Warszawska grupa medytacji chrześcijańskiej

Gdy przychodzimy na medytację ze świata naszej codzienności…

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni.

Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim». (Mt 5, 17-19)

Medytacja to za każdym razem możliwość zbliżenia się do Jezusa, który formuje nas – swoich uczniów – przez swoje słowo. W medytacji siadamy tak jak kiedyś apostołowie obok Jezusa, aby Go słuchać. Dzisiaj mówi o przestrzegania i zachowaniu Bożego Prawa wyrażonego w Słowie Bożym. To ważne przypomnienie dla współczesnego człowieka, który ma pokusę kształtowania prawa i życia tak jakby Boga nie było. W tym kontekście tak bardzo znamienne są słowa papieża, który był świadkiem rodzącego się w Niemczech totalitaryzmu nazistowskiego – Piusa XI z Encykliki Mit brennender Sorge potępiającą system hitlerowski, ale upominającą się także o historyczną pamięć świata dla Pisma świętego: „Tylko ślepota i pycha – pisze papież – mogą zamykać oczy na skarby nauk, jakie mieszczą się w Starym i Nowym Testamencie. Kto chce wyrzucić z nauki i edukacji historię biblijną i mądrość Starego i Nowego Testamentu, ten ciasnej i ograniczonej myśli ludzkiej karze być sędzią planów Bożych względem historii świata, ten zaprzecza wierze w prawdziwego Chrystusa, takiego, jaki się pojawił w ciele, ale i godności człowieka jaką objawił i bronił Jezus”.

Medytacja pozwala uchwycić się mocno słów Jezusa, który uświadamia nam, że Prawo Boże jest dla nas nie tylko fundamentem wiary, ale też i dobrego, prawego życia, których nie wolno nam kształtować jedynie wedle własnego osądu. Jezus, jako dobry Nauczyciel uczy szacunku dla nienaruszalnych wartości.

Jezus będąc dla nas Nauczycielem i Przewodnikiem w praktyce medytacji przekonuje nas, abyśmy zawsze opierali się w życiu na Jego słowie. Wszystkie ideologie, filozofie środowisk naukowych przeminą. Jedynie Jego Słowo nie przeminie. I dlatego Jezus i Jego słowo jest dla nas – wierzących niezmiennym punktem oparcia, tak jak doświadczamy tego w praktyce medytacji, gdzie to słowo jest dla nas kotwicą, źródłem zakorzenienia w mądrości, która nie pozwala nam się zagubić, czy porwać różnego rodzaju myślom, które przychodząc chciałyby wykraść z naszych serc bezcenny skarb słowa. W tym sensie praktyka medytacji jest obrazem naszego życia. Tak długo, jak trzymamy się mocno słowa Jezusa jesteśmy bezpieczni.

Gdy przychodzimy na medytację ze świata naszej codzienności,  nasz umysł jest bardzo zajęty tym, czym się zajmowaliśmy. Nasza wyobraźnia jest napełniona obrazami, wrażeniami, myślami. Cały ten bagaż oddziałuje na nasze wnętrze odbierając często pokój naszym sercom. Kiedy jednak wchodzimy w ciszę medytacji i skupiamy się na modlitewnym wezwaniu powtarzanym w sercu w rytm naszego oddechu, doświadczamy tego, że dzięki słowu, które towarzyszy naszej praktyce i jest pokarmem dla naszego rozbieganego umysłu, nasze serca a wraz z nimi umysły zostają wyciszone. Ta kojąca cisza, która rodzi się w naszym wnętrzu dzięki działaniu i mocy słowa, które towarzyszy naszej praktyce kładą fundament pod kontemplację. Jak pisze św. Efrem Syryjczyk (którego wspomnienie będziemy obchodzili jutro): „Dzięki wezwaniu, które towarzyszy naszej wewnętrznej modlitwie możemy doświadczyć Bożej łaski pokoju, która przychodzi wraz ze słowem i odczuć w sobie bezmiar Bożej miłości, w którą zanurza na Duch Święty. A Boża miłość i łaska – jeśli się im powierzymy –  unoszą umysł tak, że przebywa on już nie po prostu w modlitwie, ale w kontemplacji Boga, w kontemplacji, która jest smakowaniem innego świata. W ten sposób nasza modlitwa przemienia się w modlitwę wewnętrzną, która otwiera naszemu umysłowi drogę do serca czyniąc naszą modlitwę wielkim świętem przebywania w Bożej obecności i nieustannego czerpania ze źródła, które Bóg przed nami otwiera w sercu”. [O modlitwie]

A Merton dodaje: „Modlitwa wypełnia się przez to, że czynimy ją wyrazem Miłości. Jeśli modlitwa nie jest wyrazem Miłości, to jest jakby „pusta” – jest podobna do człowieka bez serca (a zatem nie będzie nas ożywiała), gdyż to miłość będąca sercem modlitwy sprawia, że będzie ona w konsekwencji owocna i przemieniająca dla całego naszego życia” [Posiew kontemplacji].

Wchodząc w praktykę medytacji pozwólmy, aby była ona ożywiana miłością a wówczas wypełni właściwą jej rolę w naszym życiu.