Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Medytacja zanurzeniem się wmiłości Boga

Dobrze przeżyta przez chrześcijanina medytacja jest to doświadczeniem zanurzenia się miłości Boga. Tą miłością żył Jezus. Ona nadawała  sens Jego życiu i misji i stawała się niejako siła napędową Jego życia. Podobnie ma być w życiu chrześcijanina.
Pewne wydarzenia, jak Przemienienie były szczytowymi przeżyciami tej miłości. Lecz Jezus spoczywał w niej przez cały czas. Patrzył na świat i widział go jako skąpany w miłości Ojca. Był „Synem umiłowanym” który żyjąc na tym świecie żyje jednocześnie w całej pełni rzeczywistością Królestwa. Jest to królestwo Bożej obecności i miłości.
My także jesteśmy zaproszeni do życia na co dzień tym doświadczeniem miłości i rzeczywistością Królestwa. Albowiem królestwo Boże jest w was – mówi Jezus. Przez doświadczenie medytacji wchodzimy w siebie, do świątyni naszego serca, które jest miejscem urzeczywistniającym to Królestwo Boże w jego najbardziej realnym wymiarze.  Medytacja pozwala nam to Królestwo, o istnieniu którego udaje nam się w codziennym zabieganiu niejednokrotnie zapomnieć odkrywać i się w nie zanurzać po to, aby żyć jego rzeczywistością w codzienności i aby móc doświadczyć tego, co było udziałem św. Pawła Apostoła, że w Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy.
Medytacja Chrześcijańska jeśli jest zanurzaniem się w rzeczywistość Bożej miłości jest formą kontemplacji.
Każde siadanie do Medytacji niekoniecznie kończy się odczuwalnym wzrostem Bożej miłości. Ale każde z nich jest kolejnym malutkim krokiem na drodze komunii i uczestnictwa w Jego miłości. Pomalutku, krok po kroku chrześcijanin wzrasta w Mądrości Boga. Ta mądrość polega właśnie na życiu przepełnionym doświadczeniem i świadomością, że wszystko jest miejscem Boga, środowiskiem jego obecności. I że tak naprawdę nie ma dwóch rzeczywistości duchowej i doczesnej, lecz obie one się wzajemnie przenikają a miejscem tego przenikania jest moje życie. A jednak w tym centrum, jakim jest nasze serce i nasze istnienie z jego pięknem przejawiają się ta miłość najpełniej. Jeśli Chrystus zwraca nam dzisiaj uwagę na nasze serce , to dlatego, że tam przebywa Bóg. Tam przebywa ten, który ożywia nas i daje nam siłę do życia w miłości. Medytacja przywraca nas własnemu centrum – pozwalając w nie wejść, być w nim jedno z doświadczeniem Bożej miłości, która ożywia nasze życie i nadaje mu prawdziwy sens.

tak jak jest, jest dobrze

Dobrze mi tu być…
Noc jest najpiękniejszą z kobiet świata. Mamy noc z 8 na 9 listopada.

Kolejny dobry dzień minął.
Co przyniósł?
Jak zwykle spotkanie z człowiekiem, radość, spełnienie. Ale też wiadomość o śmierci mojego kolegi z roku. Odszedł do Pana po długiej i ciężkiej chorobie, choć miał dopiero czterdzieści lat. Dziękuję Ci Panie za jego życie a zwłaszcza za jego kapłaństwo. To jeden z najpiękniejszych sposobów na życie.
Jutro może znów dane mi będzie otrzymać w darze kolejny dzień. Wtorek. Spotkanie medytacyjne a wcześniej czekolada wypita w towarzystwie jednej niezwyklej osoby.
Tak
dzisiaj mamy poniedziałek,
Jutro 
możemy nie mieć nic 
i dlatego właśnie warto żyć chwilą. Chwila obecna, to wszystko, co tak naprawdę mamy.
Oto jestem, Panie. Dzień mój ma się ku końcowi. Jeżeli zrobiłem dziś coś dobrego, dziękuję Ci za to, Panie. Jeżeli zgrzeszyłem,  Twoja miłość niech przebaczy mi moją ciągle powtarzającą się słabość. W tej ciszy nocnej, w której wyczuwam Twoją obecność, myślę o innej nocy, o tej, która nadejdzie, gdy oczy moje po raz ostatni ujrzą światło ziemi. Śmierć nadejdzie tak samo, jak nadchodzi noc, równie nieunikniona i tak jak ona głęboka. Spraw, aby była najpiękniejszą z moich nocy. Zasypiając dzisiejszego wieczora, ofiaruję Ci moją duszę tak, jakby to była godzina mojej śmierci. Ojcze, przyjmij mnie i spraw, abym zasypiając spokojnie, nauczył się umierać.

Kiedy medytujesz, bądź jak kwiat,

Kiedy medytujesz, bądź jak kwiat,
Zawsze skierowany ku słońcu.
Jego łodyga jak kręgosłup, zawsze jest prosta.
Bądź otwarty, gotowy przyjąć wszystko bez lęku,
a nie zabraknie ci światła w drodze.
Abba Serafin z Góry Atos w komentarzu do poematu mistycznego zaprasza nas do tego, abyśmy uczyli się od kwiatu postawy naszego chrześcijańskiego bycia i otwartości.
Kwiat to synonim przemijalności, o którym często przypomina Pismo święte: Marność nad marnościami, wszystko marność [Koh]. Również w kazaniu na górze Chrystus odwracając naszą zbytnią troskę od spraw doczesnych powołuje się na przykład przyrody: Skoro więc ziele na polu, które dziś jest a jutro do pieca zostanie wrzucone [Mt 6,30]. Tymczasem nam często zdarza się zapominać o ulotności naszego życia doczesnego o naszym przemijaniu. Gdybyśmy pamiętali o tym na co dzień – jak zadaje się nas do tego zapraszać ojciec Serafin, nasze życie uległoby znacznemu przewartościowaniu.
Kwiat to także symbol otwartości. W pierwszej kolejności otwartości na doświadczenie Boga. Bóg dla mnie – chrześcijanina jest Tym, czym słońce dla kwiatu. Jeżeli mogę mówić o prawdziwym rozwoju nie tylko mojego chrześcijaństwa [a więc doświadczenia wiary] ale też w ogóle człowieczeństwa, to może się ono dokonywać jedynie w przestrzeni oddziaływania Bożej łaski, podobnie jak wzrost kwiatów dokonuje się w promieniach słońca.
Otwartość, do której zachęca nas także przykład kwiatu, to rzeczywistość, która uświadamia nam, że moje chrześcijaństwo o tyle może wydawać owoce [praxis] o ile czerpie nieustannie z osobistego i głębokiego związku z Bogiem [teoria]. Inaczej będzie nieprawdziwe i niestałe w swych poczynaniach. Przy czym termin teoria dla mnichów chrześcijańskiego wschodu oznaczał ni mniej ni więcej kontemplację, nieustanne trwanie w promieniach Bożej łaski, która kształtując człowieka dopiero pozwala mu prowadzić aktywne chrześcijańskie życie tak by przynosiło ono owoce. Co jednak warto zaznaczyć – mnisi ze Wschodu podkreślali, że łaska będzie dana o tyle o ile człowiek będzie jej poszukiwał i pragnął.
Ale otwartość to także gotowość na przyjęcie różnych doświadczeń, które przychodzą, z zaufaniem, że w tym wszystkim Bóg troszczy się o nas.
Praxis to natomiast nie tylko aktywność w sensie apostolstwa [dawania świadectwa], ale także osobista współpraca z łaska nad wypracowaniem potrzebnych cnót.
Podobieństwo kwiatu ma zastosowanie także w praktycznym wymiarze modlitwy, jaką jest medytacja. Jej prosta łodyga sugeruje postawę wyprostowanego kręgosłupa, która jest pomocna w koncentracji umysłu.
Wreszcie kwiat jest dla nas synonimem trwania przed Bogiem w duchu bezinteresowności, niczego nie oczekując i będąc wdzięcznym za cale piękno naszego życia. Ta bezinteresowność wyraża się również w tym, że chcemy służyć Bogu i innym całym naszym życiem, wszystkimi naszymi talentami, w które zostaliśmy wyposażeni, niczego nie oczekując i z przekonaniem, że to sam Bóg jest dla nas nagrodą.

jesiennie…

Mglista, deszczowa
Szarość
Pochłonęła szpaki
Kolejny odcień
Jesiennej ciszy

a ja siedzę, palę sobie fajeczkę i medytuje nad pięknem świata

Spotkania

Dzisiaj kolejny dzień naznaczony spotkaniami. Ile ich składa się na nasze życie? To ciekawe, że każdy z nas dokonuje swoistej selekcji ważności tych spotkań wedle jedynie sobie znanej hierarchii. Ile z tych spotkań uznajemy za mało ważne, jak wiele z nich zapada w mroki niepamięci.  A może kiedyś – w przyszłym świecie – okaże, że te, które uznaliśmy za mało istotne tak naprawdę miały największy wpływ na nasze życie, albo były najważniejsze w perspektywie miłości drugiego człowieka, choć w duchu modliliśmy się o to, żeby już sobie poszedł. „Myśli Moje nie są myślami waszymi…”
Lubię spotkania z ludźmi, choć lubię także swoją samotność a może raczej bycie sam na sam ze sobą, gdyż samotność kojarzy nam się zwykle pejoratywnie.
Dziś miałem okazje spędzić trochę czasu na rozmowie duchowej z pewna siostra zakonną, której duchowo towarzyszę.Podziwiam tych, którzy wymyślili sobie takiego duchowego towarzysza. No cóż, niektórzy lubią komplikować sobie życie.
Cenię sobie także tych, którzy szukają, zadają pytania. Oczywiście na większość z nich ja sam nie znam odpowiedzi. Penie niektórzy są rozczarowani słysząc od kogoś, kogo chlubnie określa się mianem kierownika duchowego odpowiedź: SORRY, ALE NIE WIEM! Wbrew pozorom lubię takie momenty. Uczą pokory i uświadamiają nam, że wszyscy jesteśmy poszukującymi. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Wcale nie należę do ludzi pokornych i lubię wiedzieć, ale na szczęście Pan Bóg ma większe poczucie humoru i ciągle pozwala mi stanąć wobec uświadomienia sobie, że tak naprawdę to niewiele wiem. A to sprawia że ciągle się uczę, że stając wobec kogoś, komu duchowo towarzyszę, sam jestem poszukującym. I że podobnie jak uczniowie idący do Emaus wszyscy idziemy tą samą drogą. Drogą poszukiwania.
Dla mnie niezastąpionym mistrzem w tej materii był i pozostaje mój ulubiony duchowy pisarz Thomas Merton. On także cale życie szukał. I zapewne nie był tak naprawdę świadomy jak wiele osób z tego poszukiwania korzystało, przyłączając się do niego w jedno duchowej pielgrzymce. Ale nie tylko za to cenię Mertona. Cenie go tak że za szczerość, na którą pewnie mnie nie stać aż w takim wymiarze jak jego, a także za otwartość na ludzi, an których jako pustelnik ciągle czekał i których zawsze witał z radością.
Merton zaliczany jest do kategorii tych wielkich ludzi naszych czasów, których wpływ i znaczenie jest obecnie nie mniejsze, niż za ich życia.
William Johnston zalicza Mertona w poczet duchowych „gigantów” i umieszcza go obok Gandhiego, Martina Lutera Kinga i Daga Hammarskjolda – ludzi, którzy wciąż przemawiają swym mistycznym życiem, włączonym w służbę człowiekowi. Merton pozostaje wciąż jednym z największych myślicieli i pisarzy XX wieku. Zygmunt Ławrynowicz napisał o nim: „Bezkompromisowa odwaga w formułowaniu sądów, gniew sprawiedliwy, sarkazm, ironia i poczucie humoru, umiejętność demaskowania pseudocnoty i wszelkich pseudowartości – wszystko to składa się na wielkie i bogate dzieło, które Mertonowi wyznacza wysoką rangę w literaturze zaangażowanej współczesnego świata”. Dla Mnicha z Gethsemani „świętość polegała na doskonałym zjednoczeniu naszego umysłu i naszej woli z Bogiem”. Każdy chrześcijanin jest wezwany do osiągnięcia zjednoczenia z Bogiem w Chrystusie na drodze świętości, która jest zwieńczeniem życia duchowego. Do pełni tego życia zbliżają człowieka dwa etapy. Pierwszy – to doświadczenie samego siebie oraz własnej bezsilności i opuszczenia. Drugi etap – polega na „doświadczeniu Boga, którego miłosierdzie daje nam zbawienie w Chrystusie: „miłosierdzie otoczone miłosierdziem w miłosierdziu”. Ojciec Ludwik (takie było zakonne imię Thomasa Mertona) był przekonany, że dla każdego chrześcijanina Bóg powinien być żywą i osobistą realnością. Pełne, zintegrowane życie chrześcijańskie polega najpierw na transformacji świadomości człowieka, a później na doświadczeniu jedności z Bogiem. To zjednoczenie z Bogiem dokonuje się w klimacie wolności wpisanej w każdą ludzką naturę. Wolność ta polega na „zdolności kochania czegoś i kogoś poza nami samymi nie z egoistycznych pobudek, lecz dla tego czegoś lub kogoś samego”. Miłość była dla Mertona tą cechą, która całej rzeczywistości nadawała sens i prawdziwy wymiar. W Notatkach o miłości O. Ludwik napisał: „Jesteśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boże, a Bóg jest miłością – stąd zjednoczenie z Bogiem, którego nieustannie szukamy, musi być w ostatecznym rachunku kwestią miłości”. Również duchowość owego niezwykłego mnicha z Gethsemani w ostatniej dekadzie życia uległa pewnemu przeobrażeniu, pogłębiła się. Merton chciał żyć w jeszcze większej samotności, a jego „oddechem” było pragnienie intensywniejszego kontemplacyjnego doświadczenia żywego Boga. Mnich z Gethsemani poświęcił znacznie więcej uwagi i refleksji zagadnieniu świadomości człowieka.
I dlatego jest i pozostanie dla mnie mistrzem na drodze medytacji i tego do czego medytacja prowadzi. O. Ludwik doszedł do przekonania, że należy odrzucić swoje zewnętrzne, przypadkowe, empiryczne „ja” – ponieważ jest ono podstawą naszej iluzji i oddalenia od samego siebie, czyli od naszego prawdziwego „Ja”. Ten proces polegać ma na utracie wszystkiego, co jest skupione na iluzorycznym „ja” – w zamian za co odnajduje się głębokie i prawdziwe „Ja”, które jest obrazem Boga w każdym człowieku. W taki sposób Bóg wypełnia pustkę, która powstała w wyniku samoogołocenia się człowieka – i wtedy następuje zjednoczenie człowieka z Bogiem. Zatracamy się więc po to, by przestało istnieć nasze powierzchowne „ja”, i by odnaleźć nasze prawdziwe „Ja”, które jest w Bogu.
Thomas Merton stał się dla współczesnego świata jednym z najważniejszych nauczycieli duchowych, zachodnim guru, wprowadzającym w tajemnice życia kontemplacyjnego i pociągającym setki, jeśli nie tysiące ludzi w Ameryce i Europie na drogi modlitwy wewnętrznej.
Od kilkunastu alt każdy kolejny liturgiczny rok zaczynam od Adwentu, który przeżywam z Mertonem. Może tym razem dane mi będzie przeżyć  również z Wami i dla Was. To niezwykłe, że za każdym razem, gdy zaczyna się Adwent ja czuję  jakieś wewnętrzne podniecenie na myśl, że znów kolejne cztery tygodnie będę mógł spędzić na spotkaniach i medytacji z tym niezwykłym mnichem, którego czuję się duchowym dzieckiem.