«Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę.
Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją». (Mt 13, 44-46)
Jezus opowiada przypowieść o swoim królestwie. Porównuje je do skarbu i perły. On sam chce być dla nas najcenniejszym skarbem i perłą.
Idąc przez życie nierzadko kolekcjonujemy to, co można by określić jako skarby i perły naszego życia. Z każdym z nich jesteśmy związani emocjonalnie. Ewangelia dzisiejsza zdaje się pytać: Jakie miejsce wśród tych skarbów, do których przywiązane jest moje serce zajmuje Jezus?
Jezus uświadamia nam dwukrotnie, że Jego królestwo w życiu chrześcijanina winno przewyższać wszystkie inne wartości. Innymi słowy dla kogoś, kto znalazł i zasmakował życia w Bogu, wszystko inne staje się mniej ważne. Medytacja jest tym doświadczeniem, które chce nas zanurzyć w tym smakowaniu życia zanurzonego w Bogu. Czy możemy powiedzieć o doświadczeniu medytacji, jako o chwili, w której przeżywamy więź z Bogiem jako największą wartość?
Życie Boże jest jak ukryty skarb i znaleziona perła. To życie ukryte jest w nas przez łaskę. Bóg pragnie być szukany i znajdywany. Medytacja bez wątpienia jest takim poszukiwaniem, które pozwala nam zstępować w głąb, do naszego wnętrza i serca, gdzie znajduje się ukryty skarb. „Królestwo Boże jest w was” – powie w innym miejscu Jezus. [por. Łk 17, 20-21]. Nie odnajdziemy go jednak bez wielkodusznego zaangażowania naszego serca w poszukiwanie go a bez wątpienia medytacja daje nam po temu bezcenne narzędzie.
Można powiedzieć, że nasza wytrwałość i systematyczność w praktyce medytacji jest jakimś rodzajem miernika naszego wysiłku w życiu duchowym. Medytacja jest zaproszeniem do odkrywania w naszej codzienności takiego czasu, w którym uczymy się zostawiać wszystko dla Jezusa: dla naszego największego skarbu.
Ojciec Maksymilian wielokrotnie powtarza, że sercem medytacji jest „praktyka miłosnego przylgnięcia”. Ta „droga miłującej obecności” – jak często określa się praktykę medytacji niedyskursywnej polega na byciu z Jezusem, wobec którego wszystko inne zaczyna być mniej ważne. Jezus opowiada o człowieku szczęśliwym z odnalezionego skarbu. To szczęście jest konsekwencją mocnego przylgnięcia do Jezusa.
Koncentracja na byciu z Bogiem, której pozwala nam doświadczyć medytacja jest o tyle ważna, że właśnie w czasach, w jakich żyjemy, coraz silniejsza staje się pokusa przesadnej aktywności. W życiu chcemy zdobywać, posiadać i doświadczać, i to najlepiej od razu. Żyjemy w kulturze pragmatycznej, która zniewala naszą wyobraźnię przekonaniem, że dobrze wykorzystany czas, to czas aktywności i działania lub myślenia a nie „byciem”. W ten sposób przez działanie, myślenie, aktywność gromadzimy perły świadczące o naszej wartości. Niestety często doświadczenie to przenosimy w sferę życia duchowego. Rodzi to jednak ogromne ryzyko szukania sukcesów i owoców za cenę prawdziwego spotkania, które nie dokona się bez konieczności zatrzymania się bycia po prostu. Dotyczy to zarówno spotkania z człowiekiem jak i z Bogiem!
Wspomniana postawa pragmatyzmu, która próbuje nam wdrukować świat rodzi jednak pokusę by bardziej kontrolować nasze życie, niż dać się zaskoczyć, zaś to czego nie możemy kontrolować, nad czym nie panujemy rodzi w nas frustrację i napięcia.
Tymczasem szukanie skarbu z zasady zaprasza nas do przyjęcia postawy zgodny na zaskoczenie. Innymi słowy uczy nas właściwego podejścia do życia, które ze swej natury jest dynamiczne, często nieprzewidywalne i zaskakujące. Dotyczy to zarówno życia w ogóle jak i życia duchowego. W życiu duchowym chodzi przede wszystkim o uchwycenie momentu tego Bożego przychodzenia. Nie możemy go zaprogramować, czy narzucić. Możemy się jedynie nań otworzyć. Bóg sam wybiera czas. A kiedy dzięki medytacji nauczymy się to doświadczenie przenosić na nasza codzienność wówczas całe życie będzie nas zachwycało, gdyż będzie ono przestrzenią, w której ciągle na nowo będziemy uczyli się odkrywać Boga wcielonego w życie. Boga, który zawsze zaskakuje i zachwyca człowieka. Bo jak pisze ojciec Maksymilian taki właśnie jest nasz Bóg: „Obecny i przychodzący. Inny i zaskakujący”.
Medytacja uczy świadomości nas trwania w ciągłej Obecności, która nie ogranicza się jedynie do czasu medytacji, ale rozciąga się na całe nasze życie. Czy taka świadomość, która zmienia dosłownie wszystko, nie przypomina skarbu odnalezionego w roli?
Owego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
«Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedne ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na grunt skalisty, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne wreszcie padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny.
Kto ma uszy, niechaj słucha! (Mt 13, 1-9)
Obraz Siewcy bardzo dobrze nawiązuje do praktyki medytacji monologicznej, w której pozwalamy, aby słowo, które powtarzamy w rytmie oddechu było nieustannie zasiewane w naszych sercach. Jezus jest hojnym Siewcą – nie wybiera terenu, lecz rzuca ziarno słowa na każdą glebę, nawet jeśli wie, że być może nie przyniesie to stokrotnego plonu.
Z drugiej strony ta przypowieść winna być pewnego rodzaju wyzwaniem dla nas i stawiać przed nami pytanie o owoce, jakie medytacja przynosi w naszym życiu. A także o to, czy nie możemy uczynić nic więcej, co sprawiłoby, aby owoce te były większe…
Przypowieść o Siewcy przesuwa akcent z siewcy na rodzaj gleby. Nie każda gleba przynosi obfity plon. Gleba z przypowieści symbolizuje serce człowieka. Warto pytać; jakie jest moje serce, serce człowieka medytującego? Czy mogę powiedzieć, że jest glebą, w której słowo pada na podatny grunt? A także, czy mogę uczynić coś, aby była gruntem bardziej podatnym na oddziaływanie słowa, które nam towarzyszy w medytacji?
Z jednej strony będziemy borykali się w naszej praktyce z doświadczeniami, które nie zawsze są zależne od nas i naszej dyspozycji: zniechęcenie, pokusy, natłok treści, które dzisiaj atakują ludzki umysł i wywołując w nas taką a nie inną reakcję emocjonalną oddziałują też na nasze serca. To wszystko jest tym rodzajem doświadczenia przed którym nie sposób uciec i z którym nasza praktyka medytacji musi się zmierzyć przez stałość, ale też zaufanie, że w tej walce nie jesteśmy sami, że wraz z nami współpracuje też łaska, która przychodzi wraz ze słowem w które się wsłuchujemy.
Z drugiej strony musimy pamiętać o tym, co zależy od nas starając się dbać o pewnego rodzaju duchowa higienę naszego serca i umysłu. Franciszkanin ojciec Richard Rohr, znany współczesny nauczyciel kontemplacji w swojej książce Kontemplacja w działaniu mówi o praktykowaniu czystości serca i umysłu, która pozwala na zachowaniu pewnej wewnętrznej równowagi sprzyjającej postawie medytacji i kontemplacji. Do tej praktyki zalicza unikanie emanujących lękiem lub gniewem zdarzeń, które starają się zawładnąć ciałem i umysłem, a które Pismo święte zachęca by przezwyciężać ufnością i przebaczeniem. Równie ważnym wymiarem duchowej higieny naszego serca i umysłu jest praktykowanie pewnego porządku społecznego, czyli naszych relacji z innymi, który nie zakłóca naszej równowagi przez wzbudzanie w nas bardzo zdradliwych postaw od których się uzależniamy: złości, zazdrości płynącej z porównywania się z innymi, noszenia w sobie urazów etc. Tym, co w dużym stopniu pozwala nam porządkować ten wymiar jest przykazanie miłości i złota reguła, którą Jezus nam pozostawia w słowach: „Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie!” (Mt 7, 12) Do innych ważnych atrybutów praktykowania czystości serca należy skromność, wdzięczność, współodczuwanie, współtworzenie, czy głębsza chęć zrozumienia.
Można by do tych wskazówek o. Rohra dopisać jeszcze próbę eliminowania z naszego życia tych przestrzeni, które próbują zaśmiecić nasz umysł i serce niepotrzebnymi treściami, które oddziałują na nas podświadomie. Wiele osób, które weszło na drogę medytacji np. świadomie zrezygnowało np. z oglądania telewizji w imię walki nie tylko o czas, ale i o przestrzeń wolną od złego oddziaływania na nas.
Oczywiście te wymienione kwestie to tylko wycinek z całej gamy postaw, na które możemy wpływać naszymi decyzjami i wyborami. Medytacja ucząc nas wsłuchiwania się w stan naszego serca i umysłu najlepiej podpowie nam, co w jej codziennej praktyce może stać się dla niej przeszkodą a tym samym przeszkodą sprawiającą, że słowo, w które się wsłuchujemy nie przynosi takich owoców, jakie by mogło.
Jezus, mówiąc o żyznej glebie ludzkiego serca, wskazuje na ogromne możliwości, jakie drzemią w człowieku, który otworzy się na dar słowa i towarzyszącej mu łaski. Jeśli zatem ze swojej strony zadbamy o duchową higienę naszych serc, wówczas będziemy mogli doświadczyć, że słowo, które pada na dobrą glebę serca ma niezwykłą moc jego przemiany a w ślad za nim także przemiany umysłu i całego naszego życia wraz z uczniem nas nowego – bardziej ewangelicznego – sposobu patrzenia na rzeczywistość.
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: «Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.
Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić». (Mt 11, 25-27)
Jezus pragnie, abyśmy uczestniczyli w Jego dziecięcej modlitwie do Ojca. Chodzi o modlitwę prostą i pełną zaufania. To właśnie taką motywacją kierowali się pierwsi nauczyciele modlitwy monologicznej, Modlitwy Jezusowej. Poza prostotą i zaufaniem inną ważną cechą tej modlitwy jest to, że Jezus swoim przykładem zaprasza nas, abyśmy sprowadzili naszą modlitwę do swojego serca. Modlitwa Jezusa jest właśnie modlitwą serca w najczystszej postaci – modlitwą będącą konsekwencją nieustannego zjednoczenia serc Jego i Ojca, zaś więzią, która łączy te serca jest miłość w osobowej postaci, jaką jest Duch Święty. W tym sensie jesteśmy zaproszeni do tej samej modlitwy, gdyż Jezus daje nam w darze Ducha Świętego – tę osobową miłość, która zdolna jest połączyć także nasze serca z sercem Boga. Nie jest to możliwe naszymi własnymi siłami, stąd właśnie św. Tomasz z Akwinu rozróżnia modlitwę naturalną od nadprzyrodzonej. Naturalna jest wpisana w naturę człowieka, w jego chęć uwielbienia Boga i tę naturalną skłonność człowieka odnajdujemy obserwując różne religie i kultury, gdzie od najdawniejszych czasów dostrzegamy pragnienie oddawania czci Absolutowi, jako nieodłączną ludzkiej naturze. Ale tylko dzięki łasce ta więź może stać się więzią nadprzyrodzoną – pisze św. Tomasz z Akwinu. I tę szczególną zdolność nawiązywania osobowego kontaktu z Bogiem otrzymujemy dzięki mocy Ducha Świętego, który jak zaświadczy o tym św. Paweł przychodzi z pomocą naszym ludzkim słabościom i nieumiejętności modlitwy przenosząc ją na zupełnie inny poziom [por. Rz 8, 26-27]. Co więcej – jak mówi o tym św. Paweł – Duch Święty sprowadza naszą modlitwę na poziom serca, czyli tam, gdzie ta modlitwa winna się realizować.
Jezus nieustannie zaprasza nas do intymnej relacji z Nim samym. A intymna relacja jest niemożliwa bez zaangażowania serca. To na tym poziomie możemy doświadczyć największej miłości Boga do nas, gdyż ludzki rozum nie jest w stanie jej ogarnąć. Może ją odczuć i doświadczyć tylko ludzkie serce – jak o tym pięknie mówi św. Jan od Krzyża, dlatego dla wyrażenia tej doświadczonej miłości Boga używa słów poezji, gdyż wie, że wszystkie inne słowa są zbyt małe by wyrazić to doświadczenie, które jest jego udziałem. Jezus chce kształtować w nas serce dziecka, które właśnie na poziomie serca może doświadczyć Bożej miłości. Temu ma służyć praktyka modlitwy serca, do jakiej zalicza się nasza praktyka medytacji.
W dzisiejszej Ewangelii Jezusa przekonuje nas, że Ojciec ma upodobanie w ludziach prostych i ufnych w Bożą miłość wyrażoną w słowie.
Do tej prostoty i ufnej otwartości pragnie nas wychowywać medytacja monologiczna, usuwając z naszego myślenia i z naszych serc wszystko, co zbędne i co mogłoby przeszkadzać w nawiązaniu tego intymnego kontaktu z Bogiem. Uświadamia nam ona, że inicjatywa w tej relacji jest po stronie Boga. Do nas należy jedynie otwartość się na dar łaski, który Bóg pragnie złożyć w naszych sercach i który przychodzi w tej modlitwie wraz ze słowem, które jej towarzyszy.
„Tylko Syn [zna Ojca] i ten, komu Syn zechce objawić” – mówi Jezus a Thomas Merton komentując to zdanie pisze, że „to objawienie dokonuje się w nas przez Słowo Jezusa, w które się wsłuchujemy i które jest przeniknięte obecnością Ojca”.
Apostoł Filip sformułował kiedyś jedną z najpiękniejszych próśb: „Panie, pokaż nam Ojca a to nam wystarczy” [J 14, 8]. Modlitwa Jezusowa czyniąc Jezusa realnie obecnym w nas przez swoje słowo jest tą, która ukazuje nam nieustannie prawdę o Bogu. Prawdę którą – podkreślmy to raz jeszcze – nie jesteśmy w stanie ogarnąć w pełni rozumem, dlatego Bóg posługuje się naszym sercem, gdyż tylko ono jest w stanie doświadczyć Boga, bo jak pisał Blaise Pascal: „Tylko serce jest w stanie ogarnąć to, czego rozum nie potrafi”.
W medytacji monologicznej pozwólmy zatem, aby nasz wyciszony i skupiony na słowie umysł dał pierwszeństwo sercu w poznawaniu Boga.
Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości.
A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy – Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził.
Tych to Dwunastu wysłał Jezus i dał im takie wskazania: «Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie». (Mt 10, 1-7)
Ewangelia zaprasza nas, abyśmy w świetle Słowa Bożego przemodlili swoje powołanie. Każda medytacja którą praktykujemy zarówno we wspólnocie jak i indywidualnie stawia nas pośród uczniów Jezusa. A jak wielokrotnie już mówiliśmy domeną ucznia, podobnie jak i domeną człowieka wiary jest słuchanie. „Słuchaj!” – to wezwanie, które jak refren przewija się przez Pismo święte. Gromadząc się za każdym razem na medytacji wierzymy, że Tym, który nas tutaj przywołuje jest Jezus. To na Nim w czasie medytacji skupiona jest nasza uwaga. To On jest w centrum. Przypomina nam o tym medytacyjne wezwanie, które towarzyszy naszej modlitwie: „Jezus”, „Jezu, ufam Tobie”, „Panie Jezu, synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem”, czy „Maranatha – Przyjdź Panie”. Wierzymy, że każde z tych wezwań wypowiadanych w wierze i miłości w ciszy serca prowadzi nas w stronę Jezusa.
Trwanie na medytacji pozwala nam uświadomić sobie, że nie jesteśmy tu przypadkiem, tak jak nic w naszym życiu nie jest przypadkiem. Każdy nas pojawił się na świecie w jakimś celu. Ten cel został przewidziany przez Boga, który jest źródłem naszego życia. Od pierwszej chwili gdy zaczęło bić nasze serce bije ono także dla Boga. Modlitwa serca, którą jest medytacja monologiczna powinna nam o tym nieustannie przypominać. Im bardziej to serce jest zjednoczone z Bogiem – a tego też pragnie nas uczyć medytacja – tym bardziej będzie ono wskazywało nam najczystszą prawdę. Jak ktoś to ładnie określił „serce otwiera się i rośnie za każdym razem, gdy osoby i rzeczy z którymi wchodzi ono w relację będą nam bliskie”. To dlatego każde wejście w relację z Bogiem sprawia, że nasze serce rośnie i otwiera się coraz bardziej na Jego łaskę i miłość. Tak dzieje się w każdej medytacji.
Idąc za radą Psalmisty: „Jedynie w Bogu spoczynek znajduje moja dusza – bo od Niego pochodzi moja nadzieja” (Ps 62, 6), chcemy w medytacji zaleźć pokój dla naszych serc, wyciszenie dla naszych emocji, umocnienie wewnętrzne wobec wyzwań codzienności.
To uspokojenie znajdujemy w spokojnym oddechu, który towarzyszy naszej medytacji; oddechu, którego zwykle nie jesteśmy świadomi. Tymczasem medytacja pozwala nam zauważyć jego życiodajny rytm, poczuć pewien spokój płynący ze świadomości, że oddech też jest darem podarowanym nam przez Boga. Jak o tym pięknie przypomniał w jednej ze swoich konferencji ojciec Maksymilian: „nasze życie doczesne realizuje się między pierwszym wdechem a ostatnim wydechem”. Zatem to nie przypadek, że w medytacji monologicznej słowa modlitwy wiążemy z oddechem. Taka konstrukcja tej modlitwy zaprasza nas do tego, aby z każdym oddechem wołać do Tego, który zna nas po imieniu, kocha nas i bardzo pragnie się nam udzielać. Medytacja sprawia, że uświadamiamy sobie to mocniej niż zwykle, że On na nas patrzy, a my odwzajemniamy to spojrzenie i poprzez wezwanie, które towarzyszy naszej modlitwie wyrażamy naszą wiarę, ufność i miłość do Niego. Medytacja pozwala nam modlić w najściślejszym znaczeniu tego słowa – czyli trwać świadomie w obecności Boga.
To trwanie sprawia, że otwieramy się na zbawcze działanie Boga, tak jak siedząc w promieniach słońca otwieramy się na jego oddziaływanie. Wezwanie, które towarzyszy naszej medytacji jest zarówno naszym wołaniem jak i odpowiedzią daną nam przez Boga. Słowem, które – jak mówi Pismo święte – nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa (por Iz 55, 11).
Ewangelia dzisiejsza ukazuje nam, jak Jezus wywołuje imiona swoich uczniów. Każdy z nich ma swoją historię życia, swoją osobowość. Podobnie Jezus czyni w każdym pokoleniu Jego uczniów. Dzisiaj wzywa każdą i każdego z nas. Jezus udziela uczniom swojej mocy. Mają moc Jezusową.
Medytacja chce nam uświadamiać, że Jezus przywołuje nas codziennie, aby udzielać nam swojej mocy. Trwanie przy Jezusie, „bycie z Nim” czyni nas mocnymi Jego mocą w naszej kruchej osobowości i w najbardziej kruchych sytuacjach naszego życia.
Medytacja przypomina nam, że nasze powołanie spełnia się tam, gdzie żyjemy, w naszych rodzinach, wspólnotach, w pracy a nie tam, gdzie chcielibyśmy być w naszych marzeniach czy pragnieniach.
„Królestwo Boże jest w was” (Łk 17, 20,21) – przypomina Jezus, gdyż obszarem naszego zanurzenia w Jego królestwo jest nasze TU i TERAZ; nasze serce, nasz umysł i przestrzeń życia, w której na co dzień żyjemy. Dlatego medytacja pragnie nas nieustannie osadzać w naszej rzeczywistości a nigdy nie jest ucieczką od niej, gdyż miejsce gdzie Bóg stawia nas tu i teraz jest miejscem i czasem naszego uświęcenia.
Przypomnijmy kilka prostych zasad medytacji:
Usiądź wygodnie na krześle, stołku lub poduszce medytacyjnej. Wyprostuj kręgosłup. Możesz przymknąć oczy lub je całkowicie zamknąć. Siedź przez cały czas trwania medytacji tak nieruchomo, jak to tylko możliwe; przyjmując postawę, w której nasz kręgosłup będzie wyprostowany (jeśli siedzimy na krześle – nie opierajmy się o oparcie). Taka postawa ułatwia skupienie i uważność będącymi nieodzownymi elementami praktyki medytacyjnej.
Oddychaj naturalnie i spokojnie, starając się pozostawać cały czas w stanie koncentracji.
Pomocą w skupieniu naszej uwagi na „tu i teraz” jest powtarzanie prostego modlitewnego wezwania połączonego z rytmem naszego oddechu: imię „Jezus”, czy „Jezu, ufam Tobie” lub „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem!” lub „Maranatha” (Przyjdź Panie Jezu)
Powtarzajmy je w sercu delikatnie i wiernie przez cały czas trwania medytacji.
Kiedy pojawią się rozproszenia (myśli czy obrazy, które oderwą nas od skupienia na wypowiadanym w ciszy serca wezwaniu), nie walczmy z nimi. Wracajmy po prostu do recytacji swojego modlitewnego wersetu a on będzie działał jak kotwica, która zanurzając nas w chwili obecnej pozwoli, aby nasza medytacja stawała się doświadczeniem obecności Boga, który działa przez słowo – imię, które w tradycji biblijnej oznacza obecność i łaskę chwili.
Życie medytacyjne zakłada życie chwilą obecną i do niego prowadzi, gdyż to w chwili obecnej realizuje się nasze życie i nasza odpowiedź wiary i miłości. Chwila to ziarnko gorczycy. Życie chwilą obecną to radykalny sposób umierania dla siebie – to naturalna forma ascezy. Trzeba się wyzwolić z jakiejkolwiek myśli o rezultacie medytacji i uznać, że najważniejsze w tej modlitwie jest trwać przez Bogiem, całym sercem wypowiadając Mu nasze „tak” na to, co chce On w tym czasie uczynić z naszym sercem i naszym życiem.
Jest to droga, do tego, aby modlitwa Jezusa ogarnęła nas a jej owoce objawiły się z całą mocą w naszym codziennym, nawet najbardziej aktywnym życiu.
Modlitwa na rozpoczęcie medytacji
Ojcze niebieski,
Otwórz nasze serca na cicha obecność Ducha Twojego Syna.
Wprowadź nas w misterium ciszy,
W której Twoja miłość objawia się wszystkim, którzy wołają:
Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem!