Abba Jan mawiał: Naszym prawdziwym pokarmem nie jest to, co spożywamy, ale to co możemy strawić. Bogactwa nie przysparzają nam nasze zarobki, ale nasze oszczędności. Podobnie z prawdziwą wiarą – nie jest nią to, co wyznajemy, ale to co na co dzień stosujemy w życiu”.
Dopóki modlimy się ze świadomością w naszej głowie, korzystamy z naszych naturalnych, intelektualnych władz i nigdy nie dojdziemy do bezpośredniego, osobistego spotkania z Bogiem. Dlatego kontemplacja polega na wzniesieniu się ponad intelekt. Posługując się jedynie rozumem możemy poznać cokolwiek, co jest odbiciem (cieniem) Boga, ale nie samego Boga. o. Wilfrid Stinissen OCD
Abba Jan powiedział: „Jestem jak człowiek siedzący pod wielkim drzewem, który widzi jak zbliżają się do niego różne dzikie zwierzęta i gady: kiedy nie ma już sił do walki z nimi wdrapuje się na drzewo i tak ratuje swoje życie. Podobnie jest ze mną siedzę sobie w celi i widzę atakujące mnie złe myśli i wyobrażenia a kiedy już nie mam sil do walki z nimi, uciekam się do Boga przez modlitwę a wtedy On mnie ratuje od wrogów”
Dzisiejsza perykopa ewangeliczna ukazująca scenę przemienienia mówi o obłoku, który ogarnie Chrystusa w chwili dialogu Mojżeszem i Eliaszem. Myślę, że to dobry obraz dla tego, co dzieje się w medytacji. Medytacja bowiem to wejście w dialog. Jego przejawem jest słowo, które w dialogu jest nieodzowne. To słowo w doświadczeniu medytacji ma dla nas szczególne znaczenie: powtarzane z wiarą i miłością w sercu, staje się sposobem w jaki mówimy do Chrystusa obecnego w tym doświadczeniu. Znaczenie tego słowa jest tym bardziej istotne, że w medytacji nie posługujemy się naszymi słowami, tym co akurat w tym momencie przychodzi nam do głowy, ale opieramy się na słowie zaczerpniętym zazwyczaj z Pisma Świętego. Jest to słowo, którego rangę podkreśla fakt, że zostało ono nam dane jako dar samego Boga. Owszem każda i każdy z nas znajduje takie wezwanie, które najlepiej nam odpowiada, które dotyka czegoś w naszym wnętrzu, które wydaje nam się bliskie. Ten modlitewny werset bez względu na to czy będzie to wezwanie: „Panie Jezu, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem”, czy „Jezu ufam Tobie”, czy zalecane przez o. John’a Main’a „MARANA-THA” jest modlitwą, w której pragniemy wyrazić samych siebie, nasze zaufanie, naszą miłość, nasza wiarę w moc działania Boga w naszym życiu a jednocześnie przyjęte przez nas wraz z wdechem staje się słowem przez które Bóg mówiąc do naszego serca pozwala już w trakcie wsłuchiwania się w to słowo zrodzić w sercu jego owoce.
Podobnie jak w dzisiejszej scenie ewangelicznej każda medytacja jest tak naprawdę wejściem w obłok obecności Boga, obłok będący synonimem Jego miłości, w która zanurza się każdy, kto wchodzi w przestrzeń modlitwy i kto poprzez nią wchodzi w dialog z Chrystusem – umiłowanym Synem Bożym. Można by zatem bez zbytniej przesady powiedzieć, że medytacja to takie wspinanie się z Chrystusem na górę przemienienia. Wprowadza nas ona jak każda modlitwa kontemplacyjna nie tylko w tajemnice samego Boga, które odkrywa On przed nami stopniowo, krok po kroku, ale nade wszystko staje się miejscem przemiany człowieka medytującego. Nie jest t może przemiana gwałtowna, bo Bóg, który jest miłością ze swej natury zawsze działa delikatnie, ale z perspektywy czasu sami możemy dostrzec owoce tego przebywania z Chrystusem sam na sam zanurzeni w obłoku Bożej miłości.
Bardzo ładnie wyraża naturę tego doświadczenia św. Atanazy, przywoływany w dzisiejszej Liturgii Godzin mówiąc:
Oto są Boże cuda dzisiejszej uroczystości, oto zbawienne misterium dokonane dzisiaj dla nas, gromadzi nas razem śmierć i uwielbienie Chrystusa. Abyśmy więc wraz z wybranymi spośród natchnionych przez Boga uczniów mogli wniknąć w głębię owych niewyrażalnych świętych misteriów, wsłuchajmy się w święty głos Boży, który z wysoka, ze szczytu góry, ustawicznie przyzywa nas do siebie.
Ku owej górze trzeba nam zatem podążać – odważę się powiedzieć – jak Jezus, który tam w niebie jest poprzednikiem naszym i wodzem. Wraz z Nim zajaśniejemy blaskiem, na który patrzeć potrafią jedynie oczy ducha. Odnowieni na duszy, upodobnieni do Jego obrazu, jako uczestnicy Bożej natury będziemy przysposobieni do życia wiecznego.
Biegnijmy tam ufni i radośni: wejdźmy w obłok podobnie jak Mojżesz i Eliasz, podobnie jak Jakub i Jan. Bądźmy jak Piotr, pochłonięci oglądaniem i kontemplacją Boga, przemienieni chwalebnym Przemienieniem, oddaleni od świata, oderwani od ziemi. Porzućmy ciało, pozostawmy stworzenia i zwróćmy się ku Stwórcy, do którego Piotr mówił w zachwycie: „Panie, dobrze nam tu być”. Bez wątpienia, Piotrze, rzeczywiście „dobrze nam tu być” z Jezusem i tu pozostać. Cóż bardziej szczęśliwego, cóż wznioślejszego, cóż wspanialszego, jak być z Bogiem, do Niego się upodabniać i trwać w Jego światłości? Oto każdy z nas mając Boga w swoim sercu, przemieniony na obraz Boży, niechaj zawoła z radością: „Dobrze nam tu być”, gdzie wszystko wypełnione jest światłem, gdzie panuje szczęście, radość i wesele, gdzie wszystko w naszym sercu jest pokojem, pogodą i słodyczą, gdzie ogląda się Boga (Chrystusa), gdzie On sam wraz z Ojcem gotuje dla siebie mieszkanie
Myślę, że każdy, komu dana jest łaska zagłębiania się w doświadczenie medytacji może się pod tymi słowami podpisać, bo czy nie oddają one piękna tego doświadczenia, które staje się naszym udziałem, gdy możemy zanurzyć się w cisze Jego obecności!?
Abba Euprepiusz nauczał: „W przekonaniu, że Bóg jest wierny i potężny, ufaj mu a będziesz miał udział w Jego łaskach. Zniechęcenie zaś twoje oznaczałoby brak wiary. Wszyscy wierzymy, że nasz Bóg jest potężny i że wszystko może, jeśli tę wiarę będziemy odnosili także do naszych codziennych spraw a nie zwątpimy w Jego moc, wówczas staniemy się świadkami cudów, jakich on nieustannie dokonuje w nas i w naszym życiu.”