Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Wakacji ostatni akord

I tak powoli wakacje dobiegają końca…
Jedynie studenci są górą. Staram się jak najlepiej wykorzystać ostatni akord tych wakacji. Będąc belfrem ma się nawyk mierzenia roku od września do września. Tylko, że w takim rozumieniu przepada gdzieś adwent, jako przygotowanie do nowego roku…
Dla mnie swoistym adwentem był pobyt na Athos. Myślę, że jako sposób „ładowania akumulatorów” wystarczy na długo. Podpisuję się pod tym, co w jednym z artykułów „Gościa Niedzielnego” napisał ojciec Jan Paweł – tyniecki benedyktyn: Każdy z nas jest mnichem. Każdy potrzebuje chwil samotności, wytchnienia, ciszy. Jeśli ktoś tej potrzeby w sobie nie dostrzegł, to znaczy, że odkrycie prawdy o byciu „mnichem” jest jeszcze przed nim. Nic bowiem nie regeneruje ludzkich sił i nerwów tak bardzo jak cisza. Początkowo może ona wydawać się kłopotliwa dla tych, którzy do niej nie przywykli, ale z czasem, gdy potrafimy w niej wytrwać pomimo pokusy zdezerterowania odkrywamy jej piękno i zaczynamy po pewnym czasie jej braku tęsknić za nią, świadomi, że nic nie jest w stanie zastąpić jej magicznego działania.
Ostatni akord wakacji…
Co przyniosły tym razem? Nieoczekiwane. Zwłaszcza, gdy nie staram się ich zazbytnio planować, co całkiem nieźle udaje mi się ostatnimi laty. Staram się od kilku lat część wakacji a nieraz i całe zostawić po części temu, co niesie życie i przyznam, że bywam mile zaskakiwany. Nawet jeśli wyruszam gdzieś w podróż, to nie planuję jej zbyt wcześnie. Wówczas można nieoczekiwanie być zaskoczonym czymś, co przerasta nasze plany i oczekiwania. A poza tym być wdzięcznym, za to co udało się przeżyć. Pewnie łatwiej uczynić tak, gdy się żyje w pojedynkę, ale znam i rodziny, które czynią podobnie, poddając się nastrojowi chwili.

Tym razem udało mi się przejechać sporo kilometrów na północ i na południe, wiele zobaczyć. Zaczynam się już łapać na tym, że przejeżdżając przez jakieś miejsce powracają sentymentalne wspomnienie przeżytych tam chwil, spotkanych osób. Niejednokrotnie to właśnie jakieś miejsce przywołuje miłe wspomnienia, innym razem utwór. Ponownie wracają wydobywane z worka pamięci, choć wydawało się już, że spadły na samo jego dno, że zostały zapomniane, przysypane innymi wydarzeniami. Takie „dary losu”, albo lepiej perełki Pana Boga, którymi przyozdabia On nasze życie, pozwalając je z wdzięcznością kolekcjonować. Ludzie, miejsca, spotkania, które – choć nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę – bezpowrotnie wpłynęły na nasze życie i wybory lub też przez które my wpłynęliśmy na życie innych. Ileż tego było…

Przejeżdżałem nie tak dawno przez Kostrzyn nad Odrą. Miejsce słynnego Przystanku Woodstock a jednocześnie towarzyszącego mu przystanku Jezus. Zawsze z sentymentem wspominam tamte niezwykłe spotkania z ludźmi, którzy przyjechali na Woodstock a spotkali Jezusa. To projekt, który nieodzownie związany jest z osobą niezwykłego biskupa – obecnego ordynariusza koszalińsko-kołobrzeskiego Edwarda Dajczaka. To prawdziwy pasterz według Serca Jezusowego, odważny, bezkompromisowy w walce o ludzi młodych o wielkim sercu przepełnionym miłością. Miałem okazję być na „Przystanku” także z klerykami z warszawskiego seminarium. Mam nadzieję, że niektórzy zarazili się tym mówieniem o Jezusie w warunkach niecodziennej ewangelizacji i że w nich ta pasja pozostanie na długo.
Nigdy nie zapomnę zwłaszcza jednego wydarzenia, które miało miejsce już pod koniec Woodstocku w 2007 roku. Wyjeżdżaliśmy już z biskupem Edwardem, gdy ten za pomocą swojego cudownego zmysłu zobaczył siedzącą przy drodze dziewczynę. Nawet nie machała, żeby nas zatrzymać. Po prostu siedziała sobie. A biskup Dajczak zupełnie jak Pan Jezus, tylko trochę współczesny zatrzymał się i zapytał, czy jej nie podwieźć do dworca? Przystała na propozycję. Gdy wsiadła do samochodu, po chwili milczenia zapytała:
– Wy też jesteście z tych od Jezusa?
– Tak. A masz coś przeciwko? – zapytał biskup Edward
 Ona nawet nie odpowiedziała na pytanie, tylko po chwili milczenia zaczęła opowiadać:
– Spotkałam jednego z was wczoraj. Jestem tutaj z chłopkiem i jego kumplami od tygodnia. W tym czasie próbowaliśmy już wszystkiego. Piliśmy, ćpaliśmy i seksu nie brakowało. Akurat wracałam z piwem, gdy ten chłopak od Jezusa stanął mi na drodze ubrany w tę swoją koszulkę z napisem „Jezus cię kocha”. I kiedy popatrzył na mnie pokazałam mu środkowy palec. Chciałam zobaczyć jak zareaguje. A on zrobił coś, co mnie zupełnie powaliło. Ponieważ miał w ręku kubek z herbatą, odstawił go, podszedł do mnie i mnie przytulił. Zrobił to w taki sposób, w jaki nie zrobił tego jeszcze nikt inny, nawet mój rodzony ojciec. Był pierwszym facetem w moim życiu,  o którym wiedziałam, że niczego ode mnie nie chce.  I wtedy coś we mnie pękło. Pomyślałam, że trzeba coś zrobić z tym swoim pieprzonym życiem, zanim się całkiem zawali. Zostawiłam swojego chłopaka i jego kumpli, czym się zresztą bardzo nie zmartwili. Chcę zacząć od nowa. Może rzeczywiście coś w tym jest, gdy mówicie, że nie wszystko stracone. Ze mogę spróbować jeszcze raz. Tym razem inaczej…

Nie wiem jak zakończyła się historia tej dziewczyny. Wysiadła przy dworcu kolejowym. Pochodziła gdzieś z południa Polski. Nie wziąłem jej adresu. Ale ufam, że wtedy odnaleziona przez Jezusa za sprawą jednego drobnego gestu człowieka, który wiedział, że Jezus ją kocha i który został postawiony nie przez przypadek na jej drodze, po raz drugi tak szybko się nie zagubi…
Czasem opowiadam tę historie na rekolekcjach. Może kiedyś i ona ją usłyszy i powie: „to ja byłam tą dziewczyną, odnalezioną wtedy przez Jezusa w tłumie innych, którzy nie wierzyli, że w ich życiu może się coś jeszcze zmienić”. 
Miłość składa się z drobiazgów…
Mógłbym takich historii, które wydarzyły się podczas Woodstocku  przytoczyć jeszcze wiele. Piszę o tym jednak w kontekście zakończonego dzisiaj Światowego Dnia Młodzieży, przesłaniem którego była prośba Ojca Świętego Benedykta XVI o odwagę w dawaniu świadectwa. Nieraz wydaje nam się, że jesteśmy zbyt słabi, mamy zbyt małą wiarę by świadczyć o Jezusie i Jego miłości. A przytoczony przykład pokazuje, że czasem trzeba tak niewiele. Można zmienić czyjeś życie nie wypowiadając nawet jednego słowa… 

W tym miejscu przypomina mi się jeszcze jedno wydarzenie po części wiążące się z tym, co powyżej napisałem. Przed dwoma laty z okładem w „Dobrym Miejscu” znajdującym się na Bielanach tamtejszy proboszcz ks. Wojciech Drozdowicz zorganizował spotkanie ewangelizacyjne, podczas którego różni artyści, w tym gwiazdy rocka mówili o swoim nawróceniu, o wierze. Jednym z uczestników spotkania był Sebastian Riedel (także bywalec Woodstocku), syn nieżyjącego już Ryśka Riedla lidera zespołu Dżem. Miał koncert na zakończenie spotkania, podczas którego wykonał jeden fajny utwór (wtedy jako epitafium dla nieżyjącego ojca), który jako puentę całego mojego wywodu pragnę przytoczyć:
Pozwól mi spróbować jeszcze raz
Niepewność mą wyleczyć, wyleczyć mi
Za pychę i kłamstwa, same nałogi
Za wszystko co związane z tym
Za świństwa duże i małe
Za mą niewiarę – rozgrzesz mnie
No rozgrzesz mnie, no, no, no….
Panie mój, o Panie
Chcę trochę czasu, bo czas leczy rany
Chciałbym, chciałbym zobaczyć co
Co dzieje się w mych snach
Co dzieje się
I nie, i nie chcę płakać, Panie mój
Uczyń bym był z kamienia
Bym z kamienia był
I pozwól mi, pozwól mi
Spróbować jeszcze raz, jeszcze raz
Chcę trochę czasu, bo czas, bo czas leczy rany
Chciałbym, chciałbym zobaczyć co
Co dzieje się, co dzieje się w mych snach
I nie, i nie chcę płakać, Panie mój
Uczyń bym był z kamienia
Bym z kamienia był
I pozwól mi, pozwól mi spróbować jeszcze raz
Jeszcze raz….

I jeszcze w wersji śpiewanej. Pozdrawiam jeszcze wakacyjnie.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=aVs6oAnaTjI?fs=1]

Medytacja a nawrócenie

Medytacja jest sztuką rezygnacji z tego, co sam chciałbym i z tego, co wydaje mi się że mogę uczynić o własnych siłach na rzecz całkowitego i absolutnego powierzenia się z ufnością Obecności Boga, która mnie przemienia. Jak napisał kiedyś Thomas Merton o doświadczeniu medytacji: Nie mogę wpaść głębiej niż w Ręce, które mnie dźwigają, ochraniają i zbawiają.
       W doświadczeniu chrześcijańskim bardzo często słyszymy wezwania do nawrócenia. Jest to zaproszenie, które wielokrotnie na kartach Ewangelii kieruje do nas sam Jezus. Życie duchowe, to ustawiczne nawracanie się. W nawróceniu bowiem chodzi przede wszystkim o mistyczną [duchową] przemianę. Jeśli nasza przemiana nie będzie wewnętrzna nigdy nie będzie autentyczna. A zatem zaproszenie Jezusa odnosi się dużo bardziej do sposobu bycia niż postępowania. Bardziej do pogłębienia świadomości niż do wyników. Wszak to drugie jest dopiero konsekwencją tego pierwszego.
       W medytacji Duch jest tym, który porusza mnie od wewnątrz, aby iść do przodu, aby otworzyć się na przemieniające działanie Jego miłości i łaski. W gruncie rzeczy to w głębi nas samych bierze początek nasze zbawienie. I im bardziej wewnętrznie będę chciał się otworzyć na jego działanie tym bardziej doświadczę tego, że On prowadzi mnie do wewnętrznej Boskiej przestrzeni, do miłości i wolności. Tam bowiem promieniuje wewnętrzne światło, które chce przeniknąć całe moje życie. Tam rozwija się siła miłości, zdolna przemienić moje życie. Do tej wewnętrznej izdebki prowadzi nas pielgrzymowanie duchowe, jakie dokonuje się w wytrwałej i pełnej zaufania medytacji, gdzie powtarzając Słowo, powierzam się jemu, zanurzam się w nim i pozawalam mu się prowadzić tam, gdzie zaczyna się rozwój nowego sposobu bycia.

 

Medytacja powiązana z codziennością

Życie duchowe jest jak wewnętrzna pielgrzymka. Najdłuższą drogą, jaką kiedykolwiek możemy podążać jest wewnętrzna droga do naszego prawdziwego „JA” [do naszej prawdziwej jaźni]. Kiedy wchodzimy na tę drogę, stajemy się bardziej zdolni do zwrócenia uwagi na chwilę obecną, która w codziennym życiu często wymyka się naszej percepcji. Jest to ważne dla całego naszego życia i to nie tylko duchowego. Możemy je bowiem przeżywać naprawdę jedynie w tej chwili. Ten, kto potrafi być całkowicie obecny w teraźniejszości, ten w sensie duchowym jest stale w drodze.
       Czasem pojawia się pytanie, gdzie powinno się rozpocząć tę wewnętrzną pielgrzymkę? W odpowiedzi na to pytanie wszyscy wschodni i zachodni mistrzowie życia duchowego z Jezusem na czele odpowiadają: Tam, gdzie się obecnie znajduję. 
 
Medytacja nie może być ucieczką od rzeczywistości. Ważne jest, abyśmy w tej wewnętrznej podróży nie tracili łączności z codziennością. Proces duchowy, jeśli jest autentyczny nigdy nie odciąga praktykującego od środowiska życiowego, lecz włącza go ściśle w ten proces i prowadząc do całkiem innej głębi pozwala także przemieniać się całemu naszemu życiu.
Medytacja sama w sobie jest drogą, która gdy wiernie będę nią podążał uzupełni moje braki. Nie jest zatem najważniejsze dokąd dotarłem w rozwoju swojego życia duchowego? Ponieważ nie jesteśmy w stanie obiektywnie na to pytanie odpowiedzieć. Ważne jest, że chcę iść naprzód. Nie jest też ważne jakie są moje jasne i ciemne strony? One ukażą się w medytacji w świetle Bożej prawdy. Medytacja jest bowiem drogą poznania. Najpierw poznania Boga i jego miłości a następnie poznania siebie, gdyż jedynie w świetle Jego miłości jesteśmy w stanie spojrzeć na siebie w prawdzie. Dlatego medytacja uczy nas, abyśmy uciekali od oceniania swojej drogi, swoich osiągnięć. Abyśmy uciekali od pytań typu: Na co już zasłużyłem(am) przed Bogiem lub jakie grzechy popełniłem(am)? Jest ona zaproszeniem do spojrzenia głęboko w siebie, tak jak Bóg spogląda na mnie. Medytacja bowiem wprowadzając nas w Boski punkt widzenia uczy nas akceptacji siebie w taki sposób, w jaki jesteśmy akceptowani przez Boga.
Prawda o mnie jest taka, że nawet gdybym bardzo chciał nie mogę przemienić mojego życia.
To Bóg jest tym, który przemienia moje życie a medytacja jest drogą zaufania i otwarcia na tę Jego przemieniającą obecność, jest drogą powierzenia się Temu, dla którego jestem kimś bardzo drogim.

Athos – spełnienie marzeń

Nie rezygnuj z marzeń
niech żyją
niech nadają sens codzienności
niechaj zmieniają twój pościg za
w oczekiwanie na
A kiedy chwila spełnienia nadejdzie
wtedy szybko umieraj


st1:*{behavior:url(#ieooui) }

/* Style Definitions */
table.MsoNormalTable
{mso-style-name:Standardowy;
mso-tstyle-rowband-size:0;
mso-tstyle-colband-size:0;
mso-style-noshow:yes;
mso-style-parent:””;
mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt;
mso-para-margin:0cm;
mso-para-margin-bottom:.0001pt;
mso-pagination:widow-orphan;
font-size:10.0pt;
font-family:”Times New Roman”;
mso-ansi-language:#0400;
mso-fareast-language:#0400;
mso-bidi-language:#0400;}

Autonomiczna Republika Góry Athos (Święta Góra Athos) to górzysta część Półwyspu Chalcydyckiego w północnej części Grecji, która jest zamieszkiwana i zarządzana wyłącznie przez mnichów prawosławnych (powierzchnia: 390 km²). Republika Athos uznawana bywa za odrębny twór państwowy w Unii Europejskiej i jest wyłączona z Układu z Schengen.

Od 1060 roku na terenie półwyspu nie mogą przebywać kobiety (nawet zwierzęta hodowlane na wyspie są tylko płci męskiej). Zakaz ten nosi nazwę grecką avaton. Mężczyźni mogą przebywać przez 3 dni, ale muszą ubiegać się o wizę.

W Athosie mnisi żyją w surowych warunkach, nierzadko w odosobnieniu. Trudnią się rolnictwem, handlem oraz konserwacją substancji materialnej, swych bardzo rozległych klasztorów. Mieszkańcy Athos mogą mieszkać indywidualnie. Wtedy sami troszczą się o życiowe i mieszkaniowe potrzeby. Statki i łodzie, na których pokładzie znajdują się kobiety (np. statki turystyczne, bazujące w Uranupolis), nie mogą zbliżyć się do linii brzegowej na odległość mniejszą, niż 500 metrów.

Według legendy twórcą pierwszego klasztoru na Athosie był Konstantyn Wielki, jednak nie istnieją żadne dokumenty, które potwierdzałyby istnienie życia monastycznego w tym miejscu już w tym okresie]. Nie ma również jednoznacznych dowodów na to, jakoby mnisi mieszkali na półwyspie przed okresem ikonoklazmu. Najprawdopodobniej pierwsi asceci osiedlili się na tym obszarze, wykorzystując jego geograficzne odosobnienie, pod koniec VIII stulecia. Bardziej zorganizowana wspólnota monastyczna uformowała się na Athosie przed rokiem 843, w którym delegacja mnichów z Athos brała udział w uroczystości oficjalnego przywrócenia kultu ikon w Konstantynopolu. Czterdzieści lat później mnisi zostali zwolnieni z podatków na mocy dekretu cesarza Bazylego I. Ten sam dokument nadawał im wyłączną własność ziemi na półwyspie. W tym samym okresie uformowała się wspólna administracja klasztorów Athosu – rada tworzona przez mnichów różnych, żyjących niezależnie od siebie wspólnot. W dekretach Leona VI i Romana I z 908 i 934 pojawiają się już odniesienia do starożytnej rady starców. W 985 w dokumentach klasztoru Iwiron znajduje się opis funkcjonowania rady mnichów określanej jako wielki środek (gr. Megali Messi). Jej siedziba mieściła się w KARIES, zaś przewodniczący nosił tytuł protosa. Podstawowym zadaniem rady było interweniowanie w razie sporów między monasterami.

Za początek zorganizowanego na większą skalę życia monastycznego na Athos uważa się powstanie w 963 Wielkiej Ławry (oryg. gr. Meghisti – największa). W pierwszych latach istnienia był to jedynie niewielki budynek z kilkoma celami i kaplicą. Z myślą o przyszłej wspólnocie monastycznej twórca Wielkiej Ławry, Atanazy z Athosu, opracował zbiór reguł porządkujących życie codzienne zakonników, które miało koncentrować się na pracy na roli oraz modlitwie. Do maja 964 do Atanazego dołączyło 80 mnichów. Wówczas cesarz Nicefor II Focas nadał Wielkiej Ławrze status najważniejszego klasztoru na górze, podlegającego jedynie sądownictwu cesarskiemu i otrzymującemu co roku wsparcie materialne w postaci zapasów ziarna oraz 244 złotych monet. Przywileje uzyskane przez klasztor Atanazego doprowadziły do sporu między nim a przełożonymi istniejących już wcześniej monasterów na górze. Zarzucili oni Atanazemu niszczenie pierwotnej tradycji klasztorów, które utrzymywały się z własnej pracy mnichów i – poprzez stosowanie surowej ascezy – ograniczały do minimum swoje wydatki. W celu zażegnania sporu cesarz Jan I Tzimiskes wysłał na Athos mnicha Eutymiusza z klasztoru Studion, który przez kolejne kilka miesięcy prowadził rozmowy łącznie z 56 przełożonymi działających na Athosie wspólnot. Efektem rozmów było zawarcie porozumienia i opracowanie wspólnej reguły, jaką odtąd miały kierować się wszystkie monastery na górze, określonej jako Typikon. Stanowił on nie tylko szczegółowy opis zasad życia w poszczególnych wspólnotach, ale i regulował stosunki między nimi.
Oryginał Typikonu, spisany na trzymetrowym pasie koziej skóry, jest do dnia dzisiejszego przechowywany w archiwach Athos, a jego postanowienia stanowią podstawę prawa obowiązującego w republice mnichów.
Podstawą reguły obowiązującej na Athos pozostają wytyczne założycieli klasztorów z X wieku. Podobnie jak w wypadku innych chrześcijańskich wspólnot monastycznych, za filary życia zakonnika uważa się czystość, ubóstwo i posłuszeństwo.
Warunkiem przyjęcia do jednego z klasztorów Athos jest ukończenie 18 lat, uregulowanie kwestii stanu cywilnego oraz kwestii spadkowych oraz wyrażenie nieprzymuszonej woli dołączenia do wspólnoty monastycznej. Nowicjusze są zobowiązani do zerwania wszystkich związków ze światem świeckim. Zwyczajowy okres próby, poprzedzający złożenie ślubów wieczystych, trwa dwa lata.
Wszystkie monastery Athos posiadają identyczny, ściśle uregulowany rozkład dnia: Mnisi żyją wg rytmu 3 razy po 8 godzin ( 8 godzin modlitw, 8 godzin pracy, 8 godzin odpoczynku).
  • 4.00 – modlitwy poranne oraz nabożeństwo jutrzni,
  • ok. 7.00 – posiłek,
  • do godz. 12.00 – praca na rzecz monasteru,
  • 12.00–15.00 – odpoczynek,
  • ok. 15.00 – praca na rzecz monasteru,
  • ok. 17 – nieszpory, bezpośrednio po nabożeństwie – posiłek, następnie kompleta i czas na samodzielne modlitwy w celach.

Wzrost liczby mnichów osiedlających się na Athosie w X wieku doprowadził do dalszego wzrostu liczby klasztorów. W latach 979-980, na skutek przekroczenia dopuszczalnej na mocy Typikonu liczby mieszkańców Wielkiej Ławry, dla mnichów pochodzących z Iberii powołano klasztor Iwiron. W momencie śmierci Atanazego kroniki athoskie mówią o 46 klasztorach o różnej liczebności. Jednak ze wspólnot, które uformowały się w tym okresie, nieprzerwaną działalność do dnia dzisiejszego prowadzą – oprócz Wielkiej Ławry – jedynie cztery: Iwiron, Watopedi, Esfigmentu i Kseropotamu. W XI stuleciu powstały natomiast klasztory Chilandar, Karakallu, Dochiariu i Ksenofontos. Po ich powołaniu liczba zakonników była szacowana na 6 tys. Mnisi żyli nie tylko w największych wspólnotach, ale również w tworzonych przy nich skitach lub też żyli jako anachoreci. Rozwój wspólnoty doprowadził w 1045 do opracowania zmienionej wersji Typikonu, czemu patronował cesarz Konstatntyn IX Monomach. W dokumencie tym po raz pierwszy Athos została określona jako Święta Góra, która to nazwa jest używana, jako nieoficjalna, do dnia dzisiejszego. Cały XII wiek był dla Athosu okresem stabilnego rozwoju. Dokumenty z początku XIII wieku mówią o uformowaniu się na górze 300 niezależnych klasztorów.

W 1950 klasztory Athosu zamieszkiwało 1950 zakonników, co skłaniało wielu obserwatorów do pesymistycznej oceny przyszłości republiki mnichów. W 1969 miały miejsce uroczyste obchody tysiąclecia istnienia Athos. Mimo ogromnego prestiżu uroczystości, jeszcze do 1971 utrzymał się malejący wskaźnik ilości powołań. W 1968 na górze stale przebywało 1268 osób. W 2005 liczba ta była szacowania na 1400 zakonników. Spis ludności Athosu z 2001 wymienia 2262 stałych mieszkańców góry, nie wskazując jednak, ilu z nich było mnichami, ilu zaś – świeckimi pracownikami. W 2011 liczba ta spadła do 1830 osób.
Według danych z początku XXI w. zauważalny jest spadek liczby mnichów żyjących w 20 głównych monasterach Athosu, gdyż zakonnicy przenoszą się do mniejszych, podległych im wspólnot, nierzadko doprowadzając do reaktywacji tych z nich, które były od pewnego czasu porzucone. Napływający do klasztorów nowi kandydaci na mnichów pochodzą nie tylko z krajów tradycyjnie prawosławnych, mających związki ze Świętą Górą (Grecja, Serbia, Bułgaria, Rosja), ale i z obszarów, gdzie prawosławie jest religią mniejszości narodowych lub konwertytów oraz gdzie działają misje tego wyznania: Wielkiej Brytanii, Francji, Holandii, Niemiec, Peru, krajów afrykańskich. W 2007 ponad 1/4 wszystkich zakonników Athosu posiadała wyższe wykształcenie, zaś tylko niecałe dwa procent nie ukończyło żadnej szkoły.

Ostatnia wersja konstytucji greckiej z 1975 w wyczerpujący sposób reguluje status Athosu jako obszaru autonomicznego pod władzą rządu Grecji i religijną jurysdykcją patriarchy Konstantynopola (nie zaś autokefalicznego Greckiego Kościoła Prawosławnego. Półwyspem zarządzają organy powoływane przez 20 autonomicznych klasztorów; zabroniona jest wszelka modyfikacja ich liczby oraz relacji między nimi (hierarchiczna kolejność monasterów). Wszyscy mnisi podejmujący życie na Athosie są automatycznie uznawani za osoby narodowości greckiej. Nie ma natomiast możliwości zamieszkania na półwyspie dla osób niebędących wyznawcami prawosławia. Szczególny status Athosu reguluje artykuł 105 konstytucji Grecji.
Wszystkie monastery Athos wzniesione są według stałego planu architektonicznego, którego celem jest zapewnienie klasztorom bezpieczeństwa. Centralnym punktem kompleksu zabudowań każdego klasztoru jest główna świątynia – katholikon. Budynki mieszkalne i użytkowe są wzniesione wokół dziedzińca otaczającego katholikon oraz otoczone murami. Całość jest rozplanowana na rzucie trapezu lub równoległoboku. Wjazd na teren monasteru jest możliwy przez jedyną bramę, która jest dodatkowo umocniona i zamykana każdorazowo w momencie zachodu słońca. Część klasztorów posiada dodatkowo wysokie wieże obronne.

Każdy z monasterów jest kierowany przez przełożonego, którego w tajnym głosowaniu wybiera cała wspólnota mnichów. Urząd ten zwyczajowo pełniony jest dożywotnio. W zarządzaniu klasztorem przełożonemu pomaga rada starców (gr. gerontia).
Oprócz 20 monasterów, na Athosie działają mniejsze wspólnoty mnichów lub też miejsca, w których mogą żyć zakonnicy-pustelnicy. Ilość wspólnot nieposiadających statusu monasterów nie jest ograniczona i ulega stałej zmianie.

Athos nie jest podłączony do krajowej sieci energetycznej, jednak w monasterach są wykorzystywane urządzenia elektryczne, na ograniczoną skalę również samochody, łodzie motorowe oraz komputery. Od 1997 na terenie półwyspu znajduje się antena telefonii komórkowej. Stopień wprowadzania na Athos nowych urządzeń technicznych pozostaje jednak przedmiotem dyskusji we wspólnocie.

Centralny zarząd Athosu jest sprawowany przez Świętą Wspólnotę (Święte Zgromadzenie, gr. Iera Koinotis). Jego siedzibą jest Karies. Święta Wspólnota liczy 20 przedstawicieli klasztorów Athos i spotyka się na posiedzeniach dwa razy w tygodniu. Decyzje dotyczące całej społeczności podejmowane są większością głosów. Święta Wspólnota nie stanowi organu nadrzędnego wobec poszczególnych monasterów, lecz zajmuje się mediacją między nimi w razie konfliktów oraz koordynuje współpracę między nimi. Jej organem wykonawczym jest Święta Komisja.

Mnisi prawosławni na Athosie bardzo gorliwie czczą Najświętszą Maryję Pannę ale również wielu innych świętych tradycji prawosławnej. Zdaniem wielu jest to idealne miejsce, by zapomnieć o swoich naturalnych popędach i poświęcić się oddawaniu czci Bogu.

Góra Athos jest ogromnym ośrodkiem pielgrzymkowym, do którego przybywa każdego roku kilka tysięcy gości.
W II poł. XX wieku zwiększyła się również skala zaangażowania mnichów z Athos poza monasterami: mnisi występują na publicznych spotkaniach z wiernymi, publikują pisma religijne, zbiory pouczeń duchowych oraz książki poświęcone bieżącym problemom Kościoła i społeczeństwa, jak również oferują osobom świeckim stałą opiekę duchowną

Medytacja, która zabezpiecza przed zatonięciem w morzu życia

Dwie sceny przywołane dzisiaj przez Liturgię Słowa zdają się wskazywać na ważną role medytacji.
Pierwsza z nich mówi o spotkaniu Eliasza z Panem Bogiem. To, co dla mnie szczególnie ważne w tej scenie, to dowód na to, że Pan Bóg przychodzi w ciszy.
…ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty. (1 Krl 19,11-13)
Wprawdzie jak pisał kiedyś Carlo Carretto wszystko jest miejscem Boga, środowiskiem Jego obecności, to jednak trudno Boga usłyszeć w zgiełku codzienności. Dlatego tak bardzo nam są potrzebne chwile wyciszenia, chwile odejścia od zgiełku świata, po to by być sam na sam z Bogiem, by naładować duchowe „akumulatory” Jego łaską i Jego energią, której nie da się czerpać ze świata. Już sam Chrystus pokazywał jak ważne są te chwile bycia sam na sam z Bogiem. On, który mówił o sobie Ja i Ojciec jedno jesteśmy, tak często odchodził w miejsce pustynne, wyciszone, aby nic nie zakłócało tych chwil Jego intymnego spotkania z Ojcem. O ileż bardziej zatem nam potrzeba tych chwil. Chwil wyciszenia, zasłuchania w Boga bardziej niż w siebie, bardziej niż w nasze ego, które tak bardzo lubi się nam narzucać
Sądzę, że doświadczenie medytacji jak najbardziej spełnia ten cel. Dwa razy w ciągu dnia, przynajmniej pól godziny bycia sam na sam z Bogiem, gdy bardziej nastawiamy się na zasłuchanie w Niego niż na mówienie może być ratunkiem dla współczesnego chrześcijanina przez zatonięciem w zgiełku świata. Ochroną, aby ten zgiełk zawładnął naszym wnętrzem, naszym umysłem i naszym sercem.
I kolejna postać dzisiejszej niedzieli –  św. Piotr, który idzie po wodzie do Jezusa. Jak bardzo ta scena powinna być dla nas przestrogą i nauką. Dopóki bowiem Piotr utrzymuje kontakt z Jezusem, dopóki jest skupiony na Nim i w Niego zapatrzony dopóty spokojnie stąpa po wodzie i nawet nie przerażają go niespokojne fale i wiatr. Ale wystarczy, że Jezus przestanie być dlań głównym punktem odniesienia, wystarczy, że skupi się na odmętach morza, które jak mówi papież Benedykt XVI charakteryzują morze życia z jego zawirowaniami i niebezpieczeństwami, zaczyna tonąć.
Jak pięknie naucza Ojciec Święty, dopóki mamy stały kontakt z Jezusem, dopóki przez Jego pryzmat spoglądamy na życie nie musimy się lękać, ale gdy stracimy ten kontakt, gdy zabraknie w naszym chrześcijańskim życiu codziennego, stałego odniesienia do Jezusa, wpatrywania się weń, to wówczas grozi nam zatonięcie w morzu życia.
Niestety dzisiaj to wcale nie rzadki obrazek, gdy chrześcijanie są tak bardzo zaabsorbowani życiem, że brakuje im czasu na kontakt z tym, tory dla nich faktycznie jest tym Życiem i który uczy dopiero jak to doczesne życie bez niebezpieczeństwa zatopienia przez świat jego atrakcje i problemy przeżywać.
I znowu sądzę, że właśnie medytacja uczy nas tego stałego odniesienie naszego życia do Jezusa. Z jednej strony bowiem wycisza w nas ów niepokój, który próbuje w nas zaszczepić świat. Z drugiej zaś uczy jak właśnie przez pryzmat Bożego spojrzenia spoglądać na naszą codzienność. A dopiero z perspektywy Bożego patrzenia to co, dobre i radosne może być docenione i przezywane jako prawdziwa duchowa radość, której nam – chrześcijanom – zdaje se dzisiaj szczególnie brakować, zaś to co trudne przestaje być tak straszne, bo to Bóg jest przecież najlepszym rozwiązaniem naszych problemów.