Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Moc imienia Jezus

W czasie Ostatniej Wieczerzy Jezus, podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami:

«Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się wypełniło Pismo.

Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.

Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie».  (J 17, 11b-19)

Ostatnio towarzyszy mi lektura książki p. t. „Moje życie ze starcem Józefem” będącej biografią słynnego starca Efrema z Góry Athos, który żył jeszcze, gdy przed laty miałem szczęście być na Górze Athos dzięki życzliwości prawosławnego arcybiskupa Jeremiasza. Jednym z motywów tej biografii, który przebija się w niej niczym refren jest przypomnienie, że naszym przeznaczeniem jest świętość, czyli podobieństwo do Boga. My oczywiście wymyślamy sobie inne przeznaczenia, albo wierzymy w inne przeznaczenia, ale przeznaczenie jest tylko to jedno – świętość. Bohater książki w tym stwierdzeniu jest bardzo kategoryczny a w dążeniu do niej bardzo wytrwały. Jednak jak pisał św. Izaak – także wielokrotnie przywoływany w  rzeczonej książce: „Cechą przeznaczenia do świętości i zbawienia jest to, że można od niego uciec, bo świętość podobnie jaki zbawienie z natury swojej wymaga wolnej i nieprzymuszonej decyzji. Kto odrzuci to jedyne przeznaczenie stanie się człowiekiem zagubionym na całą wieczność”. I konkluduje: „Można żyć w zagubieniu, ale jest to życie w cierpieniu, bo człowiek zagubiony cierpi”.

Jednym z wymiarów naszego uświęcenia – o którym mówi dzisiejsza Ewangelia – jest Słowo. Słowo, które zachowuje nas w Jego Imieniu. Jest to Słowo prawdy. Bóg pragnie nas przez nie uświęcać i zachować od tego świata. I to czyni właśnie w praktyce medytacji. W największym chaosie życia mogę słuchać Jezusa, który przekazuje mi Słowo i czyniąc je światłem serca i rozumu swoich uczniów chce nas ustrzec od zagubienia.

Praktyka codziennej medytacji uświadamia nam, że w Słowie, które daje nam Jezus możemy codziennie odnajdywać oparcie i światło. Ilekroć je czytamy, modlimy się nim, wsłuchujemy się w nie w ciszy serca tylekroć Jezus chroni nas przed zagubieniem się w sprawach tego świata.

Pięknie o tym pisze autor wspomnianej przeze mnie książki, który także w praktyce hezychii – drogi do wewnętrznego pokoju opartej na ciszy, czuwaniu i modlitwie Jezusowej – widzi ścieżkę osobistego uświęcenia:

„Starzec mówił nam: Usiądź na swojej ławeczce i zacznij w stanie czystości i spokoju odmawiać modlitwę Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem. I tak oto siedzieliśmy w swoich celach, zamknąwszy się w ciemności, mieliśmy tylko czotki i pokłony; pokłony i czotki – nic więcej. Zamykałem się czasem na dwie, czasem na trzy godziny odmawiając Modlitwę Jezusową. Często siedziałem nawet i pięć godzin. Starzec często powtarzał: jeśli jako naśladowca Chrystusa nie znajdziesz pocieszenia w modlitwie nie znajdziesz go nigdzie. I dodawał: chrześcijanin, który nie znajduje czasu na modlitwę i czuwanie naśladując w tym naszego Pana nie może nazywać się chrześcijaninem. Najpierw stajemy się uczniami Jezusa w sercu a dopiero potem na zewnątrz! Dzięki świadomemu czuwaniu na modlitwie zyskujemy taką wrażliwość, która potrafi z daleka rozpoznać zasadzki złego ducha i zauważyć wszelkie namiętności rodzące się we wnętrzu i zagrażające naszemu duchowemu wzrostowi”.

Pozwólmy się więc w praktyce medytacji uświęcać się Słowu, które wybrzmiewa w ciszy naszych serc. Tak! Nie uświęcajmy się sami, bo tego nie możemy zrobić sami. Niech uświęca nas cisza, w której objawia się moc Imienia Jezus, które wypowiadamy. Niech uświęca nas Bóg Ojciec, zgodnie z prośbą Jego Syna, przez moc łaski i działanie Ducha, które przychodzą do nas wraz z każdym wezwaniem: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, ulituj się nade mną grzesznikiem”.

Człowiek ducha

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek usłyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi.

Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego weźmie i wam objawi». (J 16, 12-15)

Ewangelia ostatnich dni mówi o słuchaniu, ale o zupełnie innym słuchaniu niż to, do którego jesteśmy przyzwyczajeni na co dzień. Chodzi bowiem o umiejętność słuchania sercem – tak ważne w życiu duchowym. Nie lekceważąc roli naszego intelektu nie wolno nam zapominać, że Duch Święty mówi także do naszego serca. Tę zdolność słuchania sercem podkreślali już Jan Kasjan czy Ewargiusz z Pontu mówiąc o modlitwie wewnętrznej, lub modlitwie serca, która otwiera nas na prawdę często nieuchwytną dla rozumu; prawdę, którą można przyswoić jedynie na płaszczyźnie serca.

Jan Kasjan w „Rozmowach z Ojcami” określa to mianem Bożej pedagogii, boskiego prowadzenia człowieka, które jak on to nazywa „sięga mądrości ponadludzkiej i uczenia się patrzenia z Bożej perspektywy na dzieje świata i każdego człowieka w pokoju serca, którego źródłem jest Bóg, z którym to serce jest zjednoczone na modlitwie”.

Jezus mówi dzisiaj o Duchu Prawdy, który „doprowadzi nas do całej prawdy”.

Komentując ten fragment Ewangelii Thomas Merton pisze: „Życie jest długie i złożone, wymaga cierpliwości – do materii i formy życia, do siebie samego, do Boga który widzi wszystko i jest dobry i pragnie naszego zbawienia, ale prowadzi nas ku prawdzie w tempie, które jest dostosowane do możliwości każdej i każdego z nas. On wie, kiedy będziemy mogli znieść to, co chce nam objawić. Dlatego potrzebny jest nam dystans do własnych gorączek, do pokusy przyśpieszania naszego duchowego wzrostu i rozwoju i całkowite zdanie się z zaufaniem na działanie Ducha Świętego. Jest w tym propozycja pewnego stylu życia zaczerpnięta od samego Chrystusa, który uświadamia nam, że wszystko w życiu, które jest częścią historii zbawienia ma swój czas.” (Nowy człowiek)

Każdy z nas, kto ma za sobą pewne doświadczenie życia wiarą wie, że gdy w wierze człowiek coraz bardziej dojrzewa: coraz więcej i coraz głębiej widzi w świetle tej wiary, gdyż wiara odsłania przed nami nie przeczuwaną głębię i bogactwo życia ukrytego pod pozorami, na których zbyt często mamy pokusę się zatrzymywać. „Ten rozwój wiary na tej ziemi nigdy się nie kończy. To Duch Święty czuwa nad rozwojem wiary, zarówno w całym Kościele, jak w każdym z nas, pod warunkiem, że jesteśmy gotowi poddać Jego prowadzeniu.” – przypomina nam kanonizowany w ostatnia niedzielę św. Karol de Foucauld.

Jezus uświadamia nam, że potrzebujemy czasu i ciągłego dojrzewania, abyśmy mogli przyjąć wszystko, czego pragnie nam udzielać. Życie wiary jest procesem. Jest drogą, na której pozwalamy się prowadzić Jezusowi przez Ducha Świętego. Tej postawy pokory i cierpliwości w duchowym wzrastaniu pragnie nas uczyć medytacja, w której przez zasłuchanie w słowo, które wybrzmiewa w ciszy naszych serc zdajemy się na prowadzenie przez Ducha Jezusa niczego nie przyśpieszając i – używając słów Mertona – trwając w postawie słuchania z dystansem do naszych wewnętrznych gorączek.

Jak zwykł mawiać wielki nauczyciel Modlitwy Jezusowej święty starzec Jan z Wałaamu: „Jeśli poddam się prowadzeniu Duchowi Jezusa, moje życie stanie się Jezusowe a ja sam stanę się Jego chwałą”.

Wszczepieni w Chrystusa

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który go uprawia. Każdą latorośl, która nie przynosi we Mnie owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie.

Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, to proście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami». (J 15, 1-8)

Pan Jezus mówi o sobie, że jest krzewem winnym. Do latorośli zaś porównuje tych, którzy są z Nim złączeni i stają się uczestnikami Jego natury przez Ducha Świętego, który został im dany. Albowiem to święty Duch Chrystusa łączy nas z Jezusem. Ta łączność wyraża się na różne sposoby… Pierwszym i najważniejszym jej wymiarem jest chrzest.

Możemy tę łączność realizować także akt woli, na mocy powziętego przez nas postanowienia. Ten akt woli , to nic innego jak łączność z Chrystusem przez wiarę w Niego. Wiara bowiem to nic innego jak chęć budowania relacji z Jezusem, która On odwzajemnię przez swoją miłość i łaskę, jakiej udziela poprzez doświadczenie wiary. 

Jednym z wymiarów w jaki realizujemy relację wiary jest medytacja. Nie tylko przez to, że spełnia ona postawiony przez św. Pawła warunek, o którym mówi on, że wsłuchiwanie się w słowo umacnia tę wiarę (por. Rz 10,17), ale również przez to, że według świętego Pawła ten, kto się łączy z Jezusem, jest z Nim jednym duchem (por. 1 Kor 6, 17).

Cała idea medytacji polega na tym, że zarówno jej nauczycielem, jak i współtwórcą jest Duch Święty. Co więcej jest On także tym, który modli się w nas. Zatem medytacja to nic innego, jak włączenie się w ten nurt modlitwy, której twórcą w naszych sercach jest w Duch Święty.

Jezus zwraca mi uwagę na moc, jaka płynie z Jego Słowa. Ono oczyszcza i pomaga mieć udział w Jego życiu. Trwam w Jezusie, gdy trwam w Jego Słowie. Tego właśnie w praktyce uczy nas medytacja.

Jezus mówiąc tę przypowieść o winnym krzewie chciał nam uświadomić, że trwanie w Nim jest to dla nas wielkim dobrem. A nawet że nasza łączność z Nim to dla nas sprawa życia i śmierci. A to dlatego, że bez żywej łączności z Jezusem prawdziwe życie nie jest możliwe.

Owszem można, rzecz jasna, żyć tak jakby Chrystusa nie było i robić wielką karierę, zyskać wielki poklask u ludzi, być autorem wielkich wynalazków i podejmować wielkie przedsięwzięcia – z perspektywy ludzkiej nawet dobre. Jednak w oderwaniu od Chrystusa te wszystkie dzieła będą miały jedynie wymiar doczesny.

To, co sprawia, że owoce naszego życia mają zarówno wymiar doczesny jak i wieczny, to właśnie nasza łączność z Chrystusem i Jego łaską.

Praktyka medytacji jest tym, co uczy nas dobrze przeżywać nasze życie, ponieważ uczy nas świadomie zanurzać nasze życie w Jezusie, chwila po chwili.

Medytacja pozwala nam trwać w świetle

Jezus tak wołał: «Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał.

Ja przyszedłem na świat jako światłość, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności. A jeżeli ktoś słyszy słowa moje, ale ich nie zachowuje, to Ja go nie potępię. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat potępić, ale by świat zbawić.

Kto Mną gardzi i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które wygłosiłem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym. Nie mówiłem bowiem sam od siebie, ale Ojciec, który Mnie posłał, On Mi nakazał, co mam powiedzieć i oznajmić. A wiem, że przykazanie Jego jest życiem wiecznym. To, co mówię, mówię tak, jak Mi Ojciec powiedział». (J 12, 44-50)

Mało kto zdaje sobie sprawę słuchając dzisiejszej Ewangelii, że zaraz po tym fragmencie zaczyna się opis Ostatniej Wieczerzy.

Jezus zatem po raz ostatni zabiera głos publicznie, po raz ostatni zwracając uwagę swoim słuchaczom na to, że zarówno przyjęcie Go, jak i odrzucenie jest sprawą najwyższej doniosłości.

Jezus ostatni raz nawiedza świątynię w Jerozolimie. Zanim zacznie mówić słowa, które słyszymy w dzisiejszej Ewangelii przechadza się w milczeniu w portyku Salomona w świątyni Jerozolimskiej. Jego milcząca obecność rodzi napięcie wśród Żydów, bo jego ostatnie wystąpienie ma miejsce po uroczystym wjeździe do Świętego Miasta. Poruszające słowa komentarza do tej sceny napisał Thomas Merton: „Milcząca obecność Boga może budzić we mnie napięcie, zwłaszcza gdy czekam na Jego słowo albo gdy trudno mi wejść w milczenie i ciszę. Czy nie wymuszam na Bogu odpowiedzi? Czy w mojej modlitwie jest przestrzeń na przedłużoną ciszę i na cierpliwe słuchanie?” [Nowy posiew kontemplacji]

Czy potrafimy czekać na odpowiedź jakiej udzieli nam Bóg w swoim czasie? W doświadczeniu medytacji możemy bowiem zderzyć się z tym, co Merton określa mianem „milczącej obecności Boga”. Takie doświadczenie może w nas zrodzić poczucie pustki i napięcia. Nasze ego domaga się znaków obecności, skoro już tej obecności poświęca swój czas w medytacji.

Ważną prawdę ukazuje nam dzisiaj Pan Jezus: „kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał”. Dopiero w Jezusie Chrystusie możemy poznać czystą prawdę o Bogu i skorygować różne wypaczenia, jakie znalazły się w różnych naszych wyobrażeniach na temat Boga. Bóg w Jezusie zyskuje ludzką twarz; staje się kimś bliskim, tego doświadczenia nie miały pokolenia Starego Testamentu.

Całe życie Jezusa było przejrzyste i jako Mistrz i Nauczyciel życia wzywa nas do tego samego. Jaki bowiem byłby sens bycia człowiekiem wierzącym, gdyby ta wiara nie była widoczna w naszym sposobie bycia, mówienia, w naszych wyborach. Warto pytać, czy doświadczenie medytacji zmienia nasze życie? Czyni je bardziej przejrzystym!?

Patrząc na Jezusa, możemy zrozumieć, że w swojej miłości do nas Bóg jest absolutnie bezinteresowny, a jeśli czasem żąda od nas rzeczy trudnych, to dlatego, że prawdziwa miłość musi być wymagająca! Tylko wówczas służy rozwojowi iw wzrostowi osoby kochanej!

Naprawdę warto pamiętać o tym podstawowym kryterium wiary: im uważniej będziemy się wpatrywać w Jezusa, tym bardziej będziemy poznawali Boga i im bardziej będziemy wsłuchiwali się w Jezusa tym bardziej możemy być pewni, że wsłuchujemy się w głos samego Boga. Medytacja jest wsłuchiwaniem się w Jezusa, który nas przemienia mocą swojego słowa i łaski; mocą swojej miłującej obecności.

Ale jak pisze Merton –  „równie tego, kim jest człowiek, możemy się ostatecznie dowiedzieć dopiero w Jezusie Chrystusie. Dzięki Chrystusowi dowiadujemy się, że sens naszego człowieczeństwa zrealizuje się ostatecznie dopiero w życiu wiecznym a tutaj realizuje się przez życie duchowe i że nieszczęsny jest rzeczywiście człowiek, który zyskałby nawet cały świat a zagubi się duchowo” [Chleb żywy].

Bardzo przejmujące są słowa dzisiejszej Ewangelii, że nie rozpoznając Chrystusa jako światła i nie wierząc w Niego, człowiek pozostaje w ciemności. Medytacja jest doświadczeniem, które uczy nas przez zasłuchanie w Jezusa chodzić w świetle.

Zbliżenie do Boga, które ocala

Jezus powiedział do Nikodema:

«Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego.

A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto źle czyni, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby jego uczynki nie zostały ujawnione. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki zostały dokonane w Bogu». (J 3, 16-21)

Lubię tę Ewangelię opowiadającą o spotkaniu Jezusa z Nikodemem. Jest taka… medytacyjna. Nikodem przychodzi, aby w ciszy nocy słuchać słowa Jezusa. Może trochę za dużo gada, jak na postawę medytacyjną i zadaje za dużo pytań. Może gdyby słuchał sercem a nie tylko głową łatwiej byłoby mu zrozumieć tajemnicę do smakowania której Jezus go zaprasza.

Warto zwrócić uwagę na kilka par przeciwieństw, których Jezus używa w rozmowie z Nikodemem: zginąć – mieć życie wieczne, być potępionym – być zbawionym, wierzyć w Jednorodzonego Syna Bożego i nie wierzyć w Niego, umiłować ciemność – umiłować światło, dopuszczać się nieprawości i spełniać wymagania prawdy, nienawidzić światła – zbliżać się do światła.

Pan Jezus używa tych przeciwieństw, żeby pokazać, że oddalenie od Boga człowiekowi – to mało powiedzieć – szkodzi, ale go niszczy, przekreśla sens naszego życia; w oddaleniu od Boga człowiek marnuje samego siebie. I odwrotnie: zbliżenie się do Boga to uratowanie się od bezsensu, to ocalenie tego, co najważniejsze, to otwieranie się na życie wieczne.

I w zasadzie tutaj można by skończyć komentarz, aby usiąść i zastosować to zbliżenie się do Jezusa przez praktykę medytacji.

Warto jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden fakt. Otóż Jezus nie mówi: „Wobec tego zbliżajcie się, kochani, do Boga, a ocalicie samych siebie”. Żeby zobrazować tę sytuację można użyć obrazu człowieka bardzo chorego, który nie ma sił nawet na to, żeby pójść do lekarza. Dlatego lekarz musi przyjść do niego!

Taka właśnie była sytuacja duchowa ludzkości. Wskutek oddalenia od Boga człowiek był pogrążony w swojej bezsilności i do tego stopnia pozbawieni sił duchowych, że zginęlibyśmy, gdyby Boski Lekarz sam nie przyszedł do nas. Na szczęście jednak „tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.

To bardzo ważne, bo dopiero w świetle tej miłości Boga do ludzi możemy jako tako zrozumieć samych siebie. Możemy zrozumieć, co to znaczy być człowiekiem i jak wielka jest ludzka godność. Człowiek to ktoś tak ważny, że sam Bóg go kocha i chce w nas mieć przyjaciół na wieczność.

Zarazem w dzisiejszej Ewangelii pokazuje Pan Jezus wielkość naszego zagubienia. Oto dokonuje się niepojęte dzieło miłości Boga do nas, sam Syn Boży przychodzi do nas, żeby nas uratować od śmierci wiecznej – a my od Niego uciekamy. „Światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło, bo złe były ich uczynki”.

Poza światłem, które rozświetla nasze życie poprzez słowo i łaskę bardzo łatwo się zagubić. Jak to ładnie określił św. Jan Paweł II stracić orientację kim się jest, jaki  jest sens naszego istnienia i jak jest nasza godność.

Św. Augustyn ujął to w innym zdaniu: „Niespokojne jest serce człowieka dopóki nie spocznie w Tobie – Boże”. A mówił to czerpiąc ze swojego bogatego doświadczenia życiowego.

Medytacja jest właśnie tym doświadczeniem naszego spoczynku w Bogu i zgoda na to, aby słowo, które karmi nas w medytacji stawało się światłem oświecającym nasze życie – najpierw wewnętrzne a potem również zewnętrzne. Po to by móc nieustannie wzrastać w prawdzie, gdyż to prawda czyni nas naprawdę wolnymi..