Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Przemienienie

przemienienie

„Ósmego dnia wziął ze sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe” (Łk 9,28 n).

Tajemnica Przemienienia Jezusa wbudowana jest w głęboki sens działalności i nauczania Jezusa. I w tę codzienną działalność Chrystus wplata pewne wydarzenie: zabiera „ze sobą Piotra, Jakuba i Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno” (Mt 17,1). Warto przypomnieć, że góra w języku biblijnym ma znaczenie teologiczne: jest to miejsce bliskości Boga, spotkania z Nim. Często w Biblii jest ona ulubionym miejscem modlitwy.

W czasie ziemskiego życia Jezusa, Jego Bóstwo było ukryte. Tylko w tym jednym momencie Chrystus objawia swoje bóstwo i to tylko wybranym uczniom. Dlaczego?

Ojciec Święty Jan Paweł II wskazał na podwójny cel tego objawienia. Pierwszy – Przemienienie było przygotowaniem uczniów na bolesną godzinę Męki, by nie ulegli zgorszeniu krzyża. Drugi – kontemplując przemienione Oblicze Jezusa, „wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle; za sprawą Ducha Pańskiego, coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego Obrazu”. Kontemplując przemienione Oblicze Jezusa, upodabniamy się do Niego i przemieniamy się.

Można by zapytać: Jak możemy dziś kontemplować przemienione oblicze Pana, abyśmy sami mogli ulec przemianie?  Najpierw w Eucharystii; w świetlistobiałej Hostii obecny jest przemieniony i uwielbiony Pan. Z Jego przemienionego Oblicza spływają na nas Boża moc i łaska, podobnie jak na uczniów na Górze Tabor. To bez wątpienie pierwszy i najlepszy sposób kontemplacji, którego nic nie zastąpi.

Możemy również wpatrywać się w przemienione Oblicze Pana na kartach Ewangelii i na świętych ikonach, które są obrazowym przedstawieniem Ewangelii.

Przemienienie Pańskie przypomina nam bardzo ważną i aktualną prawdę. Uczeń Jezusa powinien, na wzór swego Mistrza, od czasu do czasu przerwać codzienny kołowrotek pracy, wejść na górę wysoką, aby spotkać się z Bogiem i wpatrywać się w Oblicze Jezusa. Takie spotkania są dla nas zawsze przemieniające, nawet gdybyśmy od razu nie potrafili dostrzec ich skutków. W ten sposób dzięki łasce wyzwalamy się z niewoli tego, co materialne, z niewoli czasu i pracy. Okazją do takiego wyjścia w ciągu tygodnia może być niedziela, w ciągu roku – rekolekcje a w ciągu dnia kilka chwil adoracji lub kontemplacji, gdzie rezygnując ze słów będziemy wpatrywać się w Bożą obecność i wsłuchiwać w Jego głos. Jednego jestem pewien z takiego spotkania będziemy zawsze wracać przemienieni i umocnieni.

Jeszcze jedna prawda płynie z Góry Tabor. Chrześcijaństwo to bez wątpienia wspinanie się na górę, to trud i wysiłek. O tym także przypomniała papież Franciszek podczas wizyty w Krakowie. Ale warto się pomęczyć, bo z góry zawsze widać lepiej i piękniej. I podobnie jest z człowiekiem, który spotyka się z Bogiem: lepiej widzi i lepiej służy. Tak między innymi przeżywał swoje chrześcijaństwo bł. Piotr Frassatti – patron tegorocznych Światowych Dni Młodzieży a przy okazji znakomity alpinista. Góra Tabor ma to do siebie, że możemy wchodzić na nią aż do końca, do ostatniego tchu życia, do ostatniego spotkania z Panem. Chrześcijanin bowiem całe życie wspina się do góry na spotkanie z Bogiem. Owszem, potem trzeba zajść w dół, w szarą codzienność, ale dzięki temu, że ten, kto w nią schodzi zostaje przemieniony spotkaniem z Bogiem ona także zostaje przez niego przemieniana.

Tajemnicę przemienienia Pańskiego nazwał święty Jan Paweł II nazwał „ikoną chrześcijańskiej kontemplacji” i przypomniał też, że kluczem do rozumienia Przemienienia może być znakomity tekst świętego Tomasza z Akwinu, który pisał: „Pan po zapowiedzeniu swej męki prowadzi swych uczniów do poznania jej skutków. Trzeba w jakiś sposób poznać cel podróży, jeżeli się chce iść do niego bez błądzenia. Podobnie i strzelec nie wypuszcza strzały w sposób prawidłowy, jeżeli przedtem nie dojrzy punktu, w który ma trafić. Stąd słowa Tomasza: »Panie, nie wiemy dokąd idziesz, jakże możemy znać drogę? «Znajomość taka jest konieczna, zwłaszcza przy drodze trudnej i uciążliwej, która po męczącej podróży ma doprowadzić do radosnego końca. Chrystus zmierzał przez mękę do osiągnięcia chwały. Celem nie była wyłącznie chwała duszy, posiadana przezeń od pierwszej chwili Jego poczęcia, lecz również uwielbienie ciała, stosownie do Jego własnych słów: » Trzeba było, aby Chrystus cierpiał, i tak wszedł do chwały swojej«. Do tego celu Chrystus prowadzi tych, którzy idą śladami Jego męki, bo jak czytamy – »poprzez wiele utrapień trzeba nam wejść do Królestwa Niebieskiego«. Dlatego słusznie Chrystus pokazał uczniom jasność swej chwały (na tym wszak polegało Jego Przemienienie), do której miał dopasować należących do Niego, według słów Apostoła, że Chrystus »przemieni ciało naszego uniżenia i upodobni je do ciała jasności swojej«. Było to, jak mówi Beda, dzieło »czułej troski i przewidywania, żeby pogrążając na moment w radości wiecznej kontemplacji uodpornić ich na znoszenie trudów«”. [ST IIIª q. 45 a. 1]

Droga światła

Wakacje to czas, w którym mam okazję nadrobić trochę zaległości w czytaniu książek, na które nie starczyło czasu w ciągu roku pracy. Zatem biorę sobie jedną po drugiej, książki, które wcześniej ustawiałem na półce „do przeczytania” i zagłębiam się w lekturze.

Przeczytałem właśnie list, który przypisywany jest apostołowi Barnabie, wiernemu towarzyszowi św. Pawła i krewnego św. Marka Ewangelisty. Niestety ani jego List Apostolski ani inne dzieła nie trafiły do kanonu Pisma Świętego za to – co warto dodać jako ciekawostkę – niektóre z nich znalazły uznanie w środowisku muzułmańskim. Pozwolę sobie zamieścić poniżej fragment  jego Listu nazwany „Droga światła”. To piękny tekst a dla mnie osobiście jest, jeśli mogę to tak określić chrześcijańską wersją popularnej Desideraty. W Liście przypisywanemu Barnabie znajdziemy ten tekst w rozdziale 19.

Oto jest droga światła: niechaj nie szczędzi trudu, kto chce nią iść aż do wyznaczonego celu. A oto pouczenia odnoszące się do sposobu postępowania na tej drodze. Miłuj Tego, który cię stworzył, lękaj się Tego, kto cię ukształtował, uwielbiaj Tego, kto cię wybawił od śmierci. Bądź prosty sercem, a bogaty duchem. Nie łącz się z tymi, którzy wkraczają na drogę śmierci; miej w obrzydzeniu wszystko, co się nie podoba Bogu. Będziesz nienawidził wszelkich przejawów obłudy i nie zapomnisz o przykazaniach Pana. Nie będziesz się wynosił, ale raczej okażesz się pokornym we wszystkim. Nie będziesz zabiegał o własną chwałę. Nie podejmiesz złych zamiarów wobec bliźniego i nie dopuścisz pychy do swego serca.

Miłuj bliźniego jak siebie samego. Nie zabijaj płodu nie narodzonego; nie zabijaj także po narodzeniu. Nie zaniedbuj opieki nad synem lub córką, ale od dzieciństwa ucz ich bojaźni Pańskiej. Nie pożądaj dóbr bliźniego swego; nie bądź chciwy. Nie przestawaj z pysznymi, ale bądź przyjacielem pokornych i sprawiedliwych.

Cokolwiek ci się zdarzy, wszystko uważaj za dobro w przekonaniu, iż nic się nie dzieje bez woli Bożej. Nie bądź podwójnej myśli ani podwójnego języka, albowiem dwoistość języka jest źródłem śmierci.

Dziel się wszystkim z bliźnimi, a niczego nie nazywaj własnością. Jeśli bowiem wspólnie dzielicie dobra nieprzemijalne, o ileż bardziej należy dzielić przemijalne. Nie bądź gadatliwy, bo język jest sidłem śmierci. Dla dobra twej duszy zachowaj czystość, ile możesz. Nie miej otwartej ręki do brania, a zamkniętej do dawania. Jak źrenicę oka miłuj tych, którzy ci głoszą słowo Boże.

We dnie i w nocy pamiętaj o dniu twego sądu: codziennie staraj się przebywać w towarzystwie świętych, czy to podejmując się głoszenia słowa, przedkładając zachęty, rozważając, w jaki sposób słowem mógłbyś zbawić swoją duszę, czy to pracując rękami w celu wynagrodzenia za swoje grzechy.

Nie ociągaj się w dawaniu. Gdy dajesz – nie narzekaj, a dowiesz się, kim jest Ten, kto udziela hojnej zapłaty. Strzeż tego, co ci powierzono, bez dodawania ani ujmowania. Miej zawsze w nienawiści zło. Wydawaj sprawiedliwe sądy. Nie przyczyniaj się do rozłamów, ale wprowadzaj pokój jednając zwaśnionych. Grzechy swe wyznawaj. Nie rozpoczynaj modlitwy z nieczystym sumieniem. To właśnie jest droga światła.

Towarzysząc Franciszkowi

I tak oto dobiegł trochę intensywny, ale bez wątpienia piękny i święty czas, w którym dane mi było towarzyszyć przez kilka dni, obecnemu w Polsce Ojcu Świętemu – Franciszkowi. Mogę spokojnie powiedzieć, że były to swoiste rekolekcje. Jedne z najlepszych jakie przeżyłem. Było w nich wszystko, co w dobrych rekolekcjach powinno się zawierać: asceza, zmęczenie, zaproszenie do przekraczania siebie a nade wszystko dużo zasłuchania w słowo i modlitwy.

Chciałbym podzielić się z Wami refleksją na temat tego czasu i świadectwem działania Pana Boga.

Papież na początku swojej podróży do Polski nawiązał do wagi tożsamości. Mówił o tym, że dobra tożsamość powinna być wolna od manii wyższości, ale też, że świadomość własnej tożsamości jest podstawowym budulcem wspólnoty zarówno na płaszczyźnie narodowej, religijnej i że konieczne jest, aby w kształtowaniu tej świadomości czerpać z całego dziedzictwa kulturowego, historycznego, społecznego, politycznego czy religijnego. Dodał też, że bez świadomości swojej własnej tożsamości nie można inspirować innych i nie można prowadzić żadnego dialogu, gdyż tożsamość to nic innego jak wierność wobec tradycji, szacunek dla niej i świadomość jej wartości. Tylko wówczas, gdy o tym nie zapomnimy będziemy potrafili być otwartymi na innych bez lęku, bez wywyższania się, ale też bez pokusy umniejszania tego depozytu, który niesiemy w nas samych.

w Polsce

Piękną medytację poprowadził papież w Częstochowie. To tekst, do którego warto wracać. Ojciec święty przestrzegał między innymi przed ogromną pokusą, jaką jest pragnienie władzy, wielkości i sławy. Mówił też, że to pragnienie nie omija nikogo i że jest ono rzeczą tragicznie ludzką i naprawdę wielką pokusą, która stara się wkradać dosłownie wszędzie. Jako antidotum papież wskazuje na drogę, jaką wskazuje nam Chrystus. To droga dawania siebie innym, eliminująca dystans. Bóg zbawia nas właśnie w taki sposób: stając się małym, bliskim nam i konkretnym. A my jesteśmy zaproszeni, aby Go w tym naśladować.

częstochowa

We czwartek na Błoniach papież mówił, że sprawia mu wielki ból, gdy spotyka młodych ludzi, którzy stają się być przedwczesnymi „emerytami”, którzy poddali się przed rozpoczęciem walki, którzy tak postępując przegrywają, jeszcze przed rozpoczęciem gry.

na Błoniach

Wieczorem tego samego dnia papież nawiązał do życia małżeńskiego. Powiedział, że życie małżeńskie to jedno z najtrudniejszych i najbardziej odpowiedzialnych powołań. Ale lęk przed tym trudem nie powinien młodych zniechęcać. Nie powinny ich też zniechęcać ich własne słabości i to, że w małżeństwie zdarzają się kłótnie, spory, że czasem nawet „latają talerze”. To co istotne w życiu małżeńskim i na co papież położył szczególny nacisk to umiejętność przebaczenia. I udzielił jednej, pięknej rady: „Nie kładźcie się spać bez pogodzenia się! A wiecie czemu? Bo zimna wojna następnego dnia staje się niebezpieczna.”

na franciszkańskiej2

 

Odwiedzając szpital dziecięcy Ojciec Święty wyraził swoje marzenie, abyśmy jako chrześcijanie byli zdolni do stawania u boku chorych naśladując w tym Jezusa. I przypomniał, że w tym nie potrzeba wielu słów. Ważniejsze są często milczenie, przytulenie, modlitwa… Przypomniał też, że nasze społeczeństwa zostały naznaczone kulturą „odrzucenia”, która jest przeciwieństwem kultury „gościnności” i miłości a ofiarami tej złej kultury sa osoby najsłabsze i najbardziej kruche. A taka postawa jest okrucieństwem.

w szpitalu

Sprawując Eucharystię z biskupami kapłanami na tzw. Białych Morzach, czyli w sanktuarium św. Jana Pawła II Ojciec Święty powiedział, że „Kapłan nie zadowala się życiem przeciętnym, płonie pragnieniem świadczenia, lubi ryzyko i wychodzi nie ograniczony drogami już wytyczonymi, lecz jest otwarty i wierny trasom wskazanym przez Ducha Świętego: przeciwny wegetacji, uradowany z ewangelizacji”. Przypomniał też , że podobnie jak uczniowie Jezusa kapłani i osoby konsekrowane są powołane do konkretnej miłości, czyli służby i dyspozycyjności. Wskazał ponadto  na potrzebę wprowadzania Jezusa w środek życia gdyż w ten sposób unika się samozadowolenia, stawiania w centrum, wygodnictwa, które osłabia ewangelizację, marnowania czasu na planowaniu bezpiecznej i zasobnej przyszłości, ryzyka stania się odizolowanym i skrytym, zamkniętym w ciasnych murach egoizmu bez nadziei i radości. Przypomniał wreszcie, że Bóg pragnie serc naprawdę konsekrowanych, które żyją przebaczeniem otrzymanym do Niego, aby móc przekazywać je innym.

sanktuarium Jana Pawła II

Podczas Drogi Krzyżowej Ojciec Święty przypomniał, że jesteśmy powołanie aby służyć Jezusowi ukrzyżowanemu. A On jest obecny zwłaszcza w cierpiących, zepchniętych na margines, wykluczonych, głodnych, spragnionych, nagich, uwięzionych, chorych, bezrobotnych i prześladowanych. To służąc tym ludziom dotykamy Jego błogosławionego ciała.

Droga Krzyżowa Błonia

Po milczącej obecności w obozie koncentracyjnym w Auschwitz-Birkenau papież wieczorem, przy Franciszkańskiej przypomniał, że okrucieństwo się nie skończyło i że dzisiaj tak wiele ludzi jest torturowanych, prześladowanych, że żyje w przepełnionych więzieniach, że żyją w warunkach uwłaczających ich godności, „jak by byli zwierzętami”.  Ojciec Święty jakby chciał nam zasugerować, że źle odrobiliśmy tę lekcję z historii, że świat wcale nie uczy się na swoich błędach…

w obozie koncentracyjnym

Kolejne piękne słowa padają już na Campus Misericordiae (Polu Miłosierdzia) gdzie papież przybywa w sobotę wieczorem, aby spotkać się z młodymi. Przestrzegał, abyśmy nie byli kanapowymi chrześcijanami, szukającymi nade wszystko wygody, bo ona skutecznie zabija w nas gotowość działania, do którego wzywa nas Chrystus i gotowość dawania świadectwa, zwłaszcza świadectwa miłości i służby. Przypomniał też, że najważniejsza w tym wszystkim jest obecność Chrystusa i modlitwa. Spotkaniu towarzyszą przejmujące świadectwa ludzi młodych ze wszystkich kontynentów a następnie wspólna modlitwa. Proszę mi wierzyć, że robi wrażenie, gdy blisko dwumilionowy tłum pogrąża się w ciszy, aby uklęknąć przed obecnym wśród nich Chrystusem ukrytym w Najświętszym Sakramencie. To przypomina, że zawsze pierwsze w porządku wiary jest zasłuchanie w Boga.

czuwanie z Ojcem św.

Przedostatnim akcentem pielgrzymki jest niedzielna Msza święta posłania i piękne słowa, które Ojciec Święty kieruje do młodych (ciałem i duchem) odwołując się do ewangelicznej sceny z Zacheuszem. Mówił o trzech przeszkodach, które często paraliżują człowieka i stają się przeszkodą w spotkaniu z Bogiem. Pierwszą z nich jest niska samoocena i brak akceptacji siebie, wmawiające nam, że nie dorastamy do spotkania z Chrystusem. Ona dotyczy nie tylko samooceny, ale i wiary i sprawia, że  nie zbliżamy się do Chrystusa, bo na tę bliskość nie zasługujemy. Szkoda – mówił papież – że w życiu mierzymy częściej nisko niż wysoko.

campus misericordia

Drugą z wymienionych przeszkód jest wstyd. Jednak Zacheusz zwycięża go przez ciekawość Jezusa. My także możemy zrobić to samo. Nie powinniśmy gasić pięknej ciekawości, powinniśmy zdobyć się na przełamanie siebie i zaangażować się, aby nasze życie nie było zamknięte w szufladzie.

 

Trzecią zaś przeszkodą, na którąś wskazał Ojciec Święty jest opinia innych. I dodał: „nie przejmujcie się, że będą się z was śmiać, bo wierzycie w łagodną i pokorną moc miłosierdzia (…), lub że będą was osądzać, bo wierzycie w nową ludzkość nie godzącą się na zło. Nie zniechęcajecie się…”

campus misericordia4

Chrystus nie chce być obecny na zewnątrz lub tylko w pięknych wspomnieniach. On chce być obecny w naszym codziennym życiu! On chce, aby Jego słowo przemawiało do nas każdego dnia a Jego Ewangelia była „nawigatorem” na drogach życia. I dodał: 'Pamięć Boga nie jest twardym dyskiem rejestrującym i zapisującym wszystkie nasze dane, ale jest współczującym sercem, które cieszy się, gdy może trwale usunąć wszystkie ślady naszego zła”. Dlatego mu także musimy zaufać tej pamięci Boga i próbować ją naśladować zachowując w pamięci i strzec dobra, jakie otrzymaliśmy…

campus misericordia2

Pio południu, przed spotkaniem z wolontariuszami i przed odlotem do Rzymu Ojciec Święty raz jeszcze pokazał się nieoczekiwanie w oknie przy ul. Franciszkańskiej i podziękował, za życzliwe przyjęcie i serdeczność, jakiej tutaj doświadczył, prosząc o modlitwę w jego intencji raz jeszcze z tego pamiętnego okna pobłogosławił tłumowi zgromadzonemu na palcu przed papieskim oknem.

okno przy franciszkańskiej

Tę wdzięczność wyraził raz jeszcze podczas spotkania z wolontariuszami i dobroczyńcami Światowych Dni Młodzieży i prosząc o dobre przygotowanie do kolejnych Światowych Dni Młodzieży tym razem nie powiedział, jak ostatnio: „do zobaczenia”. Powiedział: „Nie wiem czy to mnie dane będzie się jeszcze z wami spotkać w Panamie, ale z pewnością spotka się tam z wami następca świętego Piotra. Bądźcie mocni wiarą i nadzieją”. Jedna z obecnych na spotkaniu wolontariuszek powiedziała mi później, że kiedy telebim przybliżył twarz papieża dostrzegała, że Ojciec Święty ma smutne oczy. I pomyślała sobie: „Co On wie, czego my nie wiemy?…”

powrót z campusu

Później jeszcze miałem okazję posłuchać kilku świadectw osób, które albo nie zakładały, że będą uczestniczyli w tym spotkaniu młodych a a jednak Pan Bóg ich tam przyprowadził.

Jednym z nich był 71-letni mężczyzna, mieszkaniec Krakowa, u którego zatrzymała się grupa pielgrzymów z Francji i Włoch. W sobotę zabrali go ze sobą na Pola Miłosierdzia. Poszedł, myśląc, że ich tylko odprowadzi. Przeszedł z nimi 8 km. ale kiedy dotarli na Campus Misericordiae okazało się, że nie ma wejściówki. Zostawili go, mówiąc, żeby nie tracił nadziei. I kiedy miał już wracać podeszła do niego wolontariuszka, która zapytała czy chciałby wejść na Campus na spotkanie z Ojcem Świętym. Wręczyła mu wejściówkę i zaprowadziła do sektora w pobliżu ołtarza, mówiąc, że była ona dla jej chłopaka, który nie przyjechał i prosił, aby oddała ja komuś potrzebującemu. Został więc, nie mając ze sobą nic do spania i do jedzenia. Po paru minutach dotarł już wodę do picia, Filipińczycy nakarmili go a następnie dostał od dwóch sąsiadek karimatę i koc. I tak został do rana. Tylko okularów nikt mu nie dał, więc nie wszystko mógł zobaczyć. I dodał: niedawno zmarła mi żona i trudno mi się było z tym pogodzić. Tej nocy wprawdzie nie dostałem odpowiedzi na pytanie: „dlaczego ona odeszła pierwsza”, ale wiem, że kolejna taka noc już się nie powtórzy…

w drodze na campus 1

Inna dziewczyna, Tatiana przyjechała z Ukrainy ze swoim chłopakiem. Przyjechał dla niej, nie dla papieża, ale tam stało się coś niezwykłego. Gdy posłuchał Ojca Świętego mówiącego, że „jesteśmy młodymi kanapowymi” a następnie gdy papież poprosił aby cały Campus wstał i poprosił, aby wszyscy chwili się za ręce i pomodlili, coś w nim pękło. Po modlitwie poszukał księdza i po raz pierwszy do czasu swojej I Komunii poszedł do spowiedzi…

na Błoniach 2

Na koniec przywołam jeszcze jedno doświadczenie: Kiedy już staliśmy przy Dworu Głównym, przed odjazdem z Krakowa, czekając na swoją kolejkę wejścia na peron, podeszła do mnie i stojącego wraz ze mną chłopaka z naszej grupy czwórka młodych ludzi o ciemniejszej karnacji. Zapytali po angielsku „skąd jestem” a gdy usłyszeli odpowiedź, że z Polski, z Warszawy powiedzieli, że oni są katolikami z Iraku i że u nich trwa wojna. Nie wiedzą, co zastaną, gdy wrócą i nie wiedzą jak długo będą jeszcze żyć. I poprosili: „Ojcze pobłogosław nam i módl się za nas.” Gdy to uczyniłem odeszli. Wiem już, że na zawsze pozostaną mi w pamięci ich smutne oczy ale i ta serdeczna wdzięczność, jaką można było w nich dostrzec, że ktoś o nich pamięta w modlitwie. Więc proszę i Wy módlcie się za nich.

Byli i…wybyli

Przepraszam, że z pewnym opóźnieniem załączam wpisy (choć obiecałem niektórym osobom uczynić to wcześniej), ale wszystko ostatnio dzieje się w takim tempie, że trzeba mocno walczyć o czas na modlitwę, posiłki, że o spaniu nie wspomnę.

IMAG1

W naszej parafii dane nam było gościć od 20 do 26 lipca dwie grupy. Jedna – studencka przybyła do nas z Chin, z okolic Pekinu (dokładnie ich parafie są położone w odległości bagatela 600 km od stolicy Chin); druga – młodzieżowa, z Ukrainy, ze :Lwowa o polskich korzeniach. Obecność obu grup była dla nas  i dla naszej parafii wielka łaską. Zwłaszcza poruszające było dla nas świadectwo grupy z Chin, ich modlitwa, kultura a także opowieści o codziennym życiu, w tym życiu ich Kościoła. Nadmienię tylko, że grupa należy do tzw. kościoła nieoficjalnego w odróżnieniu od oficjalnego (tzn. uznawanego przez władze Chin). Toteż z samym przyjazdem do Polski a zwłaszcza na taka imprezę jaką są Światowe Dni Młodzieży nie było im wcale łatwo przyjechać. Wystarczy wspomnieć – o czym też mówili – że podobne do nich grupa, została wysadzona już z samolotu na lotnisku w Chinach i zatrzymana, gdy dowiedziano się, że zamiast wycieczki do Włoch jaką zadeklarowali, ich „międzylądowanie” w Polsce będzie tak naprawdę udziałem w spotkaniu z Ojcem Świętym Franciszkiem i młodymi z całego świata. Nawiasem mówiąc nasza chińska grupa po powrocie z Krakowa też jedzie na tydzień do Włoch. Nie wiem do końca czy ta wycieczka do Włoch to też takie mydlenie oczu władzom w ich rodzimych Chinach, czy też okazja do zwiedzenia Europy…

IMAG2

 

I tu należy się kilka zdań pro memoriam…

W Chinach oficjalnie uznaje się pięć religii: buddyzm, taoizm, protestantyzm, katolicyzm i islam. Najtragiczniejsze dla katolików i pozostałych Kościołów chrześcijańskich były konsekwencje dojścia do władzy komunistów. Wspólnoty wyznaniowe zaczęły wtedy podlegać ścisłej kontroli władz. Wielu misjonarzy zostało najpierw więzionych, a następnie wydalonych z Chin. Większość z nich znalazła schronienie na Tajwanie. Tu też przeniesiono nuncjaturę po zerwaniu oficjalnych relacji z Watykanem w 1951 r. i utworzono trwałe struktury kościelne. Chrześcijanie zaś, którzy zostali w Chinach Ludowych, byli prześladowani, torturowani, a nawet zabijani.

Zaprogramowana przez komunistów izolacja chrześcijan od “obcych wpływów” następowała w kilku etapach. Ostatecznie nowe „prawo” doprowadziło do powstania w 1957 r. formalnego organu Patriotycznego Stowarzyszenia Katolików Chińskich (PSKCh). Wszyscy duchowni i wierni zmuszeni byli do lojalności wobec państwa i uznania partii komunistycznej, jako jedynego zwierzchnika Kościoła w Chinach. Miarą patriotyzmu było zerwanie z Watykanem i nieuznawanie papieża jako głowy Kościoła w Chinach.

IMAG3 Msza w języku chińskim w naszej parafii

Działania rządu doprowadziły do rozłamu i podziału na Kościół oficjalny zwany też patriotycznym, oraz na nieoficjalny – “podziemny”, który uznawał jedynie papieża za głowę Kościoła. Największych prześladowań (aresztowania, tortury, indoktrynacja, palenie kościołów) chrześcijaństwo doświadczyło w okresie rewolucji kulturalnej w latach 1966-1976.

Rząd nie chce, by informacje o prześladowaniach wydostawały się poza kraj. Programowe hasło “porządku publicznego”, “wewnętrznej harmonii” czy “stabilizacji społecznej” jest racją najwyższą, która usprawiedliwia wszelką ingerencję państwa w działalność obywateli. Destabilizacja społeczna jest ostatnią rzeczą, jaką by chcieli widzieć komuniści, przez wzgląd na zagrożenie, jakie ona stwarza dla monopartyjności. Chiny są bacznym obserwatorem areny międzynarodowej i doskonale wyciągają wnioski z lekcji innych kultur i narodów. Wystarczy wspomnieć, że ostatnie wydarzenia związane z “arabską wiosną” wyczuliły jeszcze bardziej władzę na nastroje i bunty społeczne.

A jednak polityka antyreligijna nie potrafi osłabić dynamizmu i żywotności wiary chrześcijańskiej. (Bramy piekielne nie przemogą Kościoła! Por. Mt 16,18) Jak zaświadczali nasi goście z Chin: można zauważyć bardzo dużo nawróceń i wzrost liczby osób przyjmujących chrzest. Ogółem szacuje się, że do Kościoła katolickiego tak oficjalnego, jak i nieoficjalnego przynależy około kilkunastu milionów wiernych (nasi goście mówili o blisko 10 milionach w kościele tzw. nieoficjalnym). Urzędowe statystyki mówią jedynie o ponad pięciu milionach.

IMAG4 Pożeganalna agapa

Prześladowania, jakich chrześcijanie dzisiaj doświadczają, nie wyrażają się już może w dosłownym przelewaniu krwi, lecz ciągle są obecne w bardziej subtelnej i długotrwałej formie nękania, tortur, indoktrynowania, reedukacji przez pracę w obozach, areszt domowy czy wieloletnie więzienie. Wielu biskupów, księży i wiernych, także – co warto podkreślić – ze wspólnot uznanych przez rząd, poddanych było lub stale jest szykanom. Prześladowań doświadcza nie tylko wspólnota “podziemia”, ale także. “księża patrioci” pomimo lojalności wzywani są na przesłuchania i indoktrynowani. W istocie wszelka forma działalności religijnej wymaga aprobaty władz. Ci, którzy nie godzą się na współpracę, skazani są na izolację. Uwzględniając takie realia, część biskupów i księży patrzy pragmatycznie i decyduje się wstąpić do Stowarzyszenia Patriotycznego w celu skuteczniejszego niesienia pomocy wiernym.

Stolica Apostolska nie pozostaje obojętna wobec prześladowań chrześcijan i ograniczeń praw wolności religijnej. Wystarczy wspomnieć, że sam Jan Paweł II nie szczędził wysiłków, aby wstawiać się za chrześcijanami w Chinach i doprowadzić do normalizacji stosunków dyplomatycznych. Było to jednak niezwykle trudne, także dlatego, że papież z Polski, który przyczynił się do obalenia komunizmu, był postrzegany jako “niebezpieczny” dla integralności samych Chin. W Roku Jubileuszowym nastąpiło pewne “ocieplenie” w relacjach z Pekinem, ale z kolei kanonizacja 120 chińskich męczenników z lat 1648-1930 zbiegła się wtedy z rocznicą założenia ChRL i była odebrana w Pekinie jako wymierzenie “policzka”.

IMAG5 Na dworcu przed odjazdem do Krakowa

Innym problemem i przeszkodą było nielegalne, bez zgody Watykanu wyświęcenie biskupów przez władze chińskie. Pekin uzależnia normalizację stosunków z Watykanem od dwóch spraw. Domaga się niemieszania w wewnętrzne sprawy Chin. Drugim warunkiem jest nieuznawanie przez Watykan niepodległości Tajwanu, który dla Chin jest zbuntowaną prowincją, dla Watykanu zaś oficjalnym reprezentantem całych Chin. Rozwiązanie tej drugiej kwestii nie stanowi problemu dla Watykanu i już za Jana Pawła II orzeczono, że w każdym momencie istnieje gotowość przeniesienia nuncjatury do Pekinu. Pozostaje jednak trudność pierwsza, gdyż papież nie może zrezygnować z prawa nominacji biskupów, co przynależy do natury samego Kościoła.

Nadzieja na naprawę tej sytuacji pojawiła się po wyborze Benedykta XVI. Papież wielokrotnie stawał w obronie prześladowanych chrześcijan. Dowodem tego był list do katolików chińskich z 27 V 2007 r. Papież użył w nim sformułowania “Kościół oficjalny” i “Kościół podziemny”, jednak wszystkich traktuje, jako jedną wspólnotę wierzących. Podział w tym Kościele jest bolesną raną, jednak papież żywił głęboką nadzieję na pojednanie wierzących i na rozwiązanie problemu święceń biskupów, tak aby Watykan miał możliwość mianowania swoich kandydatów.

Władze Chin wprawdzie “doceniły dobre intencje” papieża. Jednak nie uczyniły żadnego gestu, który by tym intencjom wyszedł naprzeciw.

Pomimo zakazów i kontroli działania Kościół stara się nieść ludziom pomoc przez inicjatywy edukacyjne i charytatywne. Takie inicjatywy spotykają się z wsparciem rządowym pod warunkiem, że nie wiąże się to z żadnym religijnym podtekstem ocenianym jako “działalność wywrotowa”. Duże nadzieje Kościół wiąże z działalnością edukacyjną. Na wielu uniwersytetach istnieją centra studiów nad wielkimi religiami świata, w których naucza się kultury i filozofii chrześcijańskiej. Najważniejszym jednak wyzwaniem dla wspólnot wierzących jest kwestia pojednania opartego na przebaczeniu. Jak wspomniał jeden z księży towarzyszący grupie z Chin: „nie tracimy nadziei na to pojednanie i modlimy się o nie, lecz nie da się nie zauważyć, że na widocznym w społeczeństwie podziale traci jakość chrześcijańskiego świadectwa w Chinach…”

A na koniec…

IMAG6 NASI też tam byli:-)

Mówiąc: „Ojcze…”

„Panie, naucz nas modlić się”. Sądzę, że wielu z nas podpisałoby się pod tą prośbą. Myślę, że każdą i każdego z nas czasem nachodzą nas wątpliwości, czy nasza modlitwa jest godna, dobra, owocna… To ciekawe, że prośba o lekcję modlitwy pojawia się u Apostołów zaraz po scenie z Marią i Martą. To tak, jakby Apostołowie będąc świadkami tamtej rozmowy i słów, jakie padły pod adresem Marii, która zanurzając się w kontemplacji słów Jezusa, „wybrała najlepszą cząstkę”, pobudziła uczniów Jezusa do refleksji nad swoją modlitwą…  Jest to jednocześnie prośba wynikająca z pokory. Nie musimy się wstydzić tego, że nie umiemy się modlić. Powinniśmy się raczej wstydzić, jeśli nie znajdujemy na nią czasu lub gdy znajduje ona swoje miejsce na szarym końcu spraw, które musimy codziennie załatwić.

Chrystus w odpowiedzi na prośbę uczniów wprowadza ich w tajemnicę modlitwy. Ta tajemnica, o której wcześniej nikomu by się nie śniło a już zwłaszcza pobożnym Żydom, którzy nawet unikali wypowiadania imienia Boga polega na tym, że możemy zwracać się do Boga: „Ojcze”. Ten zwrot buduje zupełnie inną relację człowieka do Boga. Jeden z wybitnych współczesnych biblistów, o. Raniero Cantalamessa zauważył, że w tym jednym słowie mieści się cała historia zbawienia. Ojcostwo Boga ma bowiem dwa wymiary. Pierwszy – Bóg jest naszym Ojcem, jako stwórca, jako dawca naszego życia. Jesteśmy stworzeni na „Jego obraz i podobieństwo”. Drugi wymiar wiąże się z Jezusem. Tylko On jest Synem Boga we właściwym tego słowa znaczeniu. Ale Chrystus Pan przez łaskę odkupienia czyni nas swoimi braćmi i siostrami. W Nim i z Nim dzięki Jego łasce stajemy się synami i córkami Ojca w niebie. Kiedy mówimy do Boga „Ojcze!”, uznajemy swoją zależność od Niego, chcemy być jak dzieci – posłuszni Jego woli. A zarazem w tym słowie chcemy odnaleźć schronienie, poczucie bezpieczeństwa, bo wiemy, że Bóg nas nigdy nie zostawi, nigdy się nas nie wyrzeknie się. Bo jest miłością. I to właśnie odkrycie tej miłości daje nam siłę by pięknie żyć i nigdy nie rezygnować z walki o to piękne życie.

Modlitwa „Ojcze nas” składa się z dwóch części, z siedmiu wezwań, które Chrystus uznał za najważniejsze, skoro je w niej zawarł.

Pierwsze dwie prośby dotyczą Boga i naszego odniesienia do Niego. Świętość Boga w świecie i wzrastanie Jego królestwa – powinny być priorytetami dla człowieka wierzącego. Im bardziej nasz świat zapomina o Bogu lub spycha Go do sfery czysto subiektywnej, tym bardziej staje się nieludzki, okrutny. Dowodów na to możemy znaleźć aż nadto.  Ludzie dbają dziś o dobry wizerunek, o tzw. PR, chronią prawa autorskie itd. Modlitwa Pańska trochę wpisuje się w tę logikę a trochę ją wywraca. Mamy żyć tak, aby to przede wszystkim Bogu się podobać a wówczas nasze życie będzie dobre i święte. A zatem w pierwszym rzędzie nie o sławę człowieka tu chodzi, ale o chwałę Boga. Znowu nasuwają się tutaj znane słowa św. Augustyna: „Jeśli zatroszczysz się o pierwszeństwo Boga w swoim życiu wszystko inne znajdzie właściwe sobie miejsce”.

Druga część Modlitwy Pańskiej dotyczy już naszych, ludzkich spraw i potrzeb. To znak, że Bóg ich nie lekceważy. Prosimy Boga o chleb, o przebaczenie, o to, byśmy nie byli kuszeni ponad nasze siły. Nie wolno nam jednak zapominać, że powinniśmy prosić o te dary tylko dla siebie, ale dla nas. W Modlitwie Pańskiej nie bez przyczyny Chrystus używa liczby mnogiej. Nie wolno nam zapomnieć, że przed Bogiem jesteśmy wspólnotą, tworzymy rodzinę dzieci Bożych.

Lekcję modlitwy Jezus kończy przypowieścią, która zachęca do wytrwałości w modlitwie. To także cecha, której często nam brakuje. Mamy prawo być natrętami wobec Boga. Zwłaszcza, gdy prosimy o dobre dary. Może nasze zniechęcenie jest znakiem, że tak naprawdę za bardzo nam nie zależy na tym, o co się modlimy…

Lecz jest dar, o który warto szczególnie zabiegać: „O ileż bardziej Ojciec z nieba udzieli Ducha Świętego tym, którzy Go proszą – mówi Jezus”. A zatem według niego największym darem, którego udzielić chce nam Bóg, jest nie coś, ale Ktoś – Duch Święty, czyli Bóg żyjący w nas.