Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Medytacja – codzienne odniesienie do centrum naszego życia

Po opuszczeniu synagogi Jezus przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona.

I prosili Go za nią.

On, stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała uzdrowiona i usługiwała im.

O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich.

Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: «Ty jesteś Syn Boży!» Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem.

Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. (Łk 4, 38-44)

Ewangelia ukazuje Jezusa, który odwiedza Piotra w jego domu.

Warto skojarzyć ten obraz z codziennymi odwiedzinami Jezusa w moim domu. Więcej! W moim sercu! Jezus pragnie pobyć ze mną tam, gdzie jestem, gdzie żyję, zobaczyć to, czym żyję.

Jezus jednak nie przychodzi nieproszony. Jest Bogiem pokornym. Czeka na to aż Go zaproszę, aż otworzę mu drzwi. Przypomnijmy sobie słowa Pana Jezusa z Apokalipsy św. Jana: „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (3,20). Zaproszeniem, otwarciem drzwi mojego serca przed Jezusem jest moja codzienna medytacja, modlitwa, zasłuchanie się w Jego słowo.

Stanę przy Jezusie, który zbliża się do chorej teściowej Piotra. On także nie boi się zbliżyć do tego, co w nas samych najbardziej potrzebuje uzdrowienia. My sami możemy nawet o tym nie wiedzieć. Dlatego modlitwa wewnętrzna jest zgodą na to, aby Bóg w moim sercu działał po swojemu. Jest zgodą na to, aby uzdrawiał we mnie przez dotyk słowa i dotyk łaski to wszystko, co musi być uzdrowione. „Zaufaj Mu a On sam będzie działał” – powie psalmista. [Ps 37,5] Medytacja jest modlitwą zaufania działaniu Boga i Jego słowa w nas, bez ograniczeń.

Medytacja, to nic innego, jak trwanie przy Jezusie, w Jego obecności, po to by doświadczyć Jego boskiej mocy. To pełne ufności oddanie Mu swojego serca, wszystkiego tego, co we mnie kruche, słabe, co potrzebuje uzdrowienia i wzmocnienia.

Ciekawe jest to, że Jezus spędza w domu Piotra tylko tyle czasu ile potrzeba. Działa, ale to nie działanie stanowi Jego centrum, miejsce Jego szczególnej uwagi. Gdy wykona to, co do niego należy oddala się na pustynię, po to by pobyć w samotności, by być tylko dla Ojca. To właśnie z tego doświadczenia czerpie On siły dla swojej codziennej działalności.

Medytacja zachęca nas, abyśmy naśladując Jezusa udawali się z Jezusem na pustynię. Aby być tylko dla Niego a przez Niego dla Ojca. A Tym, który wprowadza nas w relację z Ojcem jest Jezus.

Jezus swoją postawą uczy nas, że punktem centralnym naszego życia jest właśnie spotkanie z Ojcem, który mieszka w głębi człowieka, w jego sercu. Codzienna medytacja pozwala nam znajdować czas, który jest czasem wejścia w siebie. Jest odejściem od życia na peryferiach, życia zewnętrznego opartego na zmysłach, wrażeniach, instynktach po to, by wejść w przestrzeń życia duchowego, gdzie można doświadczyć bliskości Boga i skąd można zaczerpnąć sił do naszego codziennego działania, tak jak Jezus czerpał siły ze spotkania z Ojcem.

Jeszcze raz podkreślmy: To tu, w spotkaniu na modlitwie z Bogiem jest centrum naszego życia! To tu bije Źródło!

Jezus uczy nas swoją postawą, że bez tego duchowego odniesienia naszego życia do Boga, człowiek z łatwością się zagubi. Życie, które próbuje nas skupić na codziennej aktywności – choćby wydawała się ona konieczna i cenna – bez odniesienia do Boga będzie przynosiło mniej pożytku niż sądzimy a nawet więcej potrafi wyrządzić szkody naszej duszy.

Wejście w siebie w doświadczeniu medytacji jest drogą do poznania siebie i wewnętrznego doświadczenia Boga. „Pozwól Mi zabrać cię do najintymniejszego sanktuarium Mojego Serca, gdzie wychwalam Mojego Ojca, jako odwieczny Kapłan i gdzie ofiarowuję Mu siebie a wraz z e mną ciebie, jako nieustanna ofiara miłości. [In Sinu Jesu]