Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Pozwolić się prowadzić Duchowi

Pozwolić się prowadzić duchowi…



To wymaganie, jakie przed nami stawia dzisiaj św. Paweł – jeden z wielkich nauczycieli modlitwy, człowiek, który sam doświadczył przemożnych owoców tego prowadzenia w swoim życiu, choć nie zawsze Duch prowadził go tak, gdzie sam Paweł się spodziewał być zaprowadzonym.

Duch Święty w swoim prowadzeniu nieustannie posługuje się człowiekiem. Nie czytali byśmy dzisiaj Ewangelii czy Listów św. Pawła, gdyby nie fakt, że ludzkie doświadczenie Ducha jest zasadniczo takie samo w każdym czasie i w różnych tradycjach. Jest tak dlatego, że bez względu na czas jest to to samo spotkanie ze zbawczą miłością Boga w pełni objawioną w Jezusie Chrystusie, który zgodnie ze słowami Listu do Hebrajczyków jest ten sam wczoraj, dziś i zawsze [por. Hbr 13,8]. A zatem czy to św. Paweł, czy św. Jan Kasjan, czy św. Jan od Krzyża czy my – w doświadczeniu medytacji spotykamy się z tą samą, niezmienna miłością Boga.

W całej historii chrześcijaństwa kobiety i mężczyźni – ludzie modlitwy są zaproszeni do podjęcia się szczególnej misji, polegającej na prowadzeniu ludzi sobie współczesnych a nie rzadko i kolejnych pokoleń (jak jest w przypadku wielu niezwykłych osobowości wiary, które oddziałują nie tylko na swoje lecz także na kolejne pokolenia).

Jednym z takich nauczycieli był św. Jan Kasjan, żyjący w IV wieku, który ma prawo być uznany za najbardziej wpływowego nauczyciela innego wielkiego rewolucjonisty zachodniego chrześcijaństwa – św. Benedykta. Można powiedzieć, że św. Jan Kasjan był tym, który swoim życiem modlitwy i duchowymi poszukiwaniami inspirował nie tylko sobie współczesnych, lecz także kładł podwaliny przyszłego monastycyzmu na Zachodzie, choć łączył w sobie obie chrześcijańskie tradycje – wschodnia i zachodnią.

Człowiek wiary, to ktoś, kogo cechuje harmonia ciała, umysłu i ducha – zgadzali się co do tego zarówno św. Jan Kasjan jak i św. Benedykt. Jest to jedność, która wyrasta z doświadczenia zanurzenia w jedność Boga. Jedną z dróg prowadzących do tego doświadczenie jest zalecana przez św. Jana Kasjana modlitwa, polegająca na powtarzaniu wybranego, pojedynczego wersetu. W swojej Dziesiątej rozmowie mówi o tym, że jest to zarówno sposób uniknięcia rozproszeń jak i zanurzenia się w prawdziwie głęboką relację z Bogiem. Dzięki tej modlitwie – pisze dalej Kasjan – każdy może dążyć do doskonałości, do kontemplacji, do odkrywania radości znajdowanej w spoczynku w Bogu. To prosta droga prowadząca do czystości serca dostępna dla każdego człowieka, który chce pójść tą drogą [por. Rozmowy 10,14]. W tym zaleceniu wczesnochrześcijańskiego mnicha z Egiptu brzmi tak dobrze znane nam echo słów samego Chrystusa, który docenia modlitwę grzesznika ze świątyni powtarzającego jedynie: Boże bądź miłościw mnie grzesznemu [por. Łk 18, 13]. W tej modlitwie nie było żadnego żądania, czy roszczenia, było jedynie pełne prostoty i pokory powierzenie się Bóg i zgoda na to, by to On działał i prowadził.

My także powierzajmy się temu prowadzeniu przez Ducha z pokorą i prostotą serca powtarzając swój werset modlitwy – w nim zawierzając wszystko to kim jesteśmy z naszym sercem przepełnionym wiarą ale może też lękiem czy wątpliwościami, nasze radości i smutki, naszą ludzką niemoc, porażki i zwycięstwa – niech one wszystkie stają się miejscem działania Boga. 

Powtarzanie wersetu jest naszą modlitwą – w której zarówno oddajemy siebie samych w całkowitym zawierzeniu jak i otwieramy się na działanie Ducha Świętego przychodzącego w tym żywym słowie. Starajmy się to robić bez wymuszania czegokolwiek, z miłością, gdyż ta modlitwa staje się nasza osobistą odpowiedzią na miłość Boga.  Wracajmy do tego wersetu zawsze wtedy, gdy zdarzy nam się doświadczyć niepotrzebnych myśli, rozproszeń. Pozwalajmy się prowadzić temu Słowu. 

Żywe jest Słowo…

Żywe jest Słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze, niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, stawów i szpiku, zdolne osądzić pragnienia i myśli serca…[Hbr 4,12]


Zrozumieć Słowo…

Często nie jest to łatwe, bo nie pojmujemy wszystkich subtelnych znaczeń i sensów, jakie ze sobą niesie. Najlepszym tego dowodem jest to, że niejednokrotnie słysząc to samo Słowo, które wydawać by się mogło znamy już na pamięć, nagle uzmysławiamy sobie, że nabiera ono dla nas zupełnie nowego znaczenia…

Czytamy to Słowo, słuchamy Go w liturgii, czasami udaje się na Jego temat porozmawiać w jakimś gronie osób…  Ale to i tak nie wyczerpuje jego bogactwa, nawet gdybyśmy przeczytali setki komentarzy wybitnych biblistów, uczestniczyli w dziesiątkach rekolekcji, ono i tak pozostanie nowe, świeże, niezwykłe i zaskakujące. A może nieraz zastanawiamy się – a po co to wszystko? Po co zadawać sobie taki trud, jeżeli i tak nic z tego Słowa niewiele zrozumiem, skoro niejednokrotnie wydaje się, że przychodzi nie w porę, że oskarża, że chcielibyśmy w tym akurat momencie usłyszeć coś innego…  Czasem to samo Słowo brzmi dla nas jak jakaś piękna poezja, baśń mówiąca o czymś nieprawdopodobnym, podczas gdy życie idzie swoim – tak innym od niego – torem…

Myślę, że w obliczu takich pytań i wątpliwości warto raz jeszcze wziąć do serca to, co zostało tu zacytowane. Może wcale nie najważniejsze jest, aby o tym Słowie rozmyślać, dochodzić jego znaczenia, próbować pojąć. Może ważniejsze jest to, aby pozwolić mu wybrzmieć w ciszy bez prób intelektualnego ogarnięcia jego głębi, które tak bardzo często tylko wszystko komplikują. Może lepiej pozwolić mu w ciszy zapaść głęboko w serce i pozwolić by tam robiło swoje…

Sam Chrystus mówi o swoim Słowie, że jest jak ziarno, mające w sobie zalążek życia i rozwijającym się nawet pomimo tego, czy ktoś śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy…  Wystarczy tylko jedno: żyzna gleba otwartego serca i łaska, która je podtrzymuje. Może po prostu pozwolić mu działać nie tak jak sami sobie to wymyślamy, nie próbować go wtłoczyć w utarte schematy naszego myślenia. Może pozwolić mu się poprowadzić, zaskoczyć…

Słowo Boże jest bowiem Słowem niezwykłym, zdecydowanie różniącym się od całego mnóstwa słów, jakie dzisiaj wypowiadamy – słów często pustych, niemądrych, krzywdzących, nieprzemyślanych… Słowo Boże jest Słowem wypowiedzianym z miłości do mnie i do Ciebie. I przede wszystkim warto takim je przyjąć. Bez lęku, bez braku ufności, z miłością!


Jest to zatem Słowo Boga, ale skierowane do człowieka w jego konkretnej sytuacji. Ono się nie starzeje, nie traci nic ze swej aktualności. Dotyczy zawsze człowieka i jego spraw aktualnych. A dlaczego tak jest? Bo to Słowo nie zostało wypowiedziane kiedyś i spisane dla nas. Za każdym razem, kiedy się w nie wsłuchujemy jest ono mówione do nas teraz. Dla Boga bowiem nie ma czasu. On jest wiecznym teraz i spogląda na mnie i na Ciebie tak samo jak kiedyś patrzył na Abrahama, Mojżesza, Maryję i wielu, wielu innych. Spogląda z ta samą miłością. I mówi do Twojego i mojego serca to samo Słowo po to,  aby mogło je wewnętrznie przemieniać, stawać się światłem oświetlającym drogę naszego życia, budzić nadzieję i przypominać o tym, że właśnie ono jest dowodem na to, że On tu jest, że troszczy się o Ciebie, że nigdy Cię nie opuści, bo Twoje imię jest wyryte na Jego dłoniach. Słowo Boga, jest jak słowo matki, mówiącej do swojego dziecka – dające poczucie bezpieczeństwa, pewności jej troski, zapewniające o jej miłości i o tym, że jest blisko.

To Słowo nie jest skierowane do jakiegoś ogółu! To Słowo jest kierowane do każdego indywidualnie. Do mnie i do Ciebie! Po prostu się w nie wsłuchaj! Wsłuchaj się w nie w ciszy swojego serca. A usłyszysz, że Ono mówi o Jego miłości do Ciebie…

Panie naucz nas modlić się

Będąc w pewnym miejscu, Jezus modlił się. A gdy skończył modlitwę, jeden z uczniów poprosił go: „Panie, naucz nas modlić się, tak jak Jan nauczył swoich uczniów!”. Wtedy Jezus odpowiedział: „Modląc się, mówcie: Ojcze, pragniemy oddawać ci cześć! Prosimy: ustanów twoje królestwo, zatroszcz się o nasze codzienne potrzeby i przebacz nam nasze grzechy, tak jak my przebaczamy tym, którzy zawinili wobec nas. I daj nam siły, abyśmy nie ulegli kuszeniu przez złego ducha!”. [por. Łk 11, 1-4]


Jednym z głównych przesłań Nowego Testamentu jest to, że naprawdę istnieje tylko jedna modlitwa – jest nią modlitwa Chrystusa, który w Duchu Świętym modli się do Ojca. Modlitwa ta jest strumieniem miłości, który nieustannie przepływa między Jezusem i Jego Ojcem. Ten strumień to właśnie Duch Święty, najgłębsza i najdoskonalsza więź łącząca Syna z Ojcem. Od chwili chrztu świętego, my także zostaliśmy wszczepieni w tę miłość, która została ofiarowana nam jako bezinteresowny dar. Na mocy tego daru w tę Jezusową modlitwę włączone są wszystkie inne modlitwy – Maryi, świętych, a także nasze.

W ten sposób Chrystus uczy nas czym jest prawdziwa modlitwa – jest nią przede wszystkim jak najpełniejsze otwarcie się na tę miłość Boga. To dzięki temu otwarciu wszystko co czynimy na modlitwie i w życiu jest włączone w tę wielką rzekę miłości i staje się nasza odpowiedzią na miłość samego Boga. Jest to miłość, która także staje się jedyną wewnętrzną motywacją naszego życia duchowego i naszych wyborów. Nie modlę się dlatego, że muszę, ani dlatego, że czegoś oczekuję, ale dlatego, że kocham i przez moje trwanie na modlitwie, przez moją obecność wyrażam tę miłość.

Jeśli motywacją naszego trwania przed Bogiem będzie jedynie miłość, wówczas ów akt wchodzenia w doświadczenie modlitwy będzie jednoznaczny z tworzeniem w nas samych przestrzeni, która będzie wypełniana obecnością samego Boga – Miłości i która jednocześnie będzie źródłem naszej wewnętrznej przemiany. Wówczas nie potrzeba już słów, gdyż dokonywać się będzie w nas coś, co stokrotnie przewyższa nasz intelekt – Bóg będzie bezpośrednio dotykał naszego serca i odpowiadał na to, co jest jego pragnieniem a jednocześnie sam działając w tym sercu będzie je przemieniał i kształtował jego pragnienia tak, aby wyrastały one jedynie z miłości, przezwyciężając nasz egoizm.

Doświadczenie medytacji, to doświadczenie poddania się owemu strumieniowi miłości, który jest w stanie dokonać w nas więcej niż prosimy czy oczekujemy. Kiedy się nań otworzę nie mogę już pozostać wobec niego obojętny, nie mogę zostać już taki sam jak byłem, gdyż miłość ze swej natury jest stwórcza, uzdrawiająca i przemieniająca. „Oto wszystko czynie nowe”- mówi Bóg, który jest miłością, dotyczy to także stwarzania nowego człowieka w nas. W ten sposób realizuje się to co najpełniej wyraża się w modlitwie: „Panie, uczyń serca nasze według serca Twego.” Medytacja, trwanie przed Bogiem, nie zakłócane zbędnymi myślami czy słowami jest właśnie modlitwą otwarcia i zgodą na to Boże działanie w nas. Zaś słowo czy werset, jaki powtarzamy w myślach jest niczym kotwica, która z jednej strony chroni nas od zaśmiecania naszego umysłu i serca przez rozproszenia a z drugiej jest stwórczym słowem, nośnikiem łaski, przez które Chrystus mówi do naszego serca już nie tylko ucząc nas się modlić, ale samemu modląc się w nas do Ojca w Duchu Świętym .   


Kwestia istnienia Boga

Pewien student uniwersytetu jadący pociągiem z Dijon do Paryża zajął miejsce obok skromnie ubranego mężczyzny, który odmawiał różaniec, wolno przesuwając paciorki w palcach.
„Proszę skorzystać z mojej rady i wyrzucić ten różaniec przez okno i trochę poczytać, co na temat wiary w Boga mówi nauka – rzekł student,
Po czym dodał – Proszę mi dać pański adres a ja prześlę panu literaturę, która panu w tej sprawie pomoże”.
Wówczas mężczyzna sięgnął do kieszeni marynarki, wyciągnął zeń wizytówkę podał młodemu człowiekowi. Było na niej napisane: ” Prof. Ludwik Pasteur, Dyrektor Instytutu Badań Naukowych, Paryż”.

Bardzo lubię tę historię. Zawsze, gdy ją czytam, uśmiecham się.Bardzo
Ostatnio dane mi było przeczytać ciekawą książkę jednego z współczesnych filozofów, którego działalność bez wątpienia przyczyniła się znacznie do wielu twierdzeń, jakimi posługuje się współczesna filozofia w formułowaniu argumentów przeciwko istnieniu Boga. Niestety traf chciał, że jakiś czas temu ów filozof nawrócił się na chrześcijaństwo i napisał książkę, w której wyjaśnia na czym polegają błędy w myśleniu filozofów negujących istnienie Boga, stając się przez to wielkim współczesnym apologetą wiary. Trochę przypomina mi się św. Paweł, który z prześladowcy Chrystusa i Jego Kościoła stając się bodaj najbardziej gorliwym a z cała pewnością najbardziej płodnym (przynajmniej w pisma) apostołem musiał narobić we współczesnym mu świecie sporo zamieszania.


Takich przykładów oczywiście można by mnożyć. Nie wiem już, czy wspominałem tutaj o zmarłym niedawno profesorze Edwardzie Ciupaku, który był marksistowskim socjologiem, mającym swój znamienity udział w dechrystianizacji Polski, który jednak przed śmiercią nawrócił się i zmarł, pojednawszy się z Bogiem. Może nie byłoby w tym nic, co zasługiwało by na szczególne zatrzymanie się nad tym przypadkiem na tle wielu innych nawróceń, które się dokonują (choć oczywiście każde nawrócenie to powód do szczególnej wdzięczności i radości, nieważne kiedy się ktoś nawraca), gdyby nie fakt, że wspominany przeze mnie prof. Ciupak był ojcem prof. Magdaleny Środy i gdyby nie słowa jakie wypowiedział będąc w szpitalu wałcząc z nieuleczalną chorobą, a które przywołał prowincjał ojców barnabitów – o. Lorek – który towarzyszył mu duchowo w ostatnich tygodniach życia.
Prof. Ciupak powiedział, że to cierpienie to pokuta za córkę Magdalenę – opowiadał o. Lorek. I dodaje, że kompletnie nie zgadzał się on z poglądami swojej starszej córki: – Był zażenowany publicznymi atakami Magdy na Kościół i tym, co pisała. Jego to bardzo martwiło – wspomina.
Przywołuję te wydarzenia, gdyż stanowią one swojego rodzaju świadectwo działania Pana Boga, który nigdy nie rezygnuje z pukania do ludzkiego serca, z nadzieja, że jednak Mu otworzą. Ale wspominam też o tym, bo ostatnio dane mi było czytać inne świadectwo kobiety, która będąc ateistką także mocno walczyła z Bogiem i Kościołem a potem gdy dokonało się jej nawrócenie podejmuje się prostej, ale jakże wnikliwej próby odpowiedzi na pytanie o istnienie Boga.  Pozwalam sobie zamieścić tutaj ów tekst, z nadzieja, że lektura tych refleksji będzie dla kogoś cenną medytacją nad kwestia wiary.

Autorka: Marilyn Adamson

-Czy chciałabyś lub chciałbyś, aby ktoś po prostu wykazał istnienie Boga? Bez wywierania nacisku, bez stwierdzeń typu „Po prostu musisz uwierzyć”. W tym artykule przedstawiono wybrane argumenty przemawiające za tym, że Bóg istnieje. Nie są to niezbite dowody (nikt takich nie ma), ale pośrednie przesłanki, które mogą przekonać do uwierzenia, że On istnieje. W tym wszystkim ważne miejsce ma właśnie wiara, bo jest ona konieczna, aby uznać wyższy Absolut.
Jednak najpierw zwróć uwagę na pewną prawidłowość. Jeśli ktoś neguje samą możliwość istnienia Boga, najpewniej z góry odrzuci wszelkie wskazujące na to przesłanki, tłumacząc je sobie w inny sposób.
Jeśli chodzi o możliwość istnienia Boga, Biblia mówi, że są osoby, które zapoznały się z wystarczającą ilością faktów, ale postanowiły stłumić lub odrzucić prawdę o Bogu1. Z drugiej strony do tych, którzy chcą poznać Boga, jeśli tylko On istnieje, Bóg kieruje następujące słowa: „Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. Ja zaś sprawię, że Mnie znajdziecie”2. Zanim przyjrzysz się faktom dotyczącym istnienia Boga, zadaj sobie pytanie: „Jeśli Bóg istnieje, czy chciałabym/chciałbym Go poznać?”. Poniżej przedstawiono argumenty, które warto wziąć pod uwagę…

1. Czy Bóg istnieje? Stopień złożoności naszej planety wskazuje na świadomego Projektanta, który nie tylko stworzył nasz wszechświat, ale także obecnie go podtrzymuje.

Można podać niezliczone przykłady wskazujące na istnienie Bożego projektu — tutaj wymienimy zaledwie kilka z nich:
Ziemia… Jej wielkość jest właściwa dla rozwoju. Rozmiar Ziemi i odpowiadająca mu siła grawitacji zapewniają utrzymanie przy planecie cienkiej powłoki gazowej – składającej się głównie z tlenu i azotu – o grubości nieprzekraczającej 100 km. Gdyby Ziemia była znacznie mniejsza, istnienie atmosfery byłoby niemożliwe, podobnie jak w przypadku Merkurego.
-Ziemia znajduje się w odpowiedniej odległości od Słońca (waha się ona w ciągu roku o kilka procent). Zwróćmy uwagę na występujące wahania temperatury, w przybliżeniu w zakresie od -30 do +50 stopni Celsjusza. Gdyby nasza planeta znajdowała się nieco dalej od Słońca, wszyscy byśmy zamarzli. Gdyby Ziemia znajdowała się bliżej Słońca, groziłoby nam spalenie. Nawet nieznaczne odchylenie od obecnego położenia Ziemi względem Słońca spowodowałoby, że życie na naszej planecie byłoby niemożliwe. Ziemia zachowuje tę doskonałą odległość od Słońca, krążąc wokół niego z prędkością niemal 110 tys. kilometrów na godzinę. Ziemia obraca się również wokół własnej osi, co pozwala na codzienne ogrzanie i ochłodzenie większości powierzchni planety.
Oddziaływanie Księżyca powoduje formowanie się pływów oceanicznych i przemieszczanie olbrzymich mas wody, dzięki czemu ulega ona wymieszaniu, a – poza wypadkami tsunami – nie zalewa powierzchni kontynentów4.
Woda… Bezbarwna, bezwonna i pozbawiona smaku, a jednak żadna żywa istota nie mogłaby się bez niej obyć. Rośliny, zwierzęta i ludzie składają się w większości z wody (woda stanowi około dwie trzecie masy naszego ciała). Właściwości wody okazują się doskonale współgrać z potrzebami różnych form życia na Ziemi.
Woda charakteryzuje się wysoką temperaturą wrzenia i niską temperaturą zamarzania. Pozwala nam funkcjonować w środowisku o znacznych wahaniach temperatury, zapewniając zachowanie stałej temperatury ciała na poziomie około 37 stopni Celsjusza.
-Woda jest uniwersalnym rozpuszczalnikiem. Ta właściwość czyni z wody doskonały środek transportu wewnątrzustrojowego, dzięki któremu tysiące związków chemicznych, substancji mineralnych i składników pokarmowych dostaje się do najmniejszych naczyń krwionośnych i komórek naszego ciała5.
Woda jest obojętna pod względem chemicznym. Nie wpływa na skład przenoszonych przez siebie substancji, dlatego substancje odżywcze, środki lecznicze i związki mineralne mogą być łatwo wchłaniane i wykorzystywane przez nasz organizm.
Dzięki procesowi dyfuzji prostej woda przedostaje się do wyższych części roślin wbrew sile ciążenia, dostarczając życiodajne soki i składniki odżywcze na szczyty nawet najwyższych drzew.
Woda zamarza zwykle w górnych partiach zbiorników wodnych, a warstwa lodu unosi się na wodzie, dzięki czemu ryby są w stanie przetrwać zimę.
Dziewięćdziesiąt siedem procent wody na Ziemi znajduje się w oceanach. Jest to woda słona, istnieje jednak system jej oczyszczania i dystrybucji, co zapewnia warunki do życia na naszej planecie. Woda oceaniczna unosi się w górę w procesie parowania i oddzielona od soli gromadzi się w formie chmur. Te są z łatwością przemieszczane przez wiatr i pozwalają na rozprowadzanie wody nad lądem w celu zaspokojenia potrzeb roślin, zwierząt i ludzi. Opisany system oczyszczania i dystrybucji umożliwia ponowne wykorzystanie wody i zapewnia warunki do życia na naszej planecie6.

2. Czy Bóg istnieje? Złożoność ludzkiego mózgu wskazuje na stojącą za nim wyższą inteligencję.

Mózg człowieka… Miliony jednocześnie zachodzących procesów i zdumiewająca ilość informacji. Nasz mózg rejestruje wszystkie oglądane kolory i kształty, temperaturę otoczenia, nacisk stóp na podłoże, dochodzące dźwięki, suchość ust, a nawet fakturę dotykanych przedmiotów — na przykład klawiatury. Mózg przechowuje i przetwarza wszystkie emocje, myśli i wspomnienia. Jednocześnie nieustannie monitoruje bieżące procesy i funkcje organizmu, takie jak rytm oddechu, ruchy gałek ocznych, głód czy pracę mięśni dłoni.
-Mózg człowieka przetwarza ponad milion komunikatów na sekundę7. Ocenia wagę wszystkich tych danych, odfiltrowując mniej istotne informacje. Dzięki temu możemy się skupić i skutecznie funkcjonować w swoim świecie. Mózg, który przetwarza ponad milion informacji na sekundę, oceniając ich wagę i pozwalając nam działać na podstawie najistotniejszych danych… Czy mógł powstać po prostu przez przypadek? Czy za jego powstaniem kryją się wyłącznie bezosobowe czynniki biologiczne, które przypadkiem doprowadziły do ukształtowania idealnej tkanki, naczyń krwionośnych, komórek nerwowych i struktury? Mózg działa inaczej niż pozostałe organy. Dostrzegamy w nim inteligencję, zdolność rozumowania, generowania uczuć, snucia marzeń i planów, podejmowania działań oraz wchodzenia w interakcje z innymi osobami. W jaki sposób można wyjaśnić powstanie mózgu człowieka?

3. Czy Bóg istnieje? „Przypadek” lub „przyczyny naturalne” nie są wystarczającym wyjaśnieniem.

Alternatywą dla istnienia Boga jest pogląd, że wszystko, co widzimy wokół nas, powstało w wyniku splotu czynników naturalnych i przypadku. Gdy ktoś rzuca kostką, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że wypadnie para szóstek. Jednak czymś zupełnie innym jest szansa pojawienia się oczek na czystej kostce. Współczesna nauka potwierdza to, co Pasteur próbował wykazać już dawno temu — życie nie może powstać z materii nieożywionej. Skąd zatem pochodzą ludzie, zwierzęta i rośliny?
Przyczyny naturalne nie są również adekwatnym wyjaśnieniem ilości precyzyjnych informacji zawartych w ludzkim DNA. Osobom, które nie biorą pod uwagę Boga, pozostaje wniosek, że wszystko to powstało bez przyczyny, bez planu, jedynie w wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności. Jednak odwoływanie się do szczęśliwego zbiegu okoliczności u podstaw niezwykle złożonych struktur i zjawisk, które obserwujemy we wszechświecie, to postawa, która intelektualnie pozostawia wiele do życzenia.

4. Czy Bóg istnieje? Osoba twierdząca stanowczo, że nie ma Boga, musi zignorować najgłębsze odczucia niezliczonej rzeszy ludzi, którzy są przekonani, że Bóg jest.

Nie chcemy przez to powiedzieć, że jeśli wystarczająca liczba osób w coś wierzy, to automatycznie jest to prawdą. Naukowcy odkrywają nowe prawdy o wszechświecie, które podważają lub negują wcześniejsze wnioski. Jednak postęp naukowy nie doprowadził jeszcze do odkrycia, które podważyłoby prawdopodobieństwo liczbowe, że za tym wszystkim kryje się inteligentny umysł. W istocie kolejne odkrycia naukowe dotyczące człowieka i wszechświata wykazują jeszcze dobitniej, z jak złożonymi zjawiskami mamy do czynienia i jak bardzo uwidacznia się w nich misterny projekt. Dowody wcale nie podważają Boga, ale przemawiają za inteligentnym źródłem życia we wszechświecie. Jednak przesłanki obiektywne to nie wszystko.
Musimy spojrzeć szerzej na to zagadnienie. Od zarania dziejów u miliardów ludzi na całym świecie napotykamy przeświadczenie, że Bóg istnieje — ludzie dochodzą do takiego wniosku na podstawie osobistego, subiektywnego kontaktu z Bogiem. Szczegółowe relacje dotyczące swoich doświadczeń z Bogiem mogą także dziś złożyć miliony żyjących współcześnie osób. Osoby te powołują się na wysłuchane modlitwy, i konkretne, często zadziwiające sposoby, w jakie Bóg zaspokaja ich potrzeby i prowadzi podczas podejmowania ważnych decyzji w życiu osobistym. Ludzie, o których mowa, nie opisują jedynie takich czy innych wierzeń czy doktryn, ale przedstawiają szczegółowe relacje dotyczące działania Boga w ich życiu. Wielu z nich wyraża pewność, że istnieje dobry, kochający Bóg, który okazał im swoją troskę i wierność. Jeśli jesteś sceptykiem, czy możesz z całą pewnością stwierdzić: „Mam absolutną rację, a oni wszyscy mylą się co do Boga”?

5. Czy Bóg istnieje? Wiemy, że Bóg istnieje, ponieważ On szuka kontaktu z nami. Podejmuje różne działania i zachęca nas, żebyśmy się do Niego zwrócili.

Dawniej byłam ateistką i jak większość ateistów zastanawiałam się często, dlaczego ludzie w ogóle wierzą w Boga. Ciekawe, że ateiści poświęcają tyle czasu, uwagi i energii, próbując obalić coś, co, jak wierzą, nawet nie istnieje! Co nimi powoduje? Gdy byłam ateistką, tłumaczyłam swoje intencje troską o biednych ludzi karmiących się złudzeniami… Chciałam im pomóc w uświadomieniu sobie, że ich nadzieja jest pozbawiona podstaw. Szczerze mówiąc, kierowała mną również motywacja innego rodzaju. Podważając przekonania osób wierzących w Boga, byłam ciekawa, czy uda im się przekonać mnie do swoich racji. Chciałam uwolnić się od pytania o Boga. Gdybym była w stanie niezbicie wykazać wierzącym, że się mylą, problem zostałby rozwiązany i mogłabym bez przeszkód zająć się innymi sprawami.
-Nie wiedziałam, że temat Boga ciążył tak bardzo na moim umyśle, ponieważ On sam wywierał na mnie nacisk. Przekonałam się, że Bóg chce być znany. Stworzył nas właśnie po to, byśmy Go znali. Otoczył nas całym mnóstwem faktów i konsekwentnie konfrontuje nas z pytaniem o to, czy On istnieje. Czułam się tak, jakbym nie mogła uciec przed myślą, że Jego istnienie jest możliwe — w dniu, w którym postanowiłam uznać, że Bóg jest, rozpoczęłam swoją modlitwę od stwierdzenia „No dobrze, wygrałeś…”. Być może zasadniczym powodem, dla którego ateiści tak bardzo przejmują się ludźmi wierzącymi w Boga, jest właśnie to, że Bóg szuka w ten sposób drogi do ich serc.
Nie jestem jedyną osobą, która doświadczyła czegoś podobnego. Malcolm Muggeridge, socjalista i autor książek filozoficznych, opisał swoje życie przed poznaniem Boga w taki oto sposób: „Miałem poczucie, że nie tylko ja prowadzę poszukiwania, ale ktoś poszukuje mnie”. C.S. Lewis wspominał: „Wyobraźcie sobie, jak siedzę w pokoju w Magdalen i czuję co noc, że ile razy odrywam się choćby na sekundę od pracy, niezmiennie napotykam Jego coraz wyraźniejszą, tak przecież niechcianą obecność. To, czego tak bardzo się bałem, spotkało mnie w końcu. Wiosną 1929 roku poddałem się i uznałem, że Bóg jest Bogiem. Ukląkłem i modliłem się tej nocy jak największy i najbardziej opieszały grzesznik w całej Anglii”.
Lewis napisał później książkę pod tytułem Zaskoczony radością, która jest owocem jego osobistego spotkania z Bogiem. Ja też nie miałam żadnych oczekiwań, gdy po prostu przyznałam zgodnie z prawdą, że Bóg istnieje. A jednak na przestrzeni kolejnych kilku miesięcy Jego miłość do mnie zupełnie mnie zadziwiła.

6. Czy Bóg istnieje? W przeciwieństwie do wszystkich innych objawień, Jezus Chrystus jest najwyraźniejszym, najkonkretniejszym obrazem Boga, który poszukuje z nami kontaktu.

Dlaczego Jezus? Jeśli przyjrzymy się głównym religiom świata, odkryjemy, że Budda, Mahomet, Konfucjusz i Mojżesz określali się mianem nauczycieli lub proroków. Żaden z nich nie twierdził nigdy, że jest równy Bogu, natomiast w odróżnieniu od nich Jezus złożył taką deklarację. Mówił swoim słuchaczom, że Bóg istnieje i że właśnie na Niego patrzą. Choć nauczał o swoim Ojcu w niebie, nie mówił z pozycji oddzielenia od Niego, ale z pozycji jedności z Ojcem — jedności niedostępnej dla żadnego innego człowieka. Jezus twierdził, że kto Go zobaczył, zobaczył także i Ojca, a kto w Niego uwierzył, uwierzył w Ojca.
Jezus powiedział: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”8. Przypisywał sobie atrybuty właściwe jedynie Bogu — zapewniał, że może przebaczać ludziom grzechy, uwalniać od grzesznych nawyków, udzielać poczucia sensu i spełnienia, a także ofiarować życie wieczne w niebie. W przeciwieństwie do innych nauczycieli, którzy zwracali uwagę na swoje słowa, Jezus wskazywał ludziom na samego siebie. Nie mówił: „Słuchajcie moich słów, a znajdziecie prawdę”. Twierdził raczej: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”9.
Czy Jezus przedstawił jakieś dowody na poparcie przypisywanej sobie boskości? Tak — robił rzeczy, których nie są w stanie zrobić inni ludzie. Dokonywał cudów. Uzdrawiał ludzi — niewidomych, kalekich, głuchych — a kilka osób wzbudził z martwych. Miał władzę nad przedmiotami — rozmnażał chleb i ryby, karmiąc tłumy liczące kilka tysięcy osób. Panował nad siłami przyrody — chodził po jeziorze i uciszył burzę, żeby ochronić swoich przyjaciół przed żywiołem. Tłumy nie odstępowały Jezusa na krok, ponieważ stale zaspokajał ich potrzeby i dokonywał cudów. On sam powiedział, że jeśli ktoś nie chce wierzyć w to, co mówi, powinien przynajmniej uwierzyć w Niego ze względu na cuda, które ogląda10.
Jezus Chrystus pokazał nam Boga, który jest łagodny i kochający, który zdaje sobie sprawę z naszego egoizmu i niedoskonałości, ale mimo to gorąco pragnie bliskiej więzi z nami. Jezus uczył, że chociaż w Bożych oczach jesteśmy grzesznikami zasługującymi na karę, Jego miłość do nas przeważyła i Bóg przygotował inny plan. Sam przyjął postać człowieka i wziął na siebie karę za nasze grzechy. To brzmi niedorzecznie? Być może, ale wielu kochających ojców chętnie zamieniłoby się miejscami ze swoimi dziećmi na oddziale onkologicznym, gdyby tylko było to możliwe. Biblia mówi, że kochamy Boga dlatego, że On pierwszy nas umiłował.
Jezus zamienił się z nami miejscami i umarł za nas, abyśmy mogli otrzymać przebaczenie. Na tle wszystkich innych religii znanych ludzkości tylko w Jezusie widzimy Boga, który wychodzi naprzeciw człowiekowi i oferuje nam możliwość nawiązania z Nim więzi. Jezus okazuje nam Boże serce przepełnione miłością, zaspokaja nasze potrzeby i przybliża nas do siebie. Przez Jego śmierć i zmartwychwstanie możemy dziś otrzymać nowe życie. Możemy doświadczyć przebaczenia, akceptacji oraz prawdziwej miłości ze strony Boga. On sam mówi do nas: „Ukochałem cię odwieczną miłością, dlatego też zachowałem dla ciebie łaskawość”11. To właśnie Bóg w działaniu.
Czy Bóg istnieje? Jeśli chcesz się dowiedzieć, zapoznaj się bliżej z osobą Jezusa Chrystusa. To właśnie o nim powiedziano: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”12.
Bóg nie zmusza nas do uwierzenia w Niego, chociaż mógłby to zrobić. Zamiast tego zapewnił nam dostęp do wielu faktów przemawiających za Jego istnieniem, tak abyśmy mogli dobrowolnie się do Niego ustosunkować. W tym artykule wspomnieliśmy o doskonałej odległości Ziemi od Słońca, unikatowych właściwościach chemicznych wody, ludzkim mózgu, DNA, niezliczonej rzeszy ludzi dających wyraz swojej wierze w Boga, nurtującym nasze serca i umysły pytaniu, czy Bóg istnieje, czy wreszcie o gotowości Boga do wyjścia nam naprzeciw i objawienia się przez Jezusa Chrystusa.

 Jezus mówi: Oto stoję u drzwi [serca] i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego”13.

Dla Boga wasza przyjaźń jest czymś nienaruszalnym. Mówiąc o wszystkich, którzy uwierzą w Niego, Jezus stwierdza: „Ja ich znam. Oni idą za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki”14.
A zatem – czy Bóg istnieje? Po przeanalizowaniu przedstawionych tutaj faktów można dojść do wniosku, że Bóg istnieje i można Go poznać, nawiązując z Nim bliską, osobistą więź.

Przypisy:
(1) Rz 1:19-21
(2) Jer 29:13-14
(3) R.E.D. Clark, Creation (London: Tyndale Press, 1946), p. 20
(4) The Wonders of God’s Creation, Moody Institute of Science (Chicago, IL)
(5) Ibid.
(6) Ibid.
(7) Ibid.
(8) J 8:12
(9) J 14:6
(10) J 14:11
(11) Jer 31:3
(12) J 3:16
(13) Ap 3:20
(14) J 10:27-29

 

Zatrzymać się przed Bogiem

Modlitwa serca jest kierowaniem w stronę Boga najgłębszej istoty naszego bytu, tej właśnie boskiej iskierki, która jest w nas.



Modlitwa serca
jest zatrzymaniem się przed Bogiem
w prostocie
w głębokiej, wewnętrznej ciszy,
pozostawieniem na uboczu słów, myśli, wyobrażeń
i otworzeniem przed Nim najgłębszej istoty swojego bytu
po to by przede wszystkim kochać.


Modlitwa serca
jest zanurzeniem się
w wewnętrzną, doskonałą ciszę,
w ciszę, w której odkrywamy wszechogarniającą miłość samego Boga.


Modlitwa serca
to pozwolić Duchowi Świętemu,
obecnemu w nas,
kochać Ojca w nas i z nami,
i poprzez nas.


W rezultacie, taka modlitwa serca, nie jest niczym innym jak kontemplacją Bożej miłości do nas i naszej, ubogiej miłości do Niego, która zatopiona w bezkresnej miłości Ducha, nie jest już dłużej uboga.

Dzieje się więc coś, co ojciec Carol de Foucauld genialnie wyraził w słowach:
On patrzy z Miłością na mnie,
a ja spoglądam z miłością na Niego                                                                                                i to nam wystarczy

Modlitwa serca jest, w swej istocie drogą prowadzącą do jak najlepszej odpowiedzi na życie Trójcy Świętej w nas.



Nie jest jednak nigdy rzeczywistością statyczną, constans, gdyż jedną z jej cech jest wzrastanie. Modlitwa serca jest jak wspomniano wyrazem miłości, a miłość powinna ciągle wzrastać, jeśli jest autentyczną miłością.