka bardzo dobrego amerykańskiego psychologa, terapeuty i teologa Marka Bakera p.t. „Jezus, największy psycholog wszechczasów”. Autor dowodzi w niej, iż najnowsze odkrycia psychologiczne nie tylko nie kłócą się z przesłaniem Ewangelii, lecz czynią je bardziej zrozumiałym. „Po ponad stu latach współczesnej psychologii wciąż nie zmieniliśmy ani nie poprawiliśmy zasad i lekcji nauczanych przez największego doktora ludzkiej duszy, Jezusa” – pisze autor. Zabiera także głos w kwestii poruszonej w dzisiejszej Ewangelii pisząc: „Jeśli przy pomocy łaski i Bożego słowa nie poradzimy sobie ze skrzywdzeniem, to nawet gdybyśmy wybili wszystkie zęby winowajcy, to i tak nie zaznam pokoju. Może chwilowej ulgi, może poczucia wyrównania, ale nasze serca są tak stworzone, że jedynym, co może je naprawdę i dogłębnie uzdrowić jest przebaczenie”.

Ale to nie koniec słów Jezusa, które budzą nasz niepokój w dzisiejszej Ewangelii: „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty! Bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski!”.

Dobrze wiemy, że nakaz ten nie jest możliwy do spełnienia, więc czy Jezus nie postępuje z nami cynicznie?

Nie, bo Jezus jest Nauczycielem, który chce rozbudzić nasze marzenia. Św. Jan Bosko mówił, że dwie cechy powinny wyróżniać dobrego wychowawcę czy nauczyciela: dawać nadzieję i uczyć realizować marzenia.

Jezus jest takim Nauczycielem, który chce, żebyśmy nie przestawali marzyć, który podsyca ambicje, uczy wznosić głowę ponad przeciętność i daleko patrzeć, ale jednocześnie wymaga pracy, cierpliwości i trzeźwego stąpania po ziemi. „Bądź święty, bo Ja jestem święty” to wezwanie, by marzyć.

W tych słowach kryje się obietnica, a Bóg nie puszcza słów na wiatr, bo wielkie marzenia niosą nadzieję.

Jezus nie dopomina, byśmy porzucili dotychczasowe życie a zaczęli nowe. Chodzi Mu raczej o to, byśmy inaczej na siebie popatrzyli. „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty” to Jezusowa szkoła patrzenia na siebie.

Przez chrzest weszliśmy na drogę świętości. Człowiek stał się świętym mieszkaniem Boga.

Ktoś powie: Ale patrząc na moje życie nie za bardzo widać tę świętość…

I właśnie dlatego Jezus wyraża dziś swoje pragnienie, byśmy patrząc na siebie nie zapomnieli, że ten potencjał świętości już jest w nas ukryty, byle byśmy tylko nie przestali marzyć w to, że przy współpracy z łaską możemy go nieustannie rozwijać .

Od modlitwy dyskursywnej do kontemplacji

Ilekroć otrzymywałem Twoje słowa, pochłaniałem je, a Twoje słowo stawało się dla mnie rozkoszą i radością serca mego. Bo imię Twoje zostało wezwane nade mną, Panie, Boże Zastępów. (Jr 15, 16)

Modlitwa Słowem jest od zawsze obecna w Kościele. Słowo Boże było też podstawą modlitwy Izraela, Narodu Wybranego. Mała ona za zadanie przywoływać nieustanną pamięć o Bogu, o Jego działaniu w życiu człowieka i o tym, że Bóg mówi do jego serca. To dziedzictwo stało się następnie podstawą liturgii w Kościele, w której przywoływanie słowa Bożego i jego rozważanie było nierozerwalnie z nią związane. Wielcy mistrzowie modlitwy w odwołaniu się do słowa Bożego widzieli często jej większą skuteczność i zdolność w podtrzymywaniu i pogłębianiu wiary człowieka (Ewargiusz, Jan Kasjan, św. Bazyli, św. Ignacy Loyola, św. Jan od Krzyża i inni).

W ostatnim wprowadzeniu wspomniano, że ci nauczyciele modlitwy dzielili jej rozwój na dwa zasadnicze okresy: przed-kontemplacyjny, gdzie duża rolę odgrywają zmysły, wyobraźnia i intelekt człowieka i kontemplacyjny, który rozpoczyna się wówczas, gdy wyobraźnia i intelekt a z czasem i słowo przestają wystarczać osobie modlącej się.

Oczywiście byłoby błędem sądzić, że przy przejściu do praktyki kontemplacji należałoby odrzucić modlitwę dyskursywną, medytację (z użyciem wyobraźni) lub afektywną. Przeciwnie – każdy, kto wszedł na drogę modlitwy kontemplacyjnej doskonale wie, że kontemplacja przenika i przemienia dotychczasowe formy modlitwy, nadając im nową jakość i świeżość, podobnie jak woda niezbędna do życia człowieka znajduje się we wszystkich pokarmach, choć w różnym stopniu.

Życie modlitwy jest drogą, po której prowadzi nas Duch Święty. To On – jak już wielokrotnie wspominano – jest przewodnikiem, który zaprasza nas do tego by w modlitwie nie tylko otwierać się na Jego prowadzenie, ale też starać się jak najpełniej na nie odpowiadać, podążając za Jego natchnieniami. Tradycja chrześcijańska – o czym przypomina Katechizm Kościoła Katolickiego – zachowała trzy główne formy życia modlitwy: modlitwę ustną, rozmyślanie i kontemplację, jednak ich wspólną cechą, decydującą w dużej mierze o ich owocności jest zaangażowanie ludzkiego serca. To dzięki uważności w zachowywaniu słowa i trwaniu w obecności Boga każda z tych trzech form modlitwy staje się intensywnym doświadczeniem bliskości Boga i działania Jego łaski. (por. KKK 2699)

Na koniec oddajmy jeszcze głos kolejnemu wielkiemu mistrzowi życia modlitwy. Św. Jan od Krzyża pisze: „Nie wolno porzucić pracy rozmyślania dyskursywnego ani za wcześnie, ani za późno, lecz wtedy, kiedy Duch tego żąda. Trzeba uwolnić się od nich we właściwym czasie, aby na drodze do Boga nie przeszkadzały. Nie wolno jednak opuszczać owych rozumowych rozmyślań przedwcześnie, gdyż grozi to cofnięciem się wstecz na drodze modlitwy. Oto są znaki, które winien zauważyć w sobie człowiek duchowy, aby poznać kiedy należy przejść od rozmyślania rozumowego do medytacji niedyskursywnej i kontemplacji:

Pierwszym znakiem jest stan, w którym osoba modląca się nie może rozmyślać i posługiwać się wyobraźnią. Nie znajduje już w niej upodobania, lecz towarzyszy jej raczej przedłużająca się oschłość.

Drugim znakiem jest stan, w którym nie ma żadnej chęci do zajmowania wyobraźni ani zmysłów innymi rzeczami zarówno zewnętrznymi, jak i wewnętrznymi.

Trzeci, najpewniejszy znak jest wtedy, gdy dusza upodoba sobie jedynie w trwaniu przy Bogu z miłosną uwagą, w wewnętrznym pokoju, ukojeniu i odpocznieniu, bez przymusu odwoływania się do szczegółowych rozważań, aktów rozumu czy  uczuć. Dusza trwa wówczas przy Bogu jedynie za pomącą uwagi i miłosnego poznania a bez zastanawiania się nad czymkolwiek (św. Jan od Krzyża, Droga na Górę Karmel)

List od Ojca

Czy pamiętasz, że Bóg napisał do Ciebie List?

 

List od Boga Ojca

Moje dziecko, Możesz mnie nie znać, ale Ja wiem o Tobie wszystko (Psalm 139.1)

Wiem, kiedy siedzisz i kiedy wstajesz (Psalm 139.2)

Znam wszystkie Twoje drogi (Psalm 139.3)

Nawet wszystkie włosy na Twojej głowie są policzone (Mateusz 10.29-31)

Ponieważ zostałeś stworzony na mój obraz (Rodzaju 1.27)

We mnie żyjesz, poruszasz się i jesteś (Dzieje Apostolskie 17.28)

Bo jesteś moim potomstwem (Dzieje Apostolskie 17.28)

Znałem Cię zanim zostałeś poczęty (Jeremiasz 1.4-5)

Wybrałem Ciebie, gdy planowałem stworzenie (Efezjan 1.11-12)

Nie byłeś pomyłką (Psalm 139.15)

Wszystkie Twoje dni są zapisane w mojej księdze (Psalm 139.16)

Określiłem dokładny czas Twojego urodzenia i miejsce zamieszkania (Dzieje Apostolskie 17.26)

Jesteś cudownie stworzony (Psalm 139.14)

Ukształtowałem Cię w łonie Twojej matki (Psalm 139.13)

I byłem pomocny w dniu twoich narodzin (Psalm 71.6)

Jestem fałszywie przedstawiany przez tych, którzy mnie nie znają (Jan 8.41-44)

Nie jestem odległy i gniewny, jestem pełnią miłości (1 Jana 4.16)

I całym sercem pragnę Cię tą miłością obdarzyć (1 Jana 3.1)

Po prostu dlatego, że jesteś moim dzieckiem, a Ja – Twoim Ojcem (1 Jana 3.1)

Daję Ci więcej niż Twój ziemski ojciec mógłby Ci zapewnić (Mateusz 7.11)

Bo jestem Ojcem doskonałym (Mateusz 5.48)

Wszelkie dobro, jakie otrzymujesz, pochodzi z mojej ręki (Jakub 1.17)

Zaopatruję cię i zaspokajam wszystkie Twoje potrzeby (Mateusz 6,31-33)

Moim planem jest dać ci dobrą przyszłość (Jeremiasz 29,11)

Ponieważ kocham Cię miłością wieczną i nieskończoną (Jeremiasz 31.3)

Moich myśli o Tobie jest więcej niż ziaren piasku na brzegu morza… (Psalm 139.17-18)

I cieszę się Tobą, śpiewając z radości (Sofoniasz 3.17)

Nigdy nie przestanę czynić Ci dobra (Jeremiasz 32.40)

Gdyż jesteś moją drogocenną własnością (Wyjścia 19.5)

Z całego serca i z całej duszy chcę, byś mieszkał bezpiecznie (Jeremiasz 32.41)

I pokazać Ci rzeczy wielkie i wspaniałe (Jeremiasz 33.3)

Jeśli będziesz mnie szukał z całego serca, znajdziesz mnie (Powtórzonego Prawa 4.29)

Rozkoszuj się mną, a dam Ci to, czego pragnie Twoje serce (Psalm 37.4)

Bo to Ja daję Ci takie pragnienia (Filipian 2.13)

Jestem w stanie dać ci o wiele więcej, niż możesz sobie wyobrazić (Efezjan 3.20)

To we mnie znajdziesz największe wsparcie i zachętę (2 Tesaloniczan 2.16-17)

Jestem też Ojcem, który pociesza Cię we wszelkich twoich smutkach (2 Koryntian 1.3-4)

Kiedy jesteś załamany, jestem blisko Ciebie (Psalm 34.18)

Tak jak pasterz niosący owieczkę, trzymam Cię blisko mojego serca (Izajasz 40.11)

Pewnego dnia otrę wszystkie łzy z Twoich oczu (Objawienie 21.3-4)

I uwolnię od wszelkiego bólu, który znosiłeś na ziemi (Objawienie 21.3-4)

Jestem Twoim Ojcem i kocham Cię dokładnie tak, jak kocham mojego syna, Jezusa (Jan 17.23)

Bo w Jezusie objawiłem moją miłość do Ciebie (Jan 17.26)

On jest wiernym odbiciem mnie samego (Hebrajczyków 1.3)

Przyszedł by udowodnić, że jestem z Tobą, nie przeciwko Tobie (Rzymian 8.31)

By powiedzieć Ci, że nie liczę Twoich grzechów (2 Koryntian 5;18-19)

Jezus umarł żebyśmy – Ty i ja – mogli zostać pojednani (2 Koryntian 5.18-19)

Jego śmierć była najwyższym wyrazem mojej miłości do Ciebie (1 Jana 4.10)

Oddałem wszystko co kochałem, by zdobyć Twoją miłość (Rzymian 8.31-32)

Jeśli przyjmiesz dar mojego syna Jezusa, przyjmiesz mnie samego (1 Jana 2.23)

I nic już nigdy nie oddzieli Cię od mojej miłości (Rzymian 8.38-39)

Przyjdź do mnie, a wyprawię największą ucztę, jaką niebo kiedykolwiek widziało (Łukasz 15.7)

Zawsze byłem Ojcem i zawsze Nim będę (Efezjan 3.14-15)

Ale czy Ty… „chcesz być moim dzieckiem?” (Jan 1.12-13)

Czekam na Ciebie (Łukasz 15.11-32)

Kocham Cię, Twój Ojciec.

Bóg Wszechmogący

Przeciw legalizmowi

Jezus powiedział do swoich uczniów: «Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.

Słyszeliście, że powiedziano przodkom: „Nie zabijaj”; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi.

Słyszeliście, że powiedziano: „Nie cudzołóż”. A Ja wam powiadam: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już się w swoim sercu dopuścił z nią cudzołóstwa.

Słyszeliście również, że powiedziano przodkom: „Nie będziesz fałszywie przysięgał, lecz dotrzymasz Panu swej przysięgi”. A Ja wam powiadam: Wcale nie przysięgajcie. Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi».

(Mt 5, 20-22a. 27-28. 33-34a. 37)

Za każdym razem, gdy czytam końcowe słowa Kazania na górze, przypomina mi się Herbertowska Kołatka: 

Moja wyobraźnia

to kawałek deski […]

uderzam w deskę 

a ona podpowiada 

suchy poemat moralisty 

tak-tak 

nie-nie

Autora, tak jak wiele innych osób pociąga wizja konsekwentnego, radykalnego i bezkompromisowego dążenia do doskonałości moralnej. I w taki sposób niektórzy chcą tez odczytywać Jezusowe Kazanie na Górze, którego fragment przywołuje dzisiejsza Ewangelia. Czy jednak naprawdę o tym tu mowa?

Kluczem do zrozumienia intencji Jezusa są słowa, które poprzedzają tę ewangeliczna perykopę: „Jeżeli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”. Chrystus w swoich licznych dyskusjach z Faryzeuszami walczył o przekroczenie ich legalistycznej mentalności, ograniczającej się do wypełniania przykazań odtąd dotąd i ani odrobinę więcej… Ten legalizm kazał im też w świetle tego, na ile dokładnie wypełnia on prawo oceniać człowieka. Jezus zarzucał im, że taki sposób myślenia w konsekwencji rozmija ich spojrzenie z Bożym sposobem widzenia.

Nie chodzi oczywiście o to, żeby z faryzeuszów zrobić chłopców do bicia i ich wyśmiać, mówiąc, że tak naprawdę nic nie zrozumieli. Bo Ewangelia nie jest przeciw komuś, ale dla kogoś. Jest dla nas. Ona jest o tym, że nie często dorastamy do słów Chrystusa i  życie niejednokrotnie nas o tym boleśnie przekonuje.

Ale Jezusowa Ewangelia jest przede wszystkim przesłaniem o nadziei, nie oskarżycielem naszej słabości. Jezus nie przyszedł znieść Prawa i Proroków, ale wypełnić, co znaczy doprowadzić do końca. Doskonale zrozumie to i przełoży na język zrozumiały dla nas św. Jan Apostoł, gdy napisze w Prologu: „z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa” (J 1, 16n).

Innymi słowy Jan, podobnie jak i inni Apostołowie a zwłaszcza św. Paweł, który temu tematowi poświęci wiele tekstów pragnie nam uświadomić, że sprawiedliwość, do której jesteśmy powołani, nie pochodzi z nas, ale jest nam dana. Zacząć żyć rzeczywistością Królestwa Bożego nie oznacza stać się doskonałym moralnie! Wejście do królestwa oznacza przyjęcie tego, co zostało nam już dane: odkupienia, które jest w Jezusie Chrystusie (por. Rz 3, 24). I wtedy, pomimo pomyłek, błędów i upadków, będziemy rozpoczynać od nowa, wierząc, że wybierając Jego sprawiedliwość, która jest miłosierdziem, wybieramy Życie.

Chrystus tłumaczy Dekalog. Nikt Go o to nie prosił, wystarczyło, że spojrzał na stojący dookoła tłum: na synów i córki narodu wybranego, którzy od wieków szczycą się posiadaniem praw nadanych przez Stwórcę. Doświadczenie wieków pokazało jednak niezbicie, że owo wybranie często okazywało się ciężarem.

Jak wypełnić Boże przykazania, aby mieć pewność, że jest się „w porządku”, że wszystkie dziesięć mamy „zaliczone”? Czy jeśli powstrzymałem się od zamordowania kogoś, to wypełniłem piąte? Czy jeśli nie sypiam z żoną kolegi, to mam zaliczone szóste?

Chrystus odpowiada. Powiedziano: „Nie zabijaj”, a Ja mówię: „Wyzbądź się ducha pogardy i wyciągaj pierwszy rękę do zgody”. Powiedziano: „Nie cudzołóż”, a Ja mówię: „Nie patrz na drugiego człowieka jak na narzędzie własnej przyjemności”. Powiedziano: „Nie przysięgaj fałszywie”, a Ja mówię: „Bądź tak wiarygodny, abyś nie musiał przysięgać”.

Bo Dekalog to nie jest test, który wypełniamy w kilka minut i oddajemy do oceny Najwyższemu, by potem żyć spokojnie, odcinając kupony od naszej dobrej oceny. Prawo Boże to styl życia, całego życia, aż do końca. To tchnienie Ducha mocy, który prowadzi ponad literę i otwiera przed nami nowe horyzonty.

Święty Paweł, niegdyś Faryzeusz bardzo mocno piętnował ów legalizm, który jak sam mówi wielu doprowadził do zguby, bo sprzeciwiał się często Bożemu zamysłowi a zwłaszcza miłosierdziu, które wedle św. Pawła stoi w centrum nauczania Ewangelii. Dlatego definiując w dzisiejszym drugim czytaniu mądrość mówi, że to przede wszystkim odkrywanie tego, czym jest dla Boga życie. Czym jest życie w Nim samym, czym jest życie w nas?

Nie każdy ateista czy nawet chrześcijanin będzie chciał uznać, że człowiek żyjący jest tajemnicą, która mimo naukowych prób wyjaśnień kim jest i jak funkcjonuje, pozostanie tajemnicą. Dlatego św. Paweł interesuje jak przeżyć życie, aby nie rozminąć się z tą tajemnicą, którą Bóg złożył w sercu człowieka.

Posłuchajmy raz jeszcze słów Apostoła: „Głosimy tajemnicę mądrości, mądrość ukrytą (…) jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują. (…) objawił to przez Ducha, [który] przenika wszystko, nawet głębokości Boga samego” (por. 1 Kor 2, 6-10). Święty Paweł wielokrotnie zachęca, abyśmy szukali tajemnic objawiających się w najistotniejszych działaniach, które podejmujemy w ciągu dnia. W pośpiechu naszego życia często bowiem umyka nam świadomość, że jako ludzie jesteśmy istotami niezwykłymi, żyjącymi na styku świata ducha i materii. Innymi słowy św. Paweł zachęca nas byśmy angażując się w doczesność nie zapomnieli, że należymy także do porządku nadprzyrodzonego, ponadnaturalnego, do świata ducha, a wyraża się to przede wszystkim poprzez naszą zdolność do szukania Boga całym sercem – jak powie Psalmista (Ps 119, 2) i śladów Jego obecności w naszym życiu.

Być może do końca życia będziemy jedynie pielgrzymami do Świętej Mądrości, najważniejsze jednak, abyśmy nigdy nie przestali jej szukać.