Wakacje to czas, w którym mam okazję nadrobić trochę zaległości w czytaniu książek, na które nie starczyło czasu w ciągu roku pracy. Zatem biorę sobie jedną po drugiej, książki, które wcześniej ustawiałem na półce „do przeczytania” i zagłębiam się w lekturze.
Przeczytałem właśnie list, który przypisywany jest apostołowi Barnabie, wiernemu towarzyszowi św. Pawła i krewnego św. Marka Ewangelisty. Niestety ani jego List Apostolski ani inne dzieła nie trafiły do kanonu Pisma Świętego za to – co warto dodać jako ciekawostkę – niektóre z nich znalazły uznanie w środowisku muzułmańskim. Pozwolę sobie zamieścić poniżej fragment jego Listu nazwany „Droga światła”. To piękny tekst a dla mnie osobiście jest, jeśli mogę to tak określić chrześcijańską wersją popularnej Desideraty. W Liście przypisywanemu Barnabie znajdziemy ten tekst w rozdziale 19.
Oto jest droga światła: niechaj nie szczędzi trudu, kto chce nią iść aż do wyznaczonego celu. A oto pouczenia odnoszące się do sposobu postępowania na tej drodze. Miłuj Tego, który cię stworzył, lękaj się Tego, kto cię ukształtował, uwielbiaj Tego, kto cię wybawił od śmierci. Bądź prosty sercem, a bogaty duchem. Nie łącz się z tymi, którzy wkraczają na drogę śmierci; miej w obrzydzeniu wszystko, co się nie podoba Bogu. Będziesz nienawidził wszelkich przejawów obłudy i nie zapomnisz o przykazaniach Pana. Nie będziesz się wynosił, ale raczej okażesz się pokornym we wszystkim. Nie będziesz zabiegał o własną chwałę. Nie podejmiesz złych zamiarów wobec bliźniego i nie dopuścisz pychy do swego serca.
Miłuj bliźniego jak siebie samego. Nie zabijaj płodu nie narodzonego; nie zabijaj także po narodzeniu. Nie zaniedbuj opieki nad synem lub córką, ale od dzieciństwa ucz ich bojaźni Pańskiej. Nie pożądaj dóbr bliźniego swego; nie bądź chciwy. Nie przestawaj z pysznymi, ale bądź przyjacielem pokornych i sprawiedliwych.
Cokolwiek ci się zdarzy, wszystko uważaj za dobro w przekonaniu, iż nic się nie dzieje bez woli Bożej. Nie bądź podwójnej myśli ani podwójnego języka, albowiem dwoistość języka jest źródłem śmierci.
Dziel się wszystkim z bliźnimi, a niczego nie nazywaj własnością. Jeśli bowiem wspólnie dzielicie dobra nieprzemijalne, o ileż bardziej należy dzielić przemijalne. Nie bądź gadatliwy, bo język jest sidłem śmierci. Dla dobra twej duszy zachowaj czystość, ile możesz. Nie miej otwartej ręki do brania, a zamkniętej do dawania. Jak źrenicę oka miłuj tych, którzy ci głoszą słowo Boże.
We dnie i w nocy pamiętaj o dniu twego sądu: codziennie staraj się przebywać w towarzystwie świętych, czy to podejmując się głoszenia słowa, przedkładając zachęty, rozważając, w jaki sposób słowem mógłbyś zbawić swoją duszę, czy to pracując rękami w celu wynagrodzenia za swoje grzechy.
Nie ociągaj się w dawaniu. Gdy dajesz – nie narzekaj, a dowiesz się, kim jest Ten, kto udziela hojnej zapłaty. Strzeż tego, co ci powierzono, bez dodawania ani ujmowania. Miej zawsze w nienawiści zło. Wydawaj sprawiedliwe sądy. Nie przyczyniaj się do rozłamów, ale wprowadzaj pokój jednając zwaśnionych. Grzechy swe wyznawaj. Nie rozpoczynaj modlitwy z nieczystym sumieniem. To właśnie jest droga światła.
Przepraszam, że z pewnym opóźnieniem załączam wpisy (choć obiecałem niektórym osobom uczynić to wcześniej), ale wszystko ostatnio dzieje się w takim tempie, że trzeba mocno walczyć o czas na modlitwę, posiłki, że o spaniu nie wspomnę.

W naszej parafii dane nam było gościć od 20 do 26 lipca dwie grupy. Jedna – studencka przybyła do nas z Chin, z okolic Pekinu (dokładnie ich parafie są położone w odległości bagatela 600 km od stolicy Chin); druga – młodzieżowa, z Ukrainy, ze :Lwowa o polskich korzeniach. Obecność obu grup była dla nas i dla naszej parafii wielka łaską. Zwłaszcza poruszające było dla nas świadectwo grupy z Chin, ich modlitwa, kultura a także opowieści o codziennym życiu, w tym życiu ich Kościoła. Nadmienię tylko, że grupa należy do tzw. kościoła nieoficjalnego w odróżnieniu od oficjalnego (tzn. uznawanego przez władze Chin). Toteż z samym przyjazdem do Polski a zwłaszcza na taka imprezę jaką są Światowe Dni Młodzieży nie było im wcale łatwo przyjechać. Wystarczy wspomnieć – o czym też mówili – że podobne do nich grupa, została wysadzona już z samolotu na lotnisku w Chinach i zatrzymana, gdy dowiedziano się, że zamiast wycieczki do Włoch jaką zadeklarowali, ich „międzylądowanie” w Polsce będzie tak naprawdę udziałem w spotkaniu z Ojcem Świętym Franciszkiem i młodymi z całego świata. Nawiasem mówiąc nasza chińska grupa po powrocie z Krakowa też jedzie na tydzień do Włoch. Nie wiem do końca czy ta wycieczka do Włoch to też takie mydlenie oczu władzom w ich rodzimych Chinach, czy też okazja do zwiedzenia Europy…

I tu należy się kilka zdań pro memoriam…
W Chinach oficjalnie uznaje się pięć religii: buddyzm, taoizm, protestantyzm, katolicyzm i islam. Najtragiczniejsze dla katolików i pozostałych Kościołów chrześcijańskich były konsekwencje dojścia do władzy komunistów. Wspólnoty wyznaniowe zaczęły wtedy podlegać ścisłej kontroli władz. Wielu misjonarzy zostało najpierw więzionych, a następnie wydalonych z Chin. Większość z nich znalazła schronienie na Tajwanie. Tu też przeniesiono nuncjaturę po zerwaniu oficjalnych relacji z Watykanem w 1951 r. i utworzono trwałe struktury kościelne. Chrześcijanie zaś, którzy zostali w Chinach Ludowych, byli prześladowani, torturowani, a nawet zabijani.
Zaprogramowana przez komunistów izolacja chrześcijan od “obcych wpływów” następowała w kilku etapach. Ostatecznie nowe „prawo” doprowadziło do powstania w 1957 r. formalnego organu Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich (PSKCh). Wszyscy duchowni i wierni zmuszeni byli do lojalności wobec państwa i uznania partii komunistycznej, jako jedynego zwierzchnika Kościoła w Chinach. Miarą patriotyzmu było zerwanie z Watykanem i nieuznawanie papieża jako głowy Kościoła w Chinach.

Msza w języku chińskim w naszej parafii
Działania rządu doprowadziły do rozłamu i podziału na Kościół oficjalny zwany też patriotycznym, oraz na nieoficjalny – “podziemny”, który uznawał jedynie papieża za głowę Kościoła. Największych prześladowań (aresztowania, tortury, indoktrynacja, palenie kościołów) chrześcijaństwo doświadczyło w okresie rewolucji kulturalnej w latach 1966-1976.
Rząd nie chce, by informacje o prześladowaniach wydostawały się poza kraj. Programowe hasło “porządku publicznego”, “wewnętrznej harmonii” czy “stabilizacji społecznej” jest racją najwyższą, która usprawiedliwia wszelką ingerencję państwa w działalność obywateli. Destabilizacja społeczna jest ostatnią rzeczą, jaką by chcieli widzieć komuniści, przez wzgląd na zagrożenie, jakie ona stwarza dla monopartyjności. Chiny są bacznym obserwatorem areny międzynarodowej i doskonale wyciągają wnioski z lekcji innych kultur i narodów. Wystarczy wspomnieć, że ostatnie wydarzenia związane z “arabską wiosną” wyczuliły jeszcze bardziej władzę na nastroje i bunty społeczne.
A jednak polityka antyreligijna nie potrafi osłabić dynamizmu i żywotności wiary chrześcijańskiej. (Bramy piekielne nie przemogą Kościoła! Por. Mt 16,18) Jak zaświadczali nasi goście z Chin: można zauważyć bardzo dużo nawróceń i wzrost liczby osób przyjmujących chrzest. Ogółem szacuje się, że do Kościoła katolickiego tak oficjalnego, jak i nieoficjalnego przynależy około kilkunastu milionów wiernych (nasi goście mówili o blisko 10 milionach w kościele tzw. nieoficjalnym). Urzędowe statystyki mówią jedynie o ponad pięciu milionach.

Pożeganalna agapa
Prześladowania, jakich chrześcijanie dzisiaj doświadczają, nie wyrażają się już może w dosłownym przelewaniu krwi, lecz ciągle są obecne w bardziej subtelnej i długotrwałej formie nękania, tortur, indoktrynowania, reedukacji przez pracę w obozach, areszt domowy czy wieloletnie więzienie. Wielu biskupów, księży i wiernych, także – co warto podkreślić – ze wspólnot uznanych przez rząd, poddanych było lub stale jest szykanom. Prześladowań doświadcza nie tylko wspólnota “podziemia”, ale także. “księża patrioci” pomimo lojalności wzywani są na przesłuchania i indoktrynowani. W istocie wszelka forma działalności religijnej wymaga aprobaty władz. Ci, którzy nie godzą się na współpracę, skazani są na izolację. Uwzględniając takie realia, część biskupów i księży patrzy pragmatycznie i decyduje się wstąpić do Stowarzyszenia Patriotycznego w celu skuteczniejszego niesienia pomocy wiernym.
Stolica Apostolska nie pozostaje obojętna wobec prześladowań chrześcijan i ograniczeń praw wolności religijnej. Wystarczy wspomnieć, że sam Jan Paweł II nie szczędził wysiłków, aby wstawiać się za chrześcijanami w Chinach i doprowadzić do normalizacji stosunków dyplomatycznych. Było to jednak niezwykle trudne, także dlatego, że papież z Polski, który przyczynił się do obalenia komunizmu, był postrzegany jako “niebezpieczny” dla integralności samych Chin. W Roku Jubileuszowym nastąpiło pewne “ocieplenie” w relacjach z Pekinem, ale z kolei kanonizacja 120 chińskich męczenników z lat 1648-1930 zbiegła się wtedy z rocznicą założenia ChRL i była odebrana w Pekinie jako wymierzenie “policzka”.

Na dworcu przed odjazdem do Krakowa
Innym problemem i przeszkodą było nielegalne, bez zgody Watykanu wyświęcenie biskupów przez władze chińskie. Pekin uzależnia normalizację stosunków z Watykanem od dwóch spraw. Domaga się niemieszania w wewnętrzne sprawy Chin. Drugim warunkiem jest nieuznawanie przez Watykan niepodległości Tajwanu, który dla Chin jest zbuntowaną prowincją, dla Watykanu zaś oficjalnym reprezentantem całych Chin. Rozwiązanie tej drugiej kwestii nie stanowi problemu dla Watykanu i już za Jana Pawła II orzeczono, że w każdym momencie istnieje gotowość przeniesienia nuncjatury do Pekinu. Pozostaje jednak trudność pierwsza, gdyż papież nie może zrezygnować z prawa nominacji biskupów, co przynależy do natury samego Kościoła.
Nadzieja na naprawę tej sytuacji pojawiła się po wyborze Benedykta XVI. Papież wielokrotnie stawał w obronie prześladowanych chrześcijan. Dowodem tego był list do katolików chińskich z 27 V 2007 r. Papież użył w nim sformułowania “Kościół oficjalny” i “Kościół podziemny”, jednak wszystkich traktuje, jako jedną wspólnotę wierzących. Podział w tym Kościele jest bolesną raną, jednak papież żywił głęboką nadzieję na pojednanie wierzących i na rozwiązanie problemu święceń biskupów, tak aby Watykan miał możliwość mianowania swoich kandydatów.
Władze Chin wprawdzie “doceniły dobre intencje” papieża. Jednak nie uczyniły żadnego gestu, który by tym intencjom wyszedł naprzeciw.
Pomimo zakazów i kontroli działania Kościół stara się nieść ludziom pomoc przez inicjatywy edukacyjne i charytatywne. Takie inicjatywy spotykają się z wsparciem rządowym pod warunkiem, że nie wiąże się to z żadnym religijnym podtekstem ocenianym jako “działalność wywrotowa”. Duże nadzieje Kościół wiąże z działalnością edukacyjną. Na wielu uniwersytetach istnieją centra studiów nad wielkimi religiami świata, w których naucza się kultury i filozofii chrześcijańskiej. Najważniejszym jednak wyzwaniem dla wspólnot wierzących jest kwestia pojednania opartego na przebaczeniu. Jak wspomniał jeden z księży towarzyszący grupie z Chin: „nie tracimy nadziei na to pojednanie i modlimy się o nie, lecz nie da się nie zauważyć, że na widocznym w społeczeństwie podziale traci jakość chrześcijańskiego świadectwa w Chinach…”
A na koniec…

NASI też tam byli:-)
„Panie, naucz nas modlić się”. Sądzę, że wielu z nas podpisałoby się pod tą prośbą. Myślę, że każdą i każdego z nas czasem nachodzą nas wątpliwości, czy nasza modlitwa jest godna, dobra, owocna… To ciekawe, że prośba o lekcję modlitwy pojawia się u Apostołów zaraz po scenie z Marią i Martą. To tak, jakby Apostołowie będąc świadkami tamtej rozmowy i słów, jakie padły pod adresem Marii, która zanurzając się w kontemplacji słów Jezusa, „wybrała najlepszą cząstkę”, pobudziła uczniów Jezusa do refleksji nad swoją modlitwą… Jest to jednocześnie prośba wynikająca z pokory. Nie musimy się wstydzić tego, że nie umiemy się modlić. Powinniśmy się raczej wstydzić, jeśli nie znajdujemy na nią czasu lub gdy znajduje ona swoje miejsce na szarym końcu spraw, które musimy codziennie załatwić.
Chrystus w odpowiedzi na prośbę uczniów wprowadza ich w tajemnicę modlitwy. Ta tajemnica, o której wcześniej nikomu by się nie śniło a już zwłaszcza pobożnym Żydom, którzy nawet unikali wypowiadania imienia Boga polega na tym, że możemy zwracać się do Boga: „Ojcze”. Ten zwrot buduje zupełnie inną relację człowieka do Boga. Jeden z wybitnych współczesnych biblistów, o. Raniero Cantalamessa zauważył, że w tym jednym słowie mieści się cała historia zbawienia. Ojcostwo Boga ma bowiem dwa wymiary. Pierwszy – Bóg jest naszym Ojcem, jako stwórca, jako dawca naszego życia. Jesteśmy stworzeni na „Jego obraz i podobieństwo”. Drugi wymiar wiąże się z Jezusem. Tylko On jest Synem Boga we właściwym tego słowa znaczeniu. Ale Chrystus Pan przez łaskę odkupienia czyni nas swoimi braćmi i siostrami. W Nim i z Nim dzięki Jego łasce stajemy się synami i córkami Ojca w niebie. Kiedy mówimy do Boga „Ojcze!”, uznajemy swoją zależność od Niego, chcemy być jak dzieci – posłuszni Jego woli. A zarazem w tym słowie chcemy odnaleźć schronienie, poczucie bezpieczeństwa, bo wiemy, że Bóg nas nigdy nie zostawi, nigdy się nas nie wyrzeknie się. Bo jest miłością. I to właśnie odkrycie tej miłości daje nam siłę by pięknie żyć i nigdy nie rezygnować z walki o to piękne życie.
Modlitwa „Ojcze nas” składa się z dwóch części, z siedmiu wezwań, które Chrystus uznał za najważniejsze, skoro je w niej zawarł.
Pierwsze dwie prośby dotyczą Boga i naszego odniesienia do Niego. Świętość Boga w świecie i wzrastanie Jego królestwa – powinny być priorytetami dla człowieka wierzącego. Im bardziej nasz świat zapomina o Bogu lub spycha Go do sfery czysto subiektywnej, tym bardziej staje się nieludzki, okrutny. Dowodów na to możemy znaleźć aż nadto. Ludzie dbają dziś o dobry wizerunek, o tzw. PR, chronią prawa autorskie itd. Modlitwa Pańska trochę wpisuje się w tę logikę a trochę ją wywraca. Mamy żyć tak, aby to przede wszystkim Bogu się podobać a wówczas nasze życie będzie dobre i święte. A zatem w pierwszym rzędzie nie o sławę człowieka tu chodzi, ale o chwałę Boga. Znowu nasuwają się tutaj znane słowa św. Augustyna: „Jeśli zatroszczysz się o pierwszeństwo Boga w swoim życiu wszystko inne znajdzie właściwe sobie miejsce”.
Druga część Modlitwy Pańskiej dotyczy już naszych, ludzkich spraw i potrzeb. To znak, że Bóg ich nie lekceważy. Prosimy Boga o chleb, o przebaczenie, o to, byśmy nie byli kuszeni ponad nasze siły. Nie wolno nam jednak zapominać, że powinniśmy prosić o te dary tylko dla siebie, ale dla nas. W Modlitwie Pańskiej nie bez przyczyny Chrystus używa liczby mnogiej. Nie wolno nam zapomnieć, że przed Bogiem jesteśmy wspólnotą, tworzymy rodzinę dzieci Bożych.
Lekcję modlitwy Jezus kończy przypowieścią, która zachęca do wytrwałości w modlitwie. To także cecha, której często nam brakuje. Mamy prawo być natrętami wobec Boga. Zwłaszcza, gdy prosimy o dobre dary. Może nasze zniechęcenie jest znakiem, że tak naprawdę za bardzo nam nie zależy na tym, o co się modlimy…
Lecz jest dar, o który warto szczególnie zabiegać: „O ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą – mówi Jezus”. A zatem według niego największym darem, którego udzielić chce nam Bóg, jest nie coś, ale Ktoś – Duch Święty, czyli Bóg żyjący w nas.